"Nasza władza będzie okrutna"- galicyjski faszyzm
data:28 grudnia 2011     Redaktor:

"Polski establishment polityczny do dziś nie ma odwagi upomnieć się o pamięć o 150 tys. polskich obywateli, należących do obrządku rzymskokatolickiego, pomordowanych w latach 1919-1947 przez zbrodniarzy spod znaku Bandery i UPA." /ks. Isakowicz-Zaleski/

RAFAŁ ZIEMKIEWICZ: "Chichot Bandery"
Jednym z przebojów ostatnich targów książki historycznej był zbiór esejów rosyjskiego badacza, Marka Sołonina "Nic dobrego na wojnie".
(...)
Praktycznie każdą tezę argumentuje konkretnymi dokumentami archiwalnymi, których jest zapalonym i uznanym badaczem.

I w taki właśnie, niezwykle solidny sposób napisany jest też zawarty we wspomnianej książce esej "Nasza władza będzie okrutna", poświęcony, jak określa to Sołonin, "galicyjskiemu faszyzmowi" oraz jego prawodawcom ? Doncowowi, Banderze, Szuchewyczowi i innym.
(...)
Może i nie ma w tym tekście niczego nowego, ale śmiem twierdzić, że powinien on być obowiązkową lekturą w szkołach, w parlamencie RP i jej "elitach" kulturalnych. Bo jest to po prostu zawarta w pigułce wiedza, oparta na dokumentach i cytatach, o do gruntu zbrodniczej, obłędnej ideologii, która wydała OUN i UPA ? ideologii bliźniaczo podobnej do nazizmu i komunizmu, bo też i wywiedzionej z generalnie tych samych założeń budowy "nowego wspaniałego świata" poprzez masową eksterminację całych stojących na zawadzie grup społecznych i narodów. Jak pisze Sołonin, Doncow czy Bandera od Hitlera i Stalina różnili się tylko tym, że mieli mniej szczęścia i nigdy nie dano im rządzić państwem. Z tym "brakiem szczęścia" można polemizować. Oczywiście, w liczbach bezwzględnych wymordowanie około stu tysięcy Polaków, Żydów, Ukraińców i Czechów nie może się równać osiągnięciami Hitlera, liczonymi w milionach, a tym bardziej Stalina, idących w dziesiątki milionów. Ale za to nacjonalistom ukraińskim (czy, jak chce Sołonin, "galicyjskim") przysługiwała przez wiele lat palma pierwszeństwa jeśli chodzi o skuteczność zorganizowania masowego ludobójstwa siłami partyzantki, nie dysponującej żadnym aparatem państwowym. Przynajmniej do czasu rzezi w Ruandzie.
(...)
Na Ukrainie, mimo piszczącej biedy, znajdują się coraz to nowe fundusze na stawianie pomników Banderze i innym zbrodniarzom oraz rośnie popularność neofaszystowskiej partii "Swoboda" jawnie odwołującej się do światłych tradycji rezunów Doncowa. Bezczelnie zakłamywana jest historia OUN i UPA oraz eksterminacji na Wołyniu;
(...)
Kiedy to się dzieje, co robi państwo polskie? Oczywiście, pod rządami elity, dla której rocznica Bitwy Warszawskiej jest przede wszystkim okazją do czczenia pamięci bolszewickich najeźdźców, a troska o suwerenność narodową "ciemnotą i zaściankowością" nie protestuje przeciwko temu w najmniejszym stopniu. Co więcej, w wydawanym w Polsce ukraińskim piśmie "Nasze Słowo" czytać możemy podobne do głoszonych na zachodniej Ukrainie kłamstwa o dobrych banderowcach i rzekomej symetrii polskich i ukraińskich zbrodni podczas wojny. (...) W istocie - jak można wnosić z "Naszego Słowa" - sto tysięcy mieszkańców Wołynia musiało się wymordować same, po to, żeby dziś nienawistni potomkowie niedobitków mogli perfidnie obciążać za swe winy bohaterów z UPA i SS "Galizien".

Nie zwracałbym może Państwa uwagi na te brednie, gdyby nie fakt, że tygodnik "Nasze Słowo" dotowany jest z naszych podatków, w ramach patronowania przez rząd III RP mniejszości ukraińskiej. Sytuację, w której państwo polskie nie tylko nie przeciwdziała propagandowej ofensywie ukraińskich neofaszystów, ale jeszcze ich dotuje, jest doprawdy skandalem na który brakuje w uprzejmym języku odpowiedniego określenia.
(...)
Mówiąc nawiasem, czy nie jest to ciekawe, że "Gazeta Wyborcza", która tyle wysiłku wkłada w znalezienie jakiegoś śladu "wzbierania w Polsce brunatnej fali" - tego, co ma na wierzchu, nie zauważa? Uporczywie tworzy michnikowszczyzna narrację o tym, że w Polsce bezkarnie podnoszą głowę faszyści, a organa państwa polskiego nie tylko przyjmują to bezczynnie, ale wręcz faszystów wspierają
(...)
A tu oto, proszę bardzo - mamy do czynienia z prawdziwym, a nie urojonym faszyzmem.
Z rehabilitowaniem zbrodniczego nacjonalizmu, negowaniem pamięci o jego zbrodniach, zakłamywaniem istoty arcyzbrodniczej ideologii. I jeszcze państwo polskie nie tylko pozostaje bezczynne, ale wspomaga to dotacjami!

I co na to michnikowszczyzna? Nic... Chodzi wszak o nacjonalizm wrogi polskości i polskim patriotom. A więc sojuszniczy w walce z głównym wrogiem. A taki faszyzm, to proszę bardzo, jak najbardziej, może być.

źródło: http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2011/12/10/chichot-bandery

KS. TADEUSZ ISAKOWICZ-ZALESKI - opinie
W Boże Narodzenie fanatycy muzułmańscy dokonali krwawych zamachów na kościoły chrześcijańskie w Nigerii. Podobne zamachy wydarzyły się ostatnio też w Indiach, Iraku i Egipcie. W minionym roku zamordowano aż 170 tys. osób za wyznawanie wiary w Chrystusa. Świat na ogół milczy na temat tych zbrodni.
Dlatego też należy docenić stanowisko parlamentu francuskiego, który tuż przed świętami uchwalił sankcje dla tych, którzy zaprzeczają ludobójstwu dokonanemu w 1915 r. przez rząd turecki na 1,5 mln Ormian, należących do Kościoła katolickiego i Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego. Dobrze byłoby uczyć się od parlamentarzystów znad Sekwany. Szczególnie myślę tutaj o polskim establishmencie politycznym, który do dziś nie ma odwagi upomnieć się o pamięć o 150 tys. polskich obywateli, należących do obrządku rzymskokatolickiego, pomordowanych w latach 1919-1947 przez zbrodniarzy spod znaku Bandery i UPA.
Wobec odwagi Francuzów powinniście się wstydzić, panie i panowie ministrowie i posłowie. W minionym roku zamordowano aż 170 tys. osób za wyznawanie wiary w Chrystusa.

źródło GPC - ks. Isakowicz-Zaleski: "Zapomniane ofiary"


Dobrze się stało, że prezydenci Polski i Ukrainy wmurowali wczoraj (28.11.2011 - red.) kamień węgielny pod pomnik ku czci ofiar pomordowanych przez Sowietów w Bykowni pod Kijowem. Jednak źle się dzieje, że ci sami prezydenci (mimo hucznych zapowiedzi ze strony ministra Andrzeja Kunerta, sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa) do tej pory nie odsłonili wspólnie cmentarza w Ostrówkach na Wołyniu, na którym pochowani są Polacy zgładzeni w 1943 r. w ramach ludobójstwa dokonanego przez UPA. Czyżby w ten sposób ze względu na zbliżające się Euro 2012 doszło znów do podziału na "lepszych" i "gorszych" męczenników? Smutne jest również to, że z jednej strony obaj prezydenci wyrażają zadowolenie ze swobód obywatelskich, którymi cieszą się Ukraińcy w Polsce, a z drugiej strony nie upominają się o takie same swobody dla Polaków na dawnych Kresach Wschodnich. Trwające konflikty o zwrot kościoła św. Marii Magdaleny i o budowę Domu Polskiego we Lwowie niestety są tylko wierzchołkiem góry lodowej.

źródło: GPC. Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: "Bolesny brak symetrii"



RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ: "Myśmy wszystko zapomnieli" (2008)

Trudno wierzyć Polakom, gdy twierdzą, że w sprawie Katynia czy wypędzeń chodzi im tylko o prawdę, nie o politykę, skoro w stosunkach z Ukrainą jednoznacznie rezygnują z prawdy właśnie w imię polityki.

W tym roku obchodzimy 65. rocznicę rzezi Polaków, Żydów, Czechów oraz Ukraińców dokonanej na Wołyniu przez ukraińskich nacjonalistów. Mówiąc ściśle, jest to rocznica największego nasilenia mordów, które przypadło na letnie miesiące roku 1943. Systematyczna eksterminacja ludności Wołynia zaczęła się bowiem już w roku 1942 i kontynuowana była aż do zajęcia tych terenów przez Armię Czerwoną w roku 1944.
(...)
Z licznych zbrodni, jakich w wieku XX, wieku ludobójstwa, dokonano na Polakach, los tej jest szczególny o tyle, że jest bodaj jedyną, którą Polacy dobrowolnie wymazują z pamięci. Oburzamy się, gdy Rosjanie odmawiają uznania mordu katyńskiego za ludobójstwo i kiedy pamięć o nim starają się zatrzeć sfabrykowanym oskarżeniem Polski o wymordowanie kilkudziesięciu tysięcy jeńców z wojny 1920 r. Oburzamy się, gdy swe winy wobec Polaków relatywizują Niemcy, za pomocą całego szeregu przedsięwzięć usiłując się przedstawić jako co najmniej w równym stopniu ofiary II wojny.

I słusznie. Ale jednocześnie władze polskie oraz znaczna część elit intelektualnych gorliwie współpracują w zakłamywaniu pamięci o Wołyniu, zacieraniu winy ideologii, która za nią stała, i zbrodniarzy, którzy jej dokonywali, oraz w relatywizowaniu rozmiarów tragedii.(...) z wielką gorliwością podchwytują nasze środowiska opiniotwórcze propagandową tezę ukraińskich nacjonalistów, iż zbrodnie miały charakter wzajemny, symetryczny i nie ma co wymierzać rozmiarów winy każdej ze stron.

Jest to teza sprzeczna z faktami i tak horrendalna, jak gdyby jakiś polityk niemiecki zwracał się dziś do Żydów słowami: różnie to było między naszymi narodami, wy zadaliście naszej armii cios w plecy w czasie wojny i okradaliście nas w czasie wielkiego kryzysu, my się potem za to mściliśmy, no, może ponad miarę, ale czas już zapomnieć stare spory, podać sobie ręce i więcej do tego nie wracać.
(...)
Godząc się na fałszowanie historii i spychając zbrodnie w niepamięć, czynią Polacy rzecz podwójnie godną najwyższego potępienia. Haniebną ? bo zbrodnia domaga się prawdy, a pojednanie nie jest żadną wartością, gdy opiera się na kłamstwie. Ale także głupią, bo odrodzenie tradycji ukraińskiego nacjonalizmu spod znaku OUN i wzrost jego znaczenia na ukraińskiej scenie politycznej to scenariusz bardzo i dla nas, i dla całego regionu niekorzystny. Przykładając więc rękę do jego rehabilitacji, działamy wbrew żywotnym interesom naszego państwa.

Nie ma żadnej symetrii, (...) Na Wołyniu mieliśmy do czynienia z planowym ludobójstwem, realizowanym przez organizację wyznającą zbrodniczą ideologię, którą w przybliżeniu określić można mianem ukraińskiej odmiany faszyzmu i nazizmu (udział w mordach ludności miejscowej, acz częsty, miał charakter pomocniczy i inspirowany przez regularne jednostki).

Prawodawca ideolog ukraińskiego nacjonalizmu Dmytro Doncow był zresztą zagorzałym wielbicielem Mussoliniego i Hitlera, których dzieła tłumaczył na ukraiński i z inspiracji których korzystał przy tworzeniu zrębów programu założonej w 1929 r. Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich, OUN, której zbrojnym ramieniem była późniejsza "powstańcza armia" UPA. Jego opus magnum "Nacjonalizm" wraz z kolportowanym przez OUN "Dekalogiem ukraińskiego nacjonalisty" oraz inspirowaną Doncowem książką Mykoły Sciborskiego "Władza narodowa" stanowiły biblię ideologii, która do "oczyszczenia" Ukrainy z cudzoziemców ? ale także z "elementu antynarodowego" wśród etnicznych Ukraińców ? wzywała najzupełniej otwarcie, sankcjonując jako konieczność masową eksterminację (...). W relacjach ocalonych z rzezi powtarza się ten wątek: tymi, którzy starali się ich ochronić, ratować, którzy ukrywali przed rezunami polskie dzieci, byli zwykle Ukraińcy starsi wiekiem. Wielu z nich przypłaciło to życiem.
(...)
W zdawkowych, "pojednawczych" wzmiankach o losie Wołynia powtarza się dziś: "zginęło około 100 tysięcy Polaków, a po stronie ukraińskiej było około 30 tysięcy ofiar", stwarzając w ten sposób u niezorientowanych (a zrobiono wiele, aby ta historia mało komu była znana) wrażenie, że owe 30 tysięcy zabitych Ukraińców to ofiary jakichś polskich "akcji odwetowych. Tymczasem większość z nich to również ofiary ukraińskiego nacjonalizmu.

Tym, co wyróżnia rzezie na Wołyniu spośród wszystkich znanych historii zbrodni etnicznych, jest niewiarygodne bestialstwo zbrodniarzy. Ani stalinowskie NKWD, ani hitlerowskie Einsatzgtruppen nie popisywały się osobistym okrucieństwem. Rezuni OUN-UPA oraz innych nacjonalistycznych formacji wydawali się natomiast znajdować w nim szczególne upodobanie.

Oficjalni kurierzy rządu londyńskiego i dowództwa AK, delegowani w 1942r. do rozmów z dowództwem UPA o wspólnej walce z Niemcami, nie zostali przez rezunów po prostu rozstrzelani, ale rozerwani żywcem końmi. Podobnie pastwiono się nad zwykłymi ofiarami mordów. Nawet człowiekowi o silnych nerwach trudno wytrzymać lekturę wspomnień, w których nieustannie powtarza się wyrywanie języków, wydłubywanie oczu, wbijanie w głowy gwoździ, wypruwanie ciężarnym kobietom płodów, obcinanie kończyn, pracochłonne i makabryczne profanowanie zwłok i zadawanie wszelkich wyrafinowanie sadystycznych mąk. Trudno orzec, na ile były to przejawy zdziczenia morderców, a na ile efekt zimnej kalkulacji ? chodziło wszak o to, żeby na tych, których wymordować się nie da, rzucić taki postrach, by opuścili ziemie Wielkiej Ukrainy jak najszybciej.
(...)
Fakt podstawowy, który nie ulega kwestii, jest taki: przy wszystkich błędach i niegodziwościach sanacyjnej polityki wobec mniejszości narodowych, Polacy nigdy nie planowali eksterminacji ludności ukraińskiej, nigdy nie stworzyli ideologii usprawiedliwiającej masowe zbrodnie, nigdy do nich nie nawoływali i nie wychowywali w takim duchu swojej młodzieży. Od samego początku rzezi wołyńskich na różnych szczeblach AK wydane zostały rozkazy surowo zakazujące zemsty, zabijania cywilnych Ukraińców, kobiet i dzieci. Za ich łamanie stawiano przed sądem polowym. W tym samym czasie z dowództwa UPA do jej oddziałów płynęły rozkazy treści dokładnie przeciwnej, nakazujące wykorzystać sprzyjający moment do zlikwidowania ludności polskiej "z korzeniami".
(...)
ocena zarówno tej ideologii, jak i ludobójstwa, do którego doprowadziła, musi być jednoznaczna. Jakkolwiek byłoby to dla Ukraińców bolesne, nikt nie potrzebuje tego rozliczenia bardziej niż oni sami. Nie jest bez znaczenia, czy za swych bohaterów uznają rezunów, czy tych Ukraińców, których za "schłopienie" i brak narodowego ducha mordowali oni tak samo jak Polaków.

Na ukraińskie problemy z tożsamością nie mamy wpływu, trudno jednak usprawiedliwiać haniebną ustępliwość, z jaką Polska rezygnuje z przypominania prawdy, a część opiniotwórczych elit reaguje histerią na każdą wzmiankę o OUN czy na użycie oczywistego w tej sytuacji słowa "ludobójstwo". Pamięć o rzeziach wołyńskich kultywuje dziś jedynie grupka wymierających z wolna kresowiaków, zapędzonych przez media do getta narodowo-radykalnych "oszołomów". Zamiast upominania się o prawdę, mamy od kilkunastu lat gorszący spektakl uciszania tych, którzy za dobrze pamiętają, w imię opacznie rozumianej geopolityki i "pojednania".
(...)
Każdy postawiony UPA pomnik, każda publikacja fałszująca historię, na którą Polska nie reaguje, wzmacnia ich pozycję i uwiarygodnia ich. Nie od rzeczy też będzie dodać, iż zadaje kłam naszej polityce historycznej  trudno wierzyć Polakom, gdy twierdzą, że w sprawie Katynia czy wypędzeń chodzi im tylko o prawdę, nie o politykę, skoro w stosunkach z Ukrainą jednoznacznie rezygnują z prawdy właśnie w imię polityki.
(...)
Obecność w życiu politycznym Ukrainy pogrobowców Bandery to wymarzony argument dla Rosji i wystarczający powód zatrzaśnięcia przed Ukrainą drzwi do Unii Europejskiej i NATO, czemu podobno chcemy przeciwdziałać. Tchórzliwe chowanie się za frazesami o wzajemnych winach i "tragicznych wydarzeniach" nie prowadzi do niczego. Jedynym ich skutkiem jest to, że gdy w wolnej już Polsce zapalimy dziś ofiarom Wołynia rocznicowe znicze, towarzyszyć temu powinna nie tylko żałoba, ale także palący wstyd za sprzeniewierzenie się pamięci ich męczeństwa.

źródło: Rzeczpospolita; http://www.rp.pl/artykul/125944.html





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.