Łukasz Pijewski, Antykatolickie obsesje M. Środy
data:14 grudnia 2013     Redaktor: husarz

Z CYKLU: TUSKOLANDIA? – WCIŚNIJ DELETE.
 
 

Z Tuskolandii zapewne pochodzi żyjąca wśród nas osoba, nazywająca się Magdalena Środa. Osobie tej przyznał ktoś kiedyś kompetencje naukowe i niekiedy posługuje się skrótem „prof. dr hab.”. Ostrzegam.

 

W tygodniku Wprost (nr 48/2013) opublikowano felieton. Był podpisany — Magdalena Środa. Felieton głupawy. Mówiąc dosadnie prostacki i źle napisany, zatytułowany „Kołtun polski”. Czytałem. Niby Madame le Professeur, a trudno znaleźć w tych wywodach jakąś myśl przewodnią. Od bidy felieton można by nazwać dywagacją. Słownik języka polskiego definiuje tak długie, rozwlekłe rozważania. PT autor tego nudziarstwa, strasznie zdaje się być cięty na religię, a szczególnie na katolicyzm. Niestety, wie o nich niewiele. Jak to się mówi: słyszał, że gdzieś dzwonią, ale nie wie za bardzo, w którym kościele. Co zatem robi? Manipuluje.

 

Już pierwsze nieporadne zdanie felietonu, zawiera liczne przekłamania: „Kołtun polski, czyli plica polonica, jest obecny w dziejach naszego społeczeństwa zapewne od samych początków”.

Zdanie otwierające felieton nie jest twierdzeniem. To tylko sugestia, która udaje twierdzenie. Zastosowanie partykuły twierdzącej „zapewne”, wzmacnia twierdzący charakter sugestii, a nawet nadaje mu negatywne zabarwienie uczuciowe.

 

W Encyklopedii Staropolskiej Zygmunta Glogera czytamy: „Kołtun (od kołtania się czyli kołysania wiszących splotów) plica, trichoma, pospolicie lecz całkiem niesłusznie plica polonica zwany, gdyż Rosenbaum, opierając się na klasycznych pracach Grimma („Deutsche Mythologie“) i swoich własnych, dowiódł, iż zjawisko kołtunem zwane od wieków było znane u Germanów, nad Renem, w Bawaryi i t. d., i z zachodu na wschód, a nie odwrotnie się rozprzestrzeniało. W Polsce zaś kołtun zaczęto spostrzegać w ostatniej ćwierci XVI wieku; nazwa Weiselzopf jest daleko późniejszym niemieckim wymysłem i utworzoną została przez przekształcenie Wichtelzopf (Zopf des Wichtels).” (Encyklopedia Staropolska, tom III, Warszawa 1900). Popularna Wikipedia dodaje: „Nazwa kołtun pochodzi od rosyjskiego kiełtania. W XVIII i XIX wieku uważano kołtun za chorobę, która miała przybyć na ziemie polskie z Rosji czy ogólnie ze wschodu. […].” Zastanówmy się na jakiej więc podstawie autor sugeruje, że akurat w naszym społeczeństwie przypadki kołtuna występowały „od początków”? Oczywiście musimy także zastanowić się nad użytym zwrotem „nasze społeczeństwo” i odpowiedzieć jakie społeczeństwo autor uważa za „nasze”. Wszystkie te kwestie sprawiają, że należy przyjrzeć się dywagacjom autora felietonu bliżej, bo ta publicystyka rodzi rozmaite implikacje?

 

Zastosowane przez autora mało wyszukane uproszczenia, niedopowiedzenia, fałszywe sugestie i inne semantyczne manipulacje służą retorycznej grze i  przypisaniu w oczach opinii publicznej negatywnych cech i określeń, dawniej zastosowanych do medycznego zjawiska, jakim był tzw. kołtun – czyli patologiczne zwyrodnienie skóry i owłosienia głowy, powstające na skutek przewlekłego rodzaju egzemy i deficytu zabiegów higieniczno-sanitarnych – a w omawianym tekście do pewnego typu uczuciowości, cechującej umysłowość będącą ideowym przeciwieństwem mentalności autora.

 

Jaki typ emocjonalności autor felietonu chce zdezawuować i obrazić, określając go „kołtunem polskim”? Otóż wzbudzany:

 

— słuchaniem Bogurodzicy

— oglądaniem obrazów Matejki (a szczególnie – choć nie wiadomo dlaczego – Hołdu pruskiego i Bitwy pod Grunwaldem),

— ikonografią prowincjonalnych kościołów

— cokolwiek miałoby to znaczyć „bardzo piękną estetyką częstochowsko-licheńską”,

— oglądaniem prac plastycznych Maurizio Cattelany, Nieznalskiej, Kozyry, Wójcik czy Markiewicza itp.

 

A propos tego ostatniego nazwiska: chodzi oczywiście o niewydarzony i głupawy, a estetycznie i etycznie plugawy filmik Markiewicza pt. „Adoracja”. Nota bene zupełnie nie wiadomo, w jakim celu pokazany w  Centrum Sztuki Współczesnej . Diabli też chyba jedynie wiedzą, dlaczego tak, a nie inaczej zatytułowany. Autora felietonu oburza reakcja części zwiedzających, którzy oglądając ten zaiste raczej żałosny niż artystyczny pokaz, odczuli potrzebę wyciągnięcia różańców i rozpoczęcia modlitwy wynagradzającej. Sam, gdy o tym usłyszałem, chciałem w pierwszym odruchu pomodlić się, przepraszając Miłosiernego Boga za brak chyba talentu u artysty, który z jakichś mrocznych powodów wykorzystał, w podły zresztą sposób, chrześcijański symbol religijny – krzyż Chrystusa. Dodałem też suplikę do Dobrego Boga, aby zbłąkany baranek się nawrócił.

 

Celem tych zabiegów jest zatem pogardliwe poniżenie i ośmieszenie, a w konsekwencji zdyskredytowanie, nienawistnych autorowi uczuć religijnych i osób, które je właśnie przejawiają. Szczególne rozdrażnienie autora wzbudzają zapewne wszyscy ludzie Kościoła katolickiego: księża, siostry zakonne, mnisi i osoby wierzące i praktykujące swoją wiarę.

Autora felietonu drażnią oni, gdyż odczuwają i sądzą, że pewien typ prowokacji artystycznych zwyczajnie religijne uczucia obraża – m.in. darcie Pisma św., bluźnierstwa, rozmaite wykorzystywanie religijnych symboli niezgodnie z ich znaczeniem itp.

 

Autor w swoich opiniach uchyla furtę, prowadzącą na ciemne szlaki, którymi wędrują w dziejach figury kierowane demoniczną nienawiścią do Kościoła katolickiego, przyczyniając się do zapełniania kart martyrologiów: rzymscy cezarzy, Hunowie i inni barbarzyńcy, dawni Turek, Tatar, Moskal, Szwed, bolszewicka i hitlerowska barbaria i „nienawistnicy z Krakowskiego Przedmieścia” itp. To zły gest i fałszywy wybór. To prowokowanie jakiegoś nieszczęścia.

 

Dodam na zakończenie, że w moim przekonaniu egzegeza estetyczna autora felietonu jest kompletnie niezrozumiała: „Sztuka współczesna rzeczywiście wymaga pewnej wiedzy i wrażliwości innej niż stereotypowa. Sztuka ta prowokuje, dokonuje transgresji, zadaje pytania, nakłania do refleksji, prowadzi trudną drogą do zrozumienia nas samych i naszej sytuacji w świecie, o którym mędrcy mówią, że jest światem płynnej nowoczesności, gwałtownych zmian, zagubienia, desakralizacji i globalizacji. Ale sztuka szyje też podszewkę refleksyjności, krytycyzmu, ożywczego dystansu, które religii mogą się bardzo przydać, by ją wyrwać z oków rytuału i prostactwa. Na przykład Tęcza (spalona przez kołtuna) na pl. Zbawiciela była w zamyśle artystki wyraźnym symbolem pojednania i zjednoczenia, symbolem religijnym, kulturowym i politycznym zarazem; pięknym, ciepłym i intrygującym.” Te słowa nic kompletnie nie znaczą. Jest to mowa-trawa, pitolenie, pieprzenie w bambus, lanie wody, bleblanie i robienie wody z mózgu. Wrócę jeszcze do tej sprawy.

 

Kwestie obrazy uczuć religijnych na gruncie współczesnych przepisów prawa w Polsce czyli artykułów 196 i 257 KK budzą niestety kontrowersje.

 

Dz.U.1997.88.553 – Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks Karny, artykuł 196: Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Tamże – Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks Karny, artykuł 257: Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3

 

Alicja Suwara-Leuenberger a także inni prawnicy kwestionują prawidłowość sformułowań prawnych art. 196: […]: „należy stwierdzić, że analizowany przepis odwołuje się do pojęć wieloznacznych o nieustalonym zakresie, co może prowadzić, a w praktyce – jak się zdaje – prowadzi, do naruszenia zasady neutralności państwa w sprawach religii i przekonań. Ponadto przepis wymaga standardów weryfikacji dopuszczalności działań niemożliwych do spełnienia przez obywatela poprzez wymaganie wiedzy o zakresie niedostępnym dla pojedynczej osoby. W konsekwencji analizowany przepis wydaje się być przykładem niechlujstwa legislacyjnego i braku koherentności systemu prawa”.

Co nie oznacza, że sprawa obrażania uczuć religijnych w Polsce jest pozbawiona w kontekście przepisów znaczenia. Autor felietonu w tygodniku Wprost myli się  absolutnie nazywając ów przepis „arcydziwaczną zasadą”. Jest to sprawa wymagająca bardzo poważnej dyskusji.

 

Na zakończenie nota bene dodam, że temat felietonu podpisanego Magdalena Środa we Wprost, jest zaczerpnięty zapewne z innego tekstu zatytułowanego „Do kołtuna III RP”, opublikowanego swego czasu na łamach tygodnika "Uważam Rze", którego autorem jest Bronisław Wildstein.

Adresatem tekstu jest kołtuneria czyli tzw. elity III RP.

Słowa znanego publicysty cytuję za „Polityce.pl” z dnia 2011-07-20:

 

„Kołtun chce dobrze żyć, a oznacza to dla niego satysfakcję z konsumpcji, w którą przekształca się każde jego działanie. Żąda, aby nie hierarchizować żadnych ludzkich postaw.

Kołtun nie znosi ocen, sądów i wartościowania. Chociaż, jak to człowiek – bo kołtun mimo wszystko pozostaje człowiekiem – ocenia, osądza i wartościuje cały czas. Ze sprzeczności swojej postawy nie zdaje sobie sprawy, gdyż z zasady, jak pisał kiedyś Tuwim, widzi wszystko oddzielnie.

Kołtun jednak okazuje wrogość tym, którzy próbują analizować, a więc i krytykować jego postawę i prezentowane przez niego opinie.

 

Dlatego kołtun czuje nienawiść do religii, patriotyzmu i wszelkich postaw wymagających wyrzeczeń, wysiłku czy – straszne słowo – poświęcenia. Walka z nimi staje się jego jedyną misją dziejową. Po jej sukcesie nic już nie będzie przecież, wyobraża sobie kołtun, przeszkadzać w beztroskiej konsumpcji.

– Kołtun jest bytem stadnym – opisuje Bronisław Wildstein. Powtarza co słyszy dookoła, reaguje tak jak reaguje jego otoczenie.

 

Deklarując absolutną otwartość, kołtun świat dzieli na swoich i obcych. W plemieniu istnieje rygorystyczny kod zachowań, estetycznych znaków, a nawet kostiumów.

Najbardziej kołtun boi się ośmieszenia. Być może dlatego, że intuicyjnie wyczuwa swoją śmieszność. Grupa daje mu poczucie akceptacji, a powtarzanie gestów, wypowiedzi i zachowań uwalnia od niepewności.

 

Aby nie czuć obawy ośmieszenia musi ją wyprojektować na zewnątrz. Naznaczyć śmiesznością innych. Zbiorowe pokazywanie palcem odmiennych, a więc "śmiesznych" uwalnia kołtuna od lęku i daje mu poczucie wyższości. Dzieje się to, oczywiście, poza jakimikolwiek racjonalnymi uzasadnieniami.

Kołtun jest wg publicysty "Uważam Rze" stworzony do manipulacji.

Można wmówić mu wszystko i zachęcić go do każdej akcji także wbrew jego interesom. W III RP nazywa się "młody, wykształcony z wielkich miast". Oczywiście, jest to opis jego aspiracji, a nie stanu rzeczy.

To tylko niewielkie, wynotowane, fragmenty tego szerokiego i pozwalającego zrozumieć wiele z naszego życia publicznego opisu. Polecamy zwłaszcza ludziom młodym.

 

A na koniec – wspomniany apel Wildsteina:

 

Przekroczenie kołtuńskiego horyzontu wyrywa z dusznego świata III RP i otwiera ogromne perspektywy. Owszem, wiąże się z ryzykiem, ale wszystko co wartościowe musi coś kosztować. Kołtunie zrozum, że dopiero gdy zrezygnujesz ze swojego kołtuńskiego statusu otworzą się przed Tobą możliwości, których nigdy byś nie podejrzewał. Pomyśl, że nie musisz być kołtunem! Wyobraź sobie, że może się przed Tobą pojawić zupełnie nowy świat.

Właśnie.”

 

Chciałbym też zadedykować autorowi felietonu we Wprost, znakomitą piosenkę Mariana Hemara pt. Sufrażystka.

 

http://hacintho.wrzuta.pl/audio/6DYuglQjPGl/sufrazystka

 

Łukasz Pijewski

Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.