Profesor Andrzej Nowak dedykuje m.in. Solidarnym2010 swoją książkę "Uległość czy Niepodległość"
data:08 grudnia 2014     Redaktor: Redakcja

Szanowny Panie Profesorze,
dziękując za niezasłużony zaszczyt, obiecujemy zrobić wszystko, by nie zawieść okazanego nam zaufania!
Pańskie słowa skierowane do nas traktujemy jako najwyższe zobowiązanie wobec Polski!

- Solidarni2010

 
 
 
Poniżej publikujemy pełną wersję wstępu do książki "Uległość  czy niepodległość".
 
 
Lech wzbudzony
 
Swawola się rozrosła, krzywda ząb zaostrzyła,
Płacz szczyrości cnotliwej potwarz zastąpiła;
Wstyd swe oczy utracił, niewola w wolności
Prawu ręce odcięła i sprawiedliwości.
Pożytek sam jest w wadze, uczciwe szło w śmieci,
Cnota kąty podpiera, łotr wysoko leci.
Bogactwa zbyły uszu, nie ma swych nóg rada,
Siła serce straciła, wszędy rządzi zdrada.
Złość się w szatę ubrała niewinnej dobroci,
Zazdrość pyskiem jaszczurczym sprawy mądrych szpoci.
Zasługa cierpi guzy, kłamstwo niesie dary,
Głowy mózgu nie mają, własne z nich maszkary.
Prawdzie język uroniono, mądrość głupstwo depce,
Ateuszowie mnodzy Boga ważą lekce…
 
 
Skąd my to znamy. Te ręce obcięte prawu i sprawiedliwości, to coraz bardziej widoczne lekceważenie Boga przez ateuszów, a najbardziej może te głowy, co mózgu nie mają oraz mądrość, którą głupstwo depce – tak, to widok znajomy, powszedni i przygnębiający. Przywołuję go na wstępie do tej książki jednak z nutą pewnego optymizmu. Przytoczony fragment pochodzi bowiem z poematu Jana Jurkowskiego, mojego starszego kolegi z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który stopień bakałarza uzyskał 380 lat przede mną, w roku 1598, a swój wiersz, pod pięknym tytułem: Lech wzbudzony, opublikował w roku 1606.
 
Czy pocieszać ma nas to, że już kiedyś, cztery wieki temu, w Rzeczypospolitej też źle się działo? No, może nie zupełnie. Warto jednak przypomnieć sobie, że jakkolwiek był ten lament żałosny Lecha usprawiedliwiony, że trwała wtedy już wojna domowa w naszym kraju, to jednak Polska się podźwignęła – i dokładnie cztery lata później husaria Stanisława Żółkiewskiego odniosła w bitwie pod Kłuszynem największe może, po Grunwaldzie, zwycięstwo w dziejach naszego oręża. Polska załoga stanęła na Kremlu.
Czy dziś może nam towarzyszyć nadzieja na podobnie optymistyczny zwrot? Wojnę domową już prawie mamy. Czekamy tylko na nowy Kłuszyn. Gorzko brzmią te słowa? Jak ponura ironia? Nie. Fortuna variabilis, Deus mirabilis, jak powie kilkadziesiąt lat później, w czasie potopu szwedzkiego, ksiądz kanonik Szymon Starowolski do odwiedzającego groby królewskie na Wawelu zdobywcy Krakowa i Polski, Karola Gustawa. Fortuna zmienną jest, a Bóg czynić cuda potrafi. Warto i dziś przyjść do katedry wawelskiej, zejść do królewskich grobów, pomodlić się nad trumną marszałka Piłsudskiego także i spoczywającej obok Pary Prezydenckiej, Lecha i Marii Kaczyńskich. Pomodlić się i pomyśleć o słowach księdza Starowolskiego. Oni pracowali, żeby Polska była wielka, walczyli, żeby nie dać jej zepchnąć, przez kolejnych gospodarzy Kremla, do roli politycznej kukły, bezmózgiej i bezwolnej „maszkary”. Przypominają, że tak trzeba, że nie wolno się poddawać. W żadnej sytuacji. Nawet tej, w jakiej znajdujemy się teraz.
 
Tę sytuację próbuję opisywać w książce, którą oddaję w ręce Czytelników.  Opisuję ją w kontekście geopolitycznym, jaki tworzy nowa faza ekspansji rosyjskiego imperium i zagrożenie przyzwolenia na ogarnięcie tą falą całej naszej części Europy. To zagrożenie nazywa się historycznie polityką appeasementu, zaspokajania agresora, polityką praktykowaną w XX wieku i obecnie przez zachodnie mocarstwa. Rosyjski imperializm i zachodni appeasement – czy mamy wobec nich skapitulować? To jest pytanie, oczywiście retoryczne, które tutaj, w pierwszej części tej książki stawiam.
 
Kapitulować nie wolno – chyba, że zgadzamy się na rolę „maszkary”.  Na przyjęcie tej roli nie pozwala nam nasza wielka wolnościowa tradycja, tradycja wspaniałej niezgody na zniewolenie. W drugiej części tego tomu próbuję bronić owej tradycji przed tak często dziś pojawiającymi się oskarżeniami o głupotę, o szaleństwo. Staram się pokazać tej tradycji ciągłość – od mistrza Wincentego, nazwanego Kadłubkiem, aż do Prezydenta Lecha Kaczyńskiego – i jej znaczenie jako wciąż nie dającego się unieważnić zobowiązania. Dla nas, obywateli Rzeczypospolitej.
 
W części trzeciej, ze smutkiem, ale nie bez nadziei, opisuję czas III RP. Czas, jak się wydaje, triumfu „realizmu” nad „polską nienormalnością” – czyli nad polską wolnością. Czas, który najlepiej charakteryzują może przywołane na wstępie słowa Jana Jurkowskiego. Wieczny czas, w którym zmaga się pokusa złożenia rąk, poddania prądowi, z którym płyną ścieki – i nadzieja na to, że można inaczej, że Deus mirabilis, że „… jeszcze nie zginęła”. Do tej nadziei zachętą próbuje być ta książka.
 
Dedykuję ją osobom, które najodważniej dziś tę nadzieję podtrzymują, rzucają w twarz królom dzisiejszego cywilizacyjnego i politycznego potopu słowa księdza Starowolskiego. I pozwalają myśleć o nowym Kłuszynie.
Dedykuję tę książkę „Solidarnym 2010”: pani Hannie Dobrowolskiej, pani Ewie Stankiewicz, panu Grzegorzowi Kutermankiewiczowi i innym, współtwórcom tego ruchu współczesnej nadziei. Tym, którzy budzić próbują współczesnego Lecha, nie lamentują tylko nad jego snem.
 
Andrzej Nowak
Kraków, 25 listopada 2014
 
"Uległość czy Niepodległosć" Kraków 2014, Wydawnictwo Biały Kruk
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.