Dziś nikt nie wie, co się z nim stało. A przecież ten Rosjanin zachował się lepiej niż polski ambasador, który niemal współpracował z rosyjskimi służbami pilnującymi, aby terenu tragedii nie penetrowali reporterzy z kamerą. Wszystko było niemal przygotowane z góry, a spolegliwość polskiego „dyplomaty”– który zginał się w pas wobec Moskali - była na miarę „suwerenności” IIIRP. Powie ktoś, że to tania sensacja z tymi strzałami wśród szczątków Tupolewa, niewątpliwie poszatkowanego eksplozją, bo są to samoloty o solidnej konstrukcji (typu”gniotsia nie łamiotsia”!), a znane ich upadki kończyły się tylko tym, że samolot rozpadał się na dwie albo trzy części. A zatem tylko wybuch mógł rozerwać maszynę na strzępy i rozrzucić je na dużej przestrzeni. To jest już pewnik, ale strzały ? Tak się składa, że pisano o nich nawet w prasie australijskiej, a nie tylko w Internecie, co pewne autorytety uznałyby za „herezję” smoleńską.
Oto w „Daily Telegraph” ( 15 maja 2010, str.23) czytamy: Did Russians kill survivors? Video of crash passengers being shot…I dalej : “It purports to show film of armed Russian-speaking men killing passengers minutes after the crash that last month killed Lech Kaczynski and dozens of members of the Polish Government and military elite.” Gazeta sydnejska podaje też, że dziennikarz Andrei Menderei, który nakręcił ten film, został ugodzony w plecy nożem w Kijowie, a następnie w szpitalu nieznani sprawcy odłączyli go od maszynerii sztucznego oddychania.
Te i inne okoliczności pozostają w sferze domysłów (choć wielce prawdopodobnych), bo polski premier oddał śledztwo Rosjanom, a więc stronie zupełnie niewiarygodnej dla przeprowadzenia takiej procedury. Zarówno reżim putinowski (jak i rząd Tuska) są w sytuacji podejrzanych w pierwszym rzędzie, albowiem obie strony mieszczą się w kategorii beneficjentów tej tragedii. I dlatego trwa nieustanna kampania ośmieszania idei zamachu, a biorą w niej udział nawet autorytety Salonu nie znające się na prawach fizyki, ale ochoczo kpiących z ekspertów lotnictwa. Wystarczy jednak uzmysłowić sobie kilka podstawowych faktów, aby nabrać przekonania, że rosyjscy „śledczy” ukrywają niewygodną dla nich prawdę. Oto Rosjanie zawłaszczyli: 1 - wrak samolotu, 2 - czarne skrzynki, 3 - części Tupolewa zebrane przez polskich archeologów i ich protokoły, 4 – telefony komórkowe i laptopy ofiar, 5 – pełną informację pracy służb specjalnych, 6 – informację o misji Iła-76, który pojawił się w okolicy lotniska przed „katastrofą”.
Trzeba doprawdy być naiwnym (albo mieć złą wolę „ekspertów” Anodiny), aby twierdzić, że wszystkie te działania nie mają na celu ukrycia dowodów zamachu. Smoleńską herezję tworzą właśnie prymitywne krętactwa komisji Anodiny i MAK-u, a nie rzeczowe ustalenia fachowców z zespołu Macierewicza. Dlatego jeśli ktoś lansuje pojęcie smoleńskiej „herezji” powinien zdawać sobie sprawę z tych jakże zasadniczych różnic oraz wiedzieć, że w takim razie to herezja Anodiny jest odstąpieniem od prawdy o ostatnich chwilach Ofiar. A sposób prowadzenia „śledztwa” jest przecież koronnym dowodem na hipotezę zamachu. Także motywy zbrodni, pokazane dobitnie choćby w filmie „Prezydent” (J.Lichockiej i J.Rybickiego) albo w „Osobistym wrogu Putina” dr. L.Pietrzaka (w 5-tym tomie „Zakazanej historii”). Zbierzmy je w skrócie: polityka zagraniczna Lecha Kaczyńskiego polegająca na współpracy z krajami, które też były ofiarami sowieckiej okupacji, a następnie przypominanie rosyjskich zbrodni na Polakach i domaganie się przeprosin za wtrzymanie ofensywy podczas Powstania Warszawskiego, sprawa tarczy, poparcie dla Gruzji czy wreszcie fakt, że Lech Kaczyński był pierwszym prezydentem IIIRP nie pochodzącym ze służb peerelowskich. Ten ostatni motyw – podobnie jak likwidacja WSI – miał może większe znaczenie dla post-komunistycznego układu w Polsce i rządu Platformy. Dlatego rację mogą mieć autorzy hipotezy, że bombę podłożono już w Warszawie.
Tak czy owak smoleńską tajemnicę poznamy, jak kiedyś sprawców Katynia.
Marek Baterowicz
![]() | Marek Baterowicz ( ur. w 1944 w Krakowie ), poeta, prozaik, publicysta, tłumacz poezji krajów romańskich, latynoskich i Quebec’u. Romanista – doktorat o wpływach hiszpańskich na poetów francuskich XVI/ XVII wieku ( 1998), fragmenty tej tezy ukazały się we Francji. Wydał też tomik wierszy w języku francuskim – „Fée et fourmis” ( Paris, 1977). Jako poeta debiutował na łamach „Tygodnika Powszechnego” i „Studenta” ( w 1971). Debiut książkowy: „Wersety do świtu” ( W-wa,1976) – tytuł był aluzją do nocy PRL-u. W r.1981 wydał zbiór wierszy poza cenzurą: „Łamiąc gałęzie ciszy”. Od 1985 roku na emigracji, po czterech latach czekania na paszport, najpierw w Hiszpanii, a od 1987 w Australii. W roku 1992 odwiedził Polskę, w tym samym roku listem w „Arce” zrywał ze środowiskiem „Tygodnika Powszechnego”, które poparło grubą kreskę ułatwiającą nowe zniewolenie. Autor wielu zbiorów wierszy jak np. „Serce i pięść” ( Sydney, 1987), „Z tamtej strony drzewa” ( Melbourne, 1992 – wiersze zebrane), „Miejsce w atlasie” ( Sydney, 1996), „Cierń i cień „ ( Sydney,2003) czy „Na smyczy słońca” ( Sydney, 2008). W r.2010 we Włoszech ukazał się wybór jego wierszy – „Canti del pianeta”. Wydawca ( Roma, Empiria) tak określił jego poezję: „to zaproszenie człowieka planetarnego, ceniącego wartości uniwersalne całej ludzkości i braterstwo między ludźmi”.Wydał też kilka tytułów prozy, w tym powieść ze stanu wojennego pt. „Ziarno wschodzi w ranie” ( Sydney,1992). Mieszka w Sydney. |