Dziś żegnamy Basię...
data:06 czerwca 2013     Redaktor: AlicjaS

Każdy, kto znał Basię, powie, że choć to mała ciałem osóbka, to pełna stanowczości i siły. I wielkiego serca.

fot. HD

 

 

 

 

Moja znajomość z Basią pozostawiła niedosyt.

Znałyśmy się niezbyt długo – od czerwca 2011 roku. Szybko się polubiłyśmy, ale nasze kontakty – z powodu odległości dzielącej nasze miasta - ograniczały się przede wszystkim do korespondencji mailowych i rozmów telefonicznych.

Bo Basia dużo i ciężko pracowała.

Ukończyła psychologię w Wielkiej Brytanii, gdyż tam mieszkała kilkanaście lat. Jednak kiedy w Polsce nastąpiły przemiany polityczne, Basia, wielka patriotka, wróciła do ojczyzny, do Warszawy. Tak mi opowiadała – że czuła wielką potrzebę pracowania w Polsce i dla Polski. Oczywiście, jak to zazwyczaj bywało, „nowa”  Polska jej nie powitała  fanfarami ani nie zasypała kokosami.

Basia pracowała z dziećmi, w latach 90. była dyrektorem Domu Dziecka na warszawskiej Ochocie. Potem uczyła angielskiego w odległej od Warszawy wiejskiej szkole, następnie w seminarium duchownym. Ale jej bezkompromisowa postawa, a zwłaszcza nacisk na przekazywanie wiedzy historycznej – tej prawdziwej – oraz krytyczna ocena pookrągłostołowej rzeczywistości w Polsce  nie zawsze spotykały się ze zrozumieniem.

Wielką pasją Basi była historia. Przeczytała mnóstwo książek o tej tematyce. Regularnie czytała fachowe pismo „Glaukopis”.

Na własny koszt nakręciła filmy dokumentalne  z udziałem uczestników Powstania Warszawskiego. Dokumentowanie relacji świadków historii było dla niej bardzo, bardzo ważne. Mówiła, że chciałaby każdego z tych ludzi, dziś już leciwych, często schorowanych, jakoś nagrodzić za ich poświęcenie dla ojczyzny. Przekazać to, co przeszli, młodym pokoleniom.

Jej nagrania można zobaczyć tu:

https://www.youtube.com/watch?v=A9KL8SPv5sU

https://www.youtube.com/watch?v=VZ9Xw6woIQY

 

Wiem, że „Baś” nakręciła też długi dokument o Powstaniu Warszawskim. Mam nadzieję, że go kiedyś obejrzę.

 

Każdy, kto znał Basię, powie, że choć to mała ciałem osóbka, to pełna stanowczości i siły. I wielkiego serca.

W czerwcu, lipcu i wrześniu 2010 roku, w czasie wielkiej powodzi,  Basia jeździła z pomocą do poszkodowanych w okolice Wilkowa na Lubelszczyźnie. Jesienią nadal organizowała dla nich zbiórki darów.

Od połowy lutego 2011 roku Basia włączyła się w kampanię obrony Izby Pułkownika Kuklińskiego. Współpracowała wtedy z portalami Pomniksmoleńsk.pl oraz Blogpress.pl, gdzie zamieszczała min. relacje z bojów o uhonorowanie pułkownika.

W marcu relacje dotyczyły także rozpraw sądowych, w których pozwanym był Jarosław Marek Rymkiewicz. „Baćka” chodziła do sądu z nieodłącznym dyktafonem i aparatem.

 

W maju 2011 roku Basia zapisała się do Solidarnych 2010.

Na portalu szybko stała się szefową. Nawet bez oficjalnych „nominacji”  to i tak było jasne. Mailowy kontakt z naszą redaktor naczelną można było nawiązać zazwyczaj dopiero po północy. Wtedy dopiero Basia zasiadała do „rozładowywania” poczty redakcyjnej. Przeczytanie listów, ogłoszeń, nadesłanych artykułów, petycji, itp. zajmowało kilka godzin dziennie. Tylko nieliczni, m.in. taki tytan pracy jak Basia, dawali sobie z tym radę, nie zaniedbując przy tym swoich zajęć zarobkowych.

Oprócz historii Basię frapowało wychowanie młodego pokolenia. Była zwolenniczką edukacji domowej i zamieściła na ten temat szereg artykułów na naszej stronie.

Mało kto wie, że to Basia była inicjatorką napisania petycji do administracji Baracka Obamy „o wsparcie Narodu Polskiego w powołaniu międzynarodowej komisji do wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej”. Do dziś na stronie internetowej http://wh.gov/zMU jako pierwsze widnieją inicjały "BC".

Ukochanym „dzieckiem” Basi była książka „Lawa”, z której dochód przeznaczono na rzecz stowarzyszenia Solidarni 2010. „Baś” uczestniczyła we wszystkich wywiadach. 7 z nich przeprowadziła samodzielnie.

 

Pracę na portalu Basia traktowała jako pracę dla Polski. „Wiesz – powiedziała mi kiedyś – za redagowanie naszej strony, nawet jeśli byłaby taka możliwość, nigdy nie wzięłabym pieniędzy”. Bo Basia nie myślała o sobie. Nigdy.

 

Na życie zarabiała pracując przy renowacji zabytków, najczęściej starych figur, krzyży, nagrobków. „Mamy sprawę, Basiu. Gdzie jesteś?” – pytamy w esemesach naszą szefową. „Stoję na drabinie” – przychodziła odpowiedź. „Och, Basiu, to masz lepszy ogląd świata niż my! Będziesz nadawać na żywo korespondencje „Widziane z drabiny” – śmialiśmy się.

 

Na koniec muszę napisać, co jest najważniejsze. Oprócz bycia patriotką, wolontariuszką, pedagogiem czy redaktorem portalu, Basia była przede wszystkim katoliczką. Nosiła Szkaplerz.  Gorąco wierzyła w Boga i w pełni Mu ufała, godząc się z Jego wolą, nawet w chwilach wielkiego cierpienia.

 

Taka była nasza Basia – widziana moimi oczami. Dobra i dzielna. Nigdy się nie skarżyła, nie opowiadała o sobie. Myślała o innych.

Jakiś miesiąc temu zadzwoniła do mnie. Usłyszałam w słuchawce jej niski głos: „Witaj, Alu. Co u ciebie? Posłuchaj: życzę ci wszystkiego, co tylko chcesz”.

Te życzenia towarzyszą mi codziennie. I wiem, że Basia jest tam, w górze, i myśli o nas.

Bo taka już jest ta nasza Basia.

 

Alicja Soszyńska

 

 

 

 



Materiał filmowy 1 :






Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.