Polsce brakuje taty ? wywiad z Aleksandrą Rybińską
data:25 października 2011     Redaktor:

"Rodzice poznali się na schodach do redakcji "Ekspresu Wieczornego". Mama zauważyła, że tata ma takie same jak ona jaskrawożółte skarpetki. Zagadała do niego" ? z Aleksandrą Rybińską, córką Macieja Rybińskiego, rozmawiają Samuel Pereira i Dawid Wildstein.

Gazeta Polska Codziennie
Jak Pani widzi Polskę bez Macieja Rybińskiego?

To Polska, w której czegoś brakuje. Brakuje taty felietonów, tego specyficznego sposobu komentowania rzeczywistości. Tata miał trafne i przenikliwe obserwacje. Wielu ludzi pisze do mnie i mamy, że tęsknią za jego ocenami i komentarzami. Czegoś im brak.

Co może Pani powiedzieć o zbiorze felietonów Macieja Rybińskiego, opublikowanych w niedawno wydanej książce?

Wydaliśmy książkę "Ryba Ludojad", tak się nazywał cykl felietonów taty w "Rzeczpospolitej". To są felietony z 2008, 2009 roku. Zamieściliśmy te, które są najciekawsze, które do dziś są aktualne, które nie straciły swojej mocy rażenia. W Polsce niewiele się zmieniło, felietony te nadal równie dobrze opisują rzeczywistość. Co więcej, zależało nam, żeby ten zbiór szybko wydać.

Nie wiadomo, czy "Rzeczpospolita" po zmianie właściciela równie chętnie wydałaby tę książkę. Jak wspomina Pani swojego ojca?

Tatę wspominam jako człowieka bardzo pozytywnego, uśmiechniętego. Był optymistą, w każdym razie na zewnątrz.  Nie  dawał  się  wprowadzić w depresję przez stan państwa, stan Polski. Wielu ludzi mówiło o tacie, że był takim smutnym Stańczykiem, ob-serwującym toczący się bal. Tak, tato czuł ten smutek, rzeczywiście czasami był zrozpaczony tym, jak ten kraj się rozwija, w jakim stanie jest polskie państwo. Zawsze jednak bracał to w żart. Potrafił zachować optymizm. Powiedział kiedyś: "Żartujcie, śmiejcie się z rzeczywistości, bo to jest zawsze lepsze od łez...".
Taki tytuł miał ostatni felieton.

W tym ostatnim felietonie podsumował swoją postawę. Mówił: "Trzeba się śmiać  z  tej  rzeczywistości,  bo  co nam pozostaje?"

Broń humoru bywa bronią tych,  którzy nie mogą już inaczej walczyć. Nie odnosi Pani takiego wrażenia?
Na pewno wiem, że tata przed śmiercią był trochę zdeprymowany. Myślę, że po prostu czuł się zmęczony. Pisanie felietonów i komentowanie to jest toczenie bitwy.  Kiedy  ta  rzeczywistość  mimo wszystko się nie zmienia, kiedy człowiek widzi, że co chwilę pojawiają się te same rzeczy, patologie, świństwa, to w pewnym momencie może się zrobić smutno. Potem jednak zawsze tryskał optymizmem. Nie był kimś, kto chodziłby załamany. Uważał się za stoika.

Jakie cechy musiałby mieć ktoś chcący naśladować Pani ojca?  Jak zostać Rybą?

Po pierwsze trzeba w życiu coś przeżyć, czyli trudno jest być Rybą, mając 25 lat. "Ryba" czerpał ze swojego życiowego doświadczenia. Był tam i PRL, i emigracja, i wolna Polska. W końcu "Ryba" nie był najmłodszy. Trzeba więc coś przeżyć. Trzeba interesować się przeszłością. Tata uważał, że nie można komentować tego, co jest dziś, nie znając historii. Żeby być "Rybą", trzeba mieć poczucie humoru. Tata mówił, że jak się nie ma poczucia humoru, to nie można pisać felietonów, najwyżej nekrologi. No i w koń-cu, co może jest najważniejsze, a czego dziś tak brakuje, trzeba być bardzo odważnym.

Oczywiście były pewne wydarzenia, które tatę poruszały, wywołując dużą frustrację. Na przykład ewidentne kłamstwo. Zwłaszcza sytuacja, gdy tata widział, że mimo oczywistej  nieprawdy  kłamstwo  dalej jest powielane, np. przez elity polityczne. Wtedy potrafił trochę moc-niej przyłożyć. Natomiast wychodził zawsze z założenia, że jego felietony nie mogą być ad personam. Nigdy nie obrażał osobiście ? odnosił się do felietonu, nie do autora.

Jak Pani myśli, jak po 10 kwietnia 2010 r. opisywałby rzeczywistość Maciej Rybiński?

Jest mi bardzo trudno powiedzieć, jak ojciec by to przeżył. Myślę, że strasznie by się załamał. Łączyła go przyjaźń z Lechem Kaczyńskim, bliska więź. Bardzo tata Prezydenta szanował, uważał go za naprawdę świetnego polityka, do którego było mu blisko ideowo. Dlatego "Ryba" byłby bardzo wstrząśnięty, szczególnie tym, co teraz dzieje się po Smoleńsku. Nie wiem, jak on by to komentował, czy potrafiłby zachować poczucie humoru w obliczu te-go wszystkiego.

Mówiła Pani, że wydanie tego zbioru felietonów nie jest tylko hołdem dla Pani ojca, ale jest pewną formą zapełnienia luki. Jak ocenia Pani dzisiejszą satyrę polityczną?

Powiem tak: tata uważał, że felietonista musi być odważny i jak ryba płynąć zawsze pod prąd. Dla mnie cała publicystyka, felietony ? czego dziś jest pełno ? które kręcą się wokół tego, żeby wchodzić, za przeproszeniem, w tyłek temu lub tamtemu, jest bezcelowa. Ja tego nawet nie czytam. Myślę, że może nastały ciężkie czasy dla felietonistów. Nie chcę powiedzieć PRL-bis, ale taki późny Gierek... Taką próbę "ustawienia się" z władzą osobiście uważam za żałosną. Nie chcę tu oceniać motywacji innych ludzi.

Oczywiście jest to smutne, bo w czasach, gdy tak wiele się dzieje, ta dziedzina powinna się rozwijać. To, że satyra polityczna nie kwitnie, to jest najsmutniejsze  świadectwo,  które można wystawić tej rzeczywistości. Może to jest związane z brakiem wolnych mediów, miejsc, gdzie można tę satyrę uprawiać? Tych ludzi jest trochę, jednak ci ludzie mają ograniczone pole działania. Gdzie ci ludzie mają pisać, gdzie mają występować? W Internecie? Nie ma nic?

Wywiad ukazał się w weekendowym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"


Video relacja z wręczenia nagrody:
Materiał filmowy Nr 1




Materiał filmowy 1 :






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.