Otoczmy modlitwą wszystkich ludzi, którzy zginęli na Majdanie i poza nim oraz ich rodziny. Modlitwą i współczuciem. Ofiarujmy pomoc w takiej formie na jaką nas stać i jaką możemy praktycznie zrealizować.
Współczucie i modlitwa nie zwalnia nas z konieczności i obowiązku myślenia.
Zwraca uwagę, że polskie media reżimowe, kłamliwe, wysługujące się władzy, która krok po kroku czyni z nas nędzarzy, usłużne i spolegliwe wszelkim grupom nacisku od gender, po antypolonizm wszelkiego rodzaju pojechały do Kijowa i natychmiast wyśledziły swoim przenikliwym wzrokiem prawdę. Również niezależni dziennikarze w większości bez większych problemów odkryli, jak sprawy się mają.
Dominuje taki opis: Prezydent Janukowycz to Wujek Całe Zło i na nim ciąży całkowita wina za to co się stało. Tu i ówdzie komentatorzy zastanawiają się, czy nie zostanie zrealizowany scenariusz , który przydarzył się Nicolae Ceausescu i jego żonie kiedy, to zostali rozstrzelani. Tyle tylko, że nie przez lud tylko Securitate.
Władczyni Rumunii ma oczy wąskie jak dwie szczeliny, a usta wykrzywione w grymasie. Nie odpowiada, jakby nie dosłyszała. Potem jednak ogarniają złość i wykrzykuje: „To Securitate!” Pytają ją, czy uważa się za umysłowo chorą. Umysłowo chora? Być może to mogłoby ją uratować. Ale jest zbyt dumna, a złość, jaka ją wypełnia, zbyt głęboka i gwałtowna. „To prowokacja!”. Tak samo odpowie dyktator: „To bezwstydna prowokacja!”. Jeszcze parę sekund, i po wszystkim. Ceausescu odmawia przyjęcia jakiejkolwiek posługi religijnej, chce tylko, by jego i żonę zabito razem. I tak się dzieje. (Laura Laurenzi, Najsłynniejsze historie miłosne XX wieku, 2003)
Podział sił jest taki: władza (oraz siły bezpieczeństwa z Berkutem na czele), która ma ręce zbroczone krwią. Armia stojąca z bronią u nogi. Opozycja-ta jak się zdaje niebyt dużo może i na dodatek jest lekceważona przez Majdan. Sam Majdan, czasem spontaniczny, ale częściej zorganizowany w formacje samoobrony i uzbrojony częściowo w broń palną. Na pytanie: kto wami dowodzi majdanowcy odpowiadają: My sami, wszyscy jesteśmy liderami. Nie wiadomo, kto za to płaci i kto nimi dowodzi oraz organizuje. Może oligarchowie, może Amerykanie, może Niemcy, być może jeszcze ktoś inny. Zwraca uwagę, że dociekliwość dziennikarzy kończy się w tym miejscu. Jest wysoce prawdopodobne, że w to, co dzieje się na Majdanie i na Ukrainie zaangażowani są specjaliści od organizowania aksamitnych rewolucji.
Narracja (jak to się teraz ładnie mówi) podawana do wierzenia jest taka: społeczne i spontaniczne protesty przerodziły się w brutalnie tłumione powstanie narodowe o wolność, chleb i samostanowienie. Władza (zresztą całkiem demokratycznie wybrana) dopuściła się zbrodni przeciw narodowi i straciła mandat. Kto ma rządzić i co teraz ma się stać, dokładnie nie wiadomo.
W tle tych wydarzeń są wielcy gracze, tacy, jak znany zwolennik wolności i demokracji Putin, tradycyjnie bezinteresowna Merkel i USA (które są wszędzie , a jakoby ich w ogóle nie było). No i UE, która działa jak marna firma: jest zawsze 5 minut za późno i ma zawsze 5 euro za mało. Dziennikarki pozakrywały biusty kamizelkami kuloodpornymi i spod hełmów z przejęciem relacjonują sytuację. Wszystkie analizy są zadziwiająco spójne.
Może warto przy tej okazji przypomnieć kilka faktów dotyczących wojny na Bałkanach (1992-1995) .
Te wydarzenia przeszły do historii jako powód do wstydu dla całego świata. Mniej niż 50 lat po II wojnie światowej, w sercu Europy doszło do kolejnej niewyobrażalnej tragedii. Tortury, gwałty i masowe ludobójstwa były na porządku dziennym. Konflikt na Bałkanach szybko oceniono, a w opiniach utarło się, że Serbowie byli "złymi", a Chorwaci "dobrymi". Mordowali jednak wszyscy. O tym, dlaczego jednych ocenia się inaczej niż drugich, od lat się nie mówi. (O tym się nie mówi. Nieznana strona wojny na Bałkanach, Grzegorz Krawczyk.
Redaktor. Onet). Zbrodnie Serbów na terenie Kosowa i Bośni były niepodważalne. Jak pamiętamy, trybunał w Hadze oskarżył o nie polityków serbskich: Slobodana Miloševicza, Ratko Mladicza i Radovana Karadżicza. Nie każdy może pamięta, że w rejonie bałkańskim swoje ważne interesy miały Niemcy(RFN) i USA. Niemcy nieoczekiwanie uznały istnienie nowego państwa Chorwacji. Wojna zaczęła się pełną parą. Chorwaci zaangażowali amerykańską firmę pijarowską, aby kreowała ich obraz na użytek zagranicznej opinii publicznej. O kulisach tych działań w wywiadzie dla francuskiej telewizji opowiadał jej dyrektor James Harff:
Rok 1992. Nowojorska gazeta "Newsday" publikuje artykuł o "serbskich obozach koncentracyjnych". To pierwsza wzmianka na ten temat w USA, jednak wiadomość roznosi się bardzo szybko. - My skorzystaliśmy z tej możliwości natychmiast. Skontaktowaliśmy się z trzema organizacjami żydowskimi (…) i zaproponowaliśmy, aby opublikować ogłoszenie w "New York Times" i zorganizować demonstrację – zdradził Harff.(…)
- To było ogromne przedsięwzięcie. Kiedy żydowskie organizacje weszły do gry po stronie Bośniaków, mogliśmy szybko zrównać w opinii publicznej Serbów z nazistami. Nikt nie rozumiał, co się dzieje w Jugosławii. Zdecydowana większość Amerykanów zapewne zadaje sobie pytanie, w którym z afrykańskich krajów jest położona Bośnia. My w jednym ruchu mogliśmy łatwo opowiedzieć historię o dobrym i złym policjancie, która dalej rozegrała się sama. Wygraliśmy to, celując w żydowskiego odbiorcę – wyjaśnił.
Dzięki wzmożonym działaniom pijarowym doniesienia "Newsday" odbiły się szerokim echem na całym świecie. Tak samo jak protesty amerykańskiej diaspory Żydów przed ambasadą Republiki Jugosławii. Efekty przyszły bardzo szybko. W amerykańskiej prasie doszło do zmiany narracji, a w artykułach zaczęły się pojawiać liczne zwroty odnoszące się do Holokaustu. Pisano m.in. o "czystkach etnicznych", a obozy dla jeńców nazywano "koncentracyjnymi". Relacje z Bałkanów niejednokrotnie ilustrowano też zdjęciami nazistowskich Niemiec i komorami gazowymi z Auschwitz.
- Ładunek emocjonalny był tak potężny, że nikt nie mógł przejść wobec niego obojętnie – przyznał Harff (O tym się nie mówi. Nieznana strona wojny na Bałkanach, Grzegorz Krawczyk Redaktor. Onet). W efekcie tych pijarowych działań, mimo że Serbowie nigdy nie kolaborowali z Niemcami w czasie II Wojny Światowej zostali w oczach światowej opinii publicznej praktycznie zrównani z faszystowskimi niemieckimi ludobójcami.
Artykuł kończy się takimi słowami:
Kwestia marketingu politycznego i działań propagandowych podczas wojen na całym świecie nie jest tajemnicą. Sekretem pozostaje jednak, jak do tego dochodzi. O niektórych sprawach wciąż się nie mówi, a firmy pijarowe dzięki temu łatwo rozgrywają opinię publiczną. Niewyjaśnioną sprawą jest również finansowanie tych działań. – O tym nikt nie mówi chętnie. Cele, o które walczono na Bałkanach, były jednak warte wszystkich pieniędzy – twierdzi dr Babić. Jak się okazuje, były również warte wszystkich działań. Nawet tych niemoralnych i niezgodnych z dziennikarskimi zasadami. Najlepiej podsumowują to słowa wspomnianego już Jamesa Harffa, który w wywiadzie dla francuskiej telewizji powiedział bez ogródek: "Jesteśmy profesjonalistami. Mieliśmy zadanie do wykonania i to zrobiliśmy. Nikt nam nie płacił za to, żeby być moralnymi".
Prof. Tadeusz Marczak w doskonałym artykule Agonia ukraińskich nadziei (www.naszdziennik.pl) twierdzi, że doniesienia z Krymu( Kozacy z Sewastopola chcą przejąć Krym i proszą Putina o pomoc)można traktować jako wstęp do procesu dekompozycji Ukrainy przez Rosję. Profesor Marczak analizuje też tradycyjnie niezwykle pokojową politykę niemiecką, która, jak wiele wskazuje, pragnie powtórzyć wariant jugosłowiański.
Jak skrupulatnie trzymano się realiów z czasów II wojny światowej, może świadczyć fakt, że po uzyskaniu niepodległości przez Chorwację BND (Bundesnachrichtendienst) doprowadziło do wyeliminowania z chorwackich służb specjalnych tych oficerów, którzy w czasie II wojny światowej walczyli przeciwko III Rzeszy. Na inny jeszcze fakt zwraca uwagę niemiecki autor Matthias Kuentzel. Według niego, kadra przywódcza Wyzwoleńczej Armii Kosowa (UCK), łącznie z jej założycielem Ademem Jasharim rekrutowała się spośród synów bądź wnuków dawnych członków albańskiej dywizji SS Skanderbeg. A secesja Kosowa była gwoździem do trumny państwowości Słowian południowych.
To się nazywa tradycyjna niemiecka solidność. Na Ukrainie lider Swobody Ołeh Tiahnybok ponoć cieszy się poparciem Berlina. Autor zauważa, że ani się obejrzymy a za wschodnią granicą możemy się doczekać czegoś podobnego do Kosowa i podzielonej Ukrainy. I jeszcze jedno znamienne memento:
Wielu obserwatorów podkreśla konsekwencję, z jaką Berlin realizuje politykę zmierzającą do ustanowienia własnej hegemonii w Europie. Od czasu ponownego zjednoczenia Niemiec doszło do rozpadu Czechosłowacji, krwawych wojen domowych na terenie Jugosławii i unicestwienia tego państwa. Obecnie na porządku dnia staje kwestia unitarnego charakteru Ukrainy. Kto będzie następny? Czy może za palącą zostanie uznana kwestia autonomii dla Górnego Śląska?
Nie wszystko jest takie, jak się wydaje.
Marek Warecki
Wojciech Warecki
www.warecki.pl