Sobotni kwietniowy poranek roku 2010 najwyraźniej dał znać tej części świata, która wszelkim sobie danymi sposobami stara się zachować jakieś wartości, że musi nadejść czas na zmiany. Być może nawet zgodzono się w jakimś sensie na reset między Stanami Zjednoczonymi i Rosją. Nie sądzę jednak, aby aż takim kosztem. A nawet jeśli dano Putinowi znać, że ma wolną rękę, to znając naszych ciemiężycieli, uznał to za absolutną carte blanche na wszystko. Nie się też co łudzić, że nasz rzeczywisty ciężki los od czasów wybuchu wojny i drugiej okupacji po 1945 roku jakoś specjalnie miałby leżeć na sercu szeroko pojętego zachodu.
Ostatnio pisałem o tym, że problemem nie jest obecna ekipa rządowo-prezydencka (pamiętajmy o tym, że to jest jeden system i nie dajmy się mamić rzekomymi konfliktami na linii rząd ? Belweder), lecz tym największym problemem jesteśmy my i nasza postawa. Dokładnie to samo odnieść można do sytuacji Polski na międzynarodowej arenie politycznej. Oczywiście, że trzeba patrzeć na to również okiem sięgającym po perspektywę wykraczającą poza ten ziemski padół. Jednak ponieważ naszym powołaniem jest również trzeźwa ocena sytuacji, stwierdzić trzeba, że właśnie od owego, pamiętnego kwietniowego poranka uznano, że Rosja musi zostać powstrzymana ? przynajmniej w takim kształcie jej polityki, jaką nadał jej reżim Putina.
Wszystko to dzieje się od jakiegoś czasu na naszych oczach. Internetowo wyzwalane ruchy wolnościowe w krajach północnej Afryki, aktualna sytuacja wokół Syrii, poszczególne działania osłabiające militarną prezencję Rosji. Widać, że tzw. wajcha została przestawiona i zapewne w nie za długim czasie dokona się znacząca zmiana na scenie politycznej. Sygnały dostali również agenturalni wykonawcy w krajach opanowanych przez bolszewię, do których to krajów od 1945 poprzez zmianę szyldów w 1989 niestety i my należymy.
Najwyraźniej dano odpowiednim ludziom do zrozumienia, że Smoleńsk może niedługo przestać być zagadką.
Co na to nasi eksponenci berlińsko-moskwiewscy? Ano jak to elementy agenturokracji (a nie żadnej demokracji, bo takiej u nas nie było od bardzo dawna) uwijają się jak w ukropie i klecą wyjścia awaryjne. A to zastąpienie jednego zgranego premiera drugim "fachowcem". A to prezydent kleci rząd siły spokoju i zamordyzmu. Są też przewidziane warianty mniej lub bardziej krwawe. Na pewno żaden z tych figurantów nie przypatruje się biernie przesunięciom globalnym, pilnie wypracowując warunki wyjścia z dziejowego wirażu. W końcu od 1945 nagromadzono takie ilości dóbr, pieniędzy i wpływów, że lekką ręką nikt tego nie odda. Bolszewia jest nowotworem nad wyraz elastycznym. W razie konieczności przyzna nawet, że 10 kwiecień 2010 to był zamach, i nawet poświęci paru ze swoich funkcjonariuszy w randze premiera itp. zrobi wszystko, aby zasłonić fakt kolejnego, po 1989, przeformowania sił w celu dalszego trzymania Polaków w getcie marnej i ciężkiej pracy i chomąta kredytowego. Zaś na osłodę seriale, teleturnieje i piwko.
Pamiętajmy o jednym. Po pierwsze, wszelkie elementy systemu są jako takie w całości do odrzucenia. Nie wolno wchodzić z nimi w żaden kontakt. Po drugie, musimy wiedzieć o tym, że jeśli przeprowadzenie "zwykłego wypadku lotniczego spowodowanego pijaństwem generalicji, naciskami śp. Prezydenta i brakiem umiejętności pilotów" odbyło się jako szeroko zakrojone działanie systemowe a następnie tak samo systemowo zostało zakryte, to z taką samą energią i determinacją będzie bronione i nie liczmy na to, że sprawcy spokojnie przyglądać się będą wszelkim próbom dotarcia do prawdy. A już na pewno nie wolno pozwolić na to, aby ? po zmianach ? sprawę prowadzili ci sami ludzie, nawet, jeśli się nawrócą.
Zmiany nastąpią więc z pewnością i wiedzieć nam trzeba, że ich wykonawcy są bardzo i do bólu pragmatyczni. Zaznaczą tu swoją obecność strategiczną, bo ten kawałek mapy Europy jest dla nich wciąż ważny i w razie czego ugadają się z następcami Tuska i Komorowskiego, albo ? na co się zanosi ? z następcą premiera i Komorowskim. Woleliby może z kim innym, ale jak trzeba będzie, to podadzą rękę temu, kogo spośród siebie wybierze obecna ekipa. Wybierze, ponieważ nadal będzie jej zależało na tym, aby ten obszar Europy służył im tylko jako żerowisko podawane na tacy kolejnym aktorom gry politycznej. Oznacza to więc dalszy upadek państwa, dalszą demoralizację, wypędzenie resztek aktywnej młodzieży zagranicę i dalsze wyduszanie pieniędzy (zasada wielkich majątków budowanych z wielkiej liczby malutkich kwot ? więcej tu się nie zarobi) z pozostałych tu rodaków. Reszta młodych może zadowoli się swobodą hasania po sieci i darmową wymianą muzyki i obrazków ? to zresztą cel demontażu systemu czegoś, co się swego czasu nazywało edukacją.
Jeśli więc pewne ruchy zostaną i tak wykonane, to zastanówmy się, czy może nie przywitać ich jako naród wolny? Brzmi nieźle, prawda? Może spróbujmy oswoić się z myślą o tym, że warto skorzystać z otwierającego się okna możliwości i wyjść z sektora widzów i komentatorów. Może by tak wyłączyć zatrute media i w ogóle przestać się tam pojawiać i zamiast tego wybrać spośród siebie grupę sprawnych i wiernych ludzi. Dać znać sprawcom zmian, że to my jesteśmy gospodarzem na tej ziemi a nie namiestnictwo rządowo-prezydenckie. To nie my mamy dostosowywać się do kolejnych mutacji namiestnictwa, tylko owo namiestnictwo musi zniknąć, ponieważ MY tak chcemy i do tego doprowadzimy.
Sprawcy zmian zaznaczą tu swoją obecność strategiczną, bo ten kawałek mapy Europy jest dla nich wciąż ważny. Może więc niech wiedzą, że to nie jest jakiś kawałek Europy (obszar poddany obcym koncernom, bankom i wpływom), tylko Rzeczpospolita Polska, która podejmuje trud odbudowy w oparciu o wartości chrześcijańskie. Polska potrafiąca być krajem merytorycznie sprawnym i wiernym. Obliczalnym dla wartości, które uznaje i w ten sposób wymagającym szacunku. Polska, która potrafi być pomocna w przywracaniu ładu na terenie skażonym bolszewią.
Warto odrzucić rolę biernego obserwatora i odgrywać aktywną rolę w sprawach, które i tak będą się na świecie rozgrywać (zapędy unifikacji, marzenia koncernów o światowych rządach itd.). Lepiej walczyć z tym wszystkim jako wolny naród.
Okno możliwości nie będzie otwarte na długo. Pomyślmy o nim jako o oknie konieczności i wiernego wypełnienia zobowiązań podjętych przez tak wiele pokoleń wolnych Polaków, a z których to zobowiązań nie zwolnił nas okres 1945 do dnia dzisiejszego, bo nie ma takiej możliwości!
Ad ACTA: Załóżmy, że w ramach obrony przed zbyt wielkimi kłopotami reżim odpuści sobie konflikt z protestującymi przeciwko ustawie ACTA. Wszystko wróci do danego porządku? Otóż drodzy młodzi, nic z tego. Nie wróci. Jeśli będziecie myśleć, że sprawa jest załatwiona, to Wam powiem, że nie jest załatwiona. System i tak ma środki do inwigilacji, bo dlatego pospieszył się z podpisaniem ACTA, żeby podczepić pod to działania, które mają pilnować informatycznie Polaków. Sama ustawa ACTA ich niewiele obchodzi, nawet nie wiedzą o co w niej chodzi. Nawet, gdyby oznaczało to globalny dyktat koncernów, to jest im to na rękę.
Więc zastanówcie się, czy jesteście za opcją "swobodnego" surfowania po sieci, podczas gdy za ścianą Polski już nie będzie. Nie zamieniajcie niepodległości na filmiki na youtube czy pogaduchy na facebook?u, bo stracicie i jedno, i drugie.
Do opozycji: Słyszymy, że szykowana jest ofensywa mająca na celu prezentację propozycji dla Polski. Dobrze! Rozumiemy, że propozycje te będą skierowane do wyborców. Wygaście kontakty z establishmentem, ponieważ en bloc jest Polsce wrogi i na wskroś przesiąknięty i zresztą stworzony przez służby. Tam rozmowy ani negocjacje ani dyskusje medialne nic nie dadzą. Jednocześnie jednak musicie jak w ukropie uwijać się wokół sprawy przygotowania sprawnej i wiernej grupy przejmującej władzę i na wszelkich możliwych frontach nawiązywać kontakty zagranicą z tymi, z którymi można będzie prowadzić wspólną i suwerenną politykę jako wolne państwo.
Wyborca będzie miał szacunek tylko dla prawdy i celnego nazywania spraw po imieniu. Wszelkie układania się i lawirowanie mogą tylko spowodować powstanie podejrzenia, że ci, na których liczymy, w pewnym zakresie niestety umościli sobie gniazdko w obecnym systemie. Obecny reżim jest od 1945 elastycznie zarządzanym meblostanem (obszary do cna skażone obejmują instytucje państwa i media) szafek niezliczonej ilości oficerów i ich przełożonych. Zawartość tych ociekających chciwością, deprawacją, korupcją, strachem i krwią ofiar szaf musi zostać zniszczona. Pierścień (takiej) władzy MUSI zostać wrzucony do ognia.
Jamci