Marka i Wojciecha Wareckich PRYWATNE REKOLEKCJE DLA SZYBKICH (?) I WŚCIEKŁYCH (!!!) - odcinek czwarty
data:21 marca 2015     Redaktor: GKut

BIUROKRACJA, FARYZEUSZE, czyli kto nas dręczy na co dzień?

 

 
 

„Ostrzeżenie przed uczonymi w Piśmie

 

Wówczas przemówił Jezus do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: «Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.” (Mt 23, 1))

 
 
 
 

 

„Redukcja liczby urzędników przypomina mi strzyżenie prosiąt: wełny mało, wrzasku dużo.”

Nikita Biełych, gubernator obwodu kirowskiego (Rosja)[1]

 

„Biurokracja to dobrze zorganizowana zaraza”

Cecil Parkinson

 

Na samej górze jest mafia, potem biurokracja, która wykonuje jej polecenia, a na samym spodzie upodlony naród. Tak opisała strukturę społeczną III RP pewna pani, w programie Jana Pospieszalskiego Warto Rozmawiać poświęconemu patologii, a często zwykłemu bandytyzmowi panującemu w spółdzielniach mieszkaniowych.

Czy faryzeusze byli urzędnikami? Zapewne w większości nie. Nie chodzi tu jednak o ich funkcję, ale o postawę, jaką reprezentowali wobec Jezusa i zwykłych ludzi. Będą oni dla nas figurą amorficznej klasy biurokratów, klasy, która oplotła nasze państwo i naród bardzo szczelną siecią i wysysa z nas wszelkie bogactwa, zabiera wolność i jest naszym dozorcą więziennym z ramienia mafii rodzimych i obcych agentur.

 

Administracja publiczna istnieć musi, podobnie jak państwo musi posiadać określone formy przymusu, które są sformalizowane i zbiurokratyzowane. W naszym pięknym kraju biurokracja zawłaszczyła olbrzymie obszary naszej rzeczywistości i proces posuwa się dalej. To wszystko zaczęło się gdzieś w okolicach grubej kreski, kiedy biurokracja peerelowska i „nowi” wzajemnie przemieszali się i stworzyli amorficzną hybrydę. Niezbyt wysokie morale jednych i drugich (przy powszechnym braku kwalifikacji) spowodowało bardzo szybki rozrost biurokratury.

 
 
 
 

 

 

Zewnętrzny obserwator łatwo może zarzucać aparatowi biurokratycznemu nieumiejętność podejmowania decyzji, nadmiar papierków i asekurację. „Jednakże samodzielny pracownik, na którym spoczywa odpowiedzialność za doskonałą usługę widzi sprawy inaczej. Nie chce ponosić zbyt dużego ryzyka, woli się zabezpieczyć i być podwójnie pewnym, że nie popełni błędu.”(Ludwik Mises Ludzkie Działanie)

Wszystkie problemy z biurokracją biorą się stąd, że w gruncie rzeczy nie ma żadnego sposobu, aby sprawdzić za pomocą bilansu strat i zysków, czy jej działanie ma sens czy nie. Po części z tego powodu jej zmorą jest przyciąganie i awansowanie osób niekompetentnych. W zabawny sposób opisał to zjawisko Lurence Peter formułując sławną Zasadę Petera, która głosi, że w hierarchii każdy pracownik stara się wznieść na swój szczebel niekompetencji, a z biegiem czasu każde stanowisko zostanie objęte przez pracownika, który nie ich nie ma, a pracę zaś wykonują ci, którzy nie osiągnęli jeszcze swego szczebla niekompetencji. Patrząc na nasze życie publiczne nie można się oprzeć przekonaniu, że z całą energią wcielamy Zasadę Petera w życie. A im na wyższym poziomie hierarchii urzędnik realizuje swą niekompetencję, tym koszty dla środowiska są większe (my jesteśmy tym środowiskiem przecież).

Nie są to wszystkie negatywne zjawiska związane z Zasadą Petera. Każda hierarchia odrzuca (złuszcza) ludzi bardzo kompetentnych i bardzo niekompetentnych. Szczególnie z punktu widzenia hierarchii niepożądana jest superkompetencja, ponieważ burzy ona samą hierarchię i jest dla niej śmiertelnym niebezpieczeństwem. Nauczyciel wyrastający poza system, wybitny polityk, dziennikarz -  pozostają często poza systemem, hierarchią, która nigdy nie zaniecha okazji, aby ich zniszczyć.

Jeszcze nie było takiego przypadku, żeby urzędnicy z własnej woli znieśli swoje przywileje i ograniczyli swoje samodzierżawie. Jedyny interes, jaki jest dla nich ważny, to interes ich środowiska: biurokratury – grupy, dzięki, której realizują swoje cele i dobrze się mają.

Pracowity urzędnik pracuje realnie dziennie najwyżej 3 godziny a cała reszta to bicie piany i picie herbaty.

Dzięki etatom politycy mogą na stanowiska kierować swoich spolegliwych partyjnych braci, dzięki czemu mają w ręku bardzo wymierne narzędzie kontroli, którego za nic się nie wyrzekną,  podobnie jak dotacji z budżetu. Wielu ludzi natomiast (a może prawie wszyscy) za dobry urzędniczy etat dałoby sobie odciąć jedną rękę.

Ech, tak sobie pourzędować…to dopiero życie! A po nas…choćby potop!

 
 
 
 
 

Epfraim Kisson pisze o tym zjawisku tak:

„Obywatel popełnia bowiem podstawowy błąd: biurokracja nie jest chorobą państwowości — to ona sama jest państwowością. Tak jest, biurokracja to apolityczny system rządów, który panuje dziś niepodzielnie w całym świecie, biurokracja to imperium biurokratów.

(…) To biurokraci są u steru. W agendach rządowych, administracjach miejskich, urzędach, fundacjach, związkach zawodowych, ba, nawet w samych partiach robotniczych można zaobserwować ten sam radujący serce obrazek: biuro, w którym umęczony urzędnik od świtu do nocy zaharowuje się na śmierć, a wokół siedem biur, w których siedmiu panów za siedmioma gazetami sportowymi siedem razy zasypia.(…)

Ladies and gentlemen, od tych panów za mało się wymaga i  po prostu nie mają nic do roboty. I dlatego trzeba im dostarczać zajęcia. Zamiast jednego formularza dla jednego urzędnika wymyśla się więc siedem formularzy dla siedmiu urzędników, które, rzecz jasna, muszą być wtedy koniecznie opatrzone siedmioma pieczątkami. Ale bynajmniej nie w tym samym biurze, Boże uchowaj — każdy stempelek ma naturalnie własne biuro.[2]

 
 
 
 
 
 
 

P o d s u m u j m y:

Oni, urzędnicy, biurokratura, nowa klasa, nomenklatura

Miejsce: Są praktycznie wszędzie. Oczywiście w administracji rządowej i samorządowej, służbie zdrowia, wojsku, policji. W organizacjach związkowych, zarządach spółek skarbu państwa. Z biurokracji składają się partie polityczne i związki zawodowe i, częściowo, Kościół.

Pochodzenie: stara nomenklatura i nowa klasa próżniacza, która wyrosła w czasach 3 RP. Urzędnicy rodzimi i unijni

Funkcja: Nie wykonują żadnej pracy, którą można zmierzyć wskaźnikiem efektywności. W większości nie są nikomu do niczego potrzebni, mimo że posiadają ogromną władzę nad nami. Nie pochodzą z żadnego demokratycznego wyboru. Członkowie tej sekty wyzyskiwaczy przyjmowani są na zasadzie kooptacji (zwłaszcza ci stojący na wyższych szczeblach hierarchii urzędniczej). Jak pisze Ludwik Mises: w każdym państwie potrzebne jest trochę biurokracji, ale tylko trochę. Są to miejsca i sektory, gdzie trudno zmierzyć efektywność pracy (policja na przykład).

 

Zmiana: Żadna jeszcze biurokracja nie zreformowała się sama. Nawet rewolucja nie jest lekiem na to zło. Rewolucja po prostu wytwarza nową biurokracje, która niejako nakłada się na tę starą.

 

Wolność. Ta klasa jest największym wrogiem naszej wolności w sensie gospodarczym, osobistym i politycznym. I musimy być tego świadomi.

 

Harry Teasley przez całe życie walczył z nią w USA . Sformułował 7 praw dotyczących jej funkcjonowania, które warto poznać:


Zasada nr 1: Za wszelką cenę utrzymaj problem! Problemy są podstawą władzy, korzyści, przywilejów i bezpieczeństwa. Problemy, a nie rozwiązania są podstawą sprawowania władzy. Wojna z ubóstwem, bezrobocie, przeciwdziałanie przemocy w rodzinie, walka z korupcją i tak dalej.

Zasada nr 2: Jeśli nie ma wystarczająco dużo kryzysów, stwórz je — nawet tam, gdzie żadne nie istnieją. Autor jako przykład podaje wojnę z Irakiem.

Zasada nr 3: Kontroluj przepływ informacji, udając otwartość

„Pół żartem, pół serio, wydają ogromne sumy pieniędzy na wszystkich szczeblach, próbując przekonać społeczeństwo i media o tym, że wcale nie próbują ich o niczym przekonać. W zamian proponują terminy takie, jak „sprawy publiczne”, „informacje publiczne”, „komunikacja i relacje publiczne”, „zaangażowanie publiczne”, po to, by uniknąć krytyki. Chodzi o to, że biurokracje rządowe nie chcą być postrzegane jako kontrolujące przepływ informacji, więc tworzą pozory zapewniania społeczeństwu wszystkich wiadomości, których ono chce i potrzebuje. Jednocześnie chcą wydawać się życzliwe, nie perswazyjne.” (mises.pl/blog)

Zasada nr 3a: Zaprzeczaj, zwlekaj, utajniaj, przekręcaj i kłam

Postępowanie rządu w sprawie Tragedii Smoleńskiej i setek innych afer obecnej administracji jest tego świetnym przykładem.

 

Zasada nr 4: Zwiększ rozgłos — zbuduj przykrywkę na powszechnej potrzebie pomagania innym

„Biurokracja rządowa wykształciła się na retoryce populistycznej. Biurokraci wyszkolili się w przemawianiu i kontakcie z prasą z punktu widzenia „pomocy innym”. To przekształcenie ludzkiego podejścia w relacjach z mediami, nauczanego jako najlepsza metoda na promocję i wzbudzenie zainteresowania mediów. Niemal każdy program rządowy — niezależnie od kosztów finansowych i ograniczeń wolności osobistej z nim się wiążących — może być sprzedany jako pozytywny poprzez media, jeśli tylko będzie reklamowany jako program na rzecz dzieci, środowiska, osób starszych, ubogich, bezdomnych, obrony narodowej, bezpieczeństwa narodowego czy chorych.”(mises.pl/blog)

 

Zasada nr 5: Stwarzaj uprzywilejowane grupy poprzez koncentrację korzyści, a kosztami obciążaj politycznych przeciwników.


Zasada nr 6: Demonizuj tych, którzy mówią prawdę i nie boją się powiedzieć: „Cesarz jest nagi” (mises.pl/blog)

 
 
 
 
 
 

Dwa słowa na koniec.

Może warto zawalczyć o wolność. Zorganizujmy ogólnopolską grę terenową pod tytułem: Mniej biurokracji, to więcej wolności! Nie mamy nic do stracenia, a w każdym razie niewiele. Co można zrobić?

  1. Zacząć monitorować przywileje i działania biurokracji i władzy. Grupowo i internetowo, na każdym poziomie.
  2. Stworzyć lokalne, a może i ogólnopolskie programy nieposłuszeństwa obywatelskiego.(tu link: http://solidarni2010.pl/12812-narodowa-kontrrewolucja-antysystemowa-8211-program-pozytywny.html )
  3. Zainteresować tymi działaniami, grupy, które na tym mogą skorzystać: np.: przedsiębiorców, pacjentów, pokrzywdzonych przez system.

 

Przypisy o polskiej biurokracji.

1. Fundacja Republikańska opublikowała raport „Mapa Zatrudnienia w Sektorze Publicznym”. Celem analizy było wskazanie na podstawie danych źródłowych rzeczywistego rozmiaru zatrudnienia w polskim sektorze publicznym. Jako środowisko Fundacji Republikańskiej wychodzimy z założenia, że obywatel płacący podatki, a zarazem finansujący utrzymanie osób zatrudnionych przez państwo, ma prawo do informacji o kosztach państwa

Z naszych analiz wynika, że w Polsce w roku 2012 zatrudnionych było 1,8 mln. pracowników sektora publicznego, a na ich wynagrodzenia wydaje się ponad 88 mld zł. Polska zajmuje 10. miejsce na 20 państw OECD pod względem rozmiarów administracji w stosunku do liczby obywateli. Najlepiej w tym rankingu wypada Korea Południowa. Warto zaznaczyć, że poziom kosztów czy zatrudnienia nie mówi o tym, czy administracja ułatwia życie, czy utrudnia. Co więcej, obecnie nic o tym nie mówi, gdyż żaden urząd nie ma systemu oceny jakości funkcjonowania. W Polsce nie działa system zarządzania przez cele oraz wskaźnikowania realizacji zadań publicznych, dlatego trudno jest zweryfikować efektywność za pomocą liczb. Ponadto z analiz zawartych w raporcie wynika, że wiele funkcji państwa jest dublowanych na różnych poziomach. Te same inspekcje, nadzory, urzędy funkcjonują jako podległe ministerstwom, wojewodom, a następnie samorządom. Wygląda na to, że proces unifikacji administracji został zatrzymany. Do tego niektóre procedury zajmują bardzo dużo czasu. Tylko na sprawozdawczość finansową przedsiębiorcy rocznie przeznaczają średnio ponad 247 godzin. Według autorów raportu największą barierą rozwoju Polski jest właśnie biurokracja.[3]

 

2.  W Polsce w życie weszło łącznie 25 634 stron maszynopisu nowego prawa, nowych ustaw, rozporządzeń i innych dokumentów, które tworzą lub zmieniają obowiązujące przepisy prawa – wynika z obliczeń firmy Grant Thornton za 2014 r. To absolutny rekord. Okazuje się, że ubiegłoroczny wynik jest o 11 proc. wyższy niż w 2013 r., 22 proc. więcej niż dekadę temu i aż 745 proc. więcej niż 20 lat temu. Gdyby przedsiębiorca chciał przeczytać wszystkie wchodzące w życie akty prawne, musiałby na to poświęcać średnio 206 minut każdego dnia.[4]

 

3.  Dla połowy przedsiębiorców regulacje i nadmierna biurokracja są największym hamulcem rozwoju - wynika z badania IBR 2013. To dla przedsiębiorców większy problem niż niepewność gospodarcza czy koszty finansowania inwestycji. Firmy szacują, że ich przychody byłyby 5-10 proc. wyższe, gdyby nie musieli się zmagać z problemami biurokratycznymi. W rezultacie podniosłoby to ich przychody o 200 mld zł.[5

 

4. Biurokracja w statystyce

 

Liczba urzędników w Polsce przekracza wszelkie granice rozsądku. Administracja państwowa, jak i samorządowa (bez wojska i ZUS-u) w 1990 r. liczyła 158,6 tys. zatrudnionych, a w 2012 r. przeciętne zatrudnienie urzędników wyniosło już ok. 431 tys. osób. W ww. okresie wzrost administracji wyniósł 172 proc., co stanowi swoisty rekord marnotrawstwa funduszy publicznych, uwzględniając jakość pracy i skuteczność działania tej grupy na rzecz dobra wspólnego. Suma wynagrodzeń w administracji państwowej i samorządowej w 2012 r. wyniosła 22 mld zł.

Rozrost administracji publicznej jest procesem ciągłym. W latach 2005-2012 przybyło 63 tys. urzędników, tj. ponad 17 proc. Największy wzrost, blisko 23 proc., uwidocznił się w administracji samorządowej, administracja rządowa zaś przyrosła o 10 proc. przeciętne zatrudnienie w tych sektorach w 2012 r. wyniosło odpowiednio 248,6 tys. i 181 tys. osób. Suma wynagrodzeń w administracji państwowej i samorządowej w 2012 r. wyniosła 22 mld zł.

Przeciętne wynagrodzenie urzędników publicznych (państwowych i samorządowych) w 2012 r. wyniosło 4,33 tys. zł miesięcznie. W sektorze prywatnym przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto, w tym samym roku, wyniosło 3,3 tys. zł, czyli o 32,4 proc. mniej niż pensja urzędnicza, a to przecież ta grupa składa się, płacąc podatki, na apanaże pracowników administracyjnych. Wzrost przeciętnego wynagrodzenia kadry urzędniczej w latach 2005–2012 wyniósł blisko 42 proc., w tym w administracji państwowej 37 proc., a samorządowej 48 proc[6]

5. Choroba „biurokracji” dopadła nawet polskie wojsko.

 

W 1989 roku – w czasie transformacji – polska armia liczyła 250 tys. żołnierzy. Do 2012 roku liczba ta spadła o połowę – do 120 tys. żołnierzy, z czego tylko 96,7 tys. to aktywni żołnierze zawodowi. Jednak polska armia, po przejściu w formę „zawodową”, stała się wielkim biurem dla wojskowych – wg Dziennika Gazety Prawnej nawet 70-80% całej armii (pomijając rezerwy), to „żołnierze biurowi”, czyli urzędnicy w mundurach. Ministerstwo Obrony Narodowej zapewniało, że trzeba tę sytuację poprawić, jednak na obietnicach się skończyło. Obecnie nie wiadomo,którzy żołnierze potrafią walczyć, a którzy tylko pracują za biurkiem i wypełniają papierki[7]

6. Ludzie piszą – „Służę w wojsku blisko 25 lat, byłem na misji w Iraku i Afganistanie i takiego picu i bajeru to nawet za komuny nie było. Powiem szczerze – mamy na 100 tyś. armię tylko 20 tyś. żołnierzy pod bronią – ponieważ 80 tyś. przerzuca się papierami i większość z nich nie trzymała broni w ręku od lat. 7 lat temu mieliśmy blisko 500 tyś. armię w tym 50 tyś. urzędników wojskowych- więc pod bronią było 450 tyś, ale minister Klich generałom kazał zrobić reformę więc zrobili: – zwolnili 300 tyś. żołnierzy służby zasadniczej do domu i blisko 100 tyś. zawodowych z jednostek bojowych. – zwiększyli 3 krotnie urzędników wojskowych, którzy przerzucają się papierami np: kiedyś była logistyka jednostek wojskowych więc równolegle powołano wielotysięczny Inspektorat Wsparcia, który dubluje logistykę, a żeby było mało powołano Wojskowe Oddziały Gospodarcze które również dublują logistykę – tym sposobem dziesiątki generałów i tysiące pułkowników siedzą nad papierami i przybiją pieczątki logistyce jednostek. – Stworzono tysiące etatów tak niezbędnych wojsku jak: psycholodzy, pedagodzy, księża, wychowawcy, socjolodzy itp – zwiększono ilość etatów generalskich – mamy ich więcej niż armia USA, a nawet więcej niż 20 mln. armia Chin !!! – pozostawiono dla picu 20 tyś. żołnierzy z jednostek liniowych – którzy w kółko jeżdżą na misje – niektórzy byli po kilka razy, i ci ludzie nie będą w stanie obronić 1 województwa, a co dopiero całego kraju. Obecnie w telewizji – zauważyliście -pokazuje się świetny sprzęt – OK, tylko zwróćcie uwagę, że nie pokażą Wam ich ilości – a jest tego po kilkanaście/ kilkadziesiąt egzemplarzy na całą Polskę. W picu jesteśmy mistrzami świata tylko 20 tysięczną armią ludzi pod bronią i świetnym sprzętem, ale w śmiesznych ilościach po kilkadziesiąt sztuk nie obronimy się przed Białorusią i Ukrainą o Rosji nie mówię (ich jedna ze 100 dywizji liczy więcej żołnierzy i sprzętu niż nasze 20 tyś. wojsko). Przypominam w naszej 100 tyś. armii , 80 tyś. biurokratów wojskowych nie potrafi walczyć chyba, że z kwitami! Jak się zainteresujecie, to dowiecie się, że identyczna sytuacja była tuż przed rozbiorami Polski.” Islamiści pokazują teraz swoje oblicze w Iraku i nie tylko tam – Totenkopf oraz Einsatzgruppen pod egidą USA i Anglików osiągnęli swój cel, wyszkolili super zbrodniarzy nad którymi stracili kontrolę. To są fakty. Autor: Darek[8]

7. Wymiar sprawiedliwości: Moja diagnoza jest pesymistyczna. Państwo nie gwarantuje dziś sprawiedliwości, wymiar sprawiedliwości daleki jest od uczciwości. Skala krzywd, z jakimi się stykam, jest ogromna. Nawet, jeśli wziąć pod uwagę, że trafiają do mnie tylko ci, którzy czują się pokrzywdzeni. Jako wieloletni sędzia często nie mogę pojąć, jak możliwe są pewne wyroki i niektóre decyzje. Jak można skazać czło­wieka na dożywocie za podwójne zabójstwo w sytuacji, gdy sędzia w uzasadnieniu nie wskazuje żadnych, ale to żadnych dowodów? Jak można skazać kogoś na 25 lat bez dowo­dów na udział w zbrodni? Albo na siedem, wyłącznie na podstawie pomówienia, zresztą odwołanego? A z drugiej strony ewidentne zbrodnie uchodzą bez kary. Znam dobrze sprawę, w której wszystko wskazuje na to, że młoda dziewczyna została zamordowana, ale prokurator na poważnie twierdzi, iż popełniła samobójstwo, trując się cyjankiem, a następnie w boleściach rzucała się po mieszkaniu, ponabijała sobie mnóstwo siniaków, po czym wysprzątała mieszkanie i zmarła. Takich przykładów jest wiele.[9]

8. Świątynie sprawiedliwości, w których sędziowie ubrani w majestatyczne togi celebrują misję szafarzy prawa. Misteria rozpraw, teatr bezstronności. Miejsca, w których zapadają decyzje o winie bądź niewinności, majątku lub nędzy, małżeństwie, dzieciach. O życiu człowieka. To fasada, którą widzą ludzie z zewnątrz. Faktycznie sądy są wielkimi fabrykami, w których oprócz kapłanów uświęcających w imieniu państwa wyroki, krząta się armia pracowników. W 299 jednostkach roi się od ludzkich mrówek, na które zwykle nie zwraca się uwagi. Ci wszyscy panowie i panie protokolantki, osoby odbierające pisma w okienku podawczym, woźni, sekretarze... 31-tysięczny legion urzędników sądowych i personelu pomocniczego (nie licząc asystentów i referendarzy). Jest ich niemal trzy razy więcej niż sędziów, a bez ich wysiłków sądowniczy mechanizm nie byłby w stanie funkcjonować. Żarna mielące prawo zastygłyby w bezruchu. Paradoksalnie to grupa pracowników źle opłacanych. I nie zawsze dobrze traktowanych.

 

Oni sami przyrównują siebie do współczesnych niewolników; mówią, że mają mniej praw – i pieniędzy – niż kasjerki w supermarketach albo obsługa call center. Państwowa Inspekcja Pracy do sądów boi się zaglądać. Walczyć przed sądami pracy za bardzo też nie mogą – pracownik sądu pozywający pracodawcę, czyli sąd, nie jest w najlepszej sytuacji. No i jeszcze cywilizacyjny, zabawny paradoks: oni nie mogą liczyć na benefity w postaci np. prywatnej opieki medycznej, karnetów na siłownię także nie dostaną. Jedyne, czego można im zazdrościć – choć nie wszystkim i nie do końca – to pewnego bezpieczeństwa, jakie daje praca na państwowym etacie. Jednak także i to odchodzi w przeszłość – miejsce urzędników coraz częściej zajmują ludzie wynajmowani na zasadzie outsourcingu z agencji pracy tymczasowej. Ostatnio urzędnicy sądowi zaczęli się buntować, publicznie podnosić, że dla nich – wyrobników sprawiedliwości – właśnie tej brakuje. Ostatniego dnia października pod gmachem Ministerstwa Sprawiedliwości pracownicy sądownictwa zorganizowani w strukturach Solidarności odprawili obrzęd dziadów.[10]

 
 
 
 


[1] „Forum”, 14 lutego 2011.

[2] Epfraim Kishon, Z zapisków podatnika. bilans satyryczny, Wydawnictwo M, Kraków, 1994

 

--------------------------------------------------------------------------------
 
 
Psychologowie Marek i Wojciech Wareccy - jedni z rozmówców twórców "Lawy" - to autorzy niezwykle ważnych książek: „Woda z mózgu”, wydanej w 2011r. oraz „Pożeracze mózgów”, która jest pozycją przeznaczoną dla młodego odbiorcy. Książka ta powstała, jak twierdzą autorzy, by dać narzędzie młodemu czytelnikowi i całej rodzinie; żeby młodzież nie przyjmowała bezkrytycznie wszystkich postaw, wszystkich wzorców propagowanych przez media.Psycholodzy Wojciech Warecki & Marek Warecki zajmują się przeprowadzaniem treningów oraz doradztwem psychologicznym szczególnie w zakresie:
 
  • Stres, psychosomatyka
  • Mobbing funkcjonowanie człowieka w organizacji
  • Psychologia wpływu i manipulacji
  • Psychologia oddziaływania mass mediów (w tym nowe media)
  • Rozwój osobisty i kreatywność
  • Praca zespołowa i kierowanie
  • Psychologia sportowa
  • Problemy rodzinne.
  • Warsztaty skutecznego uczenia się.
Kontakt: : wojtek@warecki.pl , Tel.: 509 274 053

 
 





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.