Na miejscu można było nabyć omawiane pozycje, com uczynił, uzupełniając kolekcje o tom drugi i trzeci.
Coryllus to zjawisko na polskiej scenie literackiej dość nowe. Piszę zjawisko nie bez kozery, bo pisarz, który ma opanowany warsztat, swadę wypowiedzi i wyobraźnie, pozwalającą zamknąć dzieło w całość, zamiast trzaskać komercyjne, ociekające krwią i seksem kryminałki dla gawiedzi, kolekcjonując laury głównego ścieku i kasę, opiera się jeszcze na trzeciej nodze. Na logicznej prawdzie. Nie zaprzeczę, jest on jedną z przyczyn, dla których pokochałem historię. Ale zanim do tego dojdę, napiszę, jak jej nie polubiłem.
Nauczanie historii w szkołach to skandal. I to nie mam na myśli szkoły po reformie edukacyjnej i piekiełku zafundowanym nam przez huragan Katarzynę H. Historii uczono źle odkąd pamiętam, a teraz i wam przypomnę. Dzieci, niezależnie od wieku lubią baśnie, więc aż się prosi, by uczyć historii opowiadając o niej, wnioskując jedne wydarzenie z innych, omawiać w kontekście przygody. Wychowywać wskazując jakie zdarzenie wydało dobre a jakie złe owoce. Ale nie.
Nazwiska, daty, chronologia, jedyna słuszna interpretacja, bez wnioskowania,
Przeciw temu, mój ścisły umysł buntował się strasznie. Brak przyczynowości, jawił mi historię już nie jako pełną dziur tkaninę, ale jako sieć na wzór rybackiej, w której ważne są tylko węzły.
Próbowałem uzupełnić wiedzę literaturą dostępną w bibliotekach, ale jak już kiedyś pisałem – śmieci włożysz, śmieci wyjmiesz, twórcy literaccy bazowali na takich samych podręcznikach.
Rozumiem, powojenni, którzy realizowali doktrynę okupanta sprowadzania całej historii do prób uzyskania wolności przez ludy pracujące miast i wsi, ale co z pisarzami z XVIII i XIX wieku?
Do międzywojennej dostępu nie miałem. (I do jasnej, nadal nie mam!)
W ten sposób historia została przeze mnie odsunięta jako byt nieużyteczny, do czasu, aż powiedzenie „historia kołem się toczy” zacząłem traktować serio.
Aż zauważyłem, że niedbałe nauczanie historii to nie zwykła niedbałość, ale świadomy proces ciągnący się od kilkuset lat. Proces, który pozwala co lat kilkadziesiąt, różnego rodzaju komunistom, reformatorom, rewolucjonistom, rozpętać na Ziemi piekło, pod pozorem obietnicy raju.
Głupi nie uczy się na swoich błędach, mądry uczy się na błędach cudzych. A historia to zbiór cudzych błędów i ich konsekwencji. Historia to zbiór rozwiązań skutecznych i wymagających korekty. W końcu historia pozwala popatrzeć na obietnice nowości i postępu, jako na powielane wielokroć od setek lat obietnice bez pokrycia, które zawsze skutek miały opłakany dla naiwniaków złapanych w siatkę fałszywych proroków.
Poproszę teraz was o współpracę. Spróbujcie porównać znaną wam historię, szczególnie tę sprzed wieku, do baśni. Porównanie wyjdzie nader korzystne. Są jacyś tam królowie, królowe, wojny, doradcy dobrzy, doradcy źli, zdrajcy. Czasem wina, czasem kara. Rzadko pointa.
To dopiero przez nośnik pośredni, czyli literaturę i malarstwo, dociera do nas prawdziwy obraz świata. Ale zaraz. Mamy problem. Przecież dramatów, wierszy i powieści nie piszą historycy. A jeżeli już piszą to MOGĄ celowo, lub w oparciu o dane nieprawdziwe zafałszować informację i je rozpowszechnić.
Wiem dokładnie, że manipulacja typu ostatnie „obrażenie” się Agnieszki Radwańskiej na przeciwniczkę, oparte na staranie wyselekcjonowanej fotografii nie jest wynalazkiem XXI wieku.
Ma lat tysiące. Oczernianie poprzez publikację drukiem jest stare jak sam druk. Niestety po kilku wiekach, czytelnik wierzy bezgranicznie oszustom sprzed stuleci. Przez bazgroły na murach upadały królestwa.
Gdy czytałem słynny bestseller Dona Browna o jakimś kodzie i Da Vinci, a potem obserwowałem jego wpływ na otoczenie i zachwyt przenikliwością, uwypukliła mi się w obserwacji pewna cecha ludzka.
Tak mniej, więcej sto, sto pięćdziesiąt lat wstecz historia jest ciągła i ma zachowaną chronologię. Wcześniej jest już tylko „dawno, dawno temu”. Dlaczego wspominam o pajacu – Brownie? Człowieku, który wymyślił robota wielkości i wagi komara wpychającego dorosłego mężczyznę do przerębla i pistolet maszynowy strzelający pociskami z lodu, gdy pocisk ołowiany dolatuje do celu w stanie prawie płynnym? Bo on, bazując na powyższej obserwacji, zdołał wmówić swoim czytelnikom, że da Vinci posiadał wiedzę wynikającą z prawie że obcowania z samym Chrystusem, a już na pewno z apostołami.
Ha, ha. Przecież da Vinci urodził się w 1452 roku. Czyli do naszych wieków ma 3 razy bliżej niż do pierwszego roku naszej ery. Zauważyliście? Wyśmiewani przeze mnie fani Browna też zauważali dopiero gdy im pokazałem daty. Podobny błąd, już nie mieszczący się w głowie, to umieszczanie Kleopatry obok budowniczych słynnych piramid mimo że dzieli ich 2500 lat.
Bazujemy na tym, że nasi pisarze i kronikarze byli jak z bajki. Prawdomówni, uczciwi, nieuprzedzeni. Nieprzekupni. Do takiego Długosza (1415 – 1480) przyszedł jakiś posłaniec i powiedział :”Napisz jak to Stanisław się zbuntował, a Bolesław Śmiały (1042-1081) go słusznie ukarał”. A Długosz „Nie nie, napisze prawdę o tym jak to Bolesław był sodomitą i brykał z konikami. Babka babki, mojej babki była przy tym i widziała”. Albo przyszedł sekretarz KC, kumpel jego żony, do Pawła Jasienicy i powiedział: „Wiesz co stary, z tym Stanisławem to tak z szacunkiem podejdź, pobadaj albo co, żeby rzetelnie. A Jasienica: „No co ty stary, przecież to opium dla mas zawsze było i wybryk księżula przeciw fajnemu władcy, słusznie go pociachali”.
Jednego kronikarza od zdarzeń dzieliło lat 400 drugiego 900.
Zabawne prawda? Obaj prawie naoczni świadkowie.
Prawie
Co robi Gabriel Maciejewski? On ustawia osoby i wydarzenia w tak zwanym otoczeniu. Doczepia im to, co bajka im zabrała. Cechy ludzkie. Słabość, żądze, miłość, chciwość, pasję, pychę.
Ustawia w miejscu mu właściwym pieniądz. A także jego źródło. Kopaliny. Węgiel, miedź, sól.
Patrzy na stany Rzeczypospolitej jak na stany z ich prawami i obowiązkami, a nie przez pryzmat walki klasy ciemiężonej z burżuazją. Tak, tak. To główna bolączka literatury i podręczników od połowy XIX wieku.
Zakłada, że istniały media, autorytety, przekłamania, spiski, manipulacje.
Gabriel zauważa, że zagadki historyczne świetnie rozwiązuje się dodając w miejsce wybielonych plam, intrygi, zabójstwa, trucizny, czary. Że jeżeli król pożycza od kogoś pieniądze to musi się czymś odwdzięczyć. Nadaniem, likwidacją niewygodnego przeciwnika, łaską. Pożyczanie znajomemu na procent w świecie chrześcijańskim było niegodziwe, a dług spłacić należało.
Zauważa że wojna, jako trudne zagadnienie ekonomiczno-logistyczne nie jest wymysłem Napoleona. I zawsze na nią potrzebne były pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Pieniądze nie biorą się z niczego. Biorą się z produkcji, handu, usług i kopalin. I z rabunku. Nie znikają też jak w cylindrze iluzjonisty, tylko zmieniają właściciela.
Gabriel podchodzi do całości logicznie i nie odpoczywa dopóki nie złoży wszystkiego do kupy.
Jak sam zaznacza, być może się myli w ocenie. Być może to są wyssane z palca niedorzeczności, ale wyzywał już nie raz przeciwników i kpiarzy, żeby znaleźli punkt słaby, podważający całość w jego rozumowaniu. Siłowali się bezskutecznie. Nie bez kozery nazwał też tomiszcza wspólnym tytułem zawierającym słowo „baśń”. No przyczep się tu do baśni!
Coryllus - bloger znany jest z ciętego języka i niecierpliwości w dyskusji z osobami, które w jego mniemaniu czepiają się, zamiast samemu sprawdzić. Jego blog, jego małpy, jego cyrk. Ma prawo.
Zanim siadłem do tekstu o wrocławskim spotkaniu, przeczytałem dwa rozdziały tomu drugiego, aby sprawdzić czy Gabriel rzeczywiście, jak zapowiada, zmienił styl. Zmiana jest bardzo widoczna. Tom pierwszy jawi mi się teraz jako radosny zbiór opowiedzianych ze swadą ciekawostek z przeszłości, które zaważyły na teraźniejszości. Drugi tom jest poważny i wymagający. Pełen nazwisk, koligacji i kluczowych dla całych cywilizacji wydarzeń. Czytelnik musi mieć podstawy. Na szczęście, w przeciwieństwie do filmu, lekturę zawsze można przerwać w celu uzupełnienia wiedzy w oparciu o przewodnik międzygalaktyczny zwany dla niepoznaki Internetem.
Drugi tom traktuje podobno o średniowiecznym i renesansowym centrum Europy, które skazane zostało na wyginięcie i zapomnienie. Jest o Węgrzech i ich tragedii nieodłącznie powiązanej z losami Polski. Trzeci tom jest podobno o doktrynie imperialnej Brytanii i o pierwszej kolonii Brytyjskiej.
Na terenie Caratu Rosji, z której do Brytanii wypłynęły 42 statki zapełnione podobno łojem, woskiem i konopiami. Po co tyle tego na Wyspach? Znicze produkowali czy co?
Kto przy zdrowych zmysłach wozi towar ani cenny, ani rzadki przez niebezpieczne cieśniny duńskie?
No chyba, że to nie był łój ,wosk, ani konopie...
Shork