Jerzy Binkowski:  O wychowywaniu- "Dziecko - stworzenie inteligentne "
data:24 stycznia 2014     Redaktor: GKut

 
Dlaczego dzieci zawsze wchodzą tam, gdzie nie powinny, dlaczego z taką przyjemnością robią rzeczy zabronione - popychają się, drażnią, biją się, nie słuchają, prowokują nas, kłócą się, bałaganią, pyskują, używają wulgarnych zwrotów? Czyżby podstawowym ich pragnieniem było: nie dać spokoju mamie i tacie?
Niektórzy twierdzą, że nieposłuszeństwo dziecka ma tylko jedną przyczynę: niespełnione potrzeby. I nie idzie tu o potrzeby materialne („jedzeniowo – ubraniowo - zabawkowe”).

 

 


Wielu osobom przydałoby się szkolenie, dzięki któremu poprawiliby umiejętności okazywania uczuć (odprężenie, uśmiech, miła tonacja głosu, przyjazny dotyk) i mówienia o uczuciach (wykorzystanie porównań, metafor, analogii). Główną przyczyną pewnego dystansu wobec propozycji takich szkoleń jest przekonanie, że podejmowanie ćwiczeń w zakresie komunikacji uczuć zaprzeczałoby naturalności i spontaniczności. I wtedy nie chce się pamiętać, że u podstaw wszelkiej kompetencji leżą: ćwiczenie, praca, wytrwałość. Stosowania odpowiedniej tonacji i słów można się nauczyć, ale już tego nie chcą słyszeć rodzice zabiegani za ,,dobrami”.


Dawno temu odkryto, że rodzice dzielą się na dwie grupy, ze względu na podejście i sposób odnoszenia się do dziecka. Jest styl zwracania się do dziecka bardzo energicznie i zdecydowanie. Zwroty brzmią krótko: „Rafał, chodź tu”, „Zjedz to”, „Zamknij te cholerne drzwi”! Jest także styl inny: ,,Marcinku, mój synku kochany, bądź tak dobry i zamknij drzwi, bo przeciąg dmucha na maleńką Gabrysię. O, jesteś chłopczykiem, który mamusi pomaga. Dziękuję!”.
Nie potrzebujemy być psychologami, aby zauważyć, że do głowy małego Marcinka dotrze więcej słów niż do głowy Rafała oraz więcej różnych sposobów łączenia wyrazów. Cieszy fakt, że współcześnie coraz więcej rodziców zwraca baczniejszą uwagę na mówienie, tłumaczenie i częściej rozmawiają z dziećmi dla samej przyjemności ciepłego kontaktu.


Steve Biddulph w bardzo ciekawym poradniku dla rodziców zatytułowanym „Sekrety szczęśliwego dzieciństwa” radzi, w jaki sposób od najwcześniejszych chwil rodzicielstwa kształtować sprawności ,,komunikacyjne” swego dziecka. Pisze, aby już w czasie ciąży zwracać się do dziecka na wiele różnych sposobów. Można m.in. nucić czy śpiewać (nawet z towarzyszeniem głośnej muzyki). Niech tato przytula się do mamy dziecka i mówi do niego. W ten sposób dziecko pozna męski głos swego taty i będzie czuło się bezpiecznie i kiedy się urodzi, łatwiej będzie tacie utulić i uspokoić je w razie potrzeby. Razem z mamą słuchane tematy muzyczne jeszcze w czasie ciąży, uspokajają noworodka, z którym należy kontynuować rozmowy, śpiew i słuchanie muzyki. Poruszanie i kołysanie dziecka da mu zadowolenie i przyczyni się do wyrobienia poczucia rytmu, który jest koniecznym elementem mowy. (Na filmach dostrzegamy, że wszyscy ludzie mówiąc, wykonują subtelny, kołyszący taniec i że jest prawie niemożliwe pozostawanie nieruchomym podczas mówienia). Przebywając z dziećmi małymi podczas
dnia trzeba opowiadać im o tym, co aktualnie robimy, używając prostych słów. Autor podkreśla, że wskazane jest powtarzanie wypowiadanych przez dziecko słów, aby nadać szczególne znaczenie i blask wypowiadanym przez dziecko słowom.


Warto sięgnąć po tę książkę, w której znajdziecie Państwo kapitalne i zaskakujące proste spostrzeżenie, między innymi:


1 . Inteligentne stworzenie - dzieci - lubią mieć coś ciekawego do wykonania (pobudza to ich umysł do rozwoju).
2. Inteligentne stworzenia - dzieci - będą robiły wszystko, aby się nie nudzić (włączając w to zajęcia, które określamy jako głupie i destrukcyjne).
3. Inteligentne stworzenia - dzieci - wolą, jak dzieją się złe rzeczy, niż jak nic się nie dzieje. Innymi słowy, jakiekolwiek pobudzenie jest lepsze (nawet gdy jest bolesne) niż brak pobudzenia.


Jak myślicie Państwo, co wybierze dziecko, jeśli stanie przed takim wyborem: być ignorowanym, nie dostrzeganym, czy taką relację z osobą dorosłą, w której będzie skrzyczane?


Przypomina mi się historyjka o malcu, który nie chciał się nudzić:


Ksiądz szedł ulicą i zobaczył małego chłopca, który podskakiwał, próbując zadzwonić do drzwi. Biedny chłopczyk był zbyt mały, a dzwonek za wysoko. Ksiądz podszedł więc i zadzwonił za malca. Potem, odwracając się do chłopca zapytał: „A teraz co robimy?” Malec powiedział: „Uciekajmy w diabły”.

                                                                                                  Jerzy Binkowski

Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.