Samobójstwo czy teatr?
data:09 stycznia 2012     Redaktor:

Czego obawia się prokurator Parulski? Najprawdopodobniej boi się po prostu utraty stanowiska oraz poniesienia odpowiedzialności za rażące zaniedbania oraz złamanie przepisów w związku z katastrofą w Smoleńsku.

za: www.niezalezna.pl
Parulski kluczem do sprawy

Kluczem do wyjaśnienia dzisiejszego tajemniczego zdarzenia, jakim było targnięcie się na swoje życie prokuratora wojskowego Mikołaja Przybyła, jest szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej, Krzysztof Parulski.

Mikołaj Przybył jest jego najbardziej zaufanym i oddanym człowiekiem, dlatego też otrzymał do załatwienia m.in sprawę prok. Marka Pasionka.

Do tej pory prokurator Parulski dał się poznać jako ten, który pod byle pretekstem pozbywał się cywili z prokuratury. Jego pozycja jest wyjątkowo silna, ponieważ mając dostęp do śledztwa smoleńskiego ma dostęp do materiałów związanych z tą sprawą i jest dysponentem wrażliwej wiedzy, która daje mu uprzywilejowaną pozycję w porównaniu do Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta ? co dało się zauważyć na dzisiejszej  konferencji.

Parulski nie chce oddać nadzoru nad Prokuraturą Wojskową nie tylko ze względu na władzę, ale również wrażliwe dane o skręcanych śledztwach i sprawach karnych o przekręty w wojsku,  o których mówił dziś prokurator Przybył. Jakość tych dochodzeń ilustruje najlepiej fakt, że do tej pory raczej skazywano "płotki" - do stopnia porucznika włącznie.

Sprawa Pasionka

W czerwcu 2010 r. ma miejsce słynne spotkanie na zakończenie misji oficera łącznikowego z USA z Markiem Pasionkiem.

Pasionek chętnie idzie na spotkanie ponieważ uważa, że jest to świetna okazja żeby (na początek nieformalnie) wybadać, jakie są możliwości pomocy w sprawie śledztwa. Na spotkaniu Amerykanin deklaruje pomoc i kontaktach z jego następcą w Polsce.

Ponieważ jest to dopiero wstępna faza walki z Rosjanami o dostęp do jakichkolwiek materiałów, więc Pasionek nie ma czego ujawniać Amerykanom. Zadowolony Pasionek idzie jeszcze tego samego dnia do Parulskiego i mówi mu o wszystkim - że Amerykanie są chętni do pomocy i żeby napisać wniosek o tą pomoc. Z tej rozmowy prawdopodobnie i jeden, i drugi robi notatkę służbową.

Gdy Pasionek dogrzebuje sie do materiałów wskazujących, że istnieją ważne informacje obciążające BOR i MSZ w sprawie przygotowania wizyty prezydenta Kaczyńskiego, Parulski nagle "odpala" sprawę Pasionka  - oskarżając go o kontakty z "agentami obcych mocarstw"-  mimo ze sprawa ma już rok (!). Sprawa trafia do Prokuratury Okręgowej w Warszawie i tam, po przeprowadzeniu czynności, zostaje umorzona. Parulski nie daje jednak za wygraną i kieruje sprawę do Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie. Tam również sprawa  zostaje umorzona, ale w trakcie wychodzi sprawa przecieków do dziennikarzy i następuje sprawdzanie nie tylko bilingów (to w opinii większości jest dopuszczalne) ale też wiadomości tekstowych sms.

Czego obawia się prokurator Parulski? Najprawdopodobniej boi się po prostu utraty stanowiska oraz poniesienia odpowiedzialności za rażące zaniedbania oraz złamanie przepisów w związku z katastrofą w Smoleńsku. Kwestie te obejmować mogą m.in. znajomość prawdziwej godziny katastrofy od samego początku (już w nocy z 10 na 11 kwietnia prokurator podpisał protokół, w którym została podana godzina katastrofy - 8:41, lecz  zachował  później tą wiedzę dla siebie mimo, że przez długi czas oficjalnie podawano  inną godzinę wydarzenia); wyrażenie zgody na przekazanie czarnych skrzynek samolotu Tu-154 M w ręce Rosjan, a także brak wydania zarządzenia co do przeprowadzenia sekcji zwłok ofiar katastrofy, do czego w świetle przepisów polskiego prawa był zobowiązany jako Naczelny Prokurator Wojskowy.

Dziś Przybył przedstawia tę sprawę jako nagonkę i przykład wykorzystywania  dziennikarzy w walce przeciw "jedynym sprawiedliwym", czyli prokuratorom wojskowym. Sprawa ma jednak chyba zupełnie inny charakter. Wydaje się bowiem, że to właśnie Parulski i Przybył używają dziennikarzy (a tym samym, opinii publicznej) do ratowania Prokuratury Wojskowej przed włączeniem jej do struktur cywilnych. Wszystko wskazuje więc na to, że mamy do czynienia z "samobójstwem", które wcale miało nim nie być ? i nie było (na szczęście).

Stevie Wonder





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.