Pogórze przemyskie i dolina Sanu od XV wieku były miejscem gdzie osiadła rodzina z Siecina Krasickich. Już w XVI wieku Krasiccy zajmowali ważne urzędy w Rzeczypospolitej, byli wybitnymi politykami, działaczami gospodarczymi i społecznymi, kolekcjonerami dzieł sztuki, literatami.
Krasiczyn stał się siedzibą rodziny, Stanisław Krasicki, który w 1569 roku, jako sekretarz Zygmunta Augusta podpisywał akt Unii Lubelskiej, rozpoczął budowę zamku według projektu Galeazzo Appiani. Syn Stanisława, Marcin Krasicki, wojewoda podolski, był jednym z najznakomitszych mecenasów sztuki. Nie szczędził też majątku na cele publiczne, stworzył fundację dla ubogich, duże sumy zapisał kościołom i szpitalom. Ufundował kościół w Krasiczynie i wybudował kościół dla Karmelitów Bosych w Przemyślu.Krasiccy budowli pałace, fundowali cerkwie i kościoły na Polesiu i Ukrainie. Ostatnia posiadłość Krasickich, zamek w Lesku, stał się centrum życia kulturalnego i intelektualnego. August Krasicki, botanik i dendrolog wyhodował w parku specjalny rodzaj świerka zwany świerkiem Krasickiego.
18 września 1939 roku Witold Krasicki, kapitan lotnictwa polskiego, został zaaresztowany przez sowietów i osadzony w obozie w Starobielsku skąd nigdy nie powrócił. W sowieckich obozach znaleźli się też inni przedstawiciele rodziny Krasickich. Wspomina córka Witolda, Elżbieta, „ rodzina poniosła spore straty, zginął mój ojciec, stryjeczny brat ojca w Oświęcimiu, stryj i brat stryjeczny zginęli w czasie Powstania Warszawskiego.
„Po wojnie zamku w Lesku nikomu z Krasickich nawet zwiedzać nie wolno było - wspominała Delfina Krasicka - teraz czasy się zmieniły, możemy i zamieszkać przez kilka dni, trzeba tylko zapłacić zgodnie z cennikiem hotelowym”. Andrzej Sapieha widział Krasiczyn w 1941 r. W zamku zniszczone książki, żadnych mebli, na ścianach propagandowe obrazy i afisze, w baszcie sierpy i młoty w miejsce herbów. „W kaplicy kompletna ruina: rzeźby na ścianach zniszczone aż do wysokości, do jakich dzicz mogła sięgnąć, ołtarze, ławki gdańskie, chórek drewniany i tablice marmurowe wyrąbane. Kościół w miasteczku w strasznym stanie. Była w nim stajnia i podobno rzeźnia, bo były ślady krwi na podłodze. Domy miasteczka prawie wszystkie rozebrane".
I tak realizowano wytyczne Marksa z Manifestu Komunistycznego, znoszono bagnetami panowanie burżuazji by dać szczęście klasie robotniczej i chłopskiej.
Od 2-ch tygodni, w godzinach porannych wędruję z Redakcją Radia Wnet wzdłuż zachodniej i południowej granicy Polski. Te poranki to kompendium wiedzy o gospodarce i polityce, uczta dla duszy, wspaniali ludzie, aktywni i przedsiębiorczy. Choć poranki też smucą. Co nam jeszcze zostało z tego dziedzictwa, które wszystkim Polakom przekazały poprzednie pokolenia? Czego jeszcze nie sprzedaliśmy/rozdaliśmy Niemcom i Anglikom, unijnym i rodzimym magnatom? Jak dobrze, że udało się niektórym „buntownikom” zapobiec sprzedaży w 90-tych latach naszej własności, przed wojną prywatnej i publicznej, zabranej nam po II wojnie światowej w myśl oszukańczej doktryny Manifestu Komunistycznego dla „bezklasowego społeczeństwa z wiodąca rolą robotników i chłopów" a po transformacji, będącej w posiadaniu dawnych "sprawiedliwych janosików" czyli współczesnej burżuazji.Jedno z takich „buntowniczych” przedsiębiorstw odprowadza codziennie do skarbu Państwa kilkadziesiąt tysięcy złotych podatku, w ciągu roku 80 mln złotych. Gdyby było ich więcej nie mielibyśmy dziury w budżecie i bezrobocia w klasie robotników i chłopów w tak wielkiej skali.
Marek graf Krasicki von Siecin otrzymał elegancki list z firmy Thomas Olaf Reprezentative. W liście tym, pan Thomas proponuje możliwość rozważenia następującej transakcji: "W Niemczech jest bardzo dużo osób posiadających bardzo dużo pieniędzy ale bez tytułów, a którymś z nich, z jakiś względów, zależy na tym. Thomas Olaf proponuje 15 000 marek za adopcję jednej głowy. No cóż, jak powiedział Marek Krasicki, „nie wszystkim możemy handlować”. I można być z rodu bogatych, sławnych, utytułowanych i utalentowanych (Ignacy Krasicki - pisarz, poeta, socjolog, polityk, duchowny) i nie uciekać , gdy wróg zagraża Państwu, któremu to wszystko się zawdzięcza.
Bożena Ratter