Komu odpust od CO2?
data:20 lipca 2013     Redaktor: Shork

Mój ulubiony bajkopisarz historyczny, Gabriel Maciejewski, Coryllusem samozwany, ma pewien, prawdopodobnie zamierzony zwyczaj. Pisze mianowicie swoje artykuły i poszczególne rozdziały książek, dla osób, których wiedza przekroczyła pewien próg. Oczywiście wprost nigdy do tego się nie przyzna, gdyż-ponieważ uznałby samo przyznanie, za marketingowy zabieg.


 
Konsekwencją tego zwyczaju jest wymuszenie poprzez środki literackie na czytelniku, który przebrnął przez zawiłości intryg, sterty nazwisk i genealogię postaci, wniosków. Wniosków dwukondygnacyjnych. Wniosku prostego, który narzuca się praktycznie sam i wniosku spiętrzonego, który wynika z postrzegania historii jako całości.
 
Jako że moim zwyczajem jest z jednej strony nie wierzyć na słowo, a z drugiej wątpić w zdolność wnioskowania ogólnego odbiorcy, sam w celach edukacyjnych stosuję formę nieco inną.
Ale nie o tym.
Niechętnym, baśniom Coryllusa przedstawię ten drugi element, do tego w kontekście, o który częściej zahaczają Braun czy Chodakiewicz.
Po lekturze większej części II tomu nasunęły mi się wnioski wplecione w koło historii.
 
Prawie pięć wieków temu Albrecht Hohenzollern złożył polskiemu królowi Zygmuntowi Staremu hołd lenny. Jak jakiemuś wielkiemu władcy, czy cesarzowi. Choć Zygmunt Stary, wbrew wysiłkom scenarzystów i jedynoprawdodziejospisów, wielki wcale nie był.
Hołd pruski, odtrąbiony jako wielki sukces Polski, rzucający na kolana odwiecznego wroga – zakon krzyżacki, jak się okazało po latach, sukcesem również nie był. A wasal, który z definicji powinien być słaby ubiegać się o względy swojego władcy, gryzł, kąsał, a w końcu doprowadził do rozbiorów Rzeczypospolitej. Po co był ten hołd? Ano po to, żeby powstało w Europie państwo, które nie podlegało cesarzowi ani papieżowi. Co było potrzebne, żeby takie państwo powstało? Odrębna religia, najlepiej odłam katolicyzmu, ale bardziej stonowany niż u Husytów. Miejsce w miarę niczyje. I król zdający się cesarzowi i papieżowi silny i zbyt przydatny, aby mu złożyć hołd. Królestwa takie były dwa. Polska i Węgry – szable papieskie i cesarskie przeciw mahometanom ze wschodu, Rosji ze swoim prawosławiem i rodzimym wschodnioeuropejskim schizmatykom. Polska pasowała bardziej, bo przylegała do niej „ziemia niczyja” czyli Prusy pod panowaniem zakonu krzyżackiego, który od dawna był niepotrzebny, gdyż nie było kogo nawracać. Ani Litwa ani Polska nie wnosiła zbyt żywo roszczeń terytorialnych do ziem, na których „zasymilowano” rodowitych Prusaków, co było potem wzorem dla asymilacji Indian Ameryki Północnej..
Hohenzollernowie wraz z Fuggerem wywinęli niezły numer zaplanowany na całe lata.
Numer, który zaczął się od zadłużonego papieża, któremu Fugger podsunął pomysł płatnych odpustów.
Katolik jak wiadomo grzeszny jest z definicji. Poczucie winy nie gryzie go tylko w krótkim okresie między zyskaniem stanu łaski, a złamaniem kolejnego przykazania. Herezje się srożyły, więc spowiednicy siłą rzeczy srożyli się bardzo, próbując dyscyplinować wiernych. I na to wszystko pojawia się duża grupa księży zdolnych odpuszczać grzechy, za drobną opłatą, która w wyniku przemnożenia urastała w dużą sumkę.
Wszyscy grzesznicy byli zadowoleni. No prawie wszyscy. Marcin Luter się wkurzył na takie lekkie traktowanie odpuszczania grzechów i zawiesił na drzwiach kościoła zamkowego w Wittenberdze 95 tez, w których nie zaatakował samego odpustu, lecz wyjaśniał jego znaczenie oraz istotę pokuty.
 
Tezy pewnie by powisiały do czasu, aż jakiś wracający z pijackiej libacji kupiec, nie użyłby ich jako papieru toaletowego i byłoby po sprawie, gdyby nie znalazłby się ktoś, kto korzystając z wynalazku druku, nie zaczął ich rozpowszechniać.
Sami widzimy jak łatwo zmanipulować można do kupowania badziewia na zasadzie myślenia „ To zostało wydrukowane, pokazane w telewizji, więc musi być dobre”. Zaraz dodacie pewnie:”Znana osoba to kupuje, więc kupię i ja”. Tak tak. To jest bardzo stara manipulacja, bo gdy tezy, skądinąd słuszne, podchwycili wielcy uczeni tamtych czasów, reformacja rozniosła się na papierze jak pożar.
A kto drukował te wszystkie ulotki, odezwy i publikacje? Drukarnie podległe jednemu z braci Hohenzollern. Biskupowi zresztą.
Mamy miejsce, mamy religię, mamy usłużnego (zadłużonego) króla, który przyjmie hołd. Trzask prask powstaje protestanckie państwo – Prusy Książęce.
W ten sposób Fugger i spółka wydoili papieża i katolików z kasy i dali im prztyczka w nos, zajmując formalnie drogę wodną dla towarów z Europy środkowej i wschodniej.
 
Minęło 500 lat prawie i na całym świecie. Świecie już zlaicyzowanym, najnaukowszym, trzeba znowu kogoś wydudkać. Zaczynamy od generowania poczucia winy. „Człowiek i świat są dla siebie nawzajem toksyczni*”, „Niszczymy naszą Matkę-karmicielkę” to były przygotowania od lat 70-tych ubiegłego wieku. W końcu wbito światłym obywatelom do głowy, że są winni efektowi cieplarnianemu, który jest gorszy od czterech jeźdźców apokalipsy, mechagodzilli i Dartha Vadera razem wziętych.
Przez 400 lat płonęły złoża węgla pod Zwickau i nie przyczyniły się do ocieplenia klimatu bardziej niż człowiek psikający się dezodorantem z freonem?
 
Mamy poczucie winy.
Teraz odpust.
 
„Oczywiście zaradzimy temu wprowadzając płatne pakiety klimatyczne, które zmuszą państwa do ograniczenia emisji CO2, który jest sprawcą całego zła.” I w naszym imieniu, naszymi pieniędzmi nasze (?) rządy płacą za odpust.
 
Czekam teraz na wybawiciela, który objawi się z tego samego kręgu co odkrywca efektu i zakrzyknie. „Słuchajcie ludzie, zostaliście oszukani. Efekt cieplarniany nie istnieje! Idźcie za mną” Za to możecie sobie wybrać uznaniowo płeć, mordować własne dzieci, uznawać niewolnictwo za fajną pracę w korporacji, czy co tam jeszcze wymyśli nowy guru.
 
Od kiedy zauważyłem analogię, a czas ten się liczy dopiero w dziesiątkach godzin, rozpocząłem poszukiwania końcowej wolty. Analogii do założenia mocarstwa pruskiego. Gdy znajdę, dam znać. Na razie najgroźniej wygląda wizja secesji Śląska Dolnego i Górnego w ramach eksperymentu Europy Regionów.
 
PS. W trakcie weryfikacji wiadomości o złożach. Natrafiłem na blogera, który „obnaża” i pokazuje „kompromitacje” Coryllusa w głównych elementach układanki uczynionej w „Baśń jak Niedźwiedź”. Bloger, zdaje mi się być wyznawcą Świętego Przypadka. Albo żyjąc w dzisiejszej rzeczywistości nie zauważa intryg, zagrań politycznych, spisków, wywoływania wojen o zasoby.
Albo wzorem fanów Dana Browna, sądzi że ludzie zaczęli myśleć i kombinować dopiero w wieku telewizji. Kolorowej.
 
Shork
 
 
 
*Nagroda za podanie autora :-)





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.