Wybory parlamentarne w 1989 roku przeprowadzone zostały w dwóch turach – 4 i 18 czerwca. Były to pierwsze wybory po II wojnie światowej, w których Polacy mogli rzeczywiście wybrać swoich przedstawicieli do Sejmu i Senatu, przy czym w Sejmie 65% mandatów jeszcze przed wyborami, w efekcie rozmów z opozycją, zagwarantowane zostało komunistom. Pozostałe 35% miejsc przypadło kandydatom wybranym przez głosujących: w Sejmie wszystkie te mandaty otrzymały wtedy środowiska opozycji zorganizowanej przy Lechu Wałęsie, podobnie było w Senacie – 99 na 100 miejsc otrzymała dotychczasowa opozycja.
Traktowaliśmy te wybory nie jako oddanie władzy – tymi słowami Jerzego Urbana można podsumować wydarzenia sprzed 25 lat, dla wielu dzisiaj będące – mimo nie dającej się zafałszować logiki liczb mandatów sejmowych dla komuny i opozycji - początkiem wolności. Spory dotyczące tego, jaka wolność zaczęła się od tych wyborów, kończyć powinna inna rocznica przypadająca również dzisiaj – piszemy o niej TUTAJ.
Władza uzupełniała swój skład o tych, których potrafiła zaakceptować, w zamian za podobną akceptację. I tak już pozostało. Stąd po 43 latach nie udało się rozliczyć odpowiedzialnych za masakrę na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku. Nie ma też winnych morderstw Grzegorza Przemyka, księdza Jerzego Popiełuszki, księży Stefana Niedzielaka i Stanisława Suchowolca (tuż przed Okrągłym Stołem) oraz licznych ofiar stanu wojennego. (…) Nachalne i sztuczne eksponowanie dnia 4 czerwca jako nowego święta narodowego ma pogłębić „historyczny kompromis” z komunistami, w tym z SLD rwącym się do przyszłej władzy z PO. W tym sensie przypomina bardziej święto PKWN 22 lipca. Ma też inny cel. Zmarginalizowanie Święta Niepodległości 11 listopada.– pisze w swoim felietonie dla „Naszego Dziennika” Wojciech Reszczyński.
Demokracja w kraju jest tłamszona, a społeczeństwo jest zmanipulowane. (…) 25 lat III RP to historia zdrady elit (…) – podsumował to ćwierćwiecze socjolog, prof. Piotr Gliński podczas rocznicowej debaty na Uniwersytecie Warszawskim.
Bywa, że niekiedy cel osiągnąć możemy jedynie stopniowo, małymi krokami. Wtedy lepszy jeden krok niż stanie w miejscu. Jednak dziś trudno mieć wątpliwości co do tego, że nasz polski marsz do wolności zatrzymał się zbyt wcześnie i stracił z oczu swój cel. Zatrzymał się przy pomnikach żołnierzy radzieckich, orle z czekolady, przy sarkofagu w wawelskiej krypcie Srebrnych Dzwonów, więzieniu za Baumana (ale nie dla Baumana), rosyjskich serwerach, wreszcie przy grobie będącego wiecznie na zwolnieniu Wojciecha Jaruzelskiego i w kolejce do lekarza specjalisty.
red. na podst.
stefczyk.info