Jacek Kazimierski: Mój Tata, Mieczysław Kazimierski.
data:18 stycznia 2012     Redaktor:


Z cyklu "Powikłane losy" przedstawiamy historię wielkiego patrioty i bohaterskiego żołnierza, Mieczysława Kazimierskiego (ps. "Błysk". "Prymus". "Orkan")

Mniej znane fragmenty życiorysu

M.Kazimierski - czerwiec 1993, "Wykus"

Po wyzwoleniu ziemi kieleckiej spod okupacji niemieckiej w styczniu 1945 r. (i Opatowa z 15 na 16 stycznia 1945 r.) Tata udał się do starostwa i zgłosił się do pracy. Znany ze swojej partyzanckiej przeszłości dostał przydział do sekretariatu Powiatowego Związku "Samopomocy Chłopskiej" w Opatowie, gdzie przepracował jednak tylko kilkanaście dni, od 17 stycznia do 07 lutego 1945 r.

Władze Batalionów Chłopskich skierowały go do pracy w zawiązującej się Milicji. Nie bez znaczenia na brzemienną w skutkach decyzję (po paru miesiącach dezercja, pojmanie przez UB i więzienie) były namowy kolegów-BCh-owców, ale też wspomnienie o krewnym, przedwojennym policjancie-patriocie, wujku Słodzińskim, a przede wszystkim bohaterskim policjancie Janie Piwniku, ps. "Ponury", u którego służył w czasie wojny i który był "ziomkiem" Taty (pochodził ze świętokrzyskiej wsi Janowice, Tata przyjaźnił się po wojnie z jego rodzonym bratem Józefem Piwnikiem, ps. "Topola"). Warto więc w tym momencie przypomnieć, jak Tata trafił do zgrupowania Ponurego i jaki to miało wpływ na Jego późniejsze losy.

Po postrzale w trakcie potyczki z Niemcami pod Malicami w maju 1943 r., spowodowanej zdradą niejakiego "Szaszki", Tata po raz kolejny ledwo uszedł z życiem. Żandarmi w poszukiwaniu Taty zrobili obławę na dom Jego rodziców, gdzie ranny ukrył się w specjalnym, już dawno przygotowanym schowku nad chlewem. Taty nie znaleźli, ale zabrali mojego dziadka, ojca Taty, który szczęśliwie po kilku dniach wrócił do domu cały i zdrowy.

Dla zmylenia hitlerowców i uchronienia w przyszłości rodziny i mieszkańców przed konsekwencjami podziemnej działalności Taty, latem 1943 r. rozpuszczono wiadomość o Jego śmierci. Ks. Gliszczyński odprawił mszę żałobną w kościółku w Gierczykach, odbył się też "pogrzeb" mojego niespełna 24-letniego Taty, na który przyszły liczni mieszkańcy nieświadomi mistyfikacji, w tym chyba wszystkie młode dziewczyny. Łzy lały się strumieniami.  Tata na swój "pogrzeb" nie przyszedł, ale bardzo to przeżywał.

Po rekonwalescencji związanej z ww. raną postrzałową i ukrywaniu się, jeszcze kulejąc, Tata nie mógł już usiedzieć bezczynnie. Pod koniec września 1943 r. spotkał się Julianem Parchetą, ps. "Sędek", jednym z organizatorów BCh na kielecczyźnie, i został skierowany przez dowództwo BCh na przeszkolenie do zgrupowania Jana Piwnika, ps. "Ponury", następnym po majorze "Hubalu" legendarnym partyzancie. Trafił do oddziału "Tarzana", który był częścią zgrupowania "Ponurego". Szkolił się i walczył przez wiele miesięcy, od listopada 1943 r. do kwietnia 1944 r. Trafił do jedynego konnego plutonu zwiadowczego, co jako kawalerzysta przyjął z olbrzymim zadowoleniem.

 

zwiad_ponurego_1943_wykus_550

foto: zwiad konny "Ponurego", Góry Świętokszyskie, jesień 1943, "Wykus"

Wartym podkreślenia jest fakt, że praktyka, szkolenie i chrzest bojowy w słynnym oddziale "Ponurego" miały posłużyć wykorzystaniu tych doświadczeń do późniejszego utworzenia i dowodzenia oddziałem partyzanckim BCh. Dlatego zakończenie praktyki skończyło się pewnym zgrzytem, ponieważ "Tarzan", pomimo wielokrotnych nalegań, na razie kategorycznie nie wyrażał zgody na opuszczenie zgrupowania.  W związku z tym Tata przekazał decyzję o opuszczeniu oddziału podchorążemu "Sylwestrowi" (serdecznemu przyjacielowi), a następnie poinformował go, gdzie jest do odebrania koń, siodło, broń i wszystko, co było własnością oddziału "Tarzana". Jak później relacjonował "Sylwester", "Tarzan" początkowo pienił się z powodu odejścia Taty, ale potem pogodził się z tym faktem i starał się już tego nie pamiętać. Tymczasem "współcześni nieprzychylni" (w tym niektórzy blogerzy) próbowali "zakwalifikować" to wydarzenie jako dezercję, co jest wyjątkową wręcz nieuczciwością i nierzetelnością.

Tata wrócił w rodzinne strony, od pierwszego dnia bardzo aktywnie uczestniczył w tworzeniu oddziału partyzanckiego, pozyskał wielu rozproszonych, chętnych do walki patriotów. Został mianowany dowódcą oddziału BCh i przyjął ps. "Orkan" (przez pamięć dla ludowego piewcy Podhala). Przeprowadzano szkolenia, w tym strzeleckie, bojowe i wartownicze, umiejętność posługiwania się bronią, uczono, jak zachowywać się na kwaterach oraz w trakcie pozyskiwania żywności, a także relacji z ludnością i innymi organizacjami niepodległościowymi. Prowadzono wykłady na temat walki z alkoholizmem, bandytyzmem i przejawami służalczości wobec okupanta. Pierwszym poważnym chrztem oddziału była potyczka pod Gryzikamieniem, co miejscowa ludność upamiętniła po wojnie stawiając tam pomnik. Wraz z oddziałami BCh z kielecczyzny dołączył ochotniczo do 2 Dywizji Piechoty AK, mobilizowanej do Akcji "Burza" oraz marszu na pomoc Powstaniu Warszawskiemu w sierpniu 1944 r. Jego pluton w II (a następnie III) batalionie 2 pp Leg. AK walczył aż do rozczłonkowania pułku w październiku 1944 r., wyróżniając się w bitwach pod Miedzierzą, Radoszycami i Bałkowem.

Ale wróćmy do początkowego wątku. Władze Batalionów Chłopskich na początku lutego 1945 r. skierowały Tatę do pracy w zawiązującej się Milicji. Pracowali już tam liczni BCh-owcy, także wielu kolegów Taty z działalności konspiracyjnej oraz wielu żołnierzy z dowodzonego przez Tatę oddziału BCh. Trochę pod ich wpływem, ale też nieco naiwnie wierząc, że trzeba stanąć na straży ładu i porządku w tych trudnych i niepewnych czasach. To stanie na straży porządku to także np. głośne rozbrojenie wiosną 1945 r. przez oddział MO pod Jego dowództwem grupy bandytów rosyjskich, rabujących polską ludność. Wydarzenie to miało miejsce wczesną wiosną 1945 r., a więc przekazanie bandziorów w ręce ich radzieckiej komendanturze wojennej mogło się skończyć tragicznie... dla Taty (źródło: "Żywią I Bronią", biuletyn Ogólnopolskiego Związku Żołnierzy Batalionów Chłopskich, Mieczysław Młudzik, ps. "Szczytniak", grudzień 2001 r.). Szybko przekonał się, że praca w MO to tragiczna pomyłka. Zaczęły się aresztowania, bynajmniej nie tylko z powodów kryminalnych. Ze względów politycznych został aresztowany Jego komendant obwodowy ZWZ, a następnie BCh, Władysław Zwiejski, ps. "Jaruga". Wraz z kolegami z BCh, w obronie komendanta piszą do Wojewódzkiej Komendy MO w Kielcach obszerny protest. Podpisuje się kilkudziesięciu milicjantów, byłych BCh-owców. Bez rezultatu. Tata postanowił więc definitywnie zwolnić się z pracy w MO i niedługo po podpisaniu kapitulacji przez Niemcy w maju 1945 r. złożył w Kielcach odpowiedni raport. Otrzymał odpowiedź negatywną. W związku z tym opuścił służbę samowolnie i wyjechał na Ziemie Zachodnie. I to była świadoma, faktyczna dezercja. Po kilku miesiącach został aresztowany przez UB i uwięziony w Koszalinie, a następnie przewieziony do więzienia UB w Ostrowcu Świętokrzyskim, gdzie siedział w ubeckiej celi kolejne kilka miesięcy. Życie lub długoletnie więzienie być może uratowały Tacie kontakty z BCh-owcami i ich szacunek dla Jego wojennej przeszłości, tak blisko związanej z tym regionem.

W książce "Leśna Brać", napisanej przez Tatę w latach sześćdziesiątych, wielu tych faktów, chociaż spisanych, z powodu cenzury niestety nie ma. Kolejne, poprawione wydanie, uwzględniające te fragmenty, a z kolei pozbawione tych pisanych trochę "pod cenzorów", nigdy się nie ukazało.


Jacek Kazimierski,
były leśnik, który podobnie jak Tata
ukochał polskie lasy

 


polecamy również http://solidarni2010.pl/n,2093,13,anna-skibinska-urodzony-zolnierz.html






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.