W mijającym tygodniu dwie sprawy zelektryzowały tę bardziej niezależną część mediów i opinii publicznej. Najpierw ? wspomniany w programie Jana Pospieszalskiego przypadek sfałszowania stenogramu wystąpienia sejmowego minister zdrowia, a dziś marszałek sejmu, Ewy Kopacz. Chwilę później ? informacja o zmianie od nowego roku szkolnego liceów ogólnokształcących w szkoły de facto wąskiej specjalizacji, uzupełnionej o bloki takie jak "Zdrowie i uroda".
Problem, a może nawet dramat, polega na tym, że żadna z tych wiadomości nie była tak naprawdę niczym nowym. Informacja, która tak poruszyła Jana Pospieszalskiego i która dzień później zelektryzowała prawicowe media, znana była od? września 2010 roku! Od ponad 16 miesięcy! Po raz pierwszy pojawiła się na forum Rebelya.pl, później ? na stronie Niepoprawni.pl. 28 września 2010 na Rebelii czytamy post ~lorkanina:
Oficjalny stenogram sejmowy przedstawia słowa Kopaczowej następująco:
"Gdy znaleziono najmniejszy szczątek na miejscu katastrofy, wtedy przekopywano z całą starannością ziemię na głębokości ponad 1 m i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny." (http://orka2.sejm.gov.pl/Debata6.nsf/main/2D87A9CA). Jednak z oryginalnego nagrania, dostępnego na youtube, wynika coś zupełnie innego: "Najmniejszy skrawek, który został przebadany, najmniejszy szczątek, który został znaleziony na miejscu katastrofy - wtedy kiedy przekopywano z całą starannością ziemię na miejscu tego wypadku na głębokości ponad 1 metra i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny - każdy znaleziony skrawek został przebadany genetycznie." (http://www.youtube.com/watch?v=YCtU_fQZusg)
Sprawa ta później przewijała się dość często w kilku miejscach, również na moim macierzystym blogu, nie budziła jednak przesadnego zainteresowania. Wygląda na to, że również ujawnienie jej w ważnej audycji telewizyjnej, również niczego nie zmieni ? pani marszałek na pytania nie ma czasu odpowiedzieć, a większość dziennikarzy nie ma czasu lub ochoty zapytać. Fakt zaś, że nawet osoba tak zaangażowana w tematykę smoleńską, jak Jan Pospieszalski, nie znała wcześniej tej sprawy pokazuje nam, jak skuteczna jest medialna zasłona i jak słaba (wciąż) jest wymiana informacji między poszczególnymi mediami, które dążą do odkrycia prawdy.
Trochę podobnie wygląda sprawa reformy edukacyjnej. W mijającym tygodniu "Dziennik Gazeta Prawna" napisał dość szeroko o zmianach. Szok pojawił się dwa razy. Najpierw wywołała go informacja o samej reformie, chwilę później ? wiadomość, że to nie jest żaden "projekt", a coś, co już za chwilę wchodzi w życie.
I zanim jeszcze zdążyły paść pytania o społeczne konsultacje, zanim pojawiły się głosy o podobieństwie do sprawy ACTA ? bo przecież znowu coś forsuje się po cichu, okazało się, że? te plany były ogłoszone. Co więcej ? zostały nawet oprotestowane. Czytaliśmy o tym, a kilku historyków (m.in. Andrzej Nowak, lecz również ? Andrzej Paczkowski) próbowało powstrzymać start nowego modelu edukacji. Sprawa otarła się nawet o Tomasza Nałęcza, który początkowo podzielił zaniepokojenie swoich kolegów po fachu. Tyle, że nie miało to żadnego ciągu dalszego a my ? z pomocą dziennikarzy i niestety również naszej reprezentacji politycznej ? zdążyliśmy o tym zapomnieć. I chyba sprawy już nie odkręcimy. Jedyna nadzieja, że uświadomi to przynajmniej części rodziców, że i dom rodzinny musi wziąć na siebie, jak w dawniejszych czasach, ciężar przekazania nowemu pokoleniu wiedzy. Na państwo niespecjalnie możemy liczyć również i w tej sprawie.
Budyń78