Jamci: Miara dobrze utrzęsiona czeka?
data:14 stycznia 2012     Redaktor:

Obecna (i nie tylko) sytuacja przypomina teatrzyk kukiełkowy. Publiczność obserwuje dziejącą się akcję i na podstawie poszczególnych wypowiedzi bohaterów przedstawienia stara się z większym lub mniejszym powodzeniem sklecić sobie pogląd na temat tego, o czym traktuje oglądane przedsta-wienie. Toczące się wydarzenia są na tyle wciągające i zaskakujące, że w pełni absorbują uwagę publiczności i chwilami wydaje się jej, że rozumie treść akcji.

solidarni2010.pl

Gdyby jednak ktoś odważył się, wstał z siedzenia i podszedł na tyle blisko do sceny, aby móc zajrzeć za kotarę, ponad którą unoszą się kierowane przez aktorów kukiełki, to mógłby się mocno zdziwić. No, więc zajrzyjmy za zasłonę?
Najpierw to, co obserwują w pełni zaabsorbowani widzowie.
Ostatnio mamy batalię o leki i recepty. Ma ona na możliwie jak najdłuższy okres czasu służyć za parawan, który skutecznie odwróci uwagę ewentualnych ciekawskich i zasłoni sprawy istotne. Najpierw więc etap pierwszy, czyli paskudne firmy farmaceutyczne. Przerażeni pacjenci, czyli praktycznie prawie wszyscy Polacy, którzy muszą korzystać z publicznej służby zdrowia, kierowani są ze swoim strachem i gniewem na złe koncerny. Po pewnym czasie źli okazują się lekarze. Teraz wszyscy "pędzą" wygrażać medykom. Po lekkim zgraniu tematu sprawiedliwe oko rządu kieruje się na aptekarzy. Przy okazji, zgodnie ze starą bolszewicką zasadą, uzyskuje się skłócenie wszystkich ze wszystkimi. Jeszcze by Polacy wpadli na pomysł, aby upomnieć się o coś wspólnie? W kolejce jest NFZ, w razie potrzeby minister zdrowia a, kto wie, może i pacjentom się też oberwie. Krótko mówiąc, zaprogramowany chaos, który przydaje się do przykrycia czego o wiele ważniejszego (nie żebym lekceważył sprawy służby zdrowia!).
Co tam jeszcze mamy koteczku? Kolega Przybył! Nagadał, nagadał, wyprosił i (jakoby) strzelił. Dlaczego strzelił, jak to zrobił, czy mu potem pomagano i jak niesiono pomoc itd. Pytań, co nie miara. Z jednej strony rząd i prokuratura cywilna z drugiej wojskowa. Prokurator wojskowy podnosi bunt, zaraz potem jak gdyby nigdy schodzi z linii strzału. Więc płyną sprzeczne komunikaty, nowe pomysły i teatrzyk leci dalej.
To tylko dwie scenki z ostatnich dni. Efekt murowany. Domysły, komentarze, oceny, analizy, wywiady, refleksje i nawet dowcipy. Full wypas na wszystkich kanałach i paskach informacyjnych. W tę i z powrotem. Na wizji i w eterze. Cały czas cała "prawda" i tak w koło Macieju.

Gdyby jednak odważyć się i zajrzeć za zasłonę, to zobaczymy mechanizm tych kolejnych zasłon dymnych, które z jednej strony mają odwrócić uwagę Polaków (któż nie martwi się o zdrowie i któż nie zadziwi się groteską poznańską) a z drugiej strony są realnym źródłem wszelkich manipulacji. Strach i strachem napędzana całodobowa mobilizacja. Co więc zobaczymy za zasłoną?

10 KWIETNIA 2010!

Wszystko po to, abyśmy znowu nie wyszli na ulicę i zatrzymawszy Polskę wykrzyczeli milionami gardeł, że chcemy prawdy i godnego traktowania. Wyniesiemy krzyż z miejsca internowania, odłożymy piloty i koszyki na zakupy? Przypomnimy sobie łzy żałoby, straty, pohańbienia wdów i polskiego munduru? Podamy wreszcie ręce pokoleniom sprzed 1945 roku? Staniemy się wolnymi Polakami? Posłuchamy danych nam błogosławionych ? Ojca Świętego Jana Pawła II i ks. Jerzego?

Jeśli zaś wytrzymamy nieco wpatrując się w tą straszną i ważną dla Polski datę, dostrzeżemy po chwili w tle cierpienia ostatniej wojny, krew żołnierzy wyklętych, ofiar kolejnych przełomów za PRL-u. Jeśli wytrzymamy jednaj jeszcze przez chwilę, to oczom i sercom naszym ukaże się Wolna Polska z trudną, ale piękną po ludzku i po bożemu Procesją Polskości ciągnącą się, hen, aż po horyzont dziejów.
Wiedzmy więc, że dopiero dołączenie do Polskości sprawi, że przestaniemy, chodząc codziennie, brodzić we krwi zdradzonych o różnych światach i nocach. Że dopiero wtedy plamy krwi i łzy znikną z kupowanych przez nas sprzętów, mebli i ubrań. Że dopiero wtedy będziemy mogli odetchnąć głęboko powietrzem wolności i okaże się wtedy, że stając się Wolnymi Polakami mało, że nie straciliśmy wszelakich dóbr i szans, ale, że zyskamy ich o wiele więcej i że będą to dni wolnej już Polski, która odzyska swoje serce i godność.
Do tego jednak trzeba wyprostować się, zauważyć, że cieszymy się taplaniem się w brodziku, kiedy możemy podnieść głowę, zrobić WSPÓLNIE parę kroków i wejść na głęboko wodę WOLNOŚCI i WRESZCIE PRZESTAĆ SIĘ BAĆ!
Nie patrzmy na kukiełkowe przedstawienie i dajmy sobie wmówić, że jedyna postawa, to pochylenie, przyczajenie, krótki i płytki oddech i cieszenie się ochłapami. PRZECIEŻ JESTEŚMY WSPANIAŁYMI I WOLNYMI POLAKAMI!
Wolnymi Krzyżem i Nadzieją. Dlatego rozumni i jednocześnie nieco szaleni wolnością.
Uparte i odważne żądanie prawdy o dniu

10 KWIETNIA 2010

wyzwoli nas!



Tekst pisany w rok i dziewięć miesięcy i dwa dni od dnia 10 kwietnia 2010 roku, dnia nie wyjaśnianej w ogóle tragicznej śmierci Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej z małżonką oraz pozostałych członków delegacji katyńskiej.

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, a*ldd meg a Magyart





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.