Wisła przyjęła twoje ciało
— ta rzeka jest naszą matką,
kiedy ojczyzny nie starczy —
duchem wróciłeś do źródła,
które łaską cię wsparło
i urodziłeś się raz jeszcze,
choć liczą cię wśród zmarłych,
zabitych za miłość do praw przyrodzonych
— tak śpiewa chór matek i ojców
zapalając świece
na wszystkich cmentarzach,
w każdej świątyni i mieście,
twój grób stoi jak pomnik
obdarzony ogniem, bez przerwy podsycanym
— jak homilia jarzy się czysty.
Twoje ciało jest teraz wszędzie,
jest jak pokarm niosący siły.
A głos twój nagle w śmierci pomnożony
brzmi tam, gdzie nie znano twojego imienia
— śmiertelny kamień ostrzy słowa
i są one wtedy ostrzejsze od miecza,
silniejsze od wiatru i od fal przypływu.
Nad księgą praw broczy ewangelia.
*
Rzeka zwróciła cię tej ziemi
— ona tu wydaje najwyższe wyroki,
z jej woli jesteś dalej z nami,
bliżej jeszcze niż myślą oprawcy
nie znający tajemnicy ciała
i nie znający mocy ducha-światła.
Śmiertelny kamień ostrzy słowa.
Władać tylko żelazem, fałszem i złudą,
pięścią łamać pieczęcie, by rządzić otchłanią
— godne rozbitków są daremne gesty.
Pałac runie, gdy fundamenty wsparte są na grobach.
Zmarli nie wybaczają, długiej są pamięci.
A my rośniemy umocnieni w pieśni
i jeszcze świece wysoko się palą,
i z nas wyrastają długie szeregi cieni
tych, co odeszli, aby wskrzesić wolną —
czterdzieści uderzeń dzwonu
odlanych z kul i krwi
kołysze serce przekute żałobą —
takie serce nie pęknie pod ciosami pałki!
I nie wyrzeknie się promienia prawdy.
Wznosimy palce wysoko nad pieśnią,
a kwiaty kwitną o wszystkich porach śmierci.
*
Naszą Ojczyzną jest kopczyk z kamieni
pod strażą zmarłych i zabitych,
rosnących szeregów wojsk podziemnych,
które przychodzą nam z odsieczą
i okrążają powoli armie żywych
— a każdy płomyk zapalony tobie
rozjaśnia światło nad nocą.
Przynosisz nam chorągiew ojców,
na której Bóg uczynił bolesny znak
— jesteś naszym wodzem, chorążym i świętym.
Wisła obmyła twoje ciało
— ta rzeka jest naszą matką,
kiedy Ojczyzny nie starczy.
Odkryłeś drogę do źródła, co mocą nas wsparło.
Rodzimy się raz jeszcze z kości naszych zmarłych.
![]() | Marek Baterowicz ( ur. w 1944 w Krakowie ), poeta, prozaik, publicysta, tłumacz poezji krajów romańskich, latynoskich i Quebec’u. Romanista – doktorat o wpływach hiszpańskich na poetów francuskich XVI/ XVII wieku ( 1998), fragmenty tej tezy ukazały się we Francji. Wydał też tomik wierszy w języku francuskim – „Fée et fourmis” ( Paris, 1977). Jako poeta debiutował na łamach „Tygodnika Powszechnego” i „Studenta” ( w 1971). Debiut książkowy: „Wersety do świtu” ( W-wa,1976) – tytuł był aluzją do nocy PRL-u. W r.1981 wydał zbiór wierszy poza cenzurą: „Łamiąc gałęzie ciszy”. Od 1985 roku na emigracji, po czterech latach czekania na paszport, najpierw w Hiszpanii, a od 1987 w Australii. W roku 1992 odwiedził Polskę, w tym samym roku listem w „Arce” zrywał ze środowiskiem „Tygodnika Powszechnego”, które poparło grubą kreskę ułatwiającą nowe zniewolenie. Autor wielu zbiorów wierszy jak np. „Serce i pięść” ( Sydney, 1987), „Z tamtej strony drzewa” ( Melbourne, 1992 – wiersze zebrane), „Miejsce w atlasie” ( Sydney, 1996), „Cierń i cień „ ( Sydney,2003) czy „Na smyczy słońca” ( Sydney, 2008), "Status quo"(Toronto, 2014). W r.2010 we Włoszech ukazał się wybór jego wierszy – „Canti del pianeta”. Wydawca ( Roma, Empiria) tak określił jego poezję: „to zaproszenie człowieka planetarnego, ceniącego wartości uniwersalne całej ludzkości i braterstwo między ludźmi”.Wydał też kilka tytułów prozy, w tym powieść ze stanu wojennego pt. „Ziarno wschodzi w ranie” ( Sydney,1992). Mieszka w Sydney. |