Wielki Tydzień. Czas przetrzeć okulary serca i rozumu
data:04 kwietnia 2012     Redaktor:

Czas Wielkiego Tygodnia sprzyja wycofaniu i zastanowieniu się nad naszą drogą do Boga. Głównie w wymiarze osobistym i rodzinnym, ale również wspólnotowym i społecznym.

net
Odłączenie się od zgiełku i manipulacji medialnych pomaga stawiać nasze sprawy we właściwym miejscu i porządku. Wystarczy cisza, ugięte kolana i modlitwa w domowy zaciszu, czy podczas adoracji w świątynnej kaplicy.

Otóż w zakresie spraw polskich wyłania się parę jasnych i znaczących wniosków.

Jeśli chodzi o drugą rocznicę braku powrotu delegacji na wyprawę do Katynia, to musimy sobie otwarcie powiedzieć, że nasza wiedza nie zwiększyła się praktycznie w żadnym stopniu. Piszę to nie jako dalszy lub bliższy członek którejkolwiek z rodzin, lecz jako obywatel kraju, którego Prezydent i cała grupa znaczących dostojników i ważnych osób zapowiedziała wylot.

Tak, jak rok temu nadal nie wiemy nic. Ślady urywają się po zapowiedzi wylotu. Przypomnę, nie wiemy nic o tym, kto wyleciał (krążyły różne listy), o której godzinie wyleciał ani iloma samolotami. Nie wiemy nic o trasie ewentualnego przelotu ani tym bardziej o miejscu domniemanej katastrofy czy zamachu. Osoby te po prostu zniknęły. Rozumiem, że niewielka część rodzin wie, że pochowała swoich bliskich, ale jako obywatel kraju, którego Prezydent wyleciał do Katynia wraz z delegacją, nie mam żadnej wiedzy o tym, kto zginął, jak zginął i czy w trumnach pochowane są rzeczywiście zwłoki tych osób, które pożegnały się z bliskimi przed dniem 10 kwietnia.

Zespół Parlamentarny ustalił na bazie millerowych i makowych raportów, że zawierają one sprzeczności i że na podstawie danych, które mamy od Rosjan, a które przeszły przez naszych prokuratorów, samolot nie mógł uderzyć o brzozę i że mógł prawdopodobnie rozpaść się w wyniku eksplozji. To są wnioski na podstawie danych pośrednich podanych nam przez Rosjan.

Dowiedzieliśmy się więc po dwóch latach o tym, że Goebbelsi mieszają. Nie za wiele tego (dziwne to czasem bardzo?), ale może dobre i to.

To wszystko, co nam podano. Nie ma twardych dowodów, nie ma materiałów i danych o dniu potencjalnego wylotu i nie ma tych ludzi. Na tym stoimy w przededniu drugiej rocznicy braku powrotu delegacji.

A co my widzimy? Ano widzimy skok na opustoszałe urzędy i kancelarie już w parę godzin po podaniu w żaden cywilizowany sposób niesprawdzonej wiadomości o śmierci tych ludzi. Widzimy demontaż Polski na każdym poziomie i rolę sporej (nie całej!) części hierarchii kościelnej jako narodowego anestezjologa, który poradził nam, aby schować krzyż i nie mieszać kościoła z polityką (przypomnę, że polityka to troska o dobro wspólne).

Co my widzimy dalej? Ano dziwne przegrane partii opozycyjnej. Za każdym razem podobny schemat ? pięknie, pięknie, aż przed samymi wyborami jakieś wypowiedzi, które "uwalają" potencjalny marsz ku zwycięstwu opozycji. Poza tym widzimy teatrzyk "sensacji", czyli sporów w koalicji. Umocnienie się pozycji żyrandolowych i coraz silniejszy wpływ bieguna zachodniego i wschodniego i trochę kurzawy w obszarze służb ustawiających się na kierunku kolejnych zarządzających.

Na horyzoncie Euro 2012, czyli możliwa nadwiślańska wersja 9/11, czyli jak to drzewiej bywało, podmiana i zaciśnięcie sznura na kanwie niepokojów lub "strasznego" (i kompromitującego) wydarzenia. W skali państwa 10.04.2010 pokazał (zainteresowanemu) światu niesprawność organizmu państwowego. Teraz pora na obraz Polski jako zagrożenia dla życia zwykłych obywateli.

To by było na tyle, gdyby nie jeden "drobiazg"?

Prawda, dobro, uczciwość, miłość zwyciężyły ponad 2 tysiące lat temu w wyniku pewnej egzekucji pod Jerozolimą. Ta wajcha została przestawiona już wtedy i NIC ani NIKT tego nie zmieni. Bezsilność snujących knowania jest dla nich strasznie wkurzająca. Wszystko to na nic.

Jeśli przerażają nas wielopiętrowe manipulacje i równania z samymi niewiadomymi, to odwróćmy się od tego. Odłóżmy makowe bajki. Nie patrzmy z nadzieją na podpowiadaczy, aliantów itd. zamiast tego kolana, modlitewnik i różaniec. Trzeba stanąć wiernie przy Krzyżu, ucałować tamte gwoździe i razem z Matką Bolesną pozbierać wszystkie krople łez i krwi z całej Drogi Krzyżowej.

Pewnie, że dobrze byłoby poznać prawdę o 10.04.2010. Z wielu powodów nie jest to, póki co, możliwe. W perspektywie Krzyża i wykutego dzięki niemu przejścia do Domu sprawa nabiera jednak paradoksalnie pewnego spokoju serca. W Domu i tak wiedzą WSZYSTKO i bać się powinni ? w tej sprawie ? wszyscy, którzy przyłożyli, przykładają i będą przykładać skarlałe strachem dłonie do kwestii smoleńskiej. Jako ludzie Krzyża zniesiemy każdą prawdę, nawet jeśli mocno się zdziwimy, kto tu miesza i mieszał. Jedyne, co nas winno przerażać (motywując do powrotu na drogę Łaski), to nasz grzech i perspektywa odwrócenia się od Boga.

W sprawie braku tamtej delegacji wyjdźmy więc z obszaru wyznaczonego nam przez mieszaczy i spójrzmy na całość z miejsca, które nigdy nie będzie skalane manipulacjami. Wiedząc o tym i czyniąc to, prędzej czy później całą resztę odwojujemy. Więc wyrwijmy nieco czasu i miejsca na Sprawy Święte tego Tygodnia. Dajmy sobie wzmocnić serca i zdrowy rozsądek Polaka. Mamy przyrządy o Niebo lepsze niż zatrute narzędzie kłamców ? i o dziwo ? mamy czas wyznaczany kolejnymi wersami tekstów modlitw, obracanych paciorków Różańca i (przynajmniej) cotygodniową celebracją Najświętszej Ofiary.

Taka winna być Polska i taka będzie.

Jamci





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.