Niezależne prawicowe media swoją postawą wobec Latkowskiego i jego redakcji wprowadziły niepotrzebny zamęt. Prawdopodobnie wychodzą z założenia, że każda możliwość dowalenia Tuskowi jest dobra, niezależnie od tego, z kim się jest w koalicji. Prawica nagle zrywa się do obrony „wolności słowa”, która rzekomo przejawiła się w działalności redaktora Sylwestra Latkowskiego!
Jak tylko przypomnę sobie jakiekolwiek spotkanie z udziałem dziennikarzy mediów niezależnych, gdzie wszyscy ubolewają nad brakiem wolności słowa w Polsce, nad brakiem suwerenności, mówiąc, że państwo jest fikcją, a rządzą nami zdrajcy, którzy skrywają tajemnicę o śmierci Prezydenta RP i porównam z tym, co teraz widzę i słyszę, to jestem zdezorientowany.
Z przekazu prawicowych dziennikarzy dowiadujemy się, że Donald Tusk dokonał zamachu na wolność słowa, której… już od dawna nie ma w Polsce. Ale to nic, bo lemingi tego nie wiedzą!
Niezależni dziennikarze wychodzą pewnie z założenia, że czytelnicy tygodnika „Wprost” oraz ludzie, którzy pozytywnie kojarzą ten tygodnik, to albo wyborcy PO, albo ludzie o poglądach zbliżonych do prawicowych - doskonała grupa do "przejęcia" i szansa na przebicie się do nich z przekazem, że Tusk jest złem, a jedynymi obrońcami Tygodnika i tych wszystkich czytelników są właśnie niezależni dziennikarze walczącej prawicy. To jest taki zabawny, dosyć naiwny sposób na przebicie się do nowej grupy potencjalnych odbiorców.
„Wprost” jest narzędziem w małej wojence, którą ktoś prowadzi z Tuskiem, albo z kimś z jego środowiska. Wojenka została rozpoczęta w okresie urlopowo – grillowym. „Afera podsłuchowa” wybucha w weekend a Donald ma czas, żeby spokojnie sobie wszystko przeanalizować i przygotować swoje konferencyjne wystąpienie, które było genialne.
Genialne z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że wysłał jasny przekaz do strony atakującej w tej wewnętrznej wojence. Po drugie Donald znakomicie wytłumaczył przeciętnemu Kowalskiemu, że on się zajmie tym bagienkiem. Wprawdzie „coś tam gadali, ale przecież to chodziło o tego strasznego Kaczyńskiego i o to, żeby dodrukować pieniądze dla nas wszystkich”. Po trzecie, Tusk na tej konferencji zawarł umowę z przeciętnym Kowalskim. „Kowalski będzie sobie jadł dalej w spokoju kiełbaskę, a Tusk znajdzie tych, którzy chcą osłabić władzę, która broni Polaków przed kaczyzmem”.
ABW wchodzi do redakcji w środę przed długim ciepłym weekendem, na który czekali nasi rodacy. Ci, co na piątek nie dostali urlopu, to wyszli z założenia, że przy wolnym czwartku warto napić się w środę. Tym z zaplanowanym piątkowym urlopem, środa upłynęła na przygotowaniach do wyjazdu a być może już na podróży. Dołóżmy do tego mundial w Brazylii i… mamy piękny wakacyjny klimat.
W tym czasie nikt specjalnie nie przejmował się polityką, wolnością słowa, zamachami stanu, niezależnością NBP, językiem używanym przez polityków i dymisją kogokolwiek. W takich to warunkach Prawo i Sprawiedliwość i każda inna opozycja polityczna ma znikome możliwości społecznej mobilizacji.
Tylko na fali masowego ulicznego niezadowolenia z rządów Tuska, Jarosław Kaczyński i jego partia ma szanse na bezwzględną większość i przejęcie władzy. Obecnie może dojść do jakiś zmian u steru władzy, ale będzie to zmiana w ramach środowisk tworzących tzw. SALON, z pominięciem społeczeństwa, które grilluje i PiS-u, który spokojnie buduje swój polityczny i społeczny kapitał, co wymaga czasu i odpowiedniego klimatu społecznego.
Teraz zatrzymajmy się przy zachowaniu dziennikarzy. Otóż Monika Olejnik rzuciła Tuskowi prosto w twarz, że "środowisko dziennikarskie jest przeciwne Tuskowi". We wszystkich mediach i w Internecie widzimy filmik z głośnym tytułem „Monika Olejnik niszczy Tuska”. Jednocześnie w tych samych mediach i ta sama Monika Olejnik wskazuje, ze wprawdzie Tusk przesadził, ale nie trzeba zaraz krzyczeć, jak to robią dziennikarze prawicy, a to, że IV RP była i tak gorsza a to, że są podzielone zdania na temat działań ABW itd.
To co robią media prorządowe możemy podzielić na dwa etapy. Pierwszy to skupienie uwagi wszystkich oburzonych i zainteresowanych danym wydarzeniem. Wówczas o Tusku i stanie państwa mówi się prawie to samo, co w prawicowych mediach. Po skupieniu uwagi Polaków dochodzi do spokojnego wyciszania emocji i tłumaczenia, że sprawa jest skomplikowana i że teraz trzeba spokojnie czekać na wyniki śledztw, kontroli itd. Polacy odczytują to mniej więcej tak: „Idźcie grillować, jak coś się stanie to my będziemy alarmować”.
My, czyli normalne, nierozhisteryzowane, niekrzykliwe media a nie te prawicowe - pisowskie, składające się z popaprańców, którzy wszędzie widzą spiski i zamachy. Dla porównania zasięgu przekazu wystarczy przytoczyć dane popularności portali internetowych. Wpolityce.pl i Niezalezna.pl razem mają ok. 1 mln real users przy ok 5 mln Onetu.
Przy aferze podsłuchowej Monika Olejnik załatwiła jeszcze jeden problem Salonu, który zaczynał przebijać się w świadomości Polaków, w tym lemingów. Chodzi o przychylność, jaką media obdarzyły Donalda Tuska. To był jeden z nielicznych sukcesów prawicowych organizacji i ich manifestacji, protestów i różnych akcji ulicznych, w tym też naszych, czyli Solidarnych 2010. Ludzie w Polsce naprawdę dostrzegali ten alians między głównymi mediami a Tuskiem i dzięki temu zaczynali podchodzić do kolejnych nagonek na PiS z dużą rezerwą. Teraz, jak użyjemy w rozmowie z lemingiem lub świadomym platformersem argumentu, że media są z Tuskiem, to podejrzewam, że możemy spotkać się z odpowiedzią w stylu, „ale się czepiasz- i wasi, i TVN tak samo atakowali Tuska i mówili o jego dymisji”.
Monika Olejnik z Donaldem Tuskiem pięknie odegrali scenkę, w której to pokazują, że w Polsce media są niezależne a Monika Olejnik jest żywym symbolem tej niezależności. Donald przyznaje rację Olejnik, że ma przeciw sobie wszystkie media. Scenka kończy się nieprzyjemnym milczeniem sugerującym, że strony konfliktu na linii władza - media pozostają w swoich okopach gotowi toczyć ze sobą wojnę o wolność słowa i bezpieczeństwo państwa.
Wojna jest i to przy udziale mediów prawicowych. Różnica polega na tym, że „salonowe” media prowadzą z Tuskiem wojnę na ptysie, pączki, czasem ktoś rzuci twardą miętówką i tyle. Prawicowe media rzucają kamieniami. Na końcu z łatką popaprańców i niszczycieli spokojnego weekendu lub wyczekiwanego urlopu są media prawicowe.
Zwykle mamy jakieś, „ale” do PR-owych działań PiS-u, ale tym razem to niezależne prawicowe media zawaliły po całej linii. Wyszła z naszych dziennikarzy nieodparta potrzeba pokazania się w aurze walki z Donaldem Tuskiem i jego zbrodniczym państwem. Prawicowi redaktorzy kompletnie nie znają swoich rodaków, a może ich znają, ale łudzą się wyobrażeniem o mitycznym narodzie, w którym drzemie wielka miłość do Polski i wolności? Niestety jesteśmy malutkim i marnym narodem, który skundlił się w III RP i wybrał mentalność niewolniczą, nabytą w PRL-u. I trzeba znaleźć innego rodzaju motywacje do zmian w państwie dla naszych kochanych rodaków.
Na szczęście PiS podjął kilka oczekiwanych przez jego elektorat kroków i partia zajęła swoje stanowisko w sprawie Afery, bez szerzenia paniki. To SLD i Ruch Palikota przodują w wielkiej, wspólnej, sztucznej nagonce na Tuska i to oni wyszli na skrajnych krzykaczy. Dzięki temu Jarosław Kaczyński może poświęcić czas poważnym rozmowom z innymi liderami prawicy, z którymi może da się rozpocząć wspólne przygotowania do długiego, wyborczego 2015 roku. Dlatego nie marnujmy czasu na salonowe wojenki, które grillujących Polaków nie interesują. Zajmijmy się tym, co interesuje konkretne grupy Polaków, np. producentów przecieru, pielęgniarki, rodziców, użytkowników komunikacji miejskiej itd.
W.M.
Wojciech Majsner jest rzecznikiem prasowym Stowarzyszenia Solidarni 2010.