Ewa Kurek TRUDNE SĄSIEDZTWO: POLACY I ŻYDZI ok.1000-1945 cz. 48
data:17 marca 2014     Redaktor: AlicjaS

Przypisywanie antysemickich pobudek zwykłym bandytom, ludziom, którzy dla przyjemności lub dla pieniędzy wydawali Niemcom polskich Żydów (tak zresztą, jak wydawali Polaków), jest wielkim nieporozumieniem i obraża polskich antysemitów. Polscy antysemici nie mieli bowiem nic wspólnego z zagładą Żydów. Potwierdził to między innymi cytowany wielokrotnie żydowski historyk Israel Gutman i stwierdził, że polski antysemityzm nigdy nie przybrał aludzkiego, czy antyludzkiego wymiaru rasizmu

fot. Lord Vader
 
 
 
 
 
 
 
 

Przez pięćdziesiąt lat od zakończenia wojny, gdy tkwiąca w okowach komunizmu Polska nie miała głosu na temat tego, co naprawdę wydarzyło się w czasie jej trwania, opiniotwórcze środowiska żydowskie – prawdopodobnie chcąc ukryć prawdę o postawie Żydów w czasie zagłady – roznosiły po świecie nie mające podstaw faktograficznych opinie o antysemityzmie Polaków. Doskonała pożywką dla tego typu manipulacji byli właśnie polscy szmalcownicy, bandycki margines narodu polskiego, którego postawy rozciągnięto na wszystkich Polaków i którym przypisano motyw antysemicki. 

Przypisywanie antysemickich pobudek zwykłym bandytom, ludziom, którzy dla przyjemności lub dla pieniędzy wydawali Niemcom polskich Żydów (tak zresztą, jak wydawali Polaków), jest wielkim nieporozumieniem i obraża polskich antysemitów. Polscy antysemici nie mieli bowiem nic wspólnego z zagładą Żydów. Potwierdził to między innymi cytowany wielokrotnie żydowski historyk Israel Gutman i stwierdził, że polski antysemityzm nigdy nie przybrał aludzkiego, czy antyludzkiego wymiaru rasizmu.[1]

  To prawda, polscy antysemici nie przepadali za Żydami i przypisywali im najgorsze z możliwych cech, ale generalnie, był to antysemityzm typu ekonomiczno-kulturowo-politycznego, który nigdy nie propagował pozbawiania Żydów życia. Roma Ligocka mówi: Jestem wstrząśnięta tym, co się ostatnio dzieje. Zakłamuje się historię i odsuwa od siebie odpowiedzialność za Holocaust. Dla mnie jest jasne, że winnymi zbrodni są ci Niemcy, którzy jej dokonali, a nie jacyś naziści czy hitlerowcy. Dziennikarka z Francji pytała mnie o polski antysemityzm i przypominała o pogromach w Polsce. Świadczy to o kompletnym zachwianiu proporcji. Nie można porównywać eksterminacji całego narodu z pogromami, które zdarzały się w różnych miejscach, także we Francji.[2]

O zdeklarowanych [polskich] antysemitach Emanuel Ringelblum napisał w czasie wojny: Charakterystyczny jest stosunek pewnej części przywódców endeckich do Żydów. Coraz więcej wyrazów współczucia z powodu wprowadzenia łaty. [...] Z Włocławka wywieziono 1500 Żydów. Na rynku [w Szczebrzeszynie] chrześcijanie, mimo że niektórzy z nich byli zażartymi antysemitami, dali jeść Żydom. [...] W Limanowej [uchodzący za antysemitów] franciszkanie bardzo dobrze odnieśli się do 1300 uchodźców żydowskich (500 z Kalisza i 500 z Lublina, około 300 z Poznania). Dali im pomieszczenia w swoich budynkach, udzielili pomocy. [...] Adwokat endecki, który głosował [kiedyś] za aryjskim paragrafem, jest teraz dumny ze skreślenia go z listy [adwokatów] za zatrudnienie aplikanta Żyda. [...] Nowodworski  i inni adwokaci antysemici siedzą w więzieniu z powodu Żydów. Wezwano i zapytano, jaki jest ich stosunek do paragrafu aryjskiego. Odparli, że w okresie wojny kwestia ta jest nieaktualna. Słyszałem, że każdy adwokat winien przed każdą rozprawą oświadczyć, że nie jest on niearyjskiego pochodzenia.[3]

Wielu polskich antysemitów w latach zagłady narodu żydowskiego dało świadectwo najwyższej próby ludzkiej solidarności z Żydami, narażając w ich obronie i dla ratowania ich życia życie własne i życie swoich rodzin. Jedną z takich postaci był późniejszy pisarz i polityk Jan Dobraczyński. W złożonej w roku 1984 relacji, na pytanie, dlaczego on, antysemita, ratował w czasie wojny Żydów, odpowiedział: Dlaczego ratowałem? To proste. W moim domu rodzinnym panowała tolerancja. Nie mieliśmy specjalnych kontaktów z Żydami. Skoro jednak do takich kontaktów dochodziło, nie były one niczym niezwykłym. Rozmowy toczyły się na rozmaite tematy, bez żadnej wrogości. Także w szkole miałem kolegów Żydów, a jeden z nich był przez trzy lata moim najlepszym przyjacielem. Żydzi, z którymi utrzymywaliśmy kontakt, byli religijni w sposób - powiedziałbym - normalny. Bo Żydzi mozaiści stronili od chrześcijan. My też nie interesowaliśmy się ich religią. Niektóre ich obyczaje wydawały się nam po prostu dziwaczne. Nie znam jednak żadnych konfliktów na tle religijnym.

Poza tym, co powiedziałem wyżej, dla nikogo nie jest tajemnicą, że osobiście wywodzę się ze środowisk narodowych. Środowiska te często są oskarżane o antysemityzm. W rzeczywistości –  jeśli już upierać się przy nazywaniu tego zjawiska antysemityzmem – trzeba mówić o antysemityzmie ekonomicznym środowisk narodowych. Taki antysemityzm nigdy nie miał nic wspólnego z antysemityzmem rasowym, jaki pojawił się w hitlerowskich Niemczech. Antysemityzm ekonomiczny w polskich środowiskach narodowych brał się stąd, że w Polsce przed wojną był bardzo duży, sięgający 12% wskaźnik ludności żydowskiej. W dziedzinie handlu udział Żydów był tak duży, że pewne dziedziny były całkowicie w ich rękach. Taka konkurencja ekonomiczna musiała wywoływać konflikty. W tym sensie, rzeczywiście, byłem antysemitą ekonomicznym. Ale mój antysemityzm nigdy nie sięgał chęci odbierania komukolwiek życia! Dlatego nie ma sprzeczności pomiędzy moim antysemityzmem a tym, że gdy trzeba było, ratowałem Żydów i żydowskie dzieci.

Ratowałem je więc przede wszystkim dlatego, bo były dziećmi, ponieważ były prześladowane, ponieważ groziła im śmierć, ponieważ Żydzi byli ludźmi... Ratowałbym każdego zagrożonego śmiercią człowieka. a dziecko – każde dziecko – jest mi szczególnie bliskie. Tak mi nakazuje moja religia katolicka. Nie liczyłem na żadną nagrodę czy choćby tylko słowne uznanie. Jeśli mogłem ocalić życie kilkuset dzieci, uczyniłem to. Sam ten fakt jest dla mnie najlepszą i wystarczającą nagrodą.[4]

Zamordowani w czasie drugiej wojny światowej polscy Żydzi doskonale rozumieli, o czym mówił Jan Dobraczyński objaśniając niuanse polskiego antysemityzmu. Owszem, polski antysemityzm zawsze był krzykliwy, upokarzający i ekonomicznie uciążliwy, ale był śmieszny w porównaniu z tym antysemityzmem, jaki przez wieki serwowały Żydom inne europejskie narody (np. spalenie wszystkich wiedeńskich Żydów na stosie w 1421 roku).[5] Dlatego Żydzi w warszawskim getcie opowiadali sobie anegdotę: Żyd śmieje się przez sen i głośno krzyczy, żona go budzi; jest zły i opowiada, że we śnie widział na ścianach napisy; „Bij Żydów!”, „Precz z ubojem rytualnym!” itd. „Ale dlaczego się radujesz?” „Jakże to? Nasi [czyli Polacy] wrócili”.[6]

Polscy antysemici zachowywali się różnie. Jedni poprzez konkretne działania dawali wyraz solidarności z represjonowanym i mordowanym narodem żydowskim. Większość przez całą wojnę pozostała obojętna wobec spraw żydowskich. Niektórzy nie uczestniczyli wprawdzie w zagładzie Żydów ani ich nie ratowali, ale także nie współczuli Żydom i pod koniec ukuli powiedzenie, że „Hitlerowi należy się piątka za to, że uwolnił Polskę od Żydów”. Dlatego – tylko przy sporym wysiłku i ogromie dobrej woli – nieznajomością źródeł historycznych daje się tłumaczyć tych wszystkich żydowskich historyków, którzy od dziesięcioleci usiłują zrównać w randze i wartościach antysemityzm polski i antysemityzm niemieckim, który doprowadził do śmierci milionów Żydów.

Na wyraźną kpinę z cierpień własnego narodu zakrawa natomiast stanowisko współczesnych Żydów niemieckich, którzy antysemityzmowi niemieckiemu przydają miano subtelnego, w odróżnieniu od antysemityzmu wschodnioeuropejskiego (czytaj: polskiego), który nazywają klasycznym i przypisują mu najgorsze z możliwych cech.[7] Nie ma wątpliwości, że polscy historycy powinni w najbliższym czasie przeprowadzić wnikliwe badania nad polskim antysemityzmem, które raz na zawsze położą kres oszczerstwom.



[1] Y. Gutman, Polish Antisemitism Betwen the Wars: An Overview, w: Y. Gutman, E. Mendelsohn, J. Reinharz, Ch. Shmeruk (red), The Jews of Poland Between two World Wars, Brandeis University – University Press of New England, Hanover 1989, s. 100.

[2] „Wprost” z dn. 6 lutego 2005.

[3] E.Ringelblum, op. cit., s. 43,50, 68, 101 i 136. Leon Nowodworski – adwokat, dziekan Rady Adwokackiej w Warszawie, endek; na początku okupacji sprzeciwił się jako dziekan skreśleniu – na polecenie niemieckich władz okupacyjnych – Żydów z listy adwokackiej.

[4] Relacja Jana Dobraczyńskiego, w: E. Kurek, Dzieci żydowskie w klasztorach, Lublin 2004, s. 134-135.

[5] M. Bałaban, Dzieje Żydów w Krakowie i na Kazimierzu 1304-1868, Kraków 1912, s. XVIII-XIX.

[6] E. Ringelblum, op. cit., s. 179

[7] P. Jędroszczyk, Przekraczanie czerwonej linii, w: „Rzeczpospolita” z dnia 29 kwietnia 2004 r. Patrz także: E. Kurek, Między antysemityzmem klasycznym a subtelnym, w: „Niedziela”, Londyn 7 maja 2004.     






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.