Kościół ”Wyborczej”: Historia pewnej manipulacji
data:14 października 2014     Redaktor: agalaura

Książka Artura Dmochowskiego obnaża mechanizmy manipulacji prezentując artykuły GW na temat Kościoła w perspektywie ostatnich dwudziestu pięciu lat.




Wyznam, że sięgnęłam po książkę Artura Dmochowskiego z takich samych pobudek, dla których tą tematyką zajął się autor. Chciałam mianowicie pojąć, jak to się dzieje, że zaczynamy mówić i myśleć tak, jak nam to inni sugerują. Miałam z ”Wyborczą” wieloletni „romans”, trwający od jej powstania do czasu wyborów w 2005 roku, przekonałam się więc na własnej skórze, jak to działa.


I oto po latach trafiłam na wydawnictwo, które na przykładzie jednego tematu, którym jest Kościół w Polsce, odsłania mechanizmy manipulacji, pokazując „jak to działa”. Wyznam, że przeczytałam książkę Artura Dmochowskiego jednym tchem, choć temat nie jest lekki ani przyjemny. Uważam jednak, że każdy człowiek powinien mieć świadomość działania mechanizmów manipulacji, bez tego bowiem staje się łatwym łupem różnych krętaczy i manipulatorów. A już na pewno powinna to być pozycja obowiązkowa dla studentów dziennikarstwa. Nie po to jednak, żeby sprawnie manipulowali informacjami (do tego jednak trzeba mieć pewne predyspozycje charakterologiczne), ale by dostrzegli, jakie to niebezpieczne zjawisko i jak łatwo jest tym sposobem zniszczyć człowieka.


Temat Kościoła funkcjonuje w ”Gazecie Wyborczej” właściwie od początku jej istnienia. Początkowo publikowano treści, które w żaden sposób nie zapowiadały tego, co nastąpiło później. Co więcej, te pierwsze artykuły, wśród których znajdowały się nawet homilie św. Jana Pawła II, dodawały GW wiarygodności.


Miała być oazą wolnego słowa i niezależności oraz głosem suwerennego społeczeństwa. A że społeczeństwo to było w ogromnej większości katolickie, więc wydawało się naturalne, iż GW również będzie bliska Kościołowi, będzie go wspierać i traktować co najmniej z szacunkiem i sympatią.


Dobre złego początki


Po 4 czerwca 1989 roku zaczęły się pojawiać teksty krytyczne. Początkowo niezbyt eksponowane, ale już bardzo charakterystyczne. Oto np. Krystyna Kofta pisze z przekąsem o „wyznawcach idei obrony życia poczętego”, którzy w dzień Wszystkich Świętych „ustawili symboliczne nagrobki z napisami: Byłabym pianistką. Miałabym niebieskie oczy."


Na łamach GW zaczynają się pojawiać ówczesni dziennikarze ”Tygodnika Powszechnego”, co także ma uwiarygodnić ukazujące się teksty dotyczące Kościoła. Pojawia się też ks. Adam Czajkowski, jak się potem okazało, wieloletni tajny współpracownik SB. Zaczynają ukazywać się znaczące tytuły: ”Utracić wiarę, czyli zmądrzeć” (Julian Stryjkowski), „Polak nie musi być katolikiem” itp.


Selekcji treści towarzyszą zawsze takie charakterystyczne tytuły. Można też zaobserwować kilka obszarów tematycznych, które ciągle się powtarzają, utrwalając tym samym w pamięci odbiorców. Są to mianowicie tematy związane z seksem i płciowością (antykoncepcja, aborcja, in vitro, pedofilia, celibat, gender). Warto zwrócić uwagę na to, jak formułowane są tematy, bo to esencja złośliwości i gotowa formułka sugerująca, jak mamy myśleć: ”Ksiądz pragnie żony”, ”Antykoncepcja dzieli Kościół”, ”Biskupi precz od in vitro”, ”Kościół mało kobiecy”, ”Modły oszustów sutannach”, ”Dwie twarze księdza profesora” (mowa o wybitnym bibliście prof. W. Chrostowskim).


Atakujemy Kościół, ale po to, żeby go bronić.


Ten cytat z wypowiedzi Jana Turnaua dobrze oddaje całą pokrętną ideologię pisma. Nieustanna krytyka Kościoła w połączeniu z jawną niechęcią w stosunku do tradycyjnej rodziny oraz promowaniem aborcji, eutanazji czy gender to „dyżurne” tematy GW.


Można by zapytać: po co to wszystko? Dlaczego aż tyle i z taką zajadłością, takimi wyrafinowanymi środkami? Otóż odpowiedź jest dość oczywista. Sterowanie świadomością czytelników za pomocą tytułów, nagłówków, leadów, a także większych kampanii oraz manipulowanie emocjami – wszystko to służy ogłupianiu i demoralizacji ludzi. Kiedy odwrócą się oni od Kościoła, staną się tym łatwiejszym łupem różnych ideologii, łatwym do urabiania i powtarzającym bezkrytycznie owe „prawdy objawione” GW. Kościół stojący na straży norm moralnych i jednoznacznego systemu wartości staje się jawną przeszkodą. Dlatego trzeba go zdyskredytować. Tu wszystkie chwyty są dozwolone.


Książka Artura Dmowskiego w sposób rzetelny obnaża je i nazywa po imieniu. Pozostaje więc pogratulować autorowi jego nonkonformizmu i kompetencji, a także siły woli, która sprawiła, że przedzierając się przez te wszystkie teksty i to w takiej dawce, po prostu nie uciekł z obrzydzeniem od swojego zadania. Dzięki temu otrzymaliśmy analizę zjawiska, która niejedno wyjaśnia.


Barbara Lekarczyk-Cisek



Artur Dmochowski


”Kościół `Wyborczej`. Największa operacja resortowych dzieci”


Wydawnictwo Słowa i Myśli, 2014







Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.