Bronisław Komorowski w roli świadka
data:17 grudnia 2014     Redaktor: GKut

 
18 grudnia w Pałacu Namiestnikowskim zostanie przesłuchany w charakterze świadka Bronisław Komorowski. Sprawa dotyczy tzw. afery marszałkowej z okresu , gdy Bronisław Komorowski był Marszałkiem Sejmu.
 
Warto przy tej okazji przypomnieć wypowiedzi wielu świadków, którzy zeznawali przed sądem w przeciągu kilku ostatnich lat. Szczególnie polecamy zeznania Leszka Pietrzaka oraz Antoniego Macierewicza.

Proces Wojciecha Sumlińskiego 28.11.2012 - relacja TUTAJ.


Zeznania Antoniego Macierewicza w procesie Wojciecha Sumlińskiego 12.02.2014 - relacja TUTAJ




Atmosfera wokół sprawy wyraźnie się zagęszcza. „Niezależna” prokuratura zamyka usta Wojciechowi Sumlińskiemu! (czytaj TUTAJ), który zastrzegał, że ma zadać kluczowemu świadkowi 200 pytań. Grożono mi procesem, jeśli odważę się zapytać prezydenta o kwestie kluczowe w procesie. Mogę zapytać prezydenta tylko o to, jak się nazywa. Mimo tego nie zamierzam odstąpić od pytań, które są najistotniejsze w tym procesie - mówi Wojciech Sumliński Gazecie Polskiej Codziennie.



O roli Bronisława Komorowskiego w całej aferze wiele dowiadujemy się z wywiadu, którego Wojciech Sumliński niedawno udzielił  Witoldowi Rostowskiemu z Oddziału Solidarni 2010 w Nowym Jorku.




Oto fragment książki Wojciecha Sumlińskiego „Z mocy nadziei”:




Wszystko zaczęło się od przeszłości Bronisława Komorowskiego, w której jest wiele białych plam – od 1989 roku, a może jeszcze wcześniej? W tamtym czasie obecny prezydent RP miał spotkanie w rosyjskich nieruchomościach przy Alei Szucha w Warszawie, po którym – według jednego ze świadków – miał powiedzieć, że teraz kariera stoi przed nim otworem. Co miał na myśli? Tego nie wiadomo. Wiadomo za to, że Bronisław Komorowski od lat w sposób dość szczególny był związany z ludźmi pokroju generała Tadeusza Rusaka, którego już w 1990 roku rekomendował do pełnienia funkcji szefa delegatury UOP w Krakowie. W efekcie takiej rekomendacji Rusak został przez Andrzeja Milczanowskiego mianowany na to stanowisko, a następnie, gdy Bronisław Komorowski kierował Sejmową Komisją Obrony Narodowej i MON, został szefem Wojskowych Służb Informacyjnych.


W całej sprawie nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Komorowski, to zasłużony działacz antykomunistycznej opozycji, zaś Rusak, jako dowódca kompanii czołgów w grudniu 1981 roku zgłosił się na ochotnika do pacyfikowania kopalni „Wujek”. Czołgi miały zostać użyte, gdyby ze spacyfikowaniem kopalni nie poradził sobie pluton specjalny ZOMO, ale że sobie „świetnie” poradził mordując 9 górników, raniąc 21 innych i pacyfikując całą resztę, propozycja Rusaka o rozjechaniu ich czołgami nie musiała już być realizowana. Współpraca obu panów była kontynuowana, gdy Bronisław Komorowski został przewodniczącym Sejmowej Komisji Obrony Narodowej, następnie Ministrem Obrony Narodowej, a w tym samym czasie Tadeusz Rusak został szefem Wojskowych Służb Informacyjnych. Współpraca ta znalazła także odzwierciedlenie w odniesieniu do działalności Fundacji „Pro Civili”, której skład osobowy, działania, a także prowadzone względem niej osłonowe procedury operacyjne, wskazują na dwa przynajmniej fakty: że było to przedsięwzięcie zorganizowane i prowadzone od samego początku przez Wojskowe Służby Informacyjne, pod specyficznym nadzorem Ministerstwa Obrony Narodowej.


I fakt drugi: ci, którzy mięli „paskudny” zwyczaj interesowania prawdziwą działalnością tej Fundacji – źle kończyli. Ostatecznie działalność „Pro Civili” zawieszono, ale setki milionów przepadły bezpowrotnie. Działalność Fundacji, w związku z która śmierć poniosło co najmniej kilka osób i bezpowrotnie zniknęły miliardy złotych, nie została wyjaśniona nigdy. Próbowałem zająć się tym tematem i w styczniu 2007 roku, jako dziennikarz Telewizji Polskiej pracujący dla programu śledczego „30 minut” pojechałem z ekipą TVP do Sejmu, by zadać kilka niewygodnych pytań ówczesnemu marszałkowi, Bronisławowi Komorowskiemu. By nam nie przeszkadzano, marszałek zaproponował, że rozmowa odbędzie się w jego gabinecie. Oczywiście umawiając się na spotkanie słowem nie wspomniałem, że będę chciał rozmawiać o Pro Civili. Ale nie skłamałem: rozmowa miała dotyczyć Wojskowych Służb Informacyjnych, a wspomniana Fundacja została założona przez żołnierzy tej służby, więc awizowany temat rozmowy obejmował także i Pro Civili. Przynajmniej w moim przekonaniu. Okazało się jednak, że Bronisław Komorowski miał na ten temat inne zdanie. Po pierwszych ogólnych pytaniach o przyczyny i skutki likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, na które Bronisław Komorowski odpowiadał chętnie, szeroko uzasadniając, przeszedłem do konkretów.


– Panie marszałku, czy słyszał pan o Fundacji Pro Civili?


Wlepił we mnie wzrok, a jego usta ściągnęły się powoli.


– Umawialiśmy się na rozmowę o Wojskowych Służbach informacyjnych.


– A Fundacja Pro Civili została założona przez żołnierzy WSI. Dlatego powtórzę pytanie: czy zna pan Fundację Pro Civili i czy coś pana z nią łączyło ?


– Przeszyły mnie szare oczy. Marszałek milczał.


– Panie marszałku, następne pytanie: czy docierały do pana, jako Ministra Obrony Narodowej, informacje o specyficznej kooperacji Wojskowej Akademii Technicznej z Fundacją Pro Civili?


– Mam nadzieję, że pan wie, co robi?


– Wiem doskonale. Czy odpowie pan na moje pytanie?


– Ma pan minutę na opuszczenie mojego gabinetu, a potem wezwę straż.


Mocne słowa, żadnego owijania w bawełnę. Marszałek wymienił porozumiewawcze spojrzenie ze swoim współpracownikiem, który opuścił gabinet, nie potrafiłem jednak odczytać sensu tego spojrzenia.


– Dlaczego nie chce pan ze mną rozmawiać. Przyszedłem do pana w imieniu opinii publicznej, która ma prawo wiedzieć…


– Pół minuty…


Gospodarz podwinął rękaw marynarki i ostentacyjnie spoglądał na zegarek.


– Wyjdzie pan sam, czy ma panu pomóc straż?



Gdy wracaliśmy do telewizji myślałem o tym, że mam o jednego wroga więcej. Nie niepokoiło mnie to jednak. Uważałem, że po prostu staram się rzetelnie wykonywać swoją pracę, która często bywała mało przyjemna, zarówno dla mnie, jak i dla moich rozmówców. Myślałem o tym, że udało mi się zaskoczyć mojego rozmówcę, ale – musiałem to przyznać – on także zaskoczył mnie. Nie spodziewał się takich pytań, a i ja nie spodziewałem się aż takiej reakcji. „Wrócę do tej rozmowy i następnym razem nie dam się tak spławić”- obiecałem sobie. Czy mogłem przypuszczać, że następnego razu już nie będzie już nigdy, że marszałek zostanie prezydentem Polski, ja zaś – oskarżonym o przestępstwa?


Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.