Patologia na rynku ogłoszeń prasowych  - NIEZALEŻNE BADANIA SOLIDARNYCH2010
data:29 marca 2014     Redaktor: husarz

PRZYPOMINAMY nasze badania i ch wyniki w przeddzień konferencji "Wolność słowa w Polsce - zagrożenia i drogi naprawy"

O patologii w TV, a konkretnie w TVN  na łamach tygodnika „wSieci” piszą Marcin Fijołek i Marek Pyza. "Schemat działania jest bardzo prosty: instytucje publiczne, czy to jako pośrednicy w wydawaniu unijnych środków, czy to bezpośrednio, pompują w odpowiednio wyselekcjonowane media miliony złotych, co w czasach kryzysu na rynku reklamy jest kwestią nie do zbagatelizowania. Te rewanżują się odpowiednio zrealizowanym programem, życzliwym spojrzeniem i mrugnięciem oka do widza: to dobry i kompetentny rząd. Dla obu stron to win-win situation"- konkludują autorzy. - Dodajmy - przegrani jesteśmy my!

Poniżej badania rynku ogłoszeń prasowych przeprowadzone przez Solidarnych2010. Wnioski - identyczne!

 

Rynek ogłoszeń prasowych w Polsce ma się dobrze i nie wydaje się być dotknięty powszechną recesją gospodarczą. Szczególnie ogłoszeniodawcy publiczni nie szczędzą środków, by coś ogłosić, powiadomić, poinformować. A centymetr kwadratowy reklamy w dziennikach ogólnopolskich do tanich nie należy. Czy przy wyborze reklamobiorcy instytucje publiczne kierują się wyłącznie rachunkiem ekonomicznym, do czego obliguje ich prawo? Czy może istnieją inne bodźce, wpływające na ich decyzje? Postanowiliśmy  przekonać się o tym sami, przeprowadzając badania i analizę rynku ogłoszeń prasowych.

Dziś prezentujemy wyniki niezależnych badań zespołu Solidarnych 2010. Przypominamy, że Stowarzyszenie jest członkiem Kongresu Mediów Niezależnych i uczestniczyło w prezentacji podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu d.s Wolności Słowa 21.XI, dotykając niektórych pokrewnych kwestii.
 
Obecne badanie polegało na pomiarach ilości i powierzchni ogłoszeń publicznych w trzech największych ogólnoposlkich dziennikach prasowych. Do  wytypowalśmy do niego trzy dzienniki informacyjne o największych nakładach - Gazetę Wyborczą, Rzeczpospolitą i Nasz Dziennik. Obejmowało wszystkie typy reklam, także reklamodawców komercyjnych. Na tym tle szokuje liczba ogłoszeń [i ich procentowy udział] ogloszeniodawców publicznych, czyli ogłoszeń finansowanych z kieszeni podatników. To 41% wszystkich reklam! [por. plansza 4. prezentacji do pobrania]. Co stałoby sią z tytułami prasowymi, gdyby ich zabrakło? I jakie teksty  np. [na temat władzy] publikowałaby prasa, gdyby władza nie finansowała ich w ten sposób?
 
Dane o nakładzie pochodzą ze Związku Kontroli Dystrybucji Prasy, a w przypadku Naszego Dziennika z Wikipedii, ponieważ jako jedyny dziennik informacyjny nie jest on objęty kontrolą ZKDK.
 
Sprzedaż w egzemplarzach tych dzienników przedstawia się następująco: GW - 209 tys., ND - 100 tys., Rz - 64 tys.
[por. plansza 3 prezentacji]. Procentowy podział rynku wygląda tak: 56% Gazeta Wyborcza, 27% Nasz Dziennik i 17% Rzeczpospolita. Można by więc sądzić, że proporcje te będą zachowane przy ilości i powierzchni ogłoszeń. Nic bardziej mylnego. Nasz Dziennik posiada tylko 3% udziału w rynku, biorąc pod uwagę ilość ogłoszeń i 1% pod względem powierzchni reklamowej. Całą resztę rynku ogólnopolskich ogłoszeń prasowych, w proporcji 2:1 zarówno pod względem ilości  jak i powierzchni ogłoszeń, dzielą między sobą GW i Rz [plansze - 6 i 7].
 
 
 
Nasuwa się pytanie, dlaczego, mimo porównywalnego zasięgu i wolnego rynku, reklamodawcy publiczni nie korzystają z równie powszechnego medium prasowego, jakim jest Nasz Dziennik, a upodobały sobie inne wybrane tytuły? Tytuły, jak można wyraźnie zauważyć, sprzyjające obecnej ekipie rządzącej.
 
Może dlatego, że ekipa ta jest jednym z klientów tychże dzienników. Przyjrzyjmy się innym wynikom badania, pokazujących rozkład treści ogłoszeniowych na sektory publiczne i prywatne ogłaszające się w trzech wspomnianych dziennikach.
 
 
 
Na powyższym wykresie wyraźnie widać kogo sobie władza upodobała i kogo faktycznie wspiera finansowo. Środkami pochodzącymi z naszych podatków przypomnijmy. Cały transfer kierowany jest do GW i Rz podczas gdy Nasz Dziennik może się zadowolić jedynie drobnymi ogłoszeniami prywatnymi i nekrologami.
 
I jeszcze jedna ciekawa statystyka pokazująca szczegółowo, które instytucje czyich tytułów prasowych są klientami.
 
 
W obecnych czasach, dobie internetu, tabletów i ipodów, nakłady dzienników informacyjnych sukcesywnie spadają. Wydawcy ponoszą straty i szukają innych źródeł dochodu. Stały, pewny dopływ gotówki w postaci przychodów ze sprzedaży powierzchni reklamowych nierzadko jest kołem ratunkowym rzuconym tym, którzy szczególnie nie radzą sobie w warunkach wolnej konkurencji.
 
Nasze badania jasno dowodzą istnienia udanej sybiozy obecnej ekipy u władzy z graczami na rynku prasy ogólnokrajowej. Przynajmniej z niektórymi.
 
Wnioski - po obejrzeniu całej dołączonej prezentacji!!! - pozostawiamy czytelnikom oraz instytucjom publicznym, takim jak, prokuratura i  NIK, stworzonym dla: badania monopoli, niegospodarności instytucji państwowych, korupcji urzędników państwa, lobbingu etc. ,a  także  Parlamentarnemu Zespołowi DS. OBRONY WOLNOŚCI SŁOWA, jedynej niezależnej instytucji, jaka ostatnio podjęła ten temat.
 
Pole do możliwych nadużyć jest  tu bardzo rozległe,a w reklamach - jak w lustrze - przeglądają się patologie obecnego systemu.
 
 
Solidarni2010
 
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.