kayan: Medalik
data:16 listopada 2011     Redaktor:


Coś z historii namiotu Solidarnych 2010.

Oto zapis pewnej zasłyszanej podczas dyżuru opowieści

net
O medalik pytasz?

Było tak:

Zazwyczaj podczas moich namiotowych dyżurów rozdawałem "propagandę" ... gazetki, ulotki,  co akurat było pod ręką (a było z tym różnie)

Lubię to zajęcie, pozostało mi to z dawnych czasów, kiedy byłem handlowcem, organizatorem grupy sprzedażowej etc

A skoro lubię, to można rzec, że nie mam najmniejszych oporów podczas prób nawiązywania kontaktu z przechodniami ... mimo, że w przypadku materiałów "namiotowych" ryzyko odrzucenia jest wielokrotnie większe.

Często zaczepiałem nawet osoby, których zazwyczaj się nie zaczepia - policjantów, strażników miejskich, księży i siostry zakonne ...

I tak jak w przypadku policjantów i strażników robiłem to nieco "dla jaj" (przepraszam), doskonale sobie zdając sprawę, że im NIE WOLNO niczego od nas przyjmować (w sensie: od nikogo, niczego. Są na służbie - kropka.), tak w przypadku księży, czy sióstr robiłem to z ciekawości ... ciekawości "innego świata", ... no i jeszcze coś jak wyzwanie czułem - jak się zachować GODNIE.

Nie nachalnie, z uśmiechem ... uczę się tego całe życie i chyba na starość zaczyna mi się to udawać ... chyba - właśnie ta opowieść ma o tym zaświadczyć. A może nawet nie tylko o tym ...

Zazwyczaj siostry zakonne wykazywały życzliwość, ale raczej umiarkowane zainteresowanie tym, co próbowałem im wręczyć. Owszem, bywało że brały ulotkę czy gazetkę, ale bez specjalnego entuzjazmu.

Podobnie było i w kolejnym przypadku - zaczepiłem dziarską, niewysoką zakonnicę, siostra jakby zamyślona, nie przerywając wędrówki wzięła ulotkę, po czym już na odchodne zerknęła na mnie (do góry, pamiętam jak dziś jej uniesiona głowę i brwi) i raptownie przystanęła mówiąc - "A wie pan, ... dla pana to ja też coś mam"

No nie powiem, żebym nie był zaskoczony. Przecież dopóki nie popatrzyła na moją gębę to w ogóle jakby nie zwracała nic uwagi, ulotkę wzięła odruchowo, "z uprzejmości" niejako.

Siostra wyjęła medalik i obrazek, a podczas wręczania mi prezencików popatrzyła nieomal zalotnie (przepraszam) w oczy i rzekła (właśnie nie pamiętam teraz dokładnie co) najpierw coś o obrazku, potem o medaliku ... w każdym razie była to zachęta, serdeczna, miła do  ... właśnie ... do czego? ... teraz po czasie nazwę to tak: było to zaproszenie do wspólnoty, do bycia razem. Ot i tyle

Jednak to nie koniec historii ... bo ja niestety o tym już na drugi dzień ZAPOMNIAŁEM. Coś się wydarzyło, trzeba było dzwonić, lecieć, czy coś z Namiotem, czy coś w rodzinie, mniejsza z tym  ... w każdym razie medalik (i obrazek) tkwił w portfelu i to w takiej przegródce, że nie wiadomo kiedy bym go ponownie odkrył.

Za ok dwa tygodnie przyszła pod Namiot pewna pani, na oko lekko nawiedzona, duża mówiła o wierze, o Krucjacie Różańcowej, o Intronizacji Chrystusa itd, itp. Jakoś jej sposób artykulacji mnie zniechęcił, więc się nie wtrącałem do rozmowy, zwłaszcza, ze miała przy namiocie inne osoby zainteresowane rozmową. Ale kiedy już od namiotu odeszła, coś mnie tknęło i podbiegłem do niej z pewnym, osobistym pytaniem.

Zadumała się, i spokojnym, innym niż poprzednio w namiocie głosem, powiedziała:
"Oj... na TAAKIE pytanie to ja odpowiedzi nie mam. Ale proszę ... mam tu coś dla pana ... poświęcony. Proszę nosić, ... z czasem dostanie pan odpowiedź"

I wręcza mi TAKI SAM medalik! - byłem tego pewien, zawstydziłem się, że o siostrze zakonnej zapomniałem, chciałem porównać, ale akurat się okazało, że nie mam przy sobie portfela (w marynarce zazwyczaj - jak bez marynarki to biorę tylko malutki pugilares do kieszeni spodni.)

Po powrocie do domu odbył się cały ceremoniał - najpierw opowiedziałem żonie (że taki sam), a dopiero potem odszukałem poprzedni medalik i oboje razem sprawdzaliśmy. Tak, to był taki sam medalik !!

I tak jak nigdy, przez ponad 40 lat życia nie nosiłem żadnych "emblematów", tak teraz noszę - ten pierwszy, z rak siostry zakonnej otrzymany. Drugi medalik podarowałem komuś z rodziny.

Parę tygodni później, od kolejnej miłej osoby związanej ze Stowarzyszeniem Solidarni2010, dowiedziałem się, że to jest Cudowny Medalik Katarzyny Laboure z rue du Bac w Paryżu. Na jego temat wyszły książki i inne publikacje, przy rue du Bac jest sanktuarium, gdzie Katarzyna miała objawienia.

od redakcji: - jedna z koleżanek, po zapoznaniu się z powyższą historią szepnęła - kto wie, może ów sympatyk, dyżurujący przy namiocie Solidarnych2010, właśnie PO TO przyszedł.





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.