Dlaczego Polacy nie chcą masowo świętować kolejnych rocznic odzyskania niepodległości? Skąd bierze się dystans, a często wręcz agresja, wobec patriotycznych manifestacji w dniu 11 listopada?
Panuje opinia, że po okresie socjalistycznego kolektywizmu cenimy sobie przede wszystkim postawy indywidualistyczne. Jesteśmy znużeni wspólnotowymi uniesieniami, patosem i narodową megalomanią. To nieprawda. Dowodem wtorkowy koncert, będący kwintesencją uniesień, patosu i megalomanii. W trójmiejskiej hali Ergo Arena stawiły się tłumy. Oddajmy głos dziennikarzowi lokalnego portalu:
"Korki do hali na granicy Gdańska i Sopotu były podobne jak te przed rokiem na występ Lady Gaga. Cała ulica Pomorska i Gospody były zastawione jednym długim sznurem samochodów. Parkingi były zatłoczone, a wypełnione po brzegi sektory w Ergo Arenie niejednego organizatora wprawiłyby w zdumienie (widzów było o wiele więcej niż rok temu na koncercie Jean-Michel Jarre?a)".
Kto występował? Legendarny Chór Aleksandrowa. Kilkuset rosyjskich śpiewaków w mundurach Armii Czerwonej potrafiło swoim przekazem porwać zaprzyjaźnione słowiańskie dusze. Jak podsumowuje dziennikarz, "to niecodzienne wydarzenie, czasem dla wielu wzruszające, stworzono także ku pokrzepieniu serc". Dla młodych było ono "świetną odtrutką dla tego, co widzimy w mainstreamowych mediach". Dla starszych oznaczało "miły powrót do przeszłości". Okazuje się więc, że o powodzeniu wspólnotowych manifestacji nie decyduje ich przesłanie, lecz poziom artystyczny. Sukces Chóru Aleksandrowa polega na jego słynnym profesjonalizmie. "To podziałało, dzięki spektakularności ale też dopracowaniu go [programu] w każdym, najdrobniejszym nawet szczególe, jak na imperium takie jak Rosja przystało" ? skomentował ten fakt dziennikarz lokalnego portalu.
Zamiast narzekać na brak zaangażowania rodaków w obchody Święta Niepodległości, zastanówmy się, co trzeba zrobić, by podnieść ich rangę. Oczywiście ? odpowiedź nasuwa się sama ? należy powierzyć organizację artystyczną imprezy Chórowi Aleksandrowa. Rosjanie przedstawią spektakl dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, pełen imperialnego rozmachu, przy którym nasze swojskie wymachiwanie szabelką to groteska. Na taki spektakl Polaków nie będzie trzeba szczególnie zapraszać. Przyjdą całymi rodzinami, z naręczami kwiatów, które będą rzucać pod nogi muzykalnym krasnoarmiejcom. A jeśli w którąś rocznicę zamiast kilkusetosobowego chóru przybędzie do nas kilkusettysięczna armia, tym większy zaszczyt nas kopnie. Któż nie chciałby zobaczyć w Warszawie profesjonalnej defilady?
Wojciech Wencel
Źródło: www.rebelya.pl