Destrukcja zdolności obronnych naszego kraju została podniesiona do swego apogeum
data:06 marca 2015     Redaktor: AK

Z 45 tysięcy polskich szeregowców 35 tysięcy (a według niektórych źródeł „tylko” 20 tysięcy) musi opuścić armię. Zmuszają do tego (sic!) przepisy, które kiedyś ktoś wymyślił. O tym, że te przepisy inny ktoś może bez problemu zmienić, jakoś się nie mówi.

 

Armia polska liczy około 100 tysięcy żołnierzy, w której liczniejsi od szeregowców są oficerowie. Odejście 85% (lub „tylko” 45%) szeregowców sprawi, że w armii pozostaną prawie sami oficerowie.

 

Jeżeli już przed zapowiedzianym powyżej faktem stosunek ilości szeregowców do oficerów był bardzo nieprawidłowy (czytaj: nieoperacyjny), to co będzie teraz? Zostaną sami oficerowie, razem z ich biurkami, a także wiekiem i wynikającą z niego (nie)sprawnością bojową.

 

Nawet gdyby wokół Polski panował pokój, pozbywanie się tylu szeregowców byłoby albo nierozsądne, albo… zastanawiające. W sytuacji, gdy na Ukrainie jest wojna, jest to albo jeszcze bardziej nierozsądne, albo… straszliwie zastanawiające. Kto będzie bronił Polski? Oficerowie z brzuszkami (to normalne, że panowie w pewnym wieku mają brzuszki, ja też mam)?

 

Według przepisów, które, jak powiedzieliśmy, ktoś kiedyś wymyślił, a których nikt nie zmienia, w armii można służyć tylko przez 12 lat. Na Boga dlaczego?! Przecież jest to armia podobno zawodowa, zatem służy się w niej całe życie. Przecież i tak trzeba będzie znaleźć następców zwolnionych żołnierzy (bo przecież nie „powołać”), a oni sami zaś staną murem nie przed wrogiem, lecz przed urzędami pracy, nie mają oni bowiem prawa do emerytury ta przysługuje po 15 latach służby.

 

Zwalnianie ludzi po 12 latach w sytuacji, kiedy do emerytury potrzeba lat 15, to jest moralne przestępstwo.

 

Pytanie, skąd zwerbować następców (jeżeli już), jest bardzo uzasadnione. Zwalniani dzisiaj żołnierze czują się oszukani, bo zaufali wojsku, ono miało być na całe życie i na dożycie. To była polisa ubezpieczeniowa dla nich i dla nas. Obie strony, oni żołnierze, i my obywatele, na dotrzymaniu warunków tego kontraktu możemy tylko zyskać. Co więcej, jest on nam wszystkim niezbędny do spokojnego życia. Jeśli teraz ci żołnierze zostaną zwolnieni, trudno będzie o takich, którzy znowu wojsku (czytaj: elitom) zaufają.

 

Powtarzam pytanie : kto wymyślił takie rozwiązanie i dlaczego, czy zawinił brak rozsądku czy też przyczyną jest coś innego?

 

Co więcej, szeregowcy mający odejść, walczyli we wszystkich „naszych” (bo nie naszych) wojnach, stanowią przez to nieoceniony kapitał, który byłby chroniony przez wszystkich wodzów od Aleksandra Macedońskiego począwszy. Także nasi decydenci, broniąc swoich decyzji o wysyłaniu naszego wojska na zagraniczne wojny, mówili chętnie i słusznie! o zdobywaniu niezastąpionych niczym umiejętności bojowych. Dzisiaj ci cenni szeregowcy są usuwani z wojska, jako bezrobotni będą musieli być opłacani przez urzędy pracy, a ich następcy będą musieli być wyszkoleni (pytanie: przez kogo) też za pieniądze. Co ważniejsze: ich umiejętności walki, okupione krwią, potem i złotówkami, zostaną zmarnowane.

 

Szukając w mającej powstać sytuacji raczej na próżno  nowych szeregowców, nie będziemy działać taniej, lecz drożej, nie będzie też bardziej bezpiecznie, wręcz przeciwnie.

 

3541 tysięcy żołnierzy  toć to wszyscy! Ich nawet nie uda się zastąpić! A dla nowych gdzie uda się znaleźć nowe wojny, aby się nauczyli  o ironio!  walczyć? Ci, którzy teraz mają odejść, być może nie powinni już w wojnach uczestniczyć, ale skoro już na nich byli, to powinni w wojsku zostać, aby szkolić innych. I aby walczyć w obronie Polski, jeżeli  nie daj, Boże  zajdzie taka potrzeba. Ich doświadczenie bojowe jest bowiem nieocenione, to znaczy pozostaje poza wszelką kalkulacją finansową.

 

Destrukcja zdolności obronnych naszego kraju została podniesiona do swego apogeum.

 

Innym pretekstem, mającym tłumaczyć odejście tych bezcennych żołnierzy, jest to, że powinni podnosić kwalifikacje. Ale przecież oni je podnieśli na taki poziom, że żadne zorganizowane przez MON „podnoszenie kwalifikacji” nie może się z nim równać. Po tych wojnach oni już nie muszą podnosić kwalifikacji. Choć udział w wojnach nie był przewidziany w procesie doskonalenia zawodowego, to jednak zaistniał. Jest on nieoceniony, jesli chodzi o proces kształcenia się sprawności zawodowych żołnierzy!

 

Można to porównać z różnicą między studiami a pracą zawodową. Ta różnica jest nawet większa. Tak, ona jest większa.

 

Bronisław Komorowski zachęca do wybrania na stanowisko prezydenta RP tego, który posiada kwalifikacje do wypełniania konstytucyjnego obowiązku zwierzchnika sił zbrojnych. Rzeczywiście, to jest temat dla prezydenta. Albo dla kandydata na prezydenta.

 

Tadeusz Gieysztor

Wiceprezes Federacji Polonii Francuskiej

Pianista Opery Paryskiej






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.