Bożena Ratter: Dziś jakże by nam potrzebny był ten fanatyk Międzyrzecza cz.II
data:26 lutego 2014     Redaktor: Shork

Druga część przypominania naszych Żołnierzy Niezłomnych.






 
Felicjan Sławoj Składkowski, lekarz legionowy, minister i premier w II RP napisał urocze wspomnienia, "Kwiatuszki administracyjne i inne", które można przeczytać w Cafe Niespodzianka.
 
„Roli Haussmana w naszej stolicy podjął się prezydent Starzyński. Muszę tu przyznać, że w początku niepodległości Polska była szarpana przez liczne choroby zakaźne. Wobec grozy sytuacji mianowany został nadzwyczajny komisarz do walki z epidemiami w osobie doskonałego organizatora, energicznego, ofiarnego profesora UJ Emila Godlewskiego. Zdołał on dzięki swoim stosunkom w świecie naukowym uzyskać dla Polski pomoc w lekach, środkach dezynfekcyjnych wreszcie produktach odżywczych celem podniesienia warunków higienicznych i bytowania zubożałych wskutek wojny mas ludności. Jako szef wojskowej służby zdrowia pomagałem memu dawnemu profesorowie w zwalczaniu chorób zakaźnych. Mimo, że profesor był siarczystym endekiem, różnice polityczne nie przesłoniły nam faktu że tyfusowe wszy gryzą jednakowo piłsudczyków i endeków a brak ustępów jednakowo sprzyja chorobom przewodu pokarmowego. Prócz mego profesora przyświecała mi jako wzór do naśladowania postać prefekta Sekwany Poubella. Gdy jednak Poubelle użerać się musiał o czystość z niecałym milionem współczesnych paryżan ja wymachując higienicznym tomahawkiem rzuciłem się w walkę z dosłownie 35 milionami mieszkańców Polski. Pierwszym wrażeniem ludności było bezbrzeżne osłupienie, że władza zajmuje się takimi rzeczami”. Określenie "sławojka" na szalety na turystycznych szlakach znamy wszyscy. Dziś jakże by nam potrzebny był nie tylko ten fanatyk Międzyrzecza ale i ten fanatyk higieny i setki innych utraconych polityków, samorządowców, rzemieślników, naukowców, rolników, robotników, powtórzę za niezwykłym Janem Czapskim.
 
Co zostanie po obecnych politykach zamkniętych w niedostępnych zamkach (zbudowanych zresztą z zagrabionego majątku II RP i pracy oraz podatków zwykłych obywateli PRL bo przecież funkcjonariusze ich nie odprowadzali) i żyjących w resortowych układach oraz wirtualnym świecie blogów, twitterów, lajków, genderowych fantasmagoriach i zupełnie nie solidaryzujących się z nami , mieszkańcami Polski żyjącymi w tzw. realu? Czy tylko ustawy unijne jak „instrukcja spłukiwania wody w toaletach i pisuarach” –największy absurd prawny w UE, „instrukcja schodzenia po drabinie” czy wielostronicowa „instrukcja użytkowania kaloszy”?
 
1 marca pamiętajmy o „dzieciach” bandytów, bo tak przewrotnie aparat represji nazywał potomków przedwojennych wojskowych, leśników, policjantów, rolników, robotników, naukowców, polityków, artystów, rzemieślników, ziemian, przemysłowców, handlowców. Aparat represji skazywał rodziny na hańbę i nędzę, okradał z własności prywatnej, odmawiał prawa do pracy, nauki , ta akcja trwa do dzisiaj.
 
Jedyna i ukochana córka mjr Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” , Barbara, nie miała lekkiego życia. Wychowywana przez kuzynów była ścigana po wojnie przez komunistyczny Urząd Bezpieczeństwa. W latach 40-tych i 50-tych musiała wielokrotnie zmieniać nazwisko, ukrywając się w klasztorach. Na skończenie szkoły dla córki „bandyty” i przedwojennego oficera nie było żadnych szans. Młodość minęła, ojca, dowódcę 5. Wileńskiej Brygady AK, zamordowało UB w 1951 roku, a Barbara ukrywała się na wsi, ciężko pracując fizycznie. Barbara Szendzielarz zmarła w biedzie w wieku 73 lat w Domu Pomocy Społecznej. Marzyła by pochowano ją w symbolicznej mogile ojca na Wojskowych Powązkach, jednak warszawski DPS nie miał na to pieniędzy. Dzięki zbiórce ludzi dobrej woli spełniona została jej wola, 12 kwietnia 2012 roku odbył się pogrzeb na Powązkach.
 
 
 
Kasznicowie przez wiele lat podejmowali próby publicznego zwrócenia honoru swojemu mężowie, ojcu bratu. Orzeczenie Sądu Warszawskiego okręgu wojskowego z 30 września 1992 roku uznało wyrok śmierci za nieważny. Wdowa po Stanisławie Regina przez długi czas nie mogła znaleźć pracy, przez lata borykała się z córką z problemami materialnymi a także szykanami stosowanymi z uwagi na działalność ojca i męża.
 
Aresztowania Stanisława wpłynęło również na uniwersytecką karierę profesora, dość nieoczekiwanie został przeniesiony na emeryturę dekretem Ministerstwa Oświaty z 9 września 1947 r.
 
 
 
9 lutego 1951 r. zginął z rąk UB jeden z ostatnich dowódców oddziałów leśnych Okręgu Zamojskiego WiN i jeden z najdłużej walczących żołnierzy antykomunistycznego podziemia w powojennej Polsce – por. Jan Leonowicz „Burta”.Ten niewątpliwy sukces zwyrodnialcy z UB świętowali w swoisty sposób. Wystawili oni zwłoki „Burty” i „Skalskiego” na widok publiczny. Dwa tygodnie (sic!) leżały one przed budynkiem PUBP w Tomaszowie, a ubowcy z tego urzędu zachęcali, a nawet zmuszali ludzi do oglądania poległych partyzantów. Potem zwłoki pogrzebano najprawdopodobniej na dziedzińcu PUBP lub na nowym cmentarzu przy drodze do Zamościa.
 
 
 
Jan Turzyniecki „Mogiłka” został skazany na trzykrotną karę śmierci oraz na łączną karę 405 lat więzienia. List Jana napisany w więzieniu i nie przekazany rodzinie:
 
„Kochana Rodzino! Zawiadamiam Was, że jestem w wiezieniu w Gdańsku na zwykłej zimnej celi. Febra mnie trzęsie, drgania po całym ciele, silne bóle głowy, pluje ropą z krwią po wylewie, który miałem w Chełmie. Gruźlica czaszki, stały ropień środkowego ucha. Mego trupa włóczą po całej Polsce, po wszystkich więzieniach, ale tym razem koniec ze mną. Kochana Rodzino, ja już naszych magnatów chłopskich nie myślę o nic prosić bo to są ludzie bez serc, bez litości…Kochana Rodzino, mnie się już nie chce żyć. Chcę już prędzej umrzeć, trudno-się mówi, dla mnie już życia nie ma. Tylko proszę Was, pamiętajcie o moim ciele, chcę być pochowany w Tomaszowie Lubelskim na starym cmentarzu. (Adnotacja na kopercie. Załączyć do akt. List nie nadaje się do wysłania. Gdańsk 11 kwietnia 1957 r.).”
 
 
 
Wielka kwesta na identyfikację ciał ofiar komunistycznych zbrodni odbędzie się w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, czyli 1 marca. Pieniądze będą zbierane w 40 miastach Polski, bowiem funduszy na identyfikację żołnierzy polskiego podziemia nadal brakuje. Kulminacja zbiórki będzie miała dwa terminy – 28 lutego i 1 marca.
 
http://www.pch24.pl/kwesta-na-laczke-1-marca,21196,i.html#ixzz2uMz5A0iY
 
 
 
Stanisław Kulon, wybitny rzeźbiarz, profesor warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, urodził się w 1930 roku w małej wiosce, w powiecie Podhajce na Kresach Rzeczypospolitej Polskiej. Jego sielskie dzieciństwo również zostało brutalnie przerwane 10 lutego 1940 roku, kiedy całą rodzinę Kulonów – rodziców i sześcioro dzieci – Rosjanie deportowali aż pod Ural. Ciężkie warunki życia w uralskich obozach pracy szybko doprowadziły do śmierci rodziców, a także młodszego rodzeństwa Stanisława. Poprzez sowieckie „diet-domy”, przyszły profesor warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych wrócił do Polski. Wspomnienia profesora ilustrowane pięknymi rysunkami z pobytu w posiołkach, kołchozach Uralu, zatytułowane „Z ziemi polskiej do Polski „ zostały nagrodzone przez „Politykę”. Autor pomników Marii Konopnickiej i pomnika Saperów w Warszawie, pomnika aktora i reżysera Abrahama Morewskiego na Cmentarzu żydowskim przy ul. Okopowej w Warszawie, jego prace znajdują się w Muzeum Narodowym (Korczak), we Wrocławiu, w Zakopanem. Prof. Stanisław Kulon nazywany jest nierzadko współczesnym Witem Stwoszem. Cykl 33 reliefowanych, barwionych sosnowych tablic jest przejmującą, artystyczną opowieścią o ludzkim, jednostkowym wymiarze doświadczania historii.
 
 
 
W pracowni artysty stoi wielki człowiek z rozłożonymi rękami. W 1971 roku pan Stanisław miał indywidualną wystawę w Zachęcie, między innymi prezentował tę rzeźbę.
Praca w modrzewiu, „postać celowo zdeformowana, człowiek, który przeszedł wszystkie łagry i obozy koncentracyjne. Wyszedł z tego zniekształcony, z witającym gestem, jakby przebaczającym za te wszystkie nieszczęścia co go spotkały”. Następnego dnia po wernisażu Stanisław przyszedł do pracy na uczelnię, na zajęcia ze studentami. Z portierni wychodzi pani i zawiadamia, iż jest wzywany do prorektora. Prorektor był jednocześnie kierownikiem wydziału kultury przy KC PZPR . Wezwanemu na dywanik artyście postawił zarzut: "Co ty wyprawiasz, co ty rzeźbisz, uprawiasz sztukę - cierpiętnictwo indywidualne, to jest obce naszej ideologii marksistowskiej! To będzie zły wpływ na studentów. Jeśli nie przestaniesz tak rzeźbić musisz liczyć się z wykluczeniem z ciała pedagogicznego!".
 
Minęło 40 lat, na łamach gazety wypowiada się żurnalista : Nastolatki mają utożsamiać się z dziewczyną, która nie mogła się uczyć i bawić, tylko zmuszona była mieszkać w lesie i umykać obławom NKWD, a jej największym dokonaniem jest śmierć? To życie zmarnowane, a nie godne naśladowania.
 
Ciekawe, wobec którego urzędu spolegliwy musi być dziennikarz, zakładam, że on sam dysponuje odpowiednią wiedzę i wrażliwością i zna zasady etyki obowiązujące szczególnie w zawodzie dziennikarza.
 
Odrzućmy fałszywe tezy o zaściankowości, braku tolerancji, rasizmie, zacofaniu i te ostatnio lansowane , bądźmy solidarni z poprzednimi pokoleniami a zwłaszcza pokoleniem II RP i ich potomkami. Tak dbają o swoje inne narody. Nie dajmy sobie wmówić, że to kurhany, duchy przeszłości zwłaszcza tym , dla których duch Marksa i Lenina jest wciąż żywy.
 
 
Bożena Ratter
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.