Ułuda bogactwa, czyli czemu Kaczyński pojechał na Majdan?
data:04 grudnia 2013     Redaktor: Shork

Dwa tygodnie temu, usłużny pismak (jakoś dziennikarz, nie chce mi przejść przez palce) i podobno ekonomista, (co mogę tylko wyśmiać), przedstawił porównanie niektórych, wybranych wskaźników ekonomicznych pobranych z GUS. Przedstawił je w tabelce typu dawniej – dziś.

 
 
 
Celem tej publikacji było pokazanie, że po latach rządów PO jest lepiej, a na pewno nie gorzej.
Polemik z autorem było wiele, bo nieopatrznie pochwalił się swoim dziełem publicznie i usiłował go autorytarnie bronić, mając w zapasie jedynie szczątkową wiedzę. Nawet raz zmienił wartości, które źle przeliczył. Dużo czasu zajęłoby tłumaczenie korzeni tej manipulacji. Odbiorca musiałby nabyć nieco wiedzy specjalistycznej, której autor nie raczył sobie przyswoić.
 
Ale ja nie o tym. Marketing polityczny wyrasta wprost z marketingu ekonomicznego.
A marketing, to nic innego tylko zespół metod służących do tego, aby konsument zachował się nieracjonalnie i kupił to, co mu jest niepotrzebne.
 
Kiedy zastanowimy się, co jest nam konieczne do życia w naszym klimacie, otrzymamy wyniki pokrywające się z zestawem potrzeb podstawowych.
 
Wystarczy nam zdrowe jedzenie, ochrona medyczna, dach nad głową w ciepłym mieszkaniu, poczucie bezpieczeństwa, komunikacja i wizja szans na rozwój. W następnej kolejności pojawiają się potrzeby szeroko pojętej kultury.
 
Tak naprawdę, jesteśmy w stanie przeżyć i rozwijać się nawet, mając tylko tyle.
 
Wskaźnikiem naszego ubóstwa jest ilość pieniędzy, jaka pozostaje nam po zaspokojeniu tych właśnie potrzeb, z uwzględnieniem kosztów ich pozyskania.
 
W krajach rozwiniętych, w rodzinie gdzie pracuje przynajmniej jedna osoba, podział kształtuje się w oparciu o tygodniowy system rozliczeń, w miesiącu. Wypłata za pierwszy tydzień idzie na jedzenie, za drugi na utrzymanie (w tym dom, samochód, ubrania itp), za trzeci na rozrywki i kulturę, za czwarty na oszczędności i fundusze zapewniające bezpieczeństwo. Jeżeli na koniec miesiąca zostają jeszcze pieniądze, rodzina automatycznie wskakuje na pozycje klasy średniej, która może sobie pozwolić na więcej.
 
W naszym społeczeństwie struktura jest zachwiana i to poważnie. Pracująca osoba jest, co prawda w stanie, kupić sobie raz na miesiąc telewizor, ale nie kupuje, bo te pieniądze idą na bieżące opłaty, jedzenie, utrzymanie. A bezpieczeństwo? Bezpieczeństwo zapewnia nam Państwo odbierając opłat i danin, licząc podatek VAT i akcyzę w wysokości 75-80% wartości tego, co wydaje na pracownika pracodawca. A ćwiartka wystarcza z ledwością na utrzymanie.
 
Ale od czego kredyt? Trochę ponad setka miesięcznie i już mamy telewizor, meble, samochód, komputer.
Tylko po co nam to wszystko skoro nie mamy co jeść? Nie mamy bezpieczeństwa? (ZUS bankrutuje).
 
Otrząśnijmy się i zróbmy listę tego co nam jest niezbędne i co powinno być tak tanie, żeby stanowiło 25% pensji na rękę. I co nie powinno być obciążone daniną VAT, ani akcyzą.
Żywność. W wyniku dotacji, globalizacji i popuszczenia jakości i norm spolaryzowała się znacznie.
To co jedliśmy kiedyś, jest drogie. W zamian proponuje się tani towar zastępczy. Wyrób seropodobny, pompowane galaretą i skrobią wędliny, wysokoprzetworzone smarowidła, spuchnięty od chemii chleb, modyfikowane genetycznie warzywa i owoce bez smaku.
Ubrania. Dzięki wysokim kosztom pracy i polityce celnej, pozbyliśmy się zakładów włókienniczych i odzieżowych, przerabiając budynki na lofty. Ubieramy się w odzież pochodzącą z dalekiego i bliskiego wschodu. Jakości takiej sobie, za to tanią tak, że czasem nie opłaca się pranie. Jednocześnie dobre produkty odzieżowe, o jakości uchodzącej kiedyś za normę, podrożały aby znaleźć się daleko poza zasięgiem przeciętnego Polaka.
Mieszkania. Metr kwadratowy w miastach jest już pod samym sufitem. Bańka hipoteczna podniosła ceny materiałów, robocizny oraz marże deweloperów do poziomu przełamania.
Bezpieczeństwo? Zachorujcie, albo przejdźcie na emeryturę. Uzyskajcie rentę.
Okularnik, raz na jakiś czas dostanie kilka(!) złotych dopłaty do szkieł, bez których nie może egzystować. Wiąże się to z wizytą w ośrodku NFZ, do której koszt dojazdu przekracza dopłatę.
 
I zostaje energia. Ogrzewanie, paliwo i prąd.
Czyli ropa, gaz i węgiel. O odnawialnych źródłach energii mogę tylko wspomnieć, bo z powodu braku porządnej legislacji i wysokich cen technologii nadal stanowią kilka procent całości.
 
Potrzebujemy do życia energii z paliw. Mamy własne złoża gazu, ale wydobycie się ślimaczy. Potrzebujemy zdywersyfikować dostawy. I tego chce PiS.
 
Po rozbiciu (się) samolotu w Smoleńsku, główną linią obrony wersji oficjalnej był brak motywu.
Przecież prezydent był tylko figurantem, nie prowadził żadnej polityki, bo pilnował żyrandola.
Chyba jednak prowadził jakąś politykę, bo nigdy by nie pozwolił, na umorzenie półmiliardowego długu obcej firmy, czy bez dyskusji zgodził się na złodziejską i długoterminową umowę z GAZPROMEM.
Lech Kaczyński prowadził politykę zagraniczną, która miała nie dopuścić do zmonopolizowania polskiego rynku paliw od gazu i ropy z Rosji. W tym celu pojechał do Gruzji w czasie wojny.
I tym celu jego brat, Jarosław, narażając się na śmierć rzeczywistą i odrzucenie polityczne przez środowiska narodowe, pojechał na Ukrainę.
Każdy polityk broniący suwerenności zdaje sobie sprawę, że w pierwszej kolejności musi zaspokoić podstawowe potrzeby obywateli i na to powinny iść dochody państwa. W tym podatki.
Każdy zdrajca, w pierwszej kolejności pozbawi obywateli możliwości zaspokajania ich podstawowych potrzeb, aby uganiając się za ich zaspokojeniem nie mieli ani czasu ani ochoty na zweryfikowanie poczynań władzy.
Marzeniem Lecha Kaczyńskiego był transport gazu i ropy z Azerbejdżanu przez Gruzję,a później Rumunię do Węgier, Czech, Słowacji i Polski.
Rosja używając różnych środków, zniweczyła te plany, a Pawlak posłusznie związał nas długoterminową umową.
Teraz otwórzcie z łaski swojej mapę google. I wyznaczcie trasę z Azerbejdżanu do choćby Krakowa. Zobaczycie, że najkrótsza droga, omijająca Federację Rosyjską wiedzie przez Gruzję i Ukrainę. Tę Ukrainę, którą już nie raz szantażował, zakręceniem kurka z gazem Putin. Tę, która jest teraz zbuntowana i na progu kolejnej zimy. Tę właśnie Ukrainę wbrew złej i zgodnie z dobrą, wspólną historią, chce do Unii Europejskiej wciągnąć Kaczyński. I ma dużą szansę. Bo unijni biurokraci kulawo, powoli, ale zgodnie z normami gospodarczymi uchwalają prawo prounijne. Bo już niedługo, odbędą się wybory i trzeba Europejczykom rzucić jakąś kiełbasę.
 
Dlatego, nie zapominając o krzywdach, zróbmy po prostu rachunek.
No chyba, że od polityka nie wymagamy strategii, a kondycji w bieganiu za piłką i tańczeniu ludowych, górniczych piosenek.
 





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.