Z DALEKA LEPIEJ WIDAĆ…MAREK BATEROWICZ: IGRZYSKO CZY POŚMIEWISKO?
data:24 kwietnia 2014     Redaktor: GKut

 

( na Pulsie Polonii – pulspolonii.com – nazwano go Goebbelsem PO! A przybył na zaproszenie Australijskiego Instytutu do Spraw Polskich, który dba o interesy lobby Michnika, a nie o sprawy polskie i od lat sprowadza z Kraju tylko ludzi z tego kręgu, a np. prof. Andrzeja Nowaka z UJ nie zaprasza...ale cóż oba profile się tu wykluczają! )

 


Nowa wizyta prof. Normana Daviesa wywołała już sporo szumu, także krytycznych wypowiedzi na Pulsie Polonii. Cztery komentarze po sprawozdaniu z wizyty u pp. Tyddów druzgoczą wypowiedzi profesora, również jego lekceważący stosunek do pytań z sali, który świadczy, że doradca Tuska czuje się jak gwiazdor mogący ignorować fakty i audytorium. Wbrew logice i dobrym obyczajom lży legalną opozycję w IIIRP nazywając ją ...sektą albo grupami...awanturników (?).


Tymczasem dobrze widzimy, że to politycy PO prowokują opozycję właśnie wywołując awantury ( jak Niesiołowski), niegodne demokracji, podobno zainstalowanej w Polsce po 1989, ale naprawdę proklamowanej bez pokrycia. Prof. Davies jakby nie dostrzegał potrzeby walki z korupcją w IIIRP i uzdrowienia wymiaru sprawiedliwości, o co od dawna daremnie zabiega Prawo i Sprawiedliwość, skutecznie blokowane przez układ post-komunistyczny i sądy na usługach dawnej nomenklatury, wzmocnionej młodszymi adeptami ( jak właśnie Tusk, Lis, Schetyna, Arabski, czy Komorowski – wielki kibic WSI). Układ ten posiada też silny poligon medialny w redakcji Michnika i TVN. Jest to praktycznie scementowany reżim o rysach dyktatury w kraju nominalnie demokratycznym. Nie można zresztą mówić o demokracji tam, gdzie nie ma niezawisłych sądów. To raczej demokratura.

 

    Prof. Davies kpi z „herezji” smoleńskiej i wmawia nam, że nie było zamachu na samolot, gdy wszystkie poczynania rządu, komisji „śledczych” i sterowanej odgórnie prokuratury dowodzą, że właśnie zamach był, jeśli muszą go kryć prymitywne i urągające prawom fizyki werdykty Anodiny i Millera. Wiarygodność tych raportów jest zerowa. Jako historyk prof. Davies powinien wiedzieć, że ta zbrodnia w końcu zostanie wyjaśniona, tak jak uprzednio katyńska. Dlaczego więc angażuje swój intelekt i honor w obronę sprawy przegranej w przyszłości? Czy tylko dlatego, że jest doradcą premiera? Dwa lata temu był w Australii na zaproszenie „mocnej grupy pod wezwaniem” z Melbourne i wygłaszał podobne banialuki, a nawet chwalił się, że ściskał dłoń Putina! Anglicy lubią Ruskich, co wypomniała książka Petera Wrighta „Spycatcher” (1987) przedstawiająca listę brytyjskich szpiegów sprzedających sekrety Kremlowi jak np. Kim Philby, Guy Burgess, Donald Mclean, Sir Anthony Blunt, John Cairness...Umacniali imperium Sowietów. Ale nie podejrzewam, by prof. Davies szedł w ich ślady.

 

   Kiedyś z zapartym tchem czytałem jego książki, poczynając od „Orła Białego...” ( świetna praca o wojnie polsko-bolszewickiej), też „Boże Igrzysko”, ceniąc jego ogromną wiedzę i serce nam życzliwe. Wiele np. uczynił dla badań deportacji na Sybir. Atoli później w tomie „Europe” ( 1997), przeznaczonym dla czytelnika już nie polskiego, dostrzegłem jednak tony i detale niezbyt miłe dla nas, które wynikały chyba nie tylko z pośpiechu. Tak jakby naszą historię nagle inaczej traktował na europejskim podwórku, a inaczej w tomach dla nas pisanych. Warto opisać to szerzej. Był to pierwszy sygnał, że profesor nie zawsze jest mężem niezawodnym. Dzisiaj potwierdza to stanowisko doradcy Tuska i szereg enuncjacji na poziomie filipa z konopi, jak np. zapewnienia, że w roku 1989 usunięto komunistów od władzy. A dawniej on sam miał tu wątpliwości jak czytamy we wstępie do wydania polskiego „Serca Europy” ( Londyn, Aneks, 1995) : Dwa lata po „wyzwoleniu” byli klawisze więzienni ciągle zasiadali w Sejmie ubrani w szaty obrońców ładu i porządku ( str. 18), albo : „...byli komuniści i ich partnerzy z dawnego Frontu Jedności Narodu ciągle posiadali rozwiniętą sieć powiązań w terenie i prawdopodobnie dostęp do środków finansowych” (str.19). A tenże wstęp kończy minorowe zdanie” „Nadal nie można przewidzieć kształtu politycznego Polski”.

 

    I to się akurat zgadza, bo  twór post-magdalenkowy ( dziwna hybryda IIIRP z elementami PRL-bis) – przeżarty korupcją i agenturą – nie spełnia aspiracji Polaków do normalnego państwa, a miało być  przecież przyjazne dla obywateli i błyszczeć zaletami demokracji. Jest dokładnie odwrotnie, a o suwerenności nie ma nawet co mówić – bo to co zostało z niej po traktacie lizbońskim odcięła nam operacja smoleńska, zmajstrowana cynicznie przez służby specjalne dwóch państw, którym bardzo przeszkadzało stronnictwo Prezydenta Lecha Kaczyńskiego z jego polityką jagiellońską, tak źle widzianą na Kremlu. Jeden z internetowych wpisów wykłada też jasno: „Gdybyśmy żyli w normalnym kraju to ten pupil WSI nie zajmowałby Belwederu”. Kraj wymaga więc repolonizacji nie tylko gospodarki. Obcy emisariusze nam tu nie pomogą...

 

    A pamięć o smoleńskiej tragedii chcą nam zamulić i odebrać, na szczęście nie wszędzie, bo na antypodach były odprawione msze święte. Natomiast we Wiedniu patriotyczna Polonia musiała zorganizować mszę w katedrze Św. Stefana, bo polski kościół na Rennwegu bojkotuje rocznicę kwietniową. Ksiądz rektor zamówił na cały rok msze święte każdego 10- tego za dusze współbraci, aby przypadkiem emigranci nie mogli zrobić mszy smoleńskiej w tym kościele! Posunięcie na miarę kapłana wyświęconego może przez Putina?  Oddaje niestety rozmiar nikczemności pewnych ludzi, a może ich tchórzostwa ?  Jeżeli będziemy się wstydzić celebrowania pamięci Ofiar z Tupolewa, to stracimy godność narodową i ostatnie szczątki niepodległości.

 

    Prof. Davies zaleca, by nie mówić źle o Polsce – racja! Sęk w tym jednak, że Polski jeszcze nie ma. Post-magdalenkowa hybryda czy owa „poczwarka, która wykluła sią z motyla opozycji” ( wg Wildsteina) , owa IIIRP jest tworem z gruntu chorym i antydemokratycznym. Pomysł budowy IV RP pozostaje więc nadal w mocy, dlatego krytyka IIIRP jest naszym świętym obowiązkiem, a nie czymś nagannym.

                                                                                      Marek Baterowicz

 

Marek Baterowicz ( ur. w 1944 w Krakowie ), poeta, prozaik, publicysta, tłumacz poezji krajów romańskich, latynoskich i Quebec’u. Romanista – doktorat o wpływach hiszpańskich na poetów francuskich XVI/ XVII wieku ( 1998), fragmenty tej tezy ukazały się we Francji. Wydał też tomik wierszy w języku francuskim – „Fée et fourmis” ( Paris, 1977). Jako poeta debiutował na łamach „Tygodnika Powszechnego” i „Studenta” ( w 1971). Debiut książkowy: „Wersety do świtu” ( W-wa,1976) – tytuł był aluzją do nocy PRL-u. W r.1981 wydał zbiór wierszy poza cenzurą: „Łamiąc gałęzie ciszy”. Od 1985 roku na emigracji, po czterech latach czekania na paszport, najpierw w Hiszpanii, a od 1987 w Australii. W roku 1992 odwiedził Polskę, w tym samym roku listem w „Arce” zrywał ze środowiskiem „Tygodnika Powszechnego”, które poparło grubą kreskę ułatwiającą nowe zniewolenie. Autor wielu zbiorów wierszy jak np. „Serce i pięść” ( Sydney, 1987), „Z tamtej strony drzewa” ( Melbourne, 1992 – wiersze zebrane), „Miejsce w atlasie” ( Sydney, 1996), „Cierń i cień „ ( Sydney,2003) czy „Na smyczy słońca” ( Sydney, 2008). W r.2010 we Włoszech ukazał się wybór jego wierszy – „Canti del pianeta”. Wydawca ( Roma, Empiria) tak określił jego poezję: „to zaproszenie człowieka planetarnego, ceniącego wartości uniwersalne całej ludzkości i braterstwo między ludźmi”.Wydał też kilka tytułów prozy, w tym powieść ze stanu wojennego pt. „Ziarno wschodzi w ranie” ( Sydney,1992). Mieszka w Sydney.





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.