Aleksander Ścios: "Węgierski epilog afery marszałkowej"
data:09 maja 2013     Redaktor: AK

W ostatnich dniach, m.in. za sprawą czekoladowego orła, przypomniał o sobie Prezydent Bronisław Komorowski. Warto przy tej okazji ponownie przywołać genezę jego prezydentury. Zrobił to Aleksander Ścios - poniżej publikujemy w całości jego tekst.

fot.: wikipedia.pl
 
 
Opisana przed kilkoma dniami afera, w której ludzie węgierskich służb specjalnych i mafii zbierali haki na partię opozycyjną, ujawnia mechanizmy znane nam doskonale z afery marszałkowej. Przypomnienie tych mechanizmów skłania jednocześnie do smutnej refleksji nad jakże różnym finałem obu spraw.
 
Z tekstu Grzegorza Górnego opublikowanego w portalu wpolityce.pl wynika, że węgierski parlament powołał speckomisję mającą wyjaśnić okoliczności działań podejmowanych przez służby w 2008 roku. Władzę na Węgrzech sprawowali wówczas socjaliści, a z przedwyborczych sondaży niezbicie wynikało, że najbliższe wybory wygra Fidesz Viktora Orbana. Ta perspektywa sprawiła, że w czerwcu 2008 roku doszło do spotkania Tamasa Portika, jednego z mafijnych bossów z Sandorem Laborcem, szefem węgierskiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Rok wcześniej partia opozycyjna ujawniła, że Sandor Laborc zataił w swoim życiorysie niewygodny dlań okres, czyli studia w moskiewskiej Akademii Wojskowo-Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego. Polskim absolwentom tej zacnej uczelni warto przypomnieć słowa Ervina Demetera, byłego szefa węgierskich służb specjalnych, który stwierdził, że „absolwenci tej akademii automatycznie stawali się agentami KGB”. Mimo sprzeciwów opozycji, Laborca wybrano jednak szefem węgierskiego BBN, a w lutym 2008 roku został nawet przewodniczącym Komitetu Wywiadu NATO.
 
Podczas spotkania w roku 2008, Tamas Portik zaoferował Laborcowi zamieszczanie materiałów promujących partię socjalistyczną na kontrolowanych przez mafię stronach internetowych. Szef BBN miał jednak inny pomysł. Chciał, by Portik organizował prowokacje wobec polityków Fideszu, składając im m.in. propozycje korupcyjne i nagrywając odpowiednie komprmateriały. Miały zostać wykorzystane do szantażowania członków partii Viktora Orbana. Na takie działania obie strony uzyskały zgodę ówczesnego ministra ds. służb specjalnych, György’a Szilvásy’ego.
 
Wprawdzie Sandor Laborc i Szilvásy zostali aresztowani w roku 2011 roku i postawiono im zarzuty szpiegostwa na rzecz Rosji,  to sprawę kontaktów z mafią ujawniono dopiero teraz, po odtajnieniu podsłuchu rozmów prowadzonych przez byłego szefa BBN.
 
Analogia tej sprawy z aferą marszałkową wydaje się oczywista. Przypomnę, że w roku 2007 polityk PO Bronisław Komorowski nawiązał kontakt z grupą byłych oficerów Wojskowych Służb Informacyjnych. Mieli oni uzyskać dostęp do tajnego aneksu z Raportu z Weryfikacji WSI, a gdy okazało się to niemożliwe, podjąć działania zmierzające do skompromitowania członków Komisji Weryfikacyjnej i polityków PiS-u. Chodziło przy tym o zdezawuowanie treści zawartych w aneksie oraz uprzedzenie ewentualnych zarzutów dotyczących powiązań ludzi Platformy ze środowiskiem wojskowej bezpieki. Nazwisko Komorowskiego pojawia się na kartach Raportu ponad 60 razy i wymieniane jest w kontekście wielorakiej odpowiedzialności tego polityka.
 
W październiku 2007 r. pojawiły się natomiast publikacje prasowe, w których wskazywano na udział Komorowskiego w inwigilacji członków sejmowej komisji ON w roku 2000. Informowano także o wezwaniu ówczesnego kandydata na marszałka Sejmu przez Komisję Weryfikacyjną WSI. W tym samym czasie, Leszek Misiak zamieścił artykuł, w którym ujawniał fakt wieloletniej znajomości Komorowskiego z płk Aleksandrem L., byłym szefem komunistycznego kontrwywiadu wojskowego, absolwentem moskiewskich kursów GRU.
 
Obecny prezydent spotykał się z wielokrotnie z Aleksandrem L. (podejrzewanym przez wywiad o kontakty ze służbami rosyjskimi) i przystał na jego propozycję uzyskania dostępu do informacji stanowiących ścisłą tajemnicę państwową, a następnie umówił się z nim w kwestii dalszych kontaktów. 27 lipca 2008r., składając zeznania w Prokuraturze Krajowej w Warszawie w sprawie sygnatura akt PR-IV-X-Ds. 26/07, Bronisław Komorowski pod rygorem odpowiedzialności karnej zeznał: „Ja wyraziłem wstępnie zainteresowanie jego propozycją. Umówiliśmy się, że on odezwie się, gdy będzie miał możliwość dotarcia do tych dokumentów”. Komorowski spotykał się także z byłym oficerem Zarządu III WSI płk Leszkiem Tobiaszem, absolwentem kursów GRU, wobec którego prokuratury prowadziły w tym czasie postępowanie karne w sprawach o fałszowanie dokumentów i złożenie nieprawdziwego oświadczenia weryfikacyjnego. Tobiasz miał zająć się uzyskaniem „materiałów dowodowych” obciążający członków Komisji Weryfikacyjnej i dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego. Na początku listopada 2007 r., z inicjatywy Komorowskiego doszło z kolei do spotkania Tobiasza z szefem ABW Krzysztofem Bondarykiem, płk. Grzegorzem Reszką (p.o. szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego) oraz Pawłem Grasiem (ówczesnym zastępcą przewodniczącego sejmowej komisji ds. służb specjalnych). Na spotkaniu poczyniono ustalenia w zakresie działań dotyczących członków Komisji Weryfikacyjnej. W efekcie - płk Tobiasz, w oparciu o zgromadzone komprmateriały złożył zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu korupcji wokół Komisji Weryfikacyjnej, obciążając Aleksandra L., Wojciecha  Sumlińskiego oraz Piotra Bączka. Jednocześnie uruchomiono zmasowaną kampanię dezinformacyjną, mającą na celu wytworzenie fałszywego przekonania, że doszło do "wycieku" aneksu, a sprawa ma podłoże korupcyjne.
 
Afera marszałkowa nigdy nie została wyjaśniona, a jej główny bohater nie poniósł żadnych konsekwencji. Obowiązująca do dziś zmowa milczenia sprawia, że sprawa została ukryta przed opinią publiczną i żadne z jej elementów nie pojawiły się w trakcie kampanii prezydenckiej Komorowskiego. Partia opozycyjna dwukrotnie próbowała odwołać marszałka Sejmu, powołując się m.in. na zarzuty związane z aferą. Toczący się obecnie proces sądowy Aleksandra L. i Wojciecha Sumlińskiego nie wywołuje (co zrozumiałe) zainteresowania ośrodków propagandy, ale jest również ignorowany przez „nasze” media.
 
Istnieje szereg wątpliwości dotyczących faktycznej roli Komorowskiego i jego współpracy z oficerami komunistycznej bezpieki. Autor słów „muszę zobaczyć aneks przed publikacją” skutecznie uchylał od udzielenia odpowiedzi na pytania posłów PiS-u, odmawiał stawienia przed Komisją Weryfikacyjną i wielokrotnie wykorzystywał swoją pozycję, by uciec od składania wyjaśnień. Po śmierci płk Tobiasza wiadomo również, że nie dojdzie do konfrontacji odmiennych zeznań, złożonych w tej sprawie przez Komorowskiego i Tobiasza. Nie można natomiast wykluczyć, że podobnie jak w ujawnionym obecnie skandalu węgierskim, tak w aferze marszałkowej, mogą istnieć dowody w postaci nagrań.
 
W roku 2007 swoje rozmowy z Komorowskim nagrywał bowiem Krzysztof W. - biznesmen z Podkarpacia, wywodzący się „z kręgu służb specjalnych”. Prosił on polityka PO o interwencję w sprawie zaległości płatniczych za wykonane przez jego firmę usługi. Rozmowa W. z ówczesnym marszałkiem Sejmu objęła również tematy polityczne. Gdy obiecana przez Komorowskiego pomoc nie nadeszła, biznesmen złożył doniesienie do jednej z warszawskich prokuratur, informując o możliwości popełnienia przez Komorowskiego przestępstwa. Miało ono polegać na szukaniu „haków” na przeciwników politycznych. Doniesienie zawierające m.in. obszerny opis całego zdarzenia i oświadczenie świadka rozmowy, trafiło do prokuratury w 2009r. Ta zaś przez wiele miesięcy nie mogła ustalić, kto jest właściwą jednostką do zbadania sprawy. Po wyborze Komorowskiego na prezydenta, jesienią 2010r., Krzysztofem W. zainteresowała się natomiast Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a 28 czerwca 2011r. policja aresztowała biznesmena. Dzień później dokonano przeszukania jego domu, w trakcie którego zabezpieczono archiwum nagrań dokonywanych przez W., w tym zapewne taśmy rozmowy z Komorowskim. Opisując tę sprawę przed rokiem, Leszek Pietrzak zauważył, że rozmowa miała miejsce w czasie gdy pracowała jeszcze Komisja Weryfikacyjna WSI, a poseł Komorowski poważnie obawiał się  wyników jej prac.
 
O ile nie ma wątpliwości, że węgierska afera z rosyjską agenturą w tle zostanie wyjaśniona, o tyle sprawa działalności ludzi wojskowej bezpieki i marszałka Komorowskiego, z pewnością nie znajdzie sądowego finału. Nazwałem ją „matką” wszystkich późniejszych afer, ponieważ doszło wówczas do zawiązania groźnego triumwiratu polityków obecnego  reżimu, funkcjonariuszy służb oraz ludzi komunistycznej bezpieki. W tle tej kombinacji operacyjnej są też interesy obcych służb, dążących do zablokowania procesu weryfikacji i przywrócenia wpływów „peryskopu, za pomocą którego Rosjanie pozyskiwali wiedzę o mechanizmach funkcjonowania naszego państwa ” – jak nazwał WSI prof. Andrzej Zybertowicz.
 
Powstały wówczas układ, był wykorzystany w kolejnych działaniach z udziałem tych samych środowisk. Można go dostrzec w aferze stoczniowej czy hazardowej. Jednocześnie – ta sprawa powinna utwierdzać w przekonaniu, że kluczem do zrozumienia szeregu procesów zachodzących w ostatnich latach jest osoba Bronisława Komorowskiego. Wydarzenia z udziałem tego polityka – począwszy od afery marszałkowej, poprzez farsę „prawyborów” i kampanię prezydencką, aż po skutki tragedii smoleńskiej – spina spójna i logiczna klamra.  Sens tych wydarzeń wyznacza zaś kierunek, w jakim obecnie zmierza III RP.
 
Gdyby afera marszałkowa została rzetelnie wyjaśniona, a jej mechanizmy ujawniono społeczeństwu, zablokowałoby to karierę Bronisława Komorowskiego, uniemożliwiło mu start w wyborach prezydenckich i oszczędziło Polakom wielu bolesnych doświadczeń i upokorzeń. Odsłonięcie patologicznych relacji już w roku 2008 uchroniłoby nas od niebezpieczeństw wywołanych wpływem Rosji na polskie życie polityczne, zapobiegło obcym knowaniom w ramach konfliktu rząd-prezydent, a w rezultacie – o czym jestem przeświadczony -  udaremniło pułapkę smoleńską i tragedię z 10 kwietnia. Nie trzeba tworzyć alternatywnej historii, by zrozumieć, że płacimy dziś cenę za zignorowanie tego największego zagrożenia.
 
Linki:
http://cogito.salon24.pl/175471,wszyscy-ludzie-bronislawa-k
 
Za: http://bezdekretu.blogspot.com/2013/05/wegierski-epilog-afery-marszakowej.html
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.