"Wodnik? Nie, rzecznik" ? przemyślenia po programie Jana Pospieszalskiego "Bliżej"
data:18 listopada 2011     Redaktor: AlicjaS

W czwartkowym programie Jana Pospieszalskiego wystąpił taki jeden wodnik, przepraszam, rzecznik. Obie nazwy są dobre ? z powodu ilości lanej na antenie wody.

net

 

 

Pamiętają państwo dowcip z lat osiemdziesiątych?

"Facet łowi ryby i nagle wyławia jakiegoś dziwnego stwora z wielkimi uszami. Przerażony pyta:

- Wodnik?

- Nie, rzecznik ? pada odpowiedź".

 

W czwartkowym programie Jana Pospieszalskiego wystąpił taki jeden wodnik, przepraszam, rzecznik. Obie nazwy są dobre ? z powodu ilości lanej na antenie wody. Konkretnie ? był to rzecznik policji. Człowiek ten zastosował znany chwyt retoryczny o nazwie "a u was biją Murzynów". To znaczy, na pytanie prowadzącego program, dlaczego członkowie Antify mogli mieć przy sobie kastety, pałki i inne narzędzia, odpowiadał: "A dlaczego ci z drugiej strony barykady mieli kamienie i pałki?". I tyle się dowiedzieliśmy.

Pan rzecznik zdominował cały program, zagadując go niemiłosiernie. Moim zdaniem, instytucje państwowe, utrzymywane z pieniędzy podatników, powołują rzeczników po to, aby od czasu do czasu wytłumaczyli społeczeństwu, co członkowie tych instytucji robią. Pan rzecznik nie tylko niczego nie wytłumaczył, ale też w niekulturalny sposób nie dał dojść do głosu innym uczestnikom programu. Zdaje się, że była to jego przygotowana strategia: mówić, mówić, mówić ? tak, żeby wszyscy pomyśleli, że ma dużo do powiedzenia. Przez cały program chciało mi się krzyczeć: "Dajcie temu panu relanium!". Rzecznik zachowywał się nie tak, jakby reprezentował instytucję państwową, ale jakby bronił własnej ciotki, posądzonej co najmniej o napad z bronią w ręku. Panie rzeczniku, na przyszłość: mniej nerwów, więcej rzeczowości. I relanium.

W programie poruszono sprawę człowieka, który został skopany w głowę przez policjanta (zostało to zarejestrowane na amatorskim filmie, zamieszczonym w Internecie pod tytułem "Widziałem naziola"). Pan rzecznik posunął się do insynuacji, jakoby człowiek ten atakował wcześniej funkcjonariusza, bo ktoś coś widział. I że w ogóle jest podejrzany, bo nie zgłosił się na policję (w domyśle: nie chce się ujawniać, gdyż ma coś na sumieniu). Musiał w duchu się zdziwić, gdyż za chwilę mógł poszkodowanego usłyszeć w programie, na żywo, dzięki rozmowie telefonicznej. Mężczyzna wyjaśnił, że nie mógł oficjalnie zgłosić pobicia na komisariacie, gdyż? był przetrzymywany przez policję.

Tak minął program. Na szczęście widzowie mogli jeszcze zobaczyć PO RAZ PIERWSZY relacje z Marszu Niepodległości, nakręcone oczywiście przez amatorów, bo przecież nie przez publiczną telewizję. Mogli też zobaczyć rozmowę z "faszystami" biorącymi udział w tym marszu ? czyli zwykłą rodziną.

Wszystko to w pośpiechu i skrócie, gdyż "pan i władca" TVP Info oddał Janowi Pospieszalskiemu z ramówki tylko 40 minut. Ludzkie panisko ? mógł dać 20! I to po północy!

Widać, że dyrekcja telewizji dobrze wiedziała, co robi. Przywróciła program, którego domagali się widzowie, stwarzając pozory pluralizmu. Przywróciła, a jednocześnie nie przywróciła. Nie zgodzono się wszak na tytuł "Warto rozmawiać" o ustalonej renomie. Nie pozwolono umieścić programu ani w jedynce, ani w dwójce, pomimo dużej widowni. Przy respektowaniu zasad rynkowych, w normalnych warunkach, dyrekcja telewizji powinna ponieść karę za działanie na szkodę własnej firmy.

Ile razy mówiono o tym w niezależnych mediach? Co najmniej sto, ale może? "warto powtarzać"?

AlicjaS

 






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.