Marek Baterowicz: SKRZYDLATA  BROŃ  KREMLA
data:25 lipca 2014     Redaktor: GKut

 
Z   D A L E K A   L E P I E J   W I D A Ć

 
-----------------------------------------------------

W związku z tragedią malezyjskiego samolotu - strąconego nad tzw. „republiką doniecką”, jak nazwali ją rosyjscy separatyści – przypominają się inne horrory na niebie jak np. zestrzelenie w r.1983 koreańskiego Boeinga tylko za to, że przez pomyłkę znalazł się w przestrzeni Sowieckiego Sojuza. Obie te masakry, czy jak kto woli, podniebne „mass murder”, dokonane przez „ludzi jaskiniowych” naszych czasów, budzą grozę. Okazuje się, że i w post-sowieckiej erze życie ludzkie nie liczy się zupełnie, a strzelać do pasażerskich Boeingów mogą tylko roboty pozbawione sumienia.

 

Tak się składa, że samolot w politycznych planach Rosji odegrał rolę niejednokrotnie feralną dla Polski, a nawet posłużył do przeprowadzenia  zamachów, których śmiertelne żniwo powiększyło rejestry naszej martyrologii.

 

Samolot użyty w takim celu można z powodzeniem określić jako „skrzydlatą broń Kremla”, a jej zastosowanie ilustrują trzy znane tragedie: katastrofa pod Gibraltarem, porwanie samolotem szesnastu przedstawicieli władz Polski Podziemnej oraz niedawne rozbicie prezydenckiego Tupolewa pod Smoleńskiem.

 

Pierwsza z tych tragedii wydarzyła się w pobliżu skał Gibraltaru ( 4 lipca 1943 r.), a zginął w niej gen. Władysław Sikorski z córką i towarzyszącymi mu osobami. Wprawdzie do dzisiaj Anglicy nie ujawnili tajemnicy tego wypadku, jednak można z dużą dozą pewności wskazać tu Rosjan jako winowajców. Analiza politycznej sytuacji wręcz sugeruje, że ów dziwny „crash” samolotu zaraz po starcie mógł być zmajstrowany przez agentów sowieckich akurat przebywających w Gibraltarze. Sowieci mieli poważny motyw, by usunąć gen. Sikorskiego, albowiem w kwietniu 1943 r. wniósł on prośbę do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża o zbadanie katyńskiej masakry. Stalin wówczas zerwał stosunki dyplomatyczne z rządem londyńskim, co nie ułatwiało też rozmów sowiecko-angielskich, ku irytacji Churchilla. Owej fatalnej nocy, poprzedzającej wylot Sikorskiego do Anglii, na gibraltarskim lotnisku stał również samolot ambasadora Majskiego, który leciał tamtędy do Moskwy po nowe instrukcje od Stalina. Nie leciał sam, a towarzyszący mu „ochroniarze” mogli pod osłoną nocy uszkodzić w jakiś sposób samolot polskiego generała. Nie można w tej akcji wykluczyć złowieszczej roli Kima Philby’ego, szpiegującego dla wywiadu Kremla. Fakt, że Anglicy ociągają się z ujawnieniem tajemnicy pogłębia tylko domysły o przestępczym tle gibraltarskiej tragedii. Niewątpliwie kogoś tutaj chronią, nie chcą skompromitować sprawców śmierci gen. Sikorskiego. Gdyby tragedia pod Gibraltarem rzeczywiście była wypadkiem, angielskie archiwa dawno by otwarto.

 

      W marcu 1945 r. uprowadzono podstępnie samolotem do Moskwy szesnastu delegatów Polski Podziemnej z gen. Okulickim na czele. Ich porwanie było szokiem nie tylko dla kierownictwa podziemia. W kwietniu Rada Jedności Narodowej wysłała do San Francisco depeszę adresowaną do przewodniczącego konferencji założycielskiej ONZ z wyrazami wiary, że organizacja ta nie przejdzie do porządku dziennego nad tragedią kraju od sześciu lat walczącego o niepodległość. Apel pozostał jednak bez echa. Sowieckie wpływy oraz „czar” wujaszka Joe, jak nazywano Stalina, liczyły się bardziej na forum ONZ niż sprawa polska. Wiele mówi o tym książka „Pusty fotel”, obrazująca nieobecność Polski w tej nowej lidze narodów. Stalin, czując się bezkarny, wytoczył „Szesnastce” proces w Moskwie, który był pogwałceniem prawa międzynarodowego, nie uznającego sądzenia władz państwowych jednego państwa przez organa sądowe innego państwa na mocy jego przepisów prawnych. Akt oskarżenia stwierdzał bez ogródek, że Kreml nie będzie tolerować polskich władz, które byłyby niezależne od Moskwy. Po fikcji procesu w czerwcu 1945 r, skazano gen. Okulickiego na 10 lat więzienia, Jankowskiego na 8 lat, ministrów Bienia i Jasiukowicza na 5 lat, ministra Pajdaka na 5 lat oraz dodatkowo na 5 lat zesłania na Syberię, Pużaka na półtora roku więzienia, a pozostałych -  na kary od roku do 4 miesięcy. Okulicki, Jankowski i Jasiukowicz zmarli w sowieckim więzieniu, a mocarstwa zachodnie nie zareagowały na ten akt bezprawia.

 

        A 10 kwietnia 2010 roku ponownie posłużono się samolotem, albowiem tych, co sprzeciwiali się nowej zależności od Rosji, należało po prostu usunąć, zlikwidować. Tym bardziej, że polityka prezydenta Lecha Kaczyńskiego wspierała ponadto dążenia do suwerenności Ukrainy, Gruzji czy państw bałtyckich. A tych „przestępstw” wobec idei nowej imperialnej Rosji nie mogło pozostawić bez odwetu kierownictwo Kremla, sterowane twardą putinowską ręką. Gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, przypomnijmy, że Rosjanie nie oddali nam czarnych skrzynek, ani wraku samolotu, do sekcji zwłok nie dopuszczono Polaków, nie przekazano protokołów tychże sekcji, a od rodzin domagano się zgody na zniszczenie ubrań,  u   aby przypadkiem nie można ich było analizować w Polsce. Nie zrobiono fizykochemicznych badań śladowych zmian na szczątkach Tupolewa, odzieży lub przedmiotów, co mogłoby potwierdzić eksplozję na pokładzie. Wreszcie, ciała oddano w zalutowanych trumnach.

 

Lista uchybień jest nawet dłuższa, ale rosyjskie „śledztwo” prowadzi ten sam prokurator Jurij Czajka, który dawniej nadzorował parodię śledztwa w takich sprawach jak zabójstwo Anny Politkowskiej czy otrucie Aleksandra Litwinienki. I musi stosować się do instrukcji z Kremla.

     Sam sposób prowadzenia śledztwa jest dowodem na zamach, a szereg okoliczności lub zdjęcia satelitarne również wykluczają zwykły wypadek. Skrzydlatą broń Kremla, którą strącono pod Smoleńskiem najprawdopodobniej za pomocą „meaconing” i bomby, remontowano wcześniej w Samarze, w Rosji. Dostała wtedy certyfikat sprawności ze strony MAK, który ma wiele do powiedzenia podczas „śledztwa”, ale też szefowa MAK, gen. Tatiana Anodina zrobiła karierę dzięki poparciu J. Primakowa, byłego wiceszefa KGB. Wpływy tego układu ustawiły „śledztwo”, a nawet wystraszyły autorów napisów na tablicach pamiątkowych, skłaniając ich do usunięcia najmniejszej aluzji o zamachu, do redagowania ich podług jakby instrukcji putinowskich, a więc do akceptacji obłudy. Czy doszło do spacyfikowania niezależnej myśli i ducha polskości ?

 

     A na marginesie tych trzech przykładów zastosowania „skrzydlatej broni” warto też przypomnieć inne wyczyny Rosjan w dziedzinie awiacji. Oto we wrześniu 1939 roku radiostacja sowiecka w Mińsku orientowała Luftwaffe w nalotach na polskie miasta! Sojusz Rosjan z Niemcami działał z precyzją śmiercionośną, chociaż nie znano wówczas techniki „meaconing’u” , ani bomb paliwowo-powietrznych.

    

                                                                         Marek Baterowicz

 

 
Marek Baterowicz ( ur. w 1944 w Krakowie ), poeta, prozaik, publicysta, tłumacz poezji krajów romańskich, latynoskich i Quebec’u. Romanista – doktorat o wpływach hiszpańskich na poetów francuskich XVI/ XVII wieku ( 1998), fragmenty tej tezy ukazały się we Francji. Wydał też tomik wierszy w języku francuskim – „Fée et fourmis” ( Paris, 1977). Jako poeta debiutował na łamach „Tygodnika Powszechnego” i „Studenta” ( w 1971). Debiut książkowy: „Wersety do świtu” ( W-wa,1976) – tytuł był aluzją do nocy PRL-u. W r.1981 wydał zbiór wierszy poza cenzurą: „Łamiąc gałęzie ciszy”. Od 1985 roku na emigracji, po czterech latach czekania na paszport, najpierw w Hiszpanii, a od 1987 w Australii. W roku 1992 odwiedził Polskę, w tym samym roku listem w „Arce” zrywał ze środowiskiem „Tygodnika Powszechnego”, które poparło grubą kreskę ułatwiającą nowe zniewolenie. Autor wielu zbiorów wierszy jak np. „Serce i pięść” ( Sydney, 1987), „Z tamtej strony drzewa” ( Melbourne, 1992 – wiersze zebrane), „Miejsce w atlasie” ( Sydney, 1996), „Cierń i cień „ ( Sydney,2003) czy „Na smyczy słońca” ( Sydney, 2008). W r.2010 we Włoszech ukazał się wybór jego wierszy – „Canti del pianeta”. Wydawca ( Roma, Empiria) tak określił jego poezję: „to zaproszenie człowieka planetarnego, ceniącego wartości uniwersalne całej ludzkości i braterstwo między ludźmi”.Wydał też kilka tytułów prozy, w tym powieść ze stanu wojennego pt. „Ziarno wschodzi w ranie” ( Sydney,1992). Mieszka w Sydney.






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.