Zrobiłem sobie retrospekcyjny przegląd wszystkich przeczytanych i zapamiętanych informacji z ostatnich kilkunastu miesięcy, pod kątem dopieszczania grup społecznych.
Bo niby mamy kapitalizm, wolny rynek i minimalny interwencjonizm państwa, a ręka, która rządzi miską nadal rządzi całym krajem.
Czy choć jeden z 45 000 urzędników ZUS, z których każdy ma stałą pracę i średnio pensję powyżej średniej krajowej plus kwartalne nagrody w okolicy płacy minimalnej jest zainteresowany wstrząsem i zmianami uzdrawiającymi państwo? Co z kwartalnymi nagrodami, które niezależnie od wyników finansowych, ogromnych strat należą się jak psu zupa?
Czy choć jeden pracownik, czy właściciel biura rachunkowego czy prawnego, który zarabia na skomplikowanym prawie gospodarczym, nie pozwalającym prowadzić księgowości, kadr i płac w sposób normalny i prosty, każdemu, krótko przeszkolonemu pracownikowi czy właścicielowi, jest zainteresowany uproszczeniem podatków, zlikwidowaniem PIT?
Czy pracownik Urzędu Skarbowego, czy też urzędów kontroli skarbowej, albo komornik jest zainteresowany naprawą tego prawa, które pozwala łupić w biały dzień na podstawie zbieżności nazwiska?
Czy choć jeden pracownik biur konsultacyjnych, spowinowacony w jakikolwiek sposób z urzędnikiem samorządowym na stanowisku decyzyjnym, bądź pracownikiem decydującym o dostawach spółki skarbu państwa jest zainteresowany tym aby uprościć i uczynić transparentnymi wszelkie konsultacje, przetargi, wsparcia zewnętrznych fachowców, poprzez zmianę sprzyjającego korupcji i nepotyzmowi prawa?
Czy choć jeden pracownik NFZ odmówi podwyżki, na którą rząd przeznaczył 6,5 mln złotych? Powie, że nie bierze, bo w ósmym miesiącu roku, szpitalom wyczerpały się limity i nie przyjmują pacjentów. Nie bierze, bo to świadczy, że pracownicy NFZ źle wykonali swoją robotę, a za źle wykonaną robotę nie powinno się nikogo nagradzać.
Czy choć jeden pracownik PUP, zainteresowany jest tym, aby znaleźć pracę dla wszystkich zainteresowanych, a nie przekładać papierki i załatwiać szkolenia na wózek widłowy w zaprzyjaźnionej firmie, za państwowe pieniądze?
Pewnie, że nie. Bo wtedy stracą pracę. Nie będą mogli spłacić kredytu zaciągniętego w bankach i parabankach, na wiecznie psujący się i wybrakowany sprzęt. Na telewizor nadający powtórki i rozrywkę brukową. Na co raz droższe jedzenie robione ze śmieci za to opakowane kolorowo. Na opłaty za śmieci, paliwo, energię i gaz. Niezbędne do życia.
Nam jest dobrze. A inni? Nie potrafili się ustawić, więc niech zdychają.
Shork