Niech żyje nam utalentowany literat ???
data:22 czerwca 2013     Redaktor: Shork

Wypełniając kiedyś ankietę, na pytanie „Z czego nigdy nie zrezygnujesz?”, bez namysłu wpisałem: „Z czytania”.
Chwilę później, przyszło mi do głowy tysiące odpowiedzi, którymi mógłbym tę pierwszą zastąpić.
Ale po krótkim zastanowieniu, ręka z długopisem, przygotowana już do skreślenia i dopisania, powędrowała dalej.




 
 
 
Przez tę chwilę przypomniałem sobie szczęśliwe czasy, gdy do zachłyśniętej wolnością Polski trafiała literatura dostępna dotąd w drugim obiegu, lub tylko taka, o której słyszało się pokątnie.
 
Brałem wtedy wypłatę, plecak i szedłem do księgarni, w której pracowała moja znajoma. Czekałem. Gdy nikt nie patrzył, podawałem przez ladę plecak i płaciłem, nawet nie wiedząc za co. Ryzyko zduplikowania było niewielkie, dlatego że były to pierwsze, lub wznowione po kilkudziesięciu latach, wydania w Polsce.
 
Teraz na miejscu księgarni jest knajpa. Księgarnie zniknęły, albo uciekły w boczne uliczki. Zamiast różnorodnych okładek lub samych obwolut (książki wykupywano na pniu), na witrynach leży 5-6 pozycji rozpropagowanej w mediach literatury drugiej świeżości.
 
Patrzcie, mamy dla każdego. Kup i ty, bądź oryginalny. Wszyscy już czytali!
 
Jeżeli mi nie wierzycie, popatrzcie sami, a potem znajdźcie jakiś antykwariat. Tak kiedyś wyglądały okna księgarń, zastąpionych teraz przez knajpy.
 
Specjalnie piszę knajpy. Nie nazywam tego restauracją. Do restauracji przychodzi się, żeby zjeść coś smacznego, napić się w dobrym towarzystwie, nawet potańczyć. Do knajpy przychodzi się żeby rozcieńczyć alkoholem gorycz życia i wyrzygać wymieszane, opierając głowę o chłodne kafelki w celu osiągnięcia chwilowego katharsis.
 
Obcina nam się po kawałku kończyny naszej cywilizacji. Kultura straciła już prawie wszystkie palce. Od kiedy stała się elementem konsumpcji, dynda tylko zagangrenionym kikutem, przypudrowanym manipulacją. Pobielony grób. Z wierzchu obiecuje być białym krukiem, perłą literatury. Okazuje się kolejnym hamburgerem chytrego autora, który zauważył, że musi być łatwo, krótko i nieskomplikowanie. Inaczej czytelnika rozboli głowa. Potem trzeba rozpropagować, dostać jakąś nic nie znacząco nagrodę przyznawaną przez takich samych nieudaczników i bazować na modzie. No bo kto będzie słuchał głosu krytyków, że wtórne, że pomysł powielony, że papier spuchnięty, czcionki duże? Króciutki rozum, króciutkie nóżki. Ale pozwalają zarobić miliony.
Wydawnictwa zamiast wyszukiwać talenty, dopasowują autora do trendów wykreowanych przez mass media.
 
Nawet Donald Tusk wydał książkę. Pisarz, prawda?
 
Polskie wydawnictwa, nawet te o tradycji bardzo patriotycznej propagują kłamców, manipulatorów i miernoty. W swojej krótkowzroczności nie dostrzegają, że założenie wydawnictwa, to teraz jedynie rejestracja. Druk nie wymaga milionowych nakładów. Jedyne co stanowi problem to wypromowanie. Ale gdy ma się media po swojej stronie, a za przychylną recenzję znanej osobie można zapłacić jak prostytutce, wydawnictwa czują się niezagrożone. Ceny książek, obciążone dodatkowo podatkiem VAT, też sprzyjają dużym i okrzepłym. Do tego oligarchizacja dystrybutorów.
 
Na lipiec tego roku "Wydawnictwo Adam Marszałek” szykuje ośmiotomowe "monumentalne dzieło dotyczące najnowszej historii naszego kraju". Czy będzie to synteza naukowo opracowanych faktów ostatniego dziewięćdziesięciolecia? Może naukowcy z wydawnictwa naukowego, załatają białe plamy okresu PRL i dwóch Rzeczypospolitych? Dowiemy się prawdy?
Nie moi drodzy. To będzie osiem tomów pism wybranych generała Wojciecha Jaruzelskiego.
Tak, tego samego, który (jak stwierdził Sąd) stał na czele organizacji zbrojnej, która niezgodnie z prawem wprowadziła stan wojenny. To będzie nagroda od wdzięcznego narodu na dziewięćdziesiąte urodziny.
 
Potraktowano przywiezionego przez sowietów generała, który przyczynił się znacznie do naszej biedy i jest głównym winowajcą kompromisu okrągłego stołu, nierozliczenia komunistów z ich zbrodni i większości patologii drążących nasz kraj, jak Cezara, Jana III Sobieskiego którym wydano pisma wybrane czy prywatne listy.
Ciekawym czy znajdzie się w tomiskach treść ogłoszenia Stanu Wojennego, aby emerytowany milicjant, który dostaje wielokrotnie większe świadczenia niż jego ofiary, mógł z łezką w oku przypomnieć sobie trochę lepsze czasy bezkarności.
To jest właśnie grupa docelowa wydawnictwa. Ich stać aby kupić, postawić na półce, dla samej satysfakcji szyderstwa.
Stanie się jeszcze jedna, bardzo groźna rzecz. Zostaną wydrukowane kłamstwa, szerzone przez generała w formie silnie wspartej słowem nauka. Nie posądzam wewnętrznych wrogów Polski o namiętne czytanie. Raczej cechują się nieuctwem jak ich ideolodzy. Będą mieli jednak wsparcie grubych tomów, nauczą się paru cytatów na pamięć i będą mieli co wrzeszczeć.
 
Naszą odpowiedzią powinno być napisanie podręczników historii na nowo. Bez uprzedzeń, bez wybielania, bez kłamstw. Bo fałszujący historię robią to między innymi w takim celu, żebyśmy wzorując się na rozwiązaniach naszych przodków, nie mogli się obronić, gdy historia zatoczy kolejne koło.
 
 
 
Shork
felieton inspirowany e-mailem do redakcji od pana Józefa Wieczorka





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.