Ewa Kurek: ROSJI ROZUMEM NIE POJMIESZ - 17 - I TY OBEJRZYJ WYJĄTKOWY SPEKTAKL!
data:01 września 2014     Redaktor: agalaura

Nigdy nie sądziłam, że moje rosyjskie peregrynacje przywiodą mnie do teatru i że to właśnie człowiek sztuki będzie tym, który w sposób najprostszy, chociaż ubrany w teatralne pozy, najlepiej podsumuje to, co w sąsiedztwie Polski z Rosją jest najważniejsze.

Jadąc tydzień temu do Gardzienic koło Lublina, gdzie od trzydziestu lat istnieje Ośrodek Praktyk Teatralnych kierowany przez Włodzimierza Staniewskiego, daleka byłam od politycznych realiów współczesnego świata i Polski. Sądząc po tytułach mających się odbyć tego wieczoru dwu oglądanych jeden po drugim spektakli Ifigenia w Aulidzie i Ifigenia w Taurydzie, liczyłam na wyprawę w świat starożytnych Greków przekazany zwariowanymi technikami gardzienickiego reżysera i aktorów.


Zdaniem Arystotelesa, któremu spośród wszystkich filozofów ufam najbardziej, Ifigenia w Aulidzie jest dziełem Eurypidesa (480-406 p.n.e) niespójnym i nieposkładanym. Jakież było moje zdziwienie, gdy ujrzałam porażająco doskonałe w sensie artystycznym i filozoficznym dzieło, w którym reżyser Włodzimierz Staniewski obok wątków pobocznych, stawia odwieczne, a dla Polaków szczególnie ważne pytanie o sens ofiary w imię wolności ojczyzny.


W starożytnym dramacie Ifigenia, córka Agamemnona, zostaje poświęcona na ofiarę, ale nie umiera. Jedni uważają, że na ofiarnym ołtarzu zamiast niej zginęła branka Eryfila, inni zaś, że to grecka bogini Artemida zamieniła ją w łanię. Nieważne. W każdym razie w greckim dramacie Ifigenia otrzymuje drugie życie i osiada w Taurydzie, czyli kraju zamieszkanym przez dzikie plemiona Taurów leżącym na terenie dzisiejszej Gruzji.    


O ile jednak Ifigenia w Aulidzie na gardzienickiej scenie przenosi nas do starożytnej Grecji, a uniwersalny i ponadczasowy problem ofiary sugeruje język i morał inscenizacji, o tyle od pierwszych minut Ifigenii w Taurydzie tkwimy we współczesności. Z ciemności w ogłuszającej muzyce wyłaniają się aktorzy. Na tylnej ścianie sceny towarzyszy im fragment amatorskiego filmu ze Smoleńska Anno Domini 2010. Słychać strzały.


Sceny, sceny, sceny.


Znicze – płonące symbole pamięci.


Znicze – ładowane wstydliwie i po ciemku do kubła rozkazy zapomnienia.


Nad zniczami ubrani w sowieckie mundury wojacy śpiewają w języku Gruzinów gruzińską pieśń. A w rytmie bębnów greccy aktorzy wykrzykują współczesne polskie pookrągłowe swary, od IPN-u zaczynając a na autostradach kończąc. Nagle, nad wrzaskiem kłótni współczesnych Polaków, u szczytu sceny z ciemności wyłania się groteskowa postać tryumfującej carycy Katarzyny, którą Rosjanie nazywają Wielką. W rytmie szalonej muzyki znika caryca i nad wszystkim w czerwonym świetle rozkwita sierp i młot.


Musi minąć kilka dni zanim poskładam fragmenty w całość i zrozumiem, że  Ifigenia w Taurydzie w reżyserii Włodzimierza Staniewskiego jest spektaklem śmiertelnie poważnym. O Polsce. Żadnych kpin. Ofiara i zdrada równo przemieszana. W spektaklu czuje się, że Polska, taka, jaką jest, boli. Rozpięta w trwającym ponad dwieście lat spektaklu ofiary i służalczości Polaków wobec Rosji, polskiej walki i polskiej zdrady, rosyjskiego imperializmu i rosyjskiego wiarołomstwa, pomiędzy carycą Katarzyną z 1795 a maszerującymi po Warszawie w 2012 roku za przyzwoleniem polskiej władzy Rosjanami, którzy sierpem i młotem walą Polaków po mózgach, po prostu boli.


Żeby zrozumieć gardzienicką Ifigenię w Taurydzie, potrzebna jest także wiedza historyczna. Bo cóż robią w niej Gruzini? Rzadko kto pamięta, że caryca Katarzyna nie tylko Polakom odebrała w końcu XVIII wieku wolność. Pod jej panowaniem ten sam los spotkał Gruzinów, którzy pod protektoratem Rosji znaleźli się w 1783 roku. Namiestnikiem Gruzji caryca Katarzyna mianowała swego kochanka Grigorija Potiomkina i odwołując się do starożytności, nadała mu tytuł księcia taurydzkiego. W swych znakomitych wspomnieniach Mieczysław Jałowiecki scharakteryzował ostatnią rosyjską dynastię Romanowów jako: niemieckich parweniuszy o wątpliwym pochodzeniu. Pochodzeniu zapoczątkowanym w łonie Katarzyny, szczecińskiej Niemki, którą tylko Rosjanie potrafią nazywać „Wielką” [1].


Za czasów carycy Katarzyny Wielkiej w końcu XVIII wieku Gruzja, spadkobierczyni starożytnej Taurydy i cywilizacji Morza Czarnego, wraz z Polską i wbrew własnej woli znalazły się w granicach imperialnej Rosji. Nie wiadomo, wspólnota losów, politycznych celów, opór przeciw Rosji, czy może inne jeszcze jakieś czynniki sprawiły, że Gruzinom i Polakom zawsze było jakoś blisko do siebie. Na tyle blisko, że prezydent Lech Kaczyński zaryzykował własne życie w obronie Gruzji, czynem swym odsuwając od Gruzinów w roku 2008 widmo kolejnej rosyjskiej okupacji ich kraju. Wykpiony i po dziś dzień wykpiwany przez polskich rusofilów, stał się gruzińskim bohaterem narodowym.


Agamemnon z Ifigenii w Aulidzie jest uosobieniem władcy. Rozchwiany, niestały, ponad wszystko kochający tron i panowanie, z czysto egoistycznych pobudek wstępuje na drogę, która burzy porządek boskiej sprawiedliwości i staje się ofiarnikiem krwi własnej córki. Co po nim zostało? Ponad dwa tysiące lat później Juliusz Słowacki przy grobie Agamemnona powiedział: Głęboko jestem pokorny i cichy, tu, w tym grobowcu sławy, zbrodni, pychy [2].


Ifigenia w Aulidzie i Ifigenia w Taurydzie w reżyserii Włodzimierza Staniewskiego to poruszające do głębi, wstrząsające obrazy, które winni obejrzeć wszyscy, którym Polska bije, ale przede wszystkim ci, którzy sprawują dziś i w przyszłości sprawować będą w Polsce władzę. Zmusi być może „władców” do szukania odpowiedzi, czy nie zmarnowali ofiary przodków, czy należycie pielęgnują krwią okupioną wolność i odbudowane Państwo Polskie, kim naprawdę są i co po sobie zostawią. Czy egoizm i umiłowanie ponad wszystko władzy nie sprawią, że ich grobowce będą,  jak grób Agamemnona pełne wątpliwej sławy oraz zbrodni, pychy…


Opuszczając szalony teatr w Gardzienicach pomyślałam, że może lepiej oddać władzę w Polsce grajkom i aktorom? Lepiej czują Polskę i lepiej niż miłościwie panująca nam „partia miłości” rozumieją płynące dla niej od ponad dwustu lat zagrożenia ze strony Rosji, która zawsze kierowała się rzymską zasadą divide et impera, czyli dziel i rządź. Skłóconych ze sobą Polaków łatwiej pokonać. Tylko bowiem w wyidealizowanej wersji Adama Mickiewicza atak Rosjan na zwaśnionych Horeszków i Sopliców kończy się wspólną walką i zwycięstwem kłótników.  W życiu realnym tak nie bywa.  






[1] M. Jałowiecki, Na skraju imperium, Warszawa 2003, T. 1, s. 308.


[2] J. Słowacki, Pieśń VIII podróży do Ziemi Świętej z Neapolu (1836-1839).




Ośrodek Praktyk Teatralnych "Gardzienice"
ul. Grodzka 5a, 20-112 Lublin

W programie 2 spektakle autorstwa Włodzimierza Staniewskiego (Widzowie wybierają je w plebiscycie):
ORATORIUM PYTYJSKIE z muzyką Mikołaja Blajdy
IFIGENIA w AULIDZIE wg Eurypidesa; z muz. Zygmunta Koniecznego
IFIGENIA w TAURYDZIE wg Eurypidesa

oraz projekcje i wystawy w budynkach historycznych i w przestrzeni otwartej.

REZERWACJE:
81 532 98 40;
office@gardzienice.art.pl

Bilety - 40 i 50 zł

Spektakle w Gardzienicach: 13 września, 17, 18 października; 7, 8, 21, 22 listopada; 12, 13 grudnia.
* Repertuar może ulec modyfikacji




Materiał filmowy 1 :

Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.