Przypominamy: Ewa Kurek - ROSJI ROZUMEM NIE POJMIESZ - 6
data:17 czerwca 2014     Redaktor: agalaura

Blisko tysiąc lat temu prawosławni stali się w opinii łacinników (katolików) schizmatykami, i na odwrót, w oczach prawosławia schizmatykami zostali łacinnicy (katolicy). (...) o rozłamie pomiędzy Wschodem i Zachodem zadecydowały czynniki polityczne, społeczne i psychologiczne oraz różnice umysłowości i środowiska, a ostatni akt tego dramatu miał podłoże raczej polityczne niż religijne - zwraca uwagę dr Ewa Kurek w kolejnej odsłonie swojego cyklu. Zapraszamy!





fot. Bladyniec za: wikipedia; CC BY-SA 3.0

Poprzez przyjęcie chrztu z Konstantynopola Ruś w roku 988 zaszczepiona została bizantyjską tradycją zakazu uprawiania nauk z zakresu filozofii i prawa; przekonaniem, że rozum na wolność nie zasługuje; wiedza nie jest jedyną drogą do Boga, a artyści winni poruszać się jedynie pomiędzy brzegami ściśle określonych kanonów teologicznych i formalnych. Jednocześnie przyjęcie cyrylicy zamknęło Ruś w wąskim kręgu świeżo narodzonej kultury tegoż alfabetu, który obejmuje obszar Rosji, Białorusi, Ukrainy, Serbii, Bułgarii, Czarnogóry, Bośni, Hercegowiny i Dalmacji. Wszystko to razem tworzyło swego rodzaju dość szczelny kokon kanonów i norm, które przyjęte przez Ruś wraz z chrztem, zostały w ciągu następnego tysiąclecia przez nią przysposobione i dało w efekcie współczesną cywilizację prawosławną.


Jeszcze wschodnie chrześcijaństwo nie zdążyło na dobre ukorzenić się na Rusi, gdy do pakietu wspomnianych wyżej kanonów obrządku bizantyjskiego w roku 1054 włączona została nienawiść i uprzedzenie do chrześcijaństwa zachodniego, czyli do całej zachodniej cywilizacji.


Mówiąc współczesnym językiem, na linii wschód-zachód, czyli chrześcijaństwa bizantyjskiego i chrześcijaństwa rzymskiego, iskrzyło ostro co najmniej od drugiej połowy pierwszego tysiąclecia. Wszystko zaczęło się od problemów natury teologicznej na synodzie w Toledo w roku 589, gdzie stanęła sprawa Filioque (łacińskie słowo Filus znaczy syn), czyli tego, od kogo pochodzi Duch Święty. Chrześcijanie bizantyjscy orzekli, że Duch Święty pochodzi od Ojca poprzez Syna, zaś chrześcijanie rzymscy – jak mówimy po dziś dzień w modlitwie Ojcze Nasz – że od Ojca i Syna pochodzi. Spór o trzecią osobę Trójcy Świętej, urozmaicony wspomnianym wcześniej sporem o kult obrazów (obrazoburstwo 726-843), od czasów patriarchy bizantyjskiego Focjusza (861-880) był postrzegany w kategoriach herezji i ortodoksji [1].


Wzajemne niechęci pomiędzy Konstantynopolem a Rzymem przybrały formę otwartego konfliktu w wieku XI i rzecz wcale nie poszła o teologię. W tym czasie Konstantynopol miał pod swą jurysdykcją rejony południowej Italii, gdzie nabożeństwa odprawiane były według rytu bizantyjskiego, a w Konstantynopolu  były świątynie, w których nabożeństwa odprawiano w obrządku łacińskim. W końcu nadszedł pamiętny rok 1054. W Rzymie panował papież Leon IX (1049-1054), w Konstantynopolu zaś patriarcha Michał Cerulariusz (ok. 1005-1059). Papież zakazał w Italii liturgii bizantyjskiej – w odwecie patriarcha rozkazał, aby wszystkie instytucje łacińskie w Konstantynopolu przyjęły obrządek bizantyjski.


W pamięci potomnych schizma przetrwała jako wydarzenie nadzwyczaj spektakularne. Wysłanego bowiem przez papieża do Konstantynopola kardynała Humberta, który miał pertraktować w sprawie liturgii w południowej Italii i Konstantynopolu, poniosły przysłowiowe nerwy i w dniu 16 lipca 1054 roku rzucił na ołtarz katedry w Konstantynopolu (Hagii Sophii) bullę ekskomunikującą patriarchę Michała Cerulariusza. Patriarcha Michał odpłacił łacinnikom pięknym za nadobne. Natychmiast zwołał lokalny synod, potępił bullę Humberta jako bezbożny dokument i ekskomunikował papieskich legatów. Tym sposobem blisko tysiąc lat temu prawosławni stali się w opinii łacinników (katolików) schizmatykami, i na odwrót, w oczach prawosławia schizmatykami zostali łacinnicy (katolicy).


Błędem byłoby jednak postrzegać schizmę jedynie w kategoriach różnic liturgicznych i teologicznych. Najbliższym prawdy zdaje się być wybitny znawca przedmiotu Francis Dvornik, który twierdzi, że o rozłamie pomiędzy Wschodem i Zachodem zadecydowały czynniki polityczne, społeczne i psychologiczne oraz różnice umysłowości i środowiska, a ostatni akt tego dramatu miał podłoże raczej polityczne niż religijne [2]. Tezę tę potwierdza cały szereg źródeł.


Oto jak stosunki katolicko-prawosławne w Moskwie opisał 334 lata temu cytowany wcześniej Czech Bernard Tanner: 25 maja 1678 roku zgromadzeni w senacie [Moskowici] po raz pierwszy usłyszeli o przyczynach [polskiego] poselstwa. Wyliczono następujące najważniejsze punkty: pierwszy to zawieszenie broni z carem na czternaście lat, drugi to połączenie sił oraz zawarcie sojuszu antytureckiego, trzeci dotyczy zwrotu miast Smoleńska i Kijowa, a wreszcie czwarty gwarancji dla katolickich praktyk religijnych. Jeśli chodzi o ten ostatni punkt, zaraz po tym pierwszym przedłożeniu car nakazał, żeby o nim więcej nie wspominać. [Moskowici] tak bardzo sprzyjają prawdzie katolickiej, że nawet słyszeć o niej nie chcą, podczas gdy praktyki innych sekt nie tylko dopuszczają, ale nawet z własnych środków utrzymują. […] Katolików w Moskwie jest garstka, a ponieważ głoszą, że widzialną głową prawdziwego Kościoła pozostaje nieprzerwanie rzymski papież, pozbawieni są świątyni i kapłana.[…]    


Zauważyłem, że sposób, w jaki się żegnają Moskowici, różni się od naszego, albowiem rękę prowadzą od czoła w dół, a potem od prawego ramienia ku lewemu. Skąd się wzięła ta różnica, tego nie potrafiłem wyjaśnić sobie inaczej, jak tylko tym, że dla zaznaczenia odmienności własnego wyznania od innych religii, w tym przede wszystkim od religii katolickiej, do której odnoszą się z wrodzoną nienawiścią. Mnie jednak cały czas nie dawał spokoju sposób wykonywania znaku krzyża, tak że w końcu widząc popa przechodzącego obok wejścia do naszego pałacu, podszedłem do niego i poprosiłem go, żeby się przeżegnał. A gdy to uczynił po swojemu, zapytałem go ( samemu się przeżegnawszy), dlaczego nie czyni znaku krzyża tak jak ja. Ten pokiwał głową i nic nie odpowiedział. Dałem mu więc ołówek, żeby narysował krzyż na papierze. A on nakreślił krzyż, ciągnąc najpierw rękę nie z prawej w lewą, ale z lewej w prawą stronę. Na co ja zapytałem go, dlaczego na papierze zrobił to inaczej, niż z na sobie. Kiedy także na to nie potrafił odpowiedzieć i chciał już odejść, ja jednak schwyciłem go za rękaw i wyłożyłem mu rzecz następująco: do skruchy został przywiedziony łotr po na krzyżu po prawej stronie, a nie po lewej, bo ten krzyż – zgodny z krzyżem Chrystusa – jest prowadzony od strony lewej ku prawej i przyciągał do Chrystusa Ukrzyżowanego i dlatego też diabeł nie był w stanie podejść do tego krzyża. Jeśli więc kreślicie krzyż wbrew Chrystusowi Panu od prawej do lewej, to wtedy on jest niekształtny i przeciwny Krzyżowi Chrystusa i wcale nie odgania szatana mocą Chrystusa, ale dostarcza mu tylko pretekstu, aby utwierdził was w nieprawości. […]


Ta miła dla obu stron i pobożna pogawędka, któż mógł to przypuszczać, tak niezwykle głęboko zapadła w serce popa, że w żaden sposób nie mógł o niej zapomnieć, chociaż o pomoc zwracał się do wielu ludzi. Ci zaś przedłożyli sprawę samemu patriarsze, który polecił owego popa uwięzić i pilnie go strzec. Ponadto powiadomił o całej sprawie cara, przestrzegając go, żeby upomniał [polskich] posłów, bo w przeciwnym razie, gdyby lud podniósł głowę, mogą oni stać się przyczyną jego własnej zguby.


Kiedy posłowie [polscy] zjawili się na posiedzeniu, odbyła się na ten temat bardzo poważna rozmowa. Powiedziano im, że sprawcą zajścia był jakiś Niemiec. Przestraszeni posłowie, jak tylko wrócili do domu, natychmiast zwołali wszystkich Niemców. O mnie [Czechu] jednak nie pomyśleli. Skoro jednak nikt nie poczuwał się do winy, w końcu los wskazał na mnie i chcąc nie chcąc musiałem obszernie streścić całą rozmowę. Posłowie, tak książę [Czartoryski], jak i wojewoda [Sapieha], byli zaskoczeni i nakazali mi, bym więcej o niej nie wspominał. Popa natomiast wypuszczono nie tak prędko, lecz zatrzymano go w więzieniu do końca pobytu [polskiego] poselstwa [3].


Przygody czeskiego podróżnika Bernarda Tannera w Moskwie dowodzą, że spory, jakie pomiędzy ludem prawosławnym a katolickim toczą się przez wieki, przybierały czasem przedziwne i śmieszne formy. Zaskakujące, że te jakże niewinne dysputy, zdaniem Rosjan, zagrozić mogły carowi i imperium. Zachodnie idee zawsze były groźne dla władzy tyranów.


[1] D. Olszewski, Dzieje chrześcijaństwa w zarysie, Katowice 1982, s. 82-83.

[2] F. Dvornik, Rozłam między Rzymem a Koinstantynopolem w 1054 roku, w: „Concilium” Nr 1-10, R 1965/66, s. 576, 599.

[3] B. Tanner, Poselstwo polsko-litewskie do Moskwy w roku 1678 szczęśliwie przedsięwzięte, opisane przez naocznego świadka Bernarda Tannera, Norymberga 1689; przekład polski: Kraków 2002, s. 196, 201 oraz 231-234.


Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.