Jeśli CDU i Merkel mają być ratunkiem dla świata, to radziłabym wszystkim czym prędzej zarezerwować sobie bilet na Marsa. Merkel jest ostatnią zemstą Honeckera. Taki żart usłyszałam niedawno - mówi niemiecka dziennikarka Bettina Roehl
"Merkel to ostatnia zemsta Honeckera"
W liście otwartym do wydawcy Der Spiegel, Georga Mascolo, zarzuciła Pani temu legendarnemu tygodnikowi działanie na szkodę wolności prasy. To bardzo poważny zarzut, ponieważ jak wiadomo wolność prasy jest fundamentem demokratycznego porządku. Na czym opiera Pani swoje oskarżenie?
Bettina Röhl*: Der Spiegel, będący wciąż najbardziej opiniotwórczym tygodnikiem w Niemczech, prowadzi dyfamacyjną kampanię wobec swojego medialnego konkurenta, BILD-Zeitung przypisując mu w sposób całkowicie nieuzasadniony odgrywanie roli tuby populistyczno-prawicowej partii. Der Spiegel, z właściwą sobie od pół wieku werwą, na stronie tytułowej ogłosił BILD-Zeitung "duchowym podpalaczem" rozwijając tę tezę w obszernym artykule. To absolutna bzdura. Dlatego postanowiłam rozprawić się z pielęgnowanym od pół wieku mitem o rzekomej medialnej potędze springerowskiej prasy. W rzeczywistości mamy do czynienia w Niemczech tylko z jedną jedyną potęgą medialną, którą stanowią lewicowo-liberalne media takie jak Stern, Spiegel, ZEIT, FAZ, Süddeutsche, dpa, ale także wiele regionalnych tytułów np. Kölner Stadtanzeiger, WAZ, Stuttgarter Nachrichten i nieskończenie wiele innych, łącznie z tymi publicznymi: ARD, ZDF, Deutschlandfunk, Deutsche Welle itp.
Co Pani ma na myśli, mówiąc "z właściwą sobie od pół wieku werwą??
Pół wieku temu politycy i propagandyści Berlina Wschodniego i Moskwy doznali dotkliwej porażki. Niemcy Zachodnie wczesnych lat sześćdziesiątych skutecznie stawiały czoło komunistycznej infiltracji. Było to przede wszystkim zasługą wydawcy Axela Springera i jego dwóch głównych medialnych okrętów flagowych, czyli wysokonakładowych dzienników BILD i WELT. Po 1989 roku wyszło na jaw, czego się domyślano od dawna, że nagonka na wydawnictwo Axel-Springer-Verlag odbywała się z inspiracji wschodnioniemieckich komunistów, którzy już na początku lat sześćdziesiątych minionego wieku opracowywali wystylizowane strategie kampanii przeciw Springerowi. Dzięki życzliwemu wsparciu z Berlina Wschodniego i Moskwy ruch ?68 wystartował w 1967 roku w formie antyspringerowskiej imprezy: trochę Mao Tse-tunga, Lenina i Marksa, odrobinę luksusowej rewolucji i dużo podsycanej nienawiści do springerowskich mediów ? oto żałosne menu "sześćdziesięcioósmaków" przyprawione do smaku szczyptą wrogości wobec Franza Josefa Straussa i partii chadeckich.
W swoim artykule twierdzi Pani, że Der Spiegel oraz Die ZEIT wspierały finansowo akcje antyspringerowskiego ruchu ?68.
Zgadza się. Dokładnie mówiąc, byli to właściciele tych tytułów, czyli Rudolf Augstein i Gerd Bucerius a także inni, na przykład multimilioner i fabrykant, wydawca i komunista Giangiacomo Feltrinelli (utrzymujący ścisłe kontakty z Berlinem Wschodnim), którzy dokładali się do pieniędzy płynących z Berlina Wschodniego bądź wspierali finansowo bojowników antyspringerowskich. Równie haniebne było naturalnie ideowe wspieranie owych kampanii. Powyższe tytuły sprzedawały w ciągu ostatnich 45 lat swoją propagandę jako powszechnie uznawany w Republice Federalnej światopogląd.
Czyli Der Spiegel nadal prowadzi działania antyspringerowskie?
Zgadza się. I jak zwykle ma w tym swój interes. Zdymisjonowany właśnie minister obrony Karl Theodor zu Guttenberg, nadzieja niemieckich konserwatystów był rodzajem "cudownej broni? partii CDU i CSU. Cieszył się ogromnym poparciem społecznym i przewodził we wszystkich rankingach najbardziej popularnych polityków. Konserwatywne media, w tym m.in. także BILD-Zeitung, nie ukrywały swojej sympatii dla Guttenberga. Gdy tylko zarzucono mu plagiat, Der Spiegel ochoczo przystąpił do akcji zarzucając BILD-Zeitung wspieranie plagiatora na stanowisku ministra obrony.
Czy mogłaby Pani bliżej scharakteryzować sylwetkę Karla-Theodora zu Guttenberga oraz przybliżyć polskiemu czytelnikowi rolę jaką odgrywa w niemieckiej polityce?
Guttenberg jest przede wszystkim młodym politykiem, ma atrakcyjną żonę angażującą się aktywnie na rzecz zapobiegania wykorzystywaniu seksualnemu dzieci a jednym z jej przodków był pierwszy kanclerz Niemiec, Otto von Bismarck. Mają dwoje dzieci i stanowią dla wielu przykład idealnej rodziny. W pewnym stopniu zaspakajają dawne marzenia o królewskiej parze. Ale naturalnie Guttenberg stoi na gruncie porządku demokratycznego, jest człowiekiem światowym, mówi bardzo dobrze po angielsku, jest przystojny i uchodzi za bardzo dobrego mówcę, który nie boi się mówić prawdy. W odbiorze wielu Niemców Guttenberg jest kimś w rodzaju konserwatywnego Kennedy?ego, a to doprowadzało do wściekłości zielonych i socjaldemokratów. Niemiecka Lewica zdążyła się już przyzwyczaić do faktu, że idole i ikony popkultury mogą wywodzić się jedynie z ich kręgów. CSU była dumna ze swojego "Toma Cruise;a? a CDU nolens volens także go wspierała. Guttenberg miał bardzo realne szanse objęcia w przyszłości stanowiska kanclerza.
Jak to się stało, że w pracy doktorskiej Guttenberga znalazły się zapożyczenia z cudzych dzieł bez podania właściwych przypisów? I jak w ogóle doszło do ujawnienia plagiatu?
Nie mam pojęcia, dlaczego, Guttenberg popełnił plagiat. Przypuszczam jednak, że sam mógł nie zdawać sobie z tego sprawy, ponieważ prawdopodobnie zlecił tę pracę jakiemuś najwyraźniej niewystarczająco wykwalifikowanemu ghostwriterowi. Jak powszechnie wiadomo rynek pisania prac doktorskich za pieniądze kwitnie i to nie tylko w Niemczech. Mówiąc między nami czerwono-zielona klika, która opanowała środowiska akademickie szkodzi niemieckim uniwersytetom od ponad czterdziestu lat. Załatwianie po znajomości tytułów doktorskich, także stanowisk z dobrym uposażeniem czy wręcz profesur za wątpliwe naukowe osiągnięcia nie należy w tym towarzystwie do rzadkości. Dlatego moim zdaniem akurat obóz lewicowy powinien być tu w swoich ocenach nader wstrzemięźliwy. Sprawę plagiatu odkrył pewien bezimienny prawnik z Bremy, a Süddeutsche Zeitung całą sprawę opublikowała. Swoją drogą ciekawe, jak ów prawnik wpadł na trop tego znaleziska.
Były minister spraw zagranicznych, polityk partii Zielonych Joschka Fischer także przez wiele lat cieszył się największą sympatią wśród Niemców. Nie był jednak plagiatorem, bowiem żeby nim być trzeba najpierw popełnić pracę doktorską.
To prawda. Fischer nie miał ku temu okazji, ponieważ nie miał nawet dyplomu ukończenia szkoły, a takich na uniwersytet nie przyjmują. Promocja Fischera była raczej natury praktycznej. W latach siedemdziesiątych wraz ze swoim kumplem Cohn-Benditem i innymi dynamitardami uprawiał rewolucję skierowaną przeciwko systemowi Republiki Federalnej, uczestniczył w brutalnych akcjach na tzw. demonstracjach dając upust swojej agresji. Brał także udział w walkach ulicznych, podczas których wraz z innymi towarzyszami bezprawnie zajmował frankfurckie kamienice, aby zażyć nieco luksusu.
W 2001 roku ujawniła Pani opinii publicznej szczegóły terrorystycznej przeszłości Joschki Fischera, w tym fotografie i nagrania filmowe, na których widać, jak Fischer wspierany przez swoją ówczesną grupę Terroru i Zniszczenia bije leżącego na ziemi policjanta.
Bije to za mało powiedziane. Na zdjęciach, do których wówczas dotarłam, widać dwóch policjantów z wyciągniętą bronią biegnących w jego stronę, którzy zdołali powstrzymać Fischera i jego ludzi przed najgorszym.
Zdjęcia zostały opublikowane, aby wkrótce w tajemniczy sposób zniknąć z przestrzeni publicznej?
Tu wracamy do tematu wolności prasy. Gdy minął pierwszy szok, prasa niemiecka postanowiła uniewinnić Fischera i co więcej, wynieść go do rangi nieskazitelnego bohatera. Tak przedstawiały go wówczas zarówno niemieckie jak i światowe media. Ten sielankowy obraz zakłócały jedynie publikacje dziennikarki Bettiny Röhl. Dlatego też początkowo media niemieckie, a następnie także i światowe aż po New York Times sięgając po metody iście biologistyczne, dziś powiedziałabym rasistowskie, wzięły sobie za cel moje pochodzenie kreując w ten sposób nowy temat. Media na czele z tygodnikiem Der Spiegel insynuowały, jakobym oddziedziczyła po mojej matce, Ulrike Meinhof skłonności terrorystyczne. Teorię tę bardzo aktywnie forsował nieżyjący już dziś prezydent Republiki Federalnej Johannes Rau, szara eminencja dysponująca ogromnymi wpływami w mediach oraz wieloma kontaktami w środowiskach komunistycznych. Zresztą wcześniej jego krewny, również prezydent Niemiec Gustav Heinemann, wykazywał się podobną aktywnością. Scenariusz był następujący: prezydent narusza wolność prasy, pomaga manipulować faktami skazując niewygodną dziennikarkę Bettinę Röhl na zawodową banicję i zamyka jej usta. Wszystko po to, aby zapobiec publikacji dalszych materiałów o niechlubnej przeszłości Fischera. Doszło wówczas do jawnego złamania niemieckiej konstytucji przez prezydenta przy współudziale niemieckich mediów. Dzięki takim metodom naziści doszli do władzy. To porównanie kieruję nie pod adresem ówczesnych polityków tylko medialnego obłędu, w wyniku którego mnie przypisano terroryzm Joschki Fischera, podczas gdy on sam został oczyszczony z wszelkich win. Było to działanie nader brutalne.
Ostatecznie Fischer ocalił skórę a daleko idące wyniki Pani dociekań odnośnie jego i Cohn-Bendita, podejrzanego także o próbę podpalenia policjanta, który doznał przy tym ciężkich obrażeń ciała, nie ujrzały już światła dziennego.
Najpierw wpływowe lewicowe media zdyskredytowały mnie jako psychopatologicznie zaburzoną "córkę terrorystki? i "biedną wariatkę?, której wyniki pracy dziennikarskiej należy rozpatrywać jedynie w tych kategoriach. Nawet zaprezentowany przeze mnie materiał zdjęciowy, który byłby wystarczający, aby obalić każdego innego ministra, przedstawiano w podobnym świetle. Opinia publiczna była przez jakiś czas na tyle zmanipulowana, że nie widziała nic oprócz aureoli wokół głowy Joschki Fischera i nie przyjmowała do wiadomości rzeczywistych faktów.
Czyli demokracja ma swoje granice?
Demokracja jest piękną fikcją a jej szczytne cele istnieją niestety tylko na papierze. A powinna być realizowana w praktyce każdego dnia od nowa. Tymczasem polityczny establishment Republiki Federalnej ugrzązł w czerwono-zielonym bagnie, zaś obywatele byli wobec tego faktu bezradni. Taka była kondycja Republiki Federalnej w 2001 roku. W tej atmosferze mało kto dostrzegał, że stan wolności prasy w Niemczech drastycznie się pogorszył. Katastrofą jest to, że ludzie już sobie tego nie uświadamiają. Lewicowa przestępczość była i częściowo pozostaje do dziś sprawą tabu i jest chętnie gloryfikowana jako wielki czyn rewolucyjny. Policjant może sobie spokojnie płonąć, na pewno nie jest to powód do zdenerwowania i szukania winnych. Takie kuriozalne stanowisko prezentowały wówczas media. Bądź co bądź chodziło przecież o ówczesnego ministra spraw zagranicznych i wicekanclerza ?
Czyn karalny, jakim była próba podpalenia policjanta, o czym Pani wspomniała, nie uległ jeszcze przedawnieniu, ale po dziś dzień nie został wyjaśniony ?
Ten zamach na policjanta z 1976 roku był traktowany przez właściwe organy ścigania we Frankfurcie nad Menem jako próba morderstwa. Nawet wspomnianym organom, które podczas prowadzenia sprawy zachowywały się nader podejrzanie, nie udało się znaleźć innej kwalifikacji czynu. A jak wiadomo tego typu przestępstwo w Niemczech nie podlega przedawnieniu. Tymczasem żadne medium nie podjęło w ostatnich latach jakiejkolwiek poważnej próby wyjaśnienia tego przypadku. W szczytowym momencie medialnej nagonki na moją osobą wszechwładne media lewicowe przypięły mi łatkę "córki terrorystki? i działały przeciwko mnie napędzane fanatyczną nienawiścią. Natomiast Fischer, który doznał cudownej przemiany z Szawła w Pawła, stał się bohaterem o czystych rękach. I w tym miejscu ówczesna debata stanęła w miejscu?
Dobra reputacja to podstawa w zawodzie dziennikarskim ...
Dlatego niewyjaśniony casus Fischera, będący jednocześnie największym skandalem medialnym w Republice Federalnej, jest także dla mnie osobiście ogromnym obciążeniem i ograniczeniem w wykonywaniu zawodu. Kampania zniesławiająca przeciwko mojej osobie prowadzona przez prezydenta Raua, którego swoją drogą dwukrotnie odwiedziłam w 2000 roku w jego rezydencji w zamku Bellevue, była jednoznaczna z zakazem wykonywania zawodu. Mój przypadek jest doskonale znany redaktorom naczelnym oraz dyrektorom publicznych mediów w Niemczech, ale większość z nich przyczyniła się do tego stanu rzeczy lub przynajmniej biernie uczestniczyła w tym procederze. To znane psychologiczne zjawisko. Sprawca najbardziej nienawidzi swojej ofiary i dlatego w sprawie Fischer/Röhl media zachowują się tak, jakby jej nigdy nie było.
Czyli przypadek Guttenberga, który w przeciwieństwie do Fischera musiał ustąpić ze stanowiska z powodu nieporównywalnej drobnostki posłużył Pani za powód, aby zmusić niemieckie media do przejrzenia się w lustrze ?..
Dokładnie tak. Z jednej strony fałszywy doktor Guttenberg, którego zmusza się do dymisji, z drugiej zaś boski Fischer ze swoją terrorystyczną przeszłością, który pozostaje na stanowisku.
Ale przecież w Niemczech istnieje jeszcze CDU na czele z kanclerz Angelą Merkel?
Jeśli CDU i Merkel mają być ratunkiem dla świata, to radziłabym wszystkim czym prędzej zarezerwować sobie bilet na Marsa. Merkel jest ostatnią zemstą Honeckera. Taki żart usłyszałam niedawno.
Jak zachowywali się konserwatyści niemieccy podczas afery Fischera w 2001 roku?
Angela Merkel, wówczas już szefowa CDU postanowiła całą sprawę przeczekać. Niestety konserwatyści nie potrafią przedstawić nic konkurencyjnego wobec działań lewicy i niewiele rozumieją z polityki. A przede wszystkim nie znają się na propagandzie i strategii działania w przestrzeni publicznej. Ich plusem jest to, że dysponują lepszym systemem gospodarczym. I tylko to mają w głowie.
Zjawiska, z jakimi mamy do czynienia obecnie w Polsce w sferze społecznej i politycznej wydają się być kopią procesów zachodzących w ciągu ostatnich czterdziestu lat na Zachodzie, których początkiem był rok 1968. Mam na myśli konwergencje partii politycznych, osłabianie tradycyjnej roli rodziny, spadek poziomu powszechnej edukacji, coraz większa obecność państwa w życiu jednostki, dewaluacja wartości etycznych i wypieranie religii katolickiej z przestrzeni publicznej, wprowadzanie parytetów do różnych dziedzin życia. Jaka jest geneza tych zjawisk? Z czego one wynikają?
Komunizm wyprodukował w ciągu ostatnich 150 lat wiele tzw. ruchów awangardowych, z których wziął się obłęd ?68 będący od dawna społeczną normą. Społeczeństwa zostały wykorzenione. Mamy do czynienia z utratą układu współrzędnych, rodzajem zapaści cywilizacyjnej, stanu schyłkowego pewnego porządku, w którym społeczeństwo porzucając stare wypróbowane wzorce przyjmuje obce religie na przykład islam, łatwo ulega wpływom prymitywnych sekt czy zaspokaja swoje eschatologiczne potrzeby płytką ezoteryką. Także w Polsce konserwatyści są bezradni wobec tych zjawisk. W mojej książce "Zabawa w komunizm!? szczegółowo opisałam procesy, w jaki sposób społeczeństwo niemieckie samo dało się zrujnować Nowej Lewicy.
Rozmawiała Ewa Stefańska
20.10.2011
*Bettina Röhl, niemiecka dziennikarka, autorka książki "Zabawa w komunizm!" traktującej o Nowej Lewicy w Niemczech, która ukazała się dwa lata temu w polskim tłumaczeniu i wywołała ożywioną debatę o generacji ?68. Jest bezkompromisową krytyczką ideologii ?68 oraz znawczynią Nowej Lewicy. Córka Urlike Meinhof, znanej terrorystki Frakcji Czerwonej Armii, zmarłej w więzieniu w 1976 roku w więzieniu w Stuttgarcie, i Klausa Röhla, twórcy słynnego w latach 50. i 60. lewicowego, kontrkulturalnego pisma "Konkret". Dziś Klaus Röhl deklaruje się jako konserwatywny liberał.
Na zdjęciu: Angela Merkel u boku pierwszego i ostatniego niekomunistycznego premiera NRD Lothara de Maiziere'a Sierpień 1990 (Wikipedia)
Źródło: http://rebelya.pl/post/180/rohl-merkel-to-ostatnia-zemsta-honeckera