I Ty jesteś politykiem
data:13 stycznia 2012     Redaktor: AlicjaS

Czy choroba egoizmu tocząca politykę nie ma źródła w naszych domach? Czy marketing polityczny, który każe traktować rację polską rację stanu w kategoriach kupna-sprzedaży nie ma przyczyny w moim i Twoim podejściu do osób ubiegających się o najwyższe urzędy w państwie jak do towaru w sklepie?

M. Różycki

W dzisiejszym świecie, na polityka patrzy się w dwóch wymiarach: ideowości i skuteczności. Przyjęło się, że te dwie cechy stoją w opozycji do siebie i oceniany, aby być obecnym w życiu publicznym, musi odnaleźć własny złoty środek. Jakoś nie mogę tego zrozumieć do końca. Być może dlatego, że nie pojmuję osoby polityka jako lobbysty pewnych grup społecznych (mieszkańców danego regionu, uprawiających jakiś zawód, będących w pewnym przedziale wiekowym, posiadający pewien status społeczny czy materialny itp.), ale jako człowieka, który ma aspiracje, by stać się mężem stanu. Mężem, czyli człowiekiem kochającym swoją żonę, gotowym dla niej poświęcić wszystko: każdą chwilę, ostatnie pieniądze, a w krytycznym momencie, życie.

O co mi chodzi? O pasję! O to, by każdy robił to, do czego ma talent i powołanie. Myślisz, Szanowny Odbiorco moich słów, że to utopia? Ja uważam, że to jedyna droga do profesjonalizmu, najwyższej jakości, szczęścia... Jeżeli robisz to, co kochasz, to czynisz to z największym możliwym zaangażowaniem. To sprawia, że w wynikach Twej pracy jest serce, a to jest unikatowy towar na rynku ? zawsze w cenie.

Paradoksalnie, serca nie brakuje w polityce. Wręcz przeciwnie, jest go tam czasem więcej niż rozumu. Jedynym mankamentem tego stanu rzeczy jest to, że są tam ludzie, którzy nie mają pasji bycia mężem stanu.

Utarł się sposób myślenia, że polityka to władza, władza to pieniądze i wpływy. Rzeczywiście, myśląc w ten sposób, polityków należy oceniać pod względem wierności i skuteczności. Tylko że dziś skuteczność została zredukowana do działań marketingowych, a wierność ideom do poddaństwa względem przywódcy danej partii.

Mamy często za złe politykom, że nadużywają władzy. Moim zadaniem, przyczyną tego stanu rzeczy jest minięcie się z powołaniem. Oto kilka przykładów:

Kiedy podczas kampanii wyborczej do sejmu i senatu kandydaci nagminnie ogłaszają, że będą działać na korzyść regionu, to zastanawiam się, czy nie powinni startować w wyborach samorządowych. W parlamencie takie działania (na rzecz swojego regionu, miasta/wsi), mogą działać na szkodę państwa, czyli każdego z nas. Najlepiej widać to na przykładzie autostrad. Harmonogram budowy rozkłada się, nie według strategii dobra wspólnego, ale według wpływów poszczególnych przedstawicieli regionów na rząd.

Nie mam nic przeciwko merytorycznym dyskusjom wewnątrz partii, ale patrząc na starcia wewnątrz ugrupowań, wojny, podchody, prowokacje, rozpuszczanie plotek, czy też innego rodzaju "walki buldogów pod dywanem" mających podłoże jedynie personalne, to zadaję sobie pytanie: jaki to ma cel? Jedynym wytłumaczeniem działania na szkodę kolegów i koleżanek, a w konsekwencji macierzystej partii jest chęć realizacji własnych ambicji. Skoro ktoś posuwa się do nieczystych zagrań, by osiągnąć większe wpływy wśród znajomych, kolegów i przyjaciół, to jak będzie się zachowywał w sytuacji, gdy będzie bronił swej pozycji mając niepomiernie większe możliwości i narzędzia, gdy będzie np.: Ministrem Spraw Wewnętrznych? Czy, nie pokusi się o inwigilację swych potencjalnych lub realnych wrogów dla własnych korzyści?

Obserwując wędrówki polityków pomiędzy partiami (zwłaszcza mającymi odmienne programy), to zastanawiam się nad moralnością tej osoby. Czy nie zrobi wszystkiego, by osiągnąć dane stanowisko (czytaj: władzę). W tym wypadku pomylił profesję. Ponieważ w polityce, owszem, występuje aspekt władzy, ale nie zawsze i, wbrew pozorom, nie zawsze polityk powinien dążyć do jej przejęcia (zwłaszcza, gdy nie ma ku temu kompetencji). Władzę absolutną daje kariera w wojsku.

Gdy obserwuję przyrost pewnych części ciała niektórych osób do stołków symbolizujących intratne posady, to staje mi przed oczami premier Japonii deklarujący, że nie będzie pobierał pensji dopóki nie zapewni bezpieczeństwa po awarii elektrowni atomowej Fukushima w 2011 roku. Czy któryś z naszych rodzimych pobieraczy państwowych pensji byłby zdolny do uczynienia podobnego czynu? Już widzę oczami wyobraźni, jak ministrowie jeden za drugim deklarują zmniejszenie obciążenia budżetu państwa, póki nie zostanie rozwiązany problem dopłat do leków, najdrożej kupowanego gazu od Rosjan w Europie czy zniesienia wiz do Stanów Zjednoczonych. Problem polega na tym, że oficjele bardziej kochają pieniądze niż państwo. Nie mam im tego za złe. Mam tylko wątpliwość, czy nie lepiej sprawdziliby się w biznesie lub nie powinni zająć się działalnością w sektorze bankowym, a w skrajnych przypadkach "pecuniofilii" (łac. pecunia ? pieniądz) powinni zająć się numizmatyką.

Tyle o politykach, a teraz pozwól Szanowny Odbiorco mych słów, że przyjrzę się Twojej i mojej postawie wyborczej. Co czujesz, kiedy stawiasz krzyżyk przy wybranym nazwisku? Co kieruje Tobą? Sympatia czy nienawiść? Jeśli to drugie, to odpowiedz sobie na pytanie, czy poseł wiedzący o tym, że dostał się do Sejmu dlatego, że kogoś nie lubi, będzie w stanie cokolwiek pozytywnego budować?

Czy głosując na swojego kandydata myślisz o tym, by on Ci coś załatwił (mieszkanie, pracę, ulgę podatkową, zasiłek, podwyżkę, obniżkę cen, szybszą emeryturę)? Ja też chcę, by mi się lepiej żyło, ale jakie mam prawo, by dostać coś Twoim kosztem?

Czy choroba egoizmu tocząca politykę nie ma źródła w naszych domach? Czy marketing polityczny, który każe traktować rację polską rację stanu w kategoriach kupna-sprzedaży nie ma przyczyny w moim i Twoim podejściu do osób ubiegających się o najwyższe urzędy w państwie jak do towaru w sklepie?

Polityka jest wszędzie. Można być patriotą w domu, w szkole, w pracy, na ulicy, na zakupach czy podczas oglądania telewizji. Celowo nie piszę, co można robić, gdyż miłość objawia się swego rodzaju intuicją. Niezależnie od poglądów politycznych, można kochać swój kraj, czyli działać na rzecz dobra wspólnego. To w dłuższej perspektywie bardziej się opłaca niż zagarnianie tylko do siebie. Wszystko jest przedmiotem wyboru lepszego jutra, a mężem czy żoną stanu można zostać nie wychodząc z domu. Czego Tobie i sobie życzę w nowym roku.

Maciej Różycki






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.