Przypominamy: "Na co Polska może być jeszcze potrzebna?" - Arcanom odpowiada Marek Kornat
data:31 października 2011     Redaktor: Barbara Chojnacka

W wyjątkowym dla Polaków miesiącu sierpniu przypominamy pytanie zadane przez mies. Arcana i odpowiedź historyka prof. Marka Kornata. I pytanie, i odpowiedź na nie - aktualne, mimo upływu czasu...


Ankieta "Arcanów" (Arcana, nr 100) ? rok 2011: "Na co Polska może być jeszcze potrzebna?". Odpowiada Marek Kornat.



Marek Kornat (ur. 1971) ? historyk, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, docent w Instytucie Historii PAN, wybitny znawca dziejów polskich badań sowietologicznych oraz dyplomacji polskiej w okresie międzywojennym, stały współpracownik "Arcanów". Opublikował m.in. książki: Polska 1939 roku wobec paktu Ribbentrop-Mołotow. Problem zbliżenia niemiecko-sowieckiego w polityce zagranicznej II Rzeczypospolitej. (2002), Polska szkoła sowietologiczna 1930-1939






Na co Polska może być jeszcze potrzebna? Ankieta "Arcanów" ? rok 2011:



1. Na co Polska może być jeszcze potrzebna? Jaki jest/może być sens polskości (Polski) dla Polaków, jaki dla tutejszych, jaki dla sąsiadów, dla innych (dla naszego regionu, dla Europy, dla świata)?



2. Jakie zobowiązanie może dziś wynikać z akceptowanej przynależności do polskiej wspólnoty historycznej/obywatelskiej/narodowej? Na co my możemy być Polsce potrzebni?



Obydwa pytania zaadresowaliśmy do polskich respondentów. Pytanie pierwsze skierowaliśmy także do grupy zagranicznych obserwatorów (sympatyków) polskości. Drukujemy poniżej odpowiedzi ; najpierw 25 odpowiedzi polskich, potem 7 odpowiedzi zagranicznych. Łącznie 32 głosy, do których każdy Czytelnik może dodać własny, trzydziesty trzeci.



Redakcja (Dwumiesięcznika ARCANA)


 


Pytania postawione są tak szeroko, że skłaniają do rozważań, lecz bardzo trudno uniknąć banalności poszukując na nie odpowiedzi. Inaczej na te pytania odpowiadał będzie polityk, inaczej człowiek nauki, inaczej duchowny, jeszcze inaczej ktoś, kto ex professio zajmuje się badaniem przeszłości. Moje refleksje będą oczywiście rozważaniami historyka, który jako pola badawcze wybrał dzieje polskiej myśli politycznej i historię dyplomacji. Trudno przy odpowiedzi na tak postawione pytanie nie odwoływać się do przeszłości, bo przecież lekcja historii jest nauką polityki.


Cała nasza teraźniejszość nie sprzyja stawianiu sobie takich pytań. Mówić o "posłannictwie" Polski to szczególny anachronizm. Kształtujące wyobraźnię społeczną środowiska, zwrócone są przeciw tezie, iż jako naród mamy do spełnienia jakąkolwiek misję wobec świata. Ten sposób myślenia sprowadza się do dwóch tez: Po pierwsze: mamy "nie przeszkadzać czynnikom dominującym" w kształtowaniu polityki międzynarodowej w urządzaniu Europy. Po drugie: mamy poddać się modernizacji ? jej dobrodziejstwu, co rozwiąże wszystkie problemy (polityczne, społeczne, gospodarcze, etyczne).


Pokolenia, które kroczyły przez historię przed nami, podejmowały jednak to pytanie, poszukiwały odpowiedzi na pytanie o sens trwania Polski w świecie. Różnie wypadała ta odpowiedź ? zależnie od epoki naszych dziejów. Dla Polaków doby przedrozbiorowej sensem istnienia Polski była idea służby chrześcijaństwu poprzez pełnienie roli "wschodniej bariery" Europy, co nazwano "Przedmurzem". Po zagładzie państwa, w dobie niewoli  nie wyrzekliśmy się tej idei, ale doszło wyzwanie jeszcze większe: udowodnić światu, że jesteśmy narodem, że utrata Rzeczypospolitej nie kończy historii, że naród istnieć może i bez państwa, a "legitymizm narodów" stanowi główne źródło prawa międzynarodowego (Adam Jerzy Czartoryski). Ocalenie własnej tożsamości, pozostanie narodem, jawiło się w takiej perspektywie nowym wymiarem uniwersalnego posłannictwa  w imię wizji Europy narodów.


Kiedy w rezultacie "geopolitycznej rewolucji" w Europie w następstwie Wielkiej Wojny (1914-1918)  naród polski odzyskał własne państwo doszło na nowo doświadczenie Przedmurza, udokumentowane na polach bitewnych zwycięskiej wojny z państwem Sowietów w l. 1919?1920. Zawdzięczając wolność niezwykłemu przewrotowi w ustroju świata, Polska miała być rzecznikiem zasady stanowienia narodów o sobie i tym państwem, którego istnienie  samo przez się, dowodzi "bankructwa polityki siły" (Aleksander Skrzyński). Nowa Polska wstępowała w dawną swą rolę geopolitycznego czynnika równowagi europejskiej. Idea neutralności między Niemcami a sowiecką Rosją dobrze wyrażała tę myśl, a Józef Piłsudski dał jej dobitne uzasadnienie:


gdybyśmy połączyli się z Niemcami bądź Rosją, nasza misja cywilizacyjna nie byłaby dokończona.


Istotnie, jako dziejowe zadanie odrodzonej Polski jawiło się pełnienie z jednej strony roli "wschodniej bariery" Europy a z drugiej skuteczne przeciwstawianie się dążeniom Niemiec do hegemonii nad Europą Środkowo-Wschodnią, będącą Heartland kontynentu.


W przededniu II wojny światowej doszło jeszcze inne, sugestywne doświadczenie trwania Polski jako "strefy neutralnej" między dwoma totalitarnymi potęgami. Że wypełnienie tego zadania okazało się ponad siły ówczesnej Polski, to rzecz poza dyskusją, ale że tak pomyślane zadanie dziejowe było sugestywne i prawdziwe, jest również poza dyskusją. Ale decyzja polska z roku 1939, aby odrzucić niemieckie żądania terytorialne wraz z ofertą "młodszego partnera" (Juniorpartner), miała wymowę prawdziwej doniosłości. Co by się stało gdyby Polska "weszła na drogę kapitulacji?" ? pytał kiedyś Tadeusz Katelbach.


Warunki jej byłyby bezlitosne. Polska zostałaby pozbawiona jej wszystkich ziem zachodnich, a zrywając więzy z aliantami, musiałaby zgodzić się na odgrywanie roli satelity, posłusznego rozkazom Berlina. Kapitulacja Polski pozwalałaby na przerzucenie wszystkich sił niemieckich na front francuski i rozegrania zwycięskiej batalii we Francji zamiast w czerwcu 1940 r. już we wrześniu czy październiku 1939 r. Dalszym etapem byłaby szybka rozprawa z zupełnie nie przygotowaną i rzeczywiście zaskoczoną W. Brytanią, a potem rzecz prosta Moskwą.


Tu oczywiście użyta zostałaby armia polskiego satelity. Rosja mogłaby być napadnięta już w roku 1940. Historia Europy mogła się potoczyć inaczej. Decyzja polska miała doniosłe znaczenie.


W dobie nowej niewoli (po narzuceniu Polsce ustroju komunistycznego), nie wypaliła się idea misji wobec świata. Jej sensem było przetrwać narzucony ustrój. Zachować tożsamość. Nie podać się totalitarnej inżynierii. Zachować najcenniejszy skarb - Kościół Katolicki. Z tą myślą niewątpliwie, stawał przeciw narzuconej władzy Kardynał Wyszyński, kiedy ogłosił swoje non possumus.


A co zostało dzisiaj? Oczywiście jest zwątpienie w sens polskości, jest zwodnicze hasło "wybrania przyszłości", jest powszechne naigrawanie się z tego wszystkiego, co w naszej przeszłości było wielkie i święte.


Ale na przestrzeni naszych ostatnich dwudziestu lat mamy taki moment, który pozostaje symbolem wzniosłego posłannictwa Polski. Sierpień 2008 r. przyniósł nam taki symbol. Prezydent Rzeczypospolitej Kaczyński przemawiający w Tbilisi. Mówił tak dobrze zakorzenionym w polskiej myśli politycznej językiem o prawie narodów do samostanowienia. Mówił "nie" polityce państwa, którego twarz jako zaborcy historia ukazywała światu już tyle razy. Widzieć ten moment było jedną z najpiękniejszych, najbardziej poruszających i prawdziwie niezwykłych chwil naszego życia. Prezydent stawał się spadkobiercą Adama Czartoryskiego, Józefa Piłsudskiego, Jerzego Giedroycia. Takie chwile sprawiają, że słowo Polska wymawia się odświętnie.


Mieliśmy informacje, że rosyjscy żołnierze, którzy znajdowali się zaledwie 2 km od Tbilisi, zatrzymali się. Myślę, że w jakiś sposób powstrzymaliśmy ich przed wkroczeniem do gruzińskiej stolicy


powie później Prezydent Litwy Valdas Adamkus. Jako Prezydent Rzeczypospolitej Kaczyński ożywił dziedzictwo idei prometejskiej.


Jak postrzega nas świat? Na to złożone pytanie odpowiedzieć zwięźle nie można. Jako historyk, który pisał stosunkowo wiele o polskiej polityce zagranicznej doby dwudziestolecia (1918?1939), zatrzymam się na tej samej materii, tylko w naszych czasach.


Powszechnie dostrzegalne jest pragnienie (chociaż mniej lub bardziej ukrywane), aby było to państwo małe, drugoplanowe, może wprost "państwo klientalne", aby status ten zachowało, aby nie było w stanie go przezwyciężyć. Tu dochodzimy do ważnej kwestii, nad którą trzeba się zatrzymać. Jak wiadomo, w latach 2005?2009 świat zareagował na politykę polską zasadniczo negatywnie. Zaskakujące usiłowanie "licytowania Polski wzwyż" ? natrafiło to na opór czynników zagranicznych (głównie Rosji i Niemiec), którym "na rękę" jest Polska uprzedmiotowiona, płynąca w "głównym nurcie" polityki mocarstw.


Bardzo podobne doświadczenie miała już Polska międzywojenna.


Naiwne byłyby więc nadzieje, że Polska, odrodzona przez nagłe przywrócenie, zbrodniczo ongiś zerwanej, równowagi sił w Europie, stanie się w gronie narodów członkiem witanym powszechną sympatią i otoczonym pieczołowitą życzliwością. Liczyć należało przeciwnie, iż ogólne prawa życia będą rozciągnięte i na nią, że czeka więc Polskę los trudu, przeciwności, przeciwdziałania


? pisał Ignacy Matuszewski na początku roku 1933. Nie utraciły te słowa aktualności. Przemawiał wprawdzie do świata polski ideał wolności, ale twórcy "polityki siły" zawsze upatrywali w sprawie polskiej szczególny w swym rodzaju przedmiot nienawiści.


Ilekroć zdarzyło mi się spotkać osobnika o niewolniczej duszy, uprawiającego lichwę i kult terroru, grzeszącego przy tym w bagnie materialistycznej polityki, tylekroć odkrywałem w tym osobniku obok powyższych właściwości, namiętną nienawiść do Polski


? pisał Chesterton.


Świat należy przyzwyczajać, że polska polityka zagraniczna nie może być inna jak tylko stanowczo broniąca interesów narodów Europy Wschodniej, które poszukują dla siebie drogi do rzeczywistego samostanowienia. Nie ma innej odpowiedzi na to pytanie, jak uznanie, iż tylko Polska wierna zasadzie "nic o nas bez nas" jest potrzebna Europie, bo tylko taka Polska może coś dla naszego regionu i dla Europy Wschodniej zrobić. Zasada "nic o nas bez nas" jest drogowskazem każdej sensownej polityki zagranicznej, chociaż ewoluuje ustrój stosunków międzynarodowych, chociaż zmieniają się pojęcia i powstają nowe instytucje międzynarodowe.


Nie możemy - w moim przekonaniu - uwolnić się od doświadczeń Polski międzywojennej, chociaż epoka ówczesna jest zamkniętą kartą historii. Z ówczesnej myśli politycznej wiele jest już anachroniczne, ale główny sens ówczesnej myśli politycznej (zarówno obozu piłsudczykowskiego jak i narodowo-demokratycznego) się nie przedawnia i brzmi jako drogowskaz na nasze czasy. Polacy nie mogą przyjąć myślenia kategoriami małego narodu. Byłaby to bowiem samodegradacja. Państwo małe swoją polityką, państwo drugiej kategorii to właśnie klęska.


W tym bowiem miejscu Europy, gdzie leży Polska, istnieć może tylko państwo silne, rządne, świadome swych trudności i swego celu, wolne, rozwijające bujnie indywidualne wartości każdego człowieka, a więc demokratyczne, zwarte i zorganizowane, solidarne i silne wewnętrznie, budzące szacunek na zewnątrz, przeniknięte walorami kultury i cywilizacji, państwo nowoczesne, zachodnie, mnożące w wyścigu pracy własne wartości materialne i moralne. Czy możemy się wahać, stojąc u drogowskazu, gdzie pójść?


? pytał w swoich Dysproporcjach Eugeniusz Kwiatkowski.


W myśli Józefa Piłsudskiego znajdziemy przenikliwe stwierdzenia. To on mówił o


braku wiary we własne siły, o naszej trwodze, nieustannym strachu, czy ktoś się nie zagniewa, czy komuś się nie narazimy. Tak polityki prowadzić nie można. Jak to, mamy takie nieocenione chwile, taką wspaniałą okazję dokonania na wschodzie wielkich rzeczy, zajęcia miejsca Rosji, tylko z odmiennymi hasłami i wahamy się. Boimy się dokonać czynów śmiałych, choćby wbrew koalicji, podczas gdy tą droga możemy sobie dać radę wobec takich wrogów jakim jest Republika Sowiecka. Potrzeba nam więcej wiary w nasze siły i więcej odwagi, inaczej zginiemy i nie zdołamy spełnić naszego zadania odgraniczyć Polskę od wrogów, żeby mogła wielkość swą wypisać nie drogą rewolucji i strasznych eksperymentów wschodu, lecz drogą ewolucji.


Jest pytanie o dyskurs polski do świata. Myślę, iż nie powinien to być dyskurs ofiary ? chociaż musimy oczywiście prowadzić konsekwentną, długofalową "politykę pamięci". Nie ktoś inny, tylko Prezydent Kaczyński miał tego głęboką świadomość.


W ogóle bardzo nie lubię występować w roli ofiary, a już tym bardziej nie chciałbym, żeby mój kraj występował w takiej roli


? mówił. Mówił to on ? kontynuator dziedzictwa Józefa Piłsudskiego i Józefa Becka. Spadkobierca "polityki równowagi".


Rzadko zdarzają się w życiu narodów chwile, kiedy wszystko trzeba stawiać na jedną kartę jak w r. 1920 albo 1939. Los narodów zazwyczaj jednak decyduje się w długofalowych procesach. Pamiętając o tym, pamiętać również trzeba, że w historii nic nie jest raz na zawsze dane, że określoną pozycję trzeba wciąż na nowo zdobywać. Nie staje przed Polską imperatyw wielkich decyzji jak w roku 1920 lub 1939, ale raczej nakaz konsekwentnej walki w sprawach drobnych (pozornie małych), ale z nimi można albo "licytować Polskę wzwyż", albo wejść na drogę samodegradacji.


***


Jakie zobowiązanie może dziś wynikać z akceptowanej przynależności do polskiej wspólnoty historycznej/obywatelskiej/narodowej? Na co my możemy być Polsce potrzebni?


? to pytanie drugie Ankiety.


Wydaje mi się, iż byłoby na pewno rzeczą bardzo obiecującą, gdyby te właśnie pytania, które są przedmiotem niniejszej ankiety, postawić cudzoziemcom ? politykom, historykom, intelektualistom cudzoziemskim. Mógłby powstać w ten sposób materiał bardzo interesujący.


"My" - to jak rozumiem - "ludzie nauki", ludzie stanowiący inteligencję polską dzisiaj. Nie mam tu do zaproponowania niczego oryginalnego. Zadania te ująłbym w czterech punktach: Primo, bronić kultury humanistycznej; Secundo, walczyć o oblicze szkoły,  bronić uniwersytetu (chociaż tak wiele już zostało zrujnowane); Tertio, sprzeciwiać się "barbaryzacji Polski, która jest na rękę naszych wrogów" (sformułowanie Jarosława Kaczyńskiego); Quarto, odrzucić "myślenie stadne", czyli bezwolne uleganie ogłupiającej propagandzie.


Za trzy lata obchodzić będzie świat stulecie pierwszej wojny światowej. W przededniu tego konfliktu Europa przeżywała prawdziwy rozkwit. Naszego państwa nie było na mapie. Co więcej, byliśmy bez szans na wywalczenie państwa. Dzisiaj mamy własne państwo, państwo bardzo słabe, źle rządzone, daleko nie wypełniające swych zobowiązań, ale własne, co oznacza, że można o własnych siłach usiłować je uporządkować, wzmocnić.


Wprawdzie na arenie międzynarodowej mamy poważne zagrożenia, ale nie jest tak, że za odważną politykę zagraniczną można Polskę ukarać - tak jak to stało się w r. 1939. Dzisiaj  mimo wszystko ? jest to niewyobrażalne i w tym przekonaniu widzę uzasadnienie dla polityki odważnej, może nie stroniącej od pewnego ryzyka, ale akcentującej obecność Polski w świecie.


Aby postępować naprzód - mówił - trzeba mieć cel, którego się jeszcze nie osiągnęło, a na to, by wciąż postępować naprzód, trzeba być zdolnym do stworzenia celu, którego się nigdy nie osiągnie


- pisał Adam Jerzy Czartoryski. Niech te słowa wystarczą zamiast konkluzji.


 





arcana


ARCANA nr 100! Dwumiesięcznik


POLITYKA - KULTURA - HISTORIA www.arcana.pl Redaktor Naczelny prof. Andrzej Nowak




--------------------------------------------------------------
Profesorowi Andrzejowi Nowakowi, Redaktorowi Naczelnemu dwumiesięcznika   "Arcana"[w 2011r. -red.] , serdecznie dziękujemy za jego uprzejmą zgodę na  przedrukowanie  na naszym portalu odpowiedzi na pytanie zawarte w setnym  numerze periodyka "Ankieta "Arcanów"-  rok 2011: Na co Polska może być jeszcze potrzebna?
Zdjęcia do artykułu :
Zdjęcia do artykułu :
Arcana
Arcana





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.