Basieńka strasznie mi się podobała jako człowiek. Silny charakter, prawość, otwartość na innych... nie chcę dalej wymieniać, bo czy to odda jej osobowość, radość spotkania, poczucie bezpieczeństwa, że ona istnieje, że można na nią liczyć, że właściwie oceni świat?
W ogóle nie skupiała się na sobie... Z dyktafonem w ręku wytoczyła batalię nieprawości, która zalała naszą rzeczywistość po katastrofie smoleńskiej. Z wielkim poświęceniem, nadludzkim wysiłkiem, niezwykłą dzielnością i klasą. To między innymi ona sprawiła, że z podziwem spojrzałam na Warszawę – jakie naprawdę jest to miasto, skoro tu tacy piękni ludzie istnieją... Ją – arystokratkę w dobrym tego słowa znaczeniu, takiego prawego i szlachetnego człowieka dostrzegłam w tyglu wydarzeń wokół namiotu protestu solidarnych 2010 na Krakowskim Przedmieściu. A może jeszcze wcześniej pod Krzyżem później usuniętym. Potem niezmiennie wśród przyjaciół z portalu Solidarni 2010. Ze swoją dobrocią, ale i stanowczością, walczyła o godność drugiego człowieka, o Polskę, którą traktowała jak rodzinę, o Boga przy Polsce. Basieńka by się żachnęła na te patetyczne słowa i zaraz odwracałaby uwagę od siebie, przerzucając zainteresowanie na kogoś innego... Ale trudno będzie jej to teraz zrobić, bo bardzo się wryła w nasze serca. Jej radość i optymizm, który nieraz pomagał nam przetrwać, to niezwykły dar na dalszą drogę.
Panie Boże zaopiekuj się Basią.
Ewa Stankiewicz
Fot. HD
Basia u sióstr zakonnych na Tamce