MAREK BATEROWICZ - ZMIERZCH CZŁOWIEKA (i Polski)
data:20 grudnia 2014     Redaktor: GKut

Z   D A L E K A  L E P I E J  W I D A Ć

 
W zagładzie świata niektóre narody będą miały swój niepośledni udział, w pierwszym rzędzie dotyczy to zapewne nuklearnych potęg, uzbrojonych po zęby w śmiercionośne pociski balistyczne. Ale i w czasach pokoju trwa pełzająca ofensywa wynalazków, która niosąc niby tzw. zdobycze cywilizacji,  tak naprawdę degraduje człowieka i eliminuje go z rynku pracy. Z Japonii na podbój planety ruszyły roboty, zastępując nas pomału w różnych zajęciach na razie niezbyt skomplikowanych. Kilka lat temu w Royal North Shore Hospital ( Sydney) wprowadzono owe „clever vehicles”, które zbierają tacki, talerze i kubki plastykowe po posiłkach, a nawet brudną pościel i ręczniki.
 

Wspaniale, tylko że wiele osób traci pracę wskutek tych zmechanizowanych intruzów. Kilka dni temu TV z Paryża podała, że inwazja robotów może zwiększyć bezrobocie ( i tak rekordowe!) we Francji o trzy miliony do roku 2024. Wprowadzanie zautomatyzowanych maszyn uderza zatem w ludzi, odbierając im szanse zatrudnienia. Roboty wydały wojnę człowiekowi. Rozmiary tej ofensywy są na razie mało widoczne, ale łatwo zgadnąć, że roboty stanowią niebezpieczną konkurencję na rynku pracy. Nie chorują, więc odpada problem zwolnień lekarskich i macierzyńskich urlopów.

Czy jednak koszty ich konserwacji i naprawy (bo z pewnością muszą się psuć od czasu do czasu) nie przekroczą wydatków na pensje dla zwykłych śmiertelników?

 

    Tymczasem nie ustają wojny, w których giną ludzie, a nie roboty. Poza fruwającymi dronami maszyny nie zastępują nas na frontach, a zatem uniwersalna rzeź trwa w najlepsze. Jednak w miarę „postępu” militarnych technologii ( a jest on nieustanny) zapewne i roboty zastąpią żołnierzy. Z jednej strony to dobrze, bo żywot robota nie ma takiego znaczenia jak żywot człowieka poczciwego. Aliści gdy roboty zajmą się wojowaniem, być może jeszcze trudniej będzie wykorzenić wojny z repertuaru ludzkości. Generałowie posługujący się tymi automatami będą chętniej kontynuować operacje wojskowe, jeżeli z fabryk ruszą kolejne bataliony czy dywizje robotów. Obawiam się, że ten militarny detal nie wpłynie na pacyfistyczne nastroje, bo wojenny instynkt ludzi od czasów pradawnych jest jego drugą naturą. Pisał Jorge Carrera Andrade, poeta ekwadorski w r.1947:

 

                       Ziemio, planeto stara, zapóźniona w kosmosie

                       O lat miliony, przytułku dla istot pierwszych

                       I najmniejszych wszechświata, tych mrówek błękitu,

                       Pertraktujących pod stopami śmierci!

 

       W tych pertraktacjach bywało – jak wiemy – różnie. Teheran, Jałta – dobrze to znamy, natomiast rzadziej przypomina się bezczelne żądanie Stalina z r.1943, aby dopuścić ZSRR do komisji trójstronnej na Sycylii (!) po kapitulacji Włoch. Obok zachodnich aliantów walczyła tam armia Andersa, ale to Rosjanie pchali się na podium. Nie wystarczała im grabież polskich Kresów, aneksja Karelii i krajów nadbałtyckich, rumuńskiej Mołdawii, Węgier, planowana wojna z Bułgarią – próbowali rozszerzyć swoją strefę wpływów do Morza Śródziemnego. Dziś mają jedną bazę w Syrii, ale czy ma ona jakieś praktyczne znaczenie?  W tym regionie trwa od lat piekło wojny domowej, rozpętanej bezmyślnie, a historyczne miasta jak Aleppo leżą w gruzach. Od niedawna pretensje do syryjskich terenów ma nowoproklamowany kalifat, który poza horrorem nie obiecuje ludziom niczego. W tym chaosie być może historyczną szansę mają Kurdowie, żyjący od wieków na ziemiach Iraku, Syrii i Turcji, ale czy uda im się wykroić terytorium dla własnego państwa ? Tymczasem nie ustaje presja dżihadystów, mimo nalotów koalicji. Przewaga w powietrzu jakoś nie wstrzymuje ich zapału, a pomału drony stają się wynalazkiem dostępnym i mogą trafić do rąk wojowników kalifatu. Latają już nad centralami nuklearnymi we Francji i nie wiadomo, kto je tam wysyła – czy przeciwnicy energii nuklearnej, czy jacyś terroryści ? Są to drony komercyjne, zabawki, ale można je wyposażyć w materiały wybuchowe. Na razie przyjęto wersję, że stoją za tym zwolennicy czystej energii, którzy w ten sposób protestują przeciwko atomom. Nie da się jednak ukryć, że wskazują tym samym drogę do ewentualnych ataków na elektrownie atomowe właśnie za pomocą dronów.  Drony-zabawki, dostępne na rynku, mogą stać się przyczyną monstrualnych tragedii, jeśli trafią w niepowołane ręce.

 

A handluje się wszystkim i jak pisał ekwadorski poeta:

 

                       ...nasz wiek jest niewiarygodną baśnią,

                       Zmierzchem Człowieka,

                       osaczonego przez tysiące ziemian,

                       ślepych na piękno obłoków i kwiatów

                       i głuchych na muzykę świata,

                       karmionych złotem jedynie

                       pojętnych larw bliskiego Automatu

 

 

      Do zmierzchu człowieka prowadzi też stosowanie teorii gender, dlatego lepiej by pozostała na poziomie teorii. Zaledwie wymknęliśmy się ideologii marksizmu-leninizmu, która też oznaczała zmierzch człowieka, a już grozi nam inna odmiana totalizmu. Towarzyszy jej agresja wobec religii i wobec dzieł prawdziwego artyzmu, proponując kicz i tanie efekty, niejednokrotnie profanację. A kto podpalił dach katedry w Sosnowcu?

 

Z końcem października nie ma przecież upałów! Oczywiście wyjaśnieniem tego pożaru zajmą się – jak powiedziano - „biegli’, zapewne będą oni na obraz i podobieństwo ekspertów rządowych badających wytrzymałość smoleńskiej brzozy.

 

     W epoce Zmierzchu Człowieka są jednak jeszcze ludzie prawi, ich twarze znamy z kręgów opozycji w Polsce, z uniwersyteckich katedr, pism niezależnych czy z zespołu ekspertów Macierewicza. I kolejni obywatele III RP odmawiają przyjęcia orderów od prezydenta Komorowskiego. Oto jak to uzasadnił Tytus Czartoryski ( działacz NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych na Dolnym Śląsku ): „Pana decyzje, a następnie bierność, doprowadziły do bezkarnego publicznego bezczeszczenia krzyża (...) zbył Pan w ten sposób prawo do nadania mi odznaczenia, które nosi zaszczytne imię krzyża. Jest Pan współodpowiedzialny za działania rządu Pana partyjnych kolegów, za pogardę dla ludzi pracy, za poniżanie poprzedniego prezydenta, za tworzenie wokół niego atmosfery, w której doszło do katastrofy smoleńskiej, za psucie demokracji przez zniechęcanie do udziału w referendum warszawskim, za utrudnianie polskim rolnikom dostępu do polskiej ziemi, za niszczenie polskiej edukacji, za nieudolność polskiego państwa w wykrywaniu i ściganiu najcięższych przestępstw...” - wystarczy?

 

     Zarzuty Czartoryskiego są poważne i potwierdzi je każdy uczciwy Polak. Z takim prezydentem wkroczyliśmy w r.2010 w Zmierzch Polski, wywołany długą listą błędów, rozpoczętych błędem podstawowym: paktem z komunistami przy okrągłym stole. Pakt ten przedłużał erę zmierzchu człowieka z czasów PRL-u, kiedy Polsce potrzeba – raz jeszcze przypomnę apel Jana Pawła II – ludzi sumienia. Niestety, narzucono nam dyktat ex-komunistów czyli peerelczyków, agentów i celebrytów, dla których polskość jest pojęciem nieznanym. Oczywiście mamy jeszcze niezłomnych jak prof. Andrzej Nowak, prof. Krzysztof Szczerski ( obaj związani z „Arcanami”), prof. A. Zybertowicz, prof. Jerzy Robert Nowak, prof. Z. Krasnodębski i wielu innych, których wyliczyć nie zdążę (także wielu blogerów i tych, co nie przyjęli krzyży ), bo czas postawić kropkę na końcu felietonu. W ich gronie są owi ludzie sumienia tak Polsce potrzebni.

                                                                                                                                    Marek Baterowicz

  

    

Marek Baterowicz ( ur. w 1944 w Krakowie ), poeta, prozaik, publicysta, tłumacz poezji krajów romańskich, latynoskich i Quebec’u. Romanista – doktorat o wpływach hiszpańskich na poetów francuskich XVI/ XVII wieku ( 1998), fragmenty tej tezy ukazały się we Francji. Wydał też tomik wierszy w języku francuskim – „Fée et fourmis” ( Paris, 1977). Jako poeta debiutował na łamach „Tygodnika Powszechnego” i „Studenta” ( w 1971). Debiut książkowy: „Wersety do świtu” ( W-wa,1976) – tytuł był aluzją do nocy PRL-u. W r.1981 wydał zbiór wierszy poza cenzurą: „Łamiąc gałęzie ciszy”. Od 1985 roku na emigracji, po czterech latach czekania na paszport, najpierw w Hiszpanii, a od 1987 w Australii. W roku 1992 odwiedził Polskę, w tym samym roku listem w „Arce” zrywał ze środowiskiem „Tygodnika Powszechnego”, które poparło grubą kreskę ułatwiającą nowe zniewolenie. Autor wielu zbiorów wierszy jak np. „Serce i pięść” ( Sydney, 1987), „Z tamtej strony drzewa” ( Melbourne, 1992 – wiersze zebrane), „Miejsce w atlasie” ( Sydney, 1996), „Cierń i cień „ ( Sydney,2003) czy „Na smyczy słońca” ( Sydney, 2008), "Status quo"(Toronto, 2014). W r.2010 we Włoszech ukazał się wybór jego wierszy – „Canti del pianeta”. Wydawca ( Roma, Empiria) tak określił jego poezję: „to zaproszenie człowieka planetarnego, ceniącego wartości uniwersalne całej ludzkości i braterstwo między ludźmi”.Wydał też kilka tytułów prozy, w tym powieść ze stanu wojennego pt. „Ziarno wschodzi w ranie” (Sydney,1992). Mieszka w Sydney.

 






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.