kayan: "Ideał sięgnął bruku" (3)
data:07 grudnia 2011     Redaktor:

"dzięki codziennej lekturze ?GW? (...) może poczuć się członkiem warstwy, do której należą też Miłosz, Lem czy Szymborska. Jak osiemnastowieczny szlachetka, któremu została już tylko chabeta i zardzewiała szabla, czuje się w ten sposób lepszy od pospólstwa bez herbu" /W.Łysiak/

częśc poprzednia tutaj

rys: J.Wasiukiewicz
Szanowni Państwo: Waldemar Łysiak "Rzeczpospolita Kłamców" (2004, fragment)

"Definicyjną cechą każdej władzy jest panowanie. Dwa główne rodzaje panowania to rządzenie administracyjne (władza polityczna) i tzw. "rząd dusz"(panowanie, w sferze pojęć kulturowych i obyczajowych, nad umysłami ? a jeszcze lepiej nad sercami). Marzeniem każdej władzy jest równoczesne sprawowanie obu tych rządów. Marzeniem każdego społeczeństwa jest, by rządzono nim uczciwie, sprawiedliwie, pięknie, szlachetnie itp. Ale ponieważ"władza zawsze korumpuje" (jak słusznie rzekł w XVIII wieku lord Acton) - wspomniana nadzieja będzie zawsze matką z porzekadła kwestionującego ludzkie walory umysłowe. Do minionych piętnastu lat III Rzeczypospolitej i do dzisiejszej Polski pasuje nie tylko uniwersalna sentencja lorda Actona, lecz i fraza Wielkiego francuskiego malarza Romantyzmu (pierwsza połowa XIXwieku), E. Delacroix: "Panowanie zbrodniarzy i kapusiów nie może być panowaniem piękna, a zwłaszcza panowaniem prawdy". Rządzi kłamstwo, i to w obu "grupach trzymających władzę" - politycznej, jak i kulturowej. Tę drugą grupę stanowi mocarstwowo opiniotwórczy " Salon". Szefem jest tam A. Michnik, trzymający magiczną różdżkę pod nazwą "Gazeta Wyborcza". Różdżka spełnia sen o władzy. Prof. R. Legutko sądzi, że współredaktorzy organu Michnika "pragnęliby widzieć Polskę jako jedną wielką redakcję ?Gazety Wyborczej? ...

Ze wszystkich zdolności Michnika najważniejsza jest umiejętność odróżniania ludzi dobrych od złych. Robi to metodą Cartera. Były prezydent USA  J. Carter, jako sześcioletni chłopiec sprzedawał orzeszki ziemne. Później powiedział, udzielając wywiadu: "Wtedy właśnie nauczyłem się odróżniaćludzi dobrych od złych. Dobrzy byli ci, którzy kupowali mój towar". Ci, którzy kupują idee, manie, sądy, przesądy i gazety Michnika, są ludźmi dobrymi. To jego klientela, o którą musi się martwić coraz bardziej - tym mocniej, im mocniej ogólna pauperyzacja Mieszkańców III RP pustoszy im sakiewki.
(...)
Ale Michnik wie także (nie jest ślepy i głuchy), iż w III RP jego klientela mocno materialnie podupadła. Skończyły się szczodre państwowe datki (dotacje, gratyfikacje, pensje za tzw. "gotowość twórczą", stypendia, honoraria etc.) dla mrowia beztalenci obdarzanych mianem "twórców", i klasa inteligencka zaryła nosem w ziemię. Trzeba się teraz straszliwie napocić, by sprzedać swój "twórczy" produkt, który nieźle się sprzeda tylko wtedy, kiedy spodoba się nabywcom (czyli ćwierći-nteligentom, pół-inteligentom i nietwórczym inteligentom, których również gnębi bieda).
(..)
Michnik bowiem znakomicie potrafił rozniecić i wyzyskać tę bynajmniej niebagatelną siłę społeczną, jaką jest snobizm. Przeciętny inteligent, nawet bezrobotny, dzięki codziennej lekturze ?GW? i poruszaniu się w zamkniętym kręgu znajomych, może poczuć się członkiem warstwy, do którejnależą też Miłosz, Lem czy Szymborska. Jak osiemnastowieczny sztachetka,któremu została już tylko chabeta i zardzewiała szabla, czuje się w ten sposób lepszy od pospólstwa bez herbu. Jako Obrońca Kultury przed klerykalnym motłochem, może uznać się za członka ?europejskiej elity?".
od red. Szanowni czytelnicy - przypominamy: Waldemar Łysiak napisał to w 2004 roku
Jedenaście lat temu (1993) R. A. Ziemkiewicz wygłosił trafny sąd o czytelnikach "GW":
"Tak zwany inteligent to w siedmiu przypadkach na dziesięć istota absolutnie bezmyślna, niezdolna do jakichkolwiek samodzielnych procesów myślowych. Co usłyszy ? to powtarza, i dumny jest ze swojej przynależności do elit (...) Mamy w Polsce, tak lekko licząc, z milion kretynów, dla których co napisane w ulubionej gazecie i powtórzone przy rytualnej herbatce w pracy ? to święte. Nawet się ich nie rozstrzela, bo gdzie by potem tylu pochować?"
(...)
Nudne i głupie może sobie być - ważne jest, aby było duże liczbowo i aby wierzyło w "centralę". Dlatego Michnik robił i robi wszystko, by trafiać do mas studentów iabsolwentów (gdzie tylko część jest pochodzenia inteligenckiego), oraz do emancypujących się mozolnie na inteligenckość warstw półinteligenckich, wywodzących się głównie z raczkującej "klasy średniej" (biznesmeni, urzędnicy itp.)
Bohater mojej powieści "Kielich" próbował tak ich definiować:
"Między tępą hołotą a kulturową elitą zawsze istniał człon pośredni,pewna liczba ludzi świadomie bądź podświadomie aspirujących dokulturowego oszlifowania. Dzisiaj daje się im miano ćwierćinteligentów lubpółinteligentów, lecz ta pejoratywna terminologia nieprecyzyjnie identyfikujestan, o którym mówię. Chodzi o kulturowych aspirantów, o swoisty półproduktewolucji kulturowej, o czeladników kulturowego szlachectwa".

Sumując: Michnika nie interesują (i słusznie) półgłówki wertujące wyłącznie "tabloidy" - to nie jego klientela. Obchodzi go inteligent, półinteligent i ewentualnie ćwierćinteligent, których inteligencja jest podszyta bezmyślnością i lewicowością, czyli bezoporną podatnością na salonową indoktrynację.

Ergo: dla stworzenia własnego stada nie jest mu potrzebny ani zupełny (genetyczny czy środowiskowy) prymityw, ani człowiek samodzielnie myślący
(...)
Wajda zrobił kiedyś marny film pt. "Piłat i inni", ale ten film miał genialną metaforyczną scenę wprowadzającą. Ona mi się zawsze przypomina, gdy myślę o A. Michniku i o hordzie jego klientów. Dla tych, którzy filmu nie mieli okazji widzieć, cytuję streszczenie wzmiankowanej sceny (od redakcji - niedawno pisalismy o niej tutaj)
dokonane przez L. Antonowicza: "Rzecz dzieje się w rzeźni. Stado baranów tłoczy się,popycha, jest bałagan, dezorientacja. W pewnej chwili pojawia się, wepchnięty przez rzeźników, dorodny tryk z pięknie zakręconymi rogami. Urodzony przywódca. Staje na czele stada i prowadzi je. Barany biegną za nim, robi się wreszcie jakiś porządek. Barany o nic nie pytają. Po prostu ufają swojemu przywódcy. Wszak ma takie piękne rogi. W ostatniej zagrodzie jest mała, niepozorna furtka w ogrodzeniu, przez którą wódz zostaje wyprowadzony. Pozostałym baranom podrzynają gardła. Wódz udziela wywiadu. Mówi do mikrofonu, że przecież lepiej, aby stado szło porządnie, niż by się mieli tratować. Poza tym, gdyby nie zrobił tego on, zrobiłby to ktoś inny, gorszy".

Metafora nie byłaby metaforą, gdyby niosła treści dosłowne. Nie chodzi mi więc o podrzynanie gardeł ludziom. W przypadku, jaki diagnozuję, chodzi o podrzynanie im mózgów. O mentalne ubezwłasnowolnianie ludzi pajęczyną kłamstw, która tworzy system myślenia (postrzegania, wartościowania, funkcjonowania)  do taktu. Każdy wielki totalizm zaczynał się właśnie od tego -od zglajszachtowania przez kuglarstwo informacyjno-interpretacyjne i opiniotwórcze ludzkich poglądów, od dezindywidualizacji umysłów, od umiejętnego zdegradowania wszystkiego co święte i zaszczepienia powszechnej wiary w dobroć oraz prawdomówność Zła. (...)


CDN tutaj





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.