Szczawiu już nie wystarcza?
data:31 maja 2013     Redaktor: husarz

"Gazeta Wyborcza" pisze o tym, że można jeść... ze śmietnika.

 
 
 
 
 
 
 
 
W czasach pierwszego PRL-u niedostatki żywności były normą. Jednocześnie większość protestów społecznych, często krwawo tłumionych, spowodowanych było podwyżkami cen tejże żywności.
 
Im więcej było braków, tym więcej pojawiało się informacji o tym, jak szkodliwa potrafi być żywność – jak niezdrowe jest masło (którego nie ma), jak niezdrowa jest kawa (której akurat też nie ma) – ale jakoś nie pisano artykułów na temat  szkodliwości octu, którego było w bród.
Powyższa refleksja przyszła mi do głowy po przeczytaniu informacji na internetowej katowickiej stronie GW, w której z uznaniem Michalina Bednarek napisała: „Monika, Anka i Mena wychodzą z plecakami na miasto. Podróż po śmietnikach odbywa się raz w tygodniu - to wystarczy, żeby zaopatrzyć się w jedzenie na cały tydzień (...)Dziewczyny nie miały problemu z wyciągnięciem jej ze śmietnika i zjedzeniem zawartości - w końcu były w paczce.”
(http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35017,14008403,Jedza_ze_smietnika_i_sie_nie_wstydza__Ale_freeganizm.html#TRNajCzytSST)
 
W zasadzie menu jest pełne, jak w dobrym barze sałatkowym:
„Oprócz rzodkiewek, w śmietniku można znaleźć brokuły, sałatę, kapustę, arbuzy, truskawki czy melony - wszystko to, od czego uginają się półki w marketach.”
Aby czytelnik nie musiał się trudzić, w tekście „brokuły” jest ukryte hiperłącze, które odsyła do serwisu kucharskiego radzącego, co można zrobić z brokułami.
 
Jedzenie ze śmietnika jest również zdrowe:
„Katowiczanki żywią się w ten sposób od pięciu lat i nie zamierzają przestać. Żadna z nich jak dotąd nie rozchorowała się od śmietnikowego jedzenia. - Grunt to dobrze umyć, wyparzyć i można jeść - mówią.”
 
Redakcja przestrzega jednak w podtytule, że „Freeganizm to nie sposób życia dla każdego”, by zaraz dodać, że można tygodniowo zaoszczędzić nawet 100 złotych. Oczywiście są niedogodności, bo śmierdzi, bo „trzeba zanurkować” w śmieciach i dotykać czasem mięsa  – a z tym panie, które są wegankami, mają problem.
 
Po lekturze wyżej wspomnianego artykułu pomyślałem, że nie ma żadnych granic w ratowaniu rządu Donalda Tuska. Tak jak w pierwszym PRL perorowano na temat szkodliwości niedostępnych artykułów, tak w drugim PRL czy PRL BIS doradza się, jak ewentualnie poradzić sobie z brakiem środków na zakup żywności. Przy katastrofalnym bezrobociu i realnym obniżeniu płac wskutek inflacji, jedni poddają pomysł jedzenia szczawiu i mirabelek, inni – przepraszam za wyrażenie - żarcia ze śmietnika. „By żyło się lepiej?”
 
Maciek





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.