MIROSŁAW  RYMAR: Walka jak z czerwonym
data:29 sierpnia 2014     Redaktor: GKut

 
"Modlitwa modlitwą, a tu trzeba brzytwą,
albo jeszcze gorzej, sprężynowym nożem'"

                                                  (Jan Krzysztof Kelus)

 
 
 
 
 
 

Być może czas demokratycznych reguł organizacji państwa już nigdy w Polsce nie nadejdzie, bo system ten podlega ciągłym zmianom pod dyktando światowej lewizny szukającej nowych dróg realizacji utopii zniewolenia za przyzwoleniem zniewalanych. Dzisiaj już nie drogą rewolucji tylko ewolucji demokracji z poprzedzającym ją przymiotnikiem określającym aktualny etap. Obecna „liberalna demokracja” właśnie przepoczwarza się na naszych oczach w „genderową demokrację”, która już będzie po prostu reżimem dewiantów. Jak mówił Orwell: „po świniach zawsze mogą przyjść jeszcze gorsze świnie”.


Pozostaje otwartym pytanie: jak nie demokracja, to co? Całkiem jak przed „unijnym referendum”.
- Weszliśmy i co?
- Jak to co. Mamy to, co mamy.
- Wniosek?
- Nie wchodzić. Szukać innych rozwiązań, a jak wchodzić, to przygotowanym i zdeterminowanym robić swoje i dla siebie jak robią to brukselscy dyktatorzy i „wiodące demokracje” świata od zawsze. Już starczy frajerskiego „za waszą” czas najwyższy „za naszą”.


ONI boją się podziałów

Po pierwsze należy sobie uzmysłowić i zaakceptować dychotomię MY – ONI jako czynnik niezbędny do prawidłowego oglądu i oceny tego, co nas otacza. Podział MY – ONI wyczerpująco definiuje i wyjaśnia Aleksander Ścios w swoim tekście z 4 maja roku pamiętnego 2010:
Bez podziału świata na My i Oni nie byłoby Polski. Nawet ten twór, zwany III RP powstał z dychotomii różnych postaw i poglądów, choć sprowadzonych do wspólnego mianownika "historycznego pojednania". Bez podziału na My i Oni nie byłoby patriotyzmu, poczucia dumy narodowej, ruchów politycznych czy religijnych. Bez tego podziału nie byłby możliwy opór przeciwko okupantowi, sprzeciw wobec komuny, wybór między dobrem, a złem. Dychotomia My - Oni jest w życiu niezbędna. Organizuje i porządkuje nasz świat, pozwala odnaleźć grupową tożsamość, wydobyć się z nieokreśloności. Bez Oni nie byłoby My. To poczucie odrębności wyznacza granice tego, kim jesteśmy, do jakiego kręgu kultury należymy, co identyfikujemy jako nasze. Wskazanie wrogów, nazwanie obcych - pełni ważną funkcję i buduje grupową solidarność. Jest konieczne, by świat stał się uporządkowaną rzeczywistością, a nie chaosem przypadkowych, nienazwanych relacji.
(... więcej tutaj)

 

To jest punkt wyjścia do rzeczywistej opozycji wobec III-ciorzędnej Polski i jej władz. Tak długo, jak długo traktujemy ten nowo-twór jako swoje państwo, a już w ogóle państwo prawa(!) nie może być mowy o oporze. Po naszej stronie barykady musi zrodzić się działanie zbliżone do tego, które przez wiele lat obserwowaliśmy w Irlandii: partia i siła swoim działaniem wspierająca jej polityczne dążenia. Jeżeli - do czasu wyłonienia się polskiej, patriotycznej reprezentacji politycznej - uznajemy „naszych” jako choćby w najmniejszym stopniu reprezentujących Polaków, to w porządku. Zaakceptujmy ten stan przejściowy, ale róbmy swoje. Obecna opozycja określająca się jedyną patriotyczną niech kopie się z koniem III-ciorzędnej demokracji, a my zajmijmy się utrudnianiem życia rządzącym prostakom i oczyszczaniem polskiej przestrzeni z tego dziadostwa jakie pozostało po peerelu i jakie mnoży magdalenkowa gangrena. Dzisiaj nie ma żadnych(!) funkcjonujących narzędzi demokratycznych. Panoszy się antypolski reżim. Musi wobec tego powstać dwubiegunowy front nacisku: polityczny i obywatelskiego nieposłuszeństwa w ramach gorsetu bezprawia III-ciorzędnej oraz zdecydowanego oporu wykraczającego poza ramy zniewalającego nas systemu niesprawiedliwości. Musimy – świadomi ryzyka - zacząć zwalczać wszelkie antypolskie elementy tego zżerającego Polskę i nas skarlałego państwa „25-ciu lat wolności”. Politycy mają usiłować zrobić wszystko co w ich mocy – w zamian za nasze głosy -, aby drogą legalnego działania zmieniać prawo, psuć państwo ONYCH i bronić nas. Wyrywać chwasty gdzie się da i siać dobro, gdzie będzie to możliwe. MY musimy walczyć z tym państwem jak za komuny. Wszelkimi dostępnymi środkami wyrażać swój sprzeciw i brak tolerancji dla urządzania nam życia według recept wystawionych przez „oficerów prowadzących i ich agentów oraz lokai”.

W sferze życia duchowego, ale ze świeckiego punktu widzenia też należałoby wprowadzić podział na MY – ONI. Wszak mamy już dowody zaprzaństwa części hierarchów i księży zarówno z patriotycznego jak i moralnego punktu widzenia. Czy MY, wierni stanowiący trzon Kościoła potrafimy go oczyścić? Czy potrafimy znaleźć drogę jego oczyszczenia? Historia uczy, że jest to możliwe, tylko czy koniecznie w sposób tak radykalny? To zadanie dla najbardziej zaangażowanych i prawych duchownych i świeckich członków wspólnoty katolickiej: jak oderwać od tronu i przepędzić ze świątyń łotrów za nic mających powołanie Pana i nas, ich owieczki. A może dla nich powinniśmy być wilkami zamiast baranami? Módlmy się o to, ale zróbmy z tym coś. Wspierajmy księży niepokornych, polskich patriotów, jak ks. Małkowski, czy ks. Isakowicz-Zaleski. Nasz Duszpasterz, Ks. Stanisław Małkowski pobity i okradziony. Only action. No comment!!!

Dopiero tak postawiony problem zacznie proces obracania na nogi tego stojącego na zgniłej głowie państwa. Cały establishment, aparat państwowy, jego instytucje, służby i wojsko wymaga zanegowania i zmiany, która musi nastąpić po latach bezpardonowego oporu i zdecydowanej walki o narodową jakość. Przy takim podejściu do otaczającej nas rzeczywistości nikt nie będzie sobie zawracał głowy idiotycznymi pytaniami czy tęcza ma prawo stać tam, gdzie lewizna sobie ją ustawiła. Tak jak ja nigdy nie zadawałem sobie pytania, czy mogę wraz ze swoimi ludźmi „niszczyć” front budynku malując na nim antykomunistyczne hasła, albo czy akcja ulotkowa w kinie zakłuci komuś spokój oglądania filmu. A może powinniśmy się przejmować narażaniem na koszty miejski komitet partii, bo niszczyliśmy im tablicę na ich siedzibie. Groziło nam w każdej chwili aresztowanie, więzienie i bicie. Do zniszczenia rodzin, do zamordowania włącznie. Takie najwyższe zagrożenie nie było powszechne, ale było, a my nie byliśmy żadnymi bohaterami, tylko robiliśmy to, co uważaliśmy, że robić trzeba. ONI wiedzieli, że nie mają akceptacji u nas i tak samo musi być dzisiaj. MY mieliśmy świadomość, że ryzykujemy wszystko, ale wiedzieliśmy także, że każde działanie niesie za sobą koszty. Dzisiaj ONI straszą swoje „mięso wyborcze” ewentualnymi rządami „soft” PiS-u i powrotem IV RP, a MY powinniśmy tworzyć taką alternatywę, że ta opozycja pozbawiona nabiału powinna się ONYM kojarzyć z miękkim lądowaniem. Taką wyznawałem zasadę za komuny i przy takiej pozostaję. Wtedy też uważałem, że trzeba radykalizować działania i postawy po to, aby Solidarności umożliwić rozszerzanie pola skutecznej pracy na rzecz wolności narodu. Tyle, że wtedy nie wiedzieliśmy, że Solidarność, to już ONYCH narzędzie, a nie nasze.

Co to znaczy, żeby wolni Polacy czuli jakiekolwiek ograniczenia w chęci pozbycia się pomników ruskich okupantów? Żaden polski sąd nie skazałby nikogo za zniszczenie pomnika wrogów Polski. Dlaczego te pomniki jeszcze stoją? Dlaczego są nadal czyste i zadbane za nasze pieniądze? Co jeszcze robi nielegalnie postawiony pomnik ku czci banderowców w Hruszowicach na Podkarpaciu? Jak to możliwe, że władze odpowiedzialne za usunięcie komunistycznych i banderowskich śmieci jeszcze są na swoich stanowiskach zamiast w więzieniach za nie przestrzeganie zapisów konstytucji i nie wywiązywanie się ze swoich obowiązków? Dlaczego nie rozsypano kolców na drodze, po której jechali ruscy sowieciarze chronić pomnik generała „Hordy Czerwonej”? Za ostro? To można było zamknąć rogatki miasta. Zablokować wjazd. Lęk przed konfrontacją? Kontynuacja to pasmo konfrontacji, niestety, a tu chodzi o kontynuację istnienia państwa i narodu. Jeżeli sądy skazują, to wniosek jest prosty. To nie nasze sądy i trzeba będzie ich samych osądzić jak odzyskamy swoje państwo. Trzeba przede wszystkim zrzucić kaftan samoograniczenia się uznawaniem - nie wiedzieć dlaczego - za obowiązujące narzucone nam rozwiązania ideowe, prawne i administracyjne. Suweren przecież może wszystko – prawda pierwsza obrończyni i wyznawczyni demokracji, prof. Fedyszak-Radziejowska? Tyle tylko, że ten suweren, to w tej chwili miliony zatomizowanych niewolników, sterroryzowanych pożyczkami, bezrobociem i dostępnością materialnego chłamu, bez którego współczesny niewolnik – nie tylko w Polsce - nie wyobraża sobie życia codziennego. On dzisiaj nie rozważa utraty zdrowia, czy życia dla takich abstrakcyjnych pojęć jak ojczyzna, czy niepodległość kraju i jego osobista wolność. Jego przeraża utrata łączności z wirtualnym światem i brak pieniędzy na potrzebną niczym tlen „komórę”. Bo bez tych atrybutów nowoczesności utraci poczucie jedynej więzi jaką zna i możliwość jedynie akceptowanych kontaktów międzyludzkich na „światowym”, a nie zaściankowym poziomie. Jak niby miałby prowadzić konwersację z siedzącą obok, na ławce, czy w kawiarni dziewczyną, gdyby nie miał „komóry” i możliwości esemesowania? A co z pozostałymi znajomymi z „fejsa”, też przecież oczekującymi od niego nieustającego „tekstu”?


Wy zaczynacie w punkcie, w którym my skończyliśmy

Z pewnymi zastrzeżeniami. Wam nie grozi tyle, tak oczywistych wówczas niebezpieczeństw. ONI nie grożą wam wejściem „bratniej pomocy” Putina. Putin może wejść, ale nie jako „brat” tylko agresor, a to już bajka na inną opowieść. Możliwości komunikacyjne, technologiczne, techniczne i finansowe macie dużo lepsze. Potrzebna jest kontynuacja i wy musicie ją podjąć. Tragiczne jest, że ta kontynuacja potrzebowała „25-letniej przerwy wolności” zanim zaczęliśmy rozumieć jej konieczność. Może to potwierdza cykl przerw na zrozumienie. Po drugiej wojnie światowej też minęło 25 lat do buntu na wybrzeżu w 1970 roku, tylko że po drodze byli Żołnierze Wyklęci, był Poznań i rok 68. W tym dwudziestopięcioleciu była emigracja za „dobrobytem”, czyli ukryta banicja milionów Polaków, poniżanie narodu, edukacyjna zapaść, zniszczone zaczątki polskich rządów Olszewskiego i Kaczyńskiego. Był straszny rok 2010 już na początku zakończony zamachem w Smoleńsku. Była eksplozja poniżenia i lekceważenia jakie nam zgotowano na Krakowskim Przedmieściu przy współudziale władz świeckich i kościelnych. Byliśmy zupełnie bezradni i to się nie może powtórzyć. Nikt i nigdy więcej nie może lżyć i szczać na modlących się ludzi. Nie w Polsce! W tym „25. leciu wolności” byliśmy uśpieni „obaleniem komunizmu”, fałszywym poczuciem bezpieczeństwa i nachalną propagandą resortowych bachorów. Byliśmy ubezwłasnowolnieni „demokratycznymi” zasadami gry i demoralizowani przez propagatorów gender oraz beznadziejną opozycję marnotrawiącą naszą energię. To już nawet nie jest „trwanie”, to wycofywanie się państwa i nasze na to przyzwolenie. „Elity trwania” zostały zdominowane przez „elity demontażu”.

My - wasi rodzice i dziadkowie - drodzy, młodzi rodacy aktywnie żyliśmy w okresie największego (1970-1989) nasilenia oporu wobec ciemiężycieli Polski. Nas też próbowano uśpić maluchem, kolorowym telewizorem, wyjazdami na dowód do demoludów i życiem na kredyt dla Gierka i młodych małżeństw. Nie udało się, bo już w 1976 roku ruszył Ursus i Radom, a sowieccy wasale musieli odkryć swoją prawdziwą, „ludzką twarz socjalizmu” organizując opornym Polakom „ścieżki zdrowia”, aresztując, skazując, ale równocześnie zaczynając bać się o własną d..., bo zobaczyli, że wstajemy z kolan. Gnębili nas i nasze rodziny, ale ONI też mieli rodziny. Strach też nie był im obcy. Potem już zaczęło się tlić, by wybuchnąć płomieniem tamtego lata moskiewskiej olimpiady. Przyspawane wagony towarowe idące do Moskwy, dziennik telewizyjny - w ośrodku PTTK na Mazurach - z bladym Gierkiem mówiącym o „przerwach w pracy na wybrzeżu” i później już nie przerwy tylko strajki w całej Polsce. I tak na roller coaster nastrojów, sukcesów i porażek dotarliśmy do punktu największego oszustwa Polaków – stołu z kantami. Wtedy udało się ONYM uśpić nas wszystkich i ta hibernacja trwała jeszcze do niedawna. Powoli zaczynamy się budzić.

 
 
 

Tamte metody ciągle są w użyciu. Wśród Ruskich bywają Rosjanie. Podziw – mistrzostwo świata J. Jak to młodzi mówią, szacun rosyjski kolego. Przemalował moskiewski „wieżowiec Stalina” na żółto-niebiesko i uciekł na spadochronie! (https://www.youtube.com/watch?v=HIirMpPWuUY)

 

Można być skutecznym

 

U początku „25. lecia wolności” Marek Chodakiewicz zaproponował pracę nad odkłamaniem i pokazaniem prawdy o latach powojennych, o walce z sowieckim okupantem, o Narodowych Siłach Zbrojnych. W przeciwieństwie do ludzi w kraju on miał pełną niezależność i fundusze na to, by prowadzić dogłębną kwerendę w archiwach toteż z punktu podjął decyzję, aby się systematycznie dzielić z innymi pozyskanymi przez siebie materiałami. Zachęcił do tego dzieła kilku ludzi, równie jak on zdeterminowanych i rozpoczęli wbrew wszystkim, również „naszym” walczyć o historię Polski powojennej. Zespół nie związany żadnymi formalnymi nićmi, bez funduszy czy akceptacji „czynników” pracował wiele lat zanim jego głos przebił się na tyle, że dzisiaj już wiemy kto to zrobił i komu zawdzięczamy posiadaną wiedzę. Byli w tej grupie między innymi Leszek Żebrowski, Tadeusz Płużański, Piotr Gontarczyk i śp. Janusz Kurtyka.

Profesjonalnej pracy tych ludzi zawdzięczamy to, że żaden resortowy bachor nie jest w stanie obronić kłamstw ONYCH i ich sprzedajnych „historyków”. Książki, artykuły prasowe, udział w spotkaniach, wykłady, zamieszczanie dorobku tych polskich naukowców w Internecie pozwoliło dzisiejszej młodzieży odkryć na nowo swoje korzenie i prawdę o naszych dziejach. Żołnierze Wyklęci, „Inka”, rtm Pilecki, Generał „Nil” i wielu do niedawna zapomnianych i zasypanych wapnem na Łączce stało się bohaterami, wręcz młodzieżowymi idolami w miejsce bandyty Che i idioty, resortowego manipulanta „róbta co chceta”. Wyprzyjmy tą czerwoną wiochę z naszej przestrzeni! Niech czapka „maciejówka” i koszulki z naszymi nadrukami staną się „cool”.

Bardów z czasu komuny dzisiaj z dobrym skutkiem zastępują wykonawcy hip-hopowi przywracający pamięć i wypełniający luki w historycznym wykształceniu młodych pokoleń. Kibice dają przykład jak wyrażać swoje uczucia patriotyczne poprzez oprawy na stadionach i organizację manifestacji czczących rocznice ważnych wydarzeń historycznych i naszych bohaterów. Raper Tadek do niedawna ograniczał się do przeklinania „psów”, a dzisiaj wyrasta na ważną postać w Krakowie przywracającą pamięć i oddającą hołd naszym bohaterom.

Grupa historyków przez lata żmudnie „dłubała” w archiwach, pisała, opowiadała i wreszcie wychowała ludzi, którzy „mogą dać w dziób”, którzy ważą się grozić, że „Tusku matole twój rząd obalą kibole”, a w rocznicę wieszania podczas insurekcji kościuszkowskiej mają odwagę wejść na mównicę ze sznurem i zapowiadać szubienice dla rządu. To jest przykład efektywnego działania u podstaw i widocznych tej pracy efektów. To już nie jest tylko posiane ziarno. Ono kiełkuje.

Do najważniejszych zadań „akcji” każdy z nas zaliczyć musi wyswobodzenie się z narzucanego nam demokratycznie zniewolenia. Trzeba zatem wiedzieć, że tylko niewolnik pozostaje bezbronny, zdany zawsze na łaskę swego pana. Człowiek wolny musi mieć prawo do obrony zawsze i przed każdym. Również przed władzą. Człowiek wolny musi mieć wybór co do zastosowania niezbędnego środka obrony: wiedza, pięść, czy broń. Jest to jego wybór i on ponosi konsekwencje tego wyboru. Trzech największych ludobójców w historii świata: Stalin, Hitler i Mao rozpoczęli swoje bandyckie rządy od wprowadzenia zakazu posiadania i zakupu broni przez obywateli. Niewolnik przestaje być niewolnikiem, kiedy ma prawo do obrony i prawo do posiadania broni. Nie konieczność, nie obowiązek, nie mus, a prawo!

Podobno Churchill powiedział, że Polska to naród ludzi głupich rządzony przez ludzi podłych. Czy coś w tym względzie – postrzegania nas na Zachodzie – się zmieniło? Czy MY sami tego nie możemy dzisiaj potwierdzić? Nie brak nam zdrajców i łotrów tak w kraju, jak i poza jego granicami, a jak wiemy od Aleksandra Fredry: „Naród, który nie ma woli i siły powiedzieć łotrom, że łotry – nie wart być narodem”. Dodajmy Fredrę do listy naszych bezcennych „czarnowidzów”.



Mirosław Rymar

 

http://www.rodaknet.com/

 

Materiał audio:


Jan Krzysztof Kelus - Polski Broadside

 

 

Tadek Firma Solo - Żołnierze Wyklęci

 

A jednak się rusza

Mocne plakaty na ulicach Warszawy ( http://niezalezna.pl/58655-nigdy-wiecej-wojny-durnej-prezydentury-i-pomnika-czterech-spiacych-zbrodniarzy-mocne-plakaty-n)

Wrocław świętuje Dzień Niepodległości Ukrainy (http://niezalezna.pl/58677-wroclaw-swietuje-dzien-niepodleglosci-ukrainy-na-sowieckich-czolgach)

- gdzie "nasza" opozycja? Co robi „nasz” soft power?

To ostatnie przykłady tego o czym piszę i o władzy szukającej SPRAWCY!

 



Materiał filmowy 1 :






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.