Nie wiem, czy ów program MTV wciąż emituje, a tym samym, czy wciąż istnieje na niego odpowiednie zapotrzebowanie, ale kilka lat temu wśród naszej, a pewnie i nie tylko naszej, młodzieży szkolnej niezwykłą popularnością cieszyło się coś, co nazywało się "Jackass". W języku angielskim, słowo "Jackass" oznacza osła ? obecnie już tylko w znaczeniu potocznym ? a pomysł programu, mówiąc bardzo krótko, polegał na tym, że grupa uczestników miała systematycznie robić sobie jakąś krzywdę, i to w taki sposób, żeby to wyglądało bardzo śmieszne. A więc tam albo ktoś walił z rozpędu łbem w betonowy mur, albo zeskakiwał z trampoliny na brzuch, albo wieszał się na języku? można wymieniać. Powiedziałem, że można wymieniać, bo w istocie rzeczy, tych rozwiązań było całe mnóstwo. Dość powiedzieć, że realizatorzy programu przez kilka dobrych lat, kolejne jego odcinki sprzedawali z sukcesem na płytach DVD.

O programie tym dowiedziałem się, pracując w szkole. Moi uczniowie oglądali ten program z prawdziwym zamiłowaniem, po każdym nowym odcinku wymieniali się wrażeniami, a w wolnych chwilach sami próbowali wymyślać najróżniejsze tego typu zabawy. Ja dziś akurat przypominam sobie z nich zaledwie parę, w tym na przykład walenie się pasem po gołym brzuchu, i rozwalanie sobie palców pięciozłotową monetą, ale naturalnie, ich było znacznie więcej, domyślam się, że wiele z nich odpowiednio przede mną ukrywanych.

Czemu oni to robili? Nigdy się nie dowiedziałem. Oczywiście pytałem ich o to, ale każdy z nich niezmiennie odpowiadał mi, że to jest taka zabawa, i właściwie to było wszystko. Daję słowo, że tę zagadkę próbowałem rozwikłać wielokrotnie, no bo z punktu widzenia kogoś takiego jak ja, jest czymś zupełnie niezwykłym zadawanie sobie bólu, czy w ogóle sprawianie przykrości wyłącznie dla zabawy, ale, jak mówię, niezmiennie okazywało się, że tak jak jest, jest dobrze, a ja i tak tego nie zrozumiem. Raz pamiętam, jak pewien Piotrek opowiedział mi, że w szkole się zrobiło trochę nerwowo, bo któryś z kolegów założył się z innymi o sto złotych, że w ciągu minuty wypije butelkę płynu hamulcowego na czysto, wypił i tę stówę wygrał, tyle że tu akurat chodziło o pieniądze, a poza tym, dla wielu z nich już wtedy rzyganie ("party till you puke") stanowiło niemal cotygodniową rozrywkę, więc nawet jeśli tu nastąpiło coś nieco gorszego, i tak nie stało się nic bardzo szczególnego.

Przypomniało mi się to MTV i moi uczniowie sprzed lat, przy okazji wydarzenia związanego z przestrzeleniem sobie policzka przez prokuratora pułkownika Mikołaja Przybyła. Kiedy już umilkły pierwsze okrzyki podniecenia, że oto ważny prokurator od Smoleńska, w proteście przeciwko ruskim kłamstwom, chciał dokonać publicznego samobójstwa, i okazało się, że tu publiczne nie było nic ? ani samobójstwo, ani ten policzek, ani w ogóle cały ten teatr, choćby z tego względu, że to nie my byliśmy adresatem tego przedstawienia, tylko ktoś, o kim ani nie mamy pojęcia, ani pojęcia mieć nie powinniśmy ? pozostał już tylko jeden problem. Mianowicie taki, że no dobrze, wiemy wszyscy, że to była taka tylko gra, gra dla nas niezrozumiała, ale włożyć sobie do ust pistolet i przestrzelić policzek, to nie jest chyba taka prosta sprawa? Przecież to jest i dziura w tym policzku, i ból i krew, później ta rana, ta blizna? no, jak by nie patrzeć, jakoś głupio tak zwyczajnie wziąć i dać się tak fatalnie zmasakrować. To już chyba lepsze są tunele w uszach. Owa niezdolność do przyjęcia takiej oto opcji, że dorosły człowiek, wedle wszelkich danych, sprawny umysłowo, zajmujący poważne stanowisko w służbie państwowej, w dodatku oficer Wojska Polskiego, nagle strzela sobie w policzek, nie po to by się zabić, ale żeby zrobić sobie w nim dziurę, w pewnym momencie stała się tak dojmująca, że niektórzy wręcz zgodzili się przyjąć jednak oryginalną wersję o nieudanym samobójstwie. No bo wprawdzie to samobójstwo jest podejrzane jak jasna cholera, no ale owa "Akcja Dziura" jest jeszcze mniej wyobrażalna.

Ktoś mnie pewnie spyta, czy ja sugeruję, że płk. Przybył odstrzelił sobie ten policzek w ramach jakiegoś zakładu z kolegami, dokładnie tak jak kolega Piotrka wypił tę flaszkę płynu hamulcowego? No właśnie, nie bardzo. Nie sądzę, żeby od tego czego się od nich po Smoleńsku wymaga, owi prokuratorzy dostali już takiego obłędu, że wpadli w nastrój w jakim parę lat temu były ich dzieci. Nie wydaje mi się jednak też, by ktoś prokuratora Przybyła do tego ruchu zmusił. Ja oglądałem w Internecie film z ostatnich sekund przed tym strzałem i z niego wynika dobitnie, że Przybył wcale nie jest jakoś do tego co robi zmuszany. On się ani przez moment nie zachowuje jak ktoś, kto za chwilę sobie wsadzi w usta pistolet i wpakuje sobie kulę w policzek. Wręcz przeciwnie ? utrzymuje się w dość luźnym nastroju, nawet sposób, w jaki się porusza wskazuje na to, że jemu jest zwyczajnie lekko i radośnie. A więc, wygląda na to, że dla niego wpakowanie sobie kuli w policzek, to tyle co splunięcie. W dodatku splunięcie długo oczekiwane. Oczywiście, mogę się mylić. W tego typu sytuacji, w gruncie rzeczy całkowicie zamkniętej, możliwości jest dużo. Może się na przykład okazać, że Przybyła wcześniej ktoś tak nastraszył, że, wiedząc z jakiego to sznurka się właśnie urwał, mogąc wreszcie sobie strzelić, poczuł ów człek autentyczną ulgę. Może też być tak, że całe to strzelanie od początku do końca stanowiło kompletną fikcję, i tam nie było ani krwi, ani dziury, ani w ogóle nic, tylko banda przekupnych dziennikarzy i czyjeś nieznane interesy. No ale wtedy w ogóle nie ma o czym gadać, więc zakładam, że ta dziura jest jednak autentyczna.

Otóż mam na tę okoliczność pewną swoją teorię i z każdym kolejnym dniem odnoszę wrażenie, że jest ona stuprocentowo celna. Pozwolę sobie na chwilę wrócić do programu "Jackass". Nie ulega wątpliwości, że większość współczesnej rozrywki, czy w ogóle tak zwanego popu, wyrasta intelektualnie i estetycznie z kultur patologicznych. Pisałem tu kiedyś o tych galach obfotografowywanych przez reporterów "Vivy" i publikowanych w błyszczących kolorach ku satysfakcji obywateli, że jeśli się im przyjrzeć ? im i ich bohaterom ? całe to towarzystwo robi wrażenie jakieś wspólnego kongresu ukraińskiego kurewstwa z ukraińskim sutenerstwem. Wszystkie te sesje fotograficzne, te pozy, ta cała oprawa ? stanowi coś, co przypominać może najwyżej reklamę ekskluzywnych burdeli, wykupioną przez lokalnych gangsterów. A więc wygląda na to, że powszechnie dziś obowiązujący styl w znacznym stopniu został oparty na estetyce tradycyjnie kojarzonej z tak zwanym półświatkiem. I teraz, ja pamiętam jak kiedyś czytałem pewną książkę, która ? dziś już nie wiem dokładnie ? albo była napisana przez kogoś, kto spędził pewien czas w więzieniu, czy może tylko sobie na ten temat fantazjował, i on tam opisywał cały system związany z samookaleczeniem się szczególnie ciężkich przestępców. Pamiętam, że szczególne wrażenie ? na tyle szczególne, że pamiętam to do dziś ? zrobiła na mnie tak zwana "choinka". Chodziło mianowicie o to, by skonstruować z ostrych elementów coś na kształt choinki i to połknąć. Oczywiście tym gładkim końcem, by to lekko weszło, ale za to, by już nie dało się łatwo tego czegoś wyjąć. Po co oni to robili? Dokładnie nie wiadomo, ale pierwszym celem było to, by trafić do szpitala. A tam ? diabli wiedzą? ? może kogoś zabić, albo załatwić jakiś interes, albo zwyczajnie uciec.

Myślę sobie więc, że ten cały "Jackass" został też oryginalnie pomyślany tak, by zaapelować do tego czegoś, co niewątpliwie stanowi współczesne poczucie estetyki, a jest jakoś tam związane z kulturą przestępczą. Autorzy tego programu prawdopodobnie przeprowadzili wcześniej jakieś badania rynku i doszli do wniosku, że prawdziwie może poruszyć młode emocje tylko coś co będzie pochodziło prosto stamtąd. Nie wiem, czy wśród tych wszystkich grepsów na tych dziesiątkach płyt DVD jest też owa "choinka", ale myślę, że jest to bardzo prawdopodobne. No i wiem jeszcze coś, że zarówno dla bohaterów tego programu, jak i dla tych wszystkich okaleczających się więźniów, zrobienie sobie krzywdy nie stanowiło jakiegokolwiek problemu. Takie życie. Taka zabawa. A na tle tego wszystkiego przestrzelenie sobie policzka naprawdę nie robi szczególnego wrażenia.

Chciałem więc powiedzieć, że, jak sądzę, za tym co zrobił prokurator Mikołaj Przybył stoi jego przynależność do owej nowej grupy społecznej, która, wedle dziś obowiązujących kryteriów, stanowi zwykły, socjologicznie standardowy zespół ludzi i postaw, tyle że przez ostatnie lata ? w pewnym szczególnym procesie, którego omawiać tu nie mam dziś możliwości ? zajęła miejsce rozumiane jako establishment państwowo-rządowy, i która cywilizacyjnie i kulturowo powtarza schemat znany nam z kultury przestępczej. Ja nie sugeruję, że oni są przestępcami. Ani mi w głowie! Niektórzy z nich może i tak, ale dokładnie na tej samej zasadzie, jak część czytelników "Vivy" to pewnie kurwy i złodzieje. Chodzi mi tylko o to, że dla członków owej grupy publiczne wsadzenie sobie pistoletu w usta i przestrzelenie policzka tylko po to, by sobie go przestrzelić jest czynnością może i nie codzienną, ale mieszczącą się stanowczo w estetycznym standardzie.

No i znów musi wrócić pytanie, czemu płk Mikołaj Przybył zrobił to co zrobił? Tego niestety nie wiemy i myślę, że nie dowiemy się nigdy, dlatego, że o ile sam akt strzelania odbył się niemal publicznie, to wszystko to co się działo później i dzieje wciąż, jest nie moją i nie naszą sprawą. Tyle wszystkiego, że prezydent Komorowski powiedział, że nic się w sumie nie stało. Ale to akurat my świetnie wiemy. Bez jego łaskawej pomocy.

Toyah.pl






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.