Nawet gdybym nie był Polakiem, zostałbym Powstańcem Warszawskim - 21
data:12 października 2011     Redaktor: Barbara Chojnacka

Znaczenie Powstania Warszawskiego dla Europy i świata
- to już ostatni wpis z archiwalnego cyklu: "Powstanie Warszawskie oczyma Witka Piekarskiego".
Autorowi bardzo dziękujemy za możliwość publikacji Jego wpisów na naszym portalu. Przypominaliśmy je z wielką satysfakcją!

Witek
 


 

5 października 1944 jest faktycznym końcem Powstania Warszawskiego.

Tego dnia na mocy umowy kapitulacyjnej podpisanej 2 października opuściły Warszawę (a dokładniej jej ostatnią bronioną dzielnicę Śródmieście) walczące od ponad 2 miesięcy oddziały Armii Krajowej.

Pełni godności, lecz zdruzgotani klęską i zdradą nie uświadamiali sobie, że swoją ofiarą uratowali świat przed jeszcze niebezpieczniejszą zarazą niż ta, z którą przyszło im walczyć zbrojnie i ze strony której doświadczać zapomnianych od 700 lat w Europie bezeceństw tatarskich pogromów.

Również ci, przed którymi składali resztki swej mizernej broni, nie zdawali sobie sprawy, że ci pokonani uratowali świat, jeśli nie im, to ich dzieciom.

Klęska militarna pomimo rzucenia na stos całopalny miasta stołecznego wszystkich diamentów jakie miał do dyspozycji dowódca Powstania pułkownik Monter-Chruściel (np.mój ukochany baon "Zośka" Andrzeja Morro z Baczyńskim, "Parasol" Jeremiego (Zborowski) z Ziutkiem Szczepańskim i wiele innych) była nie do uniknięcia z powodów politycznych, a dokładnie stosunku, jaki zajął wobec niego najpotężniejszy wtedy człowiek w Europie towarzysz Stalin z domu Dżugaszwili.

Oczywiście można sobie zadać pytanie czy gdyby Powstańcy utrzymali dogodne dla przyjęcia przeprawy nadwiślańskie dzielnice Marymont, Powiśle i Czerniaków, to czy dokonałaby się ona?

I czy jedna dywizja LWP, zwłaszcza najsłabsza 3.dywizja, umożliwiłaby obronę przed pancernymi jednostkami frontowymi Wehrmachtu?

Przykład nieskutecznego wsparcia obrony Czerniakowa wzmocnionego batalionem tej dywizji oraz szybkość upadku Mokotowa i Żoliborza odpowiada na to pytanie w czarnych barwach.

Dlatego też odpowiedzialność dowództwa Powstania za swoje niewątpliwe liczne błędy i niekompetencje w przed i w trakcie walki jest odpowiedzialnością wtórną wobec czynników politycznych.

Nawet gdyby gen. Bór-Komorowski i płk Monter-Chruściel byli geniuszami potrafiącymi przewidzieć przyszłe ruchy wojsk i wyniki starć na froncie i w stolicy, wykorzystali maksymalnie polski potencjał oraz błędy i niedociągnięcia Niemców, doprowadzając do opanowania prawie całego miasta, to niemożnością było je utrzymać z powodów chociażby wyżywieniowych do kolejnej ofensywy radzieckiej, która ruszyła dopiero w styczniu 1945. Mniejsze byłyby tylko straty wśród tych "diamentów". Zresztą z przyczyn militarnych również, bo przygotowany atak najsprawniejszej armii świata nie mogło wytrzymać żadne nawet dozbrojone pospolite ruszenie nawet najofiarniejszego narodu, w czasie gdy najsilniejsza armia świata przyglądałaby się temu bezczynnie .

A czas do tej bezczynności był doprawdy wyjątkowy. Mijał niespełna miesiąc, gdy wojska radzieckie zadały swojemu śmiertelnemu wrogi największą klęskę w historii tej wojny - eliminując prawie 700 tysięcy niemieckich żołnierzy: 300 tysięcy zabitych, 150 tys. wziętych w "plien" i drugie tyle rannych + adekwatne straty w sprzęcie wojskowym - czołgach, paliwach, itd. Dla porównania w klęsce stalingradzkiej zginęło 150 tys. żołnierzy + 110 tys. jeńców (a straty te obejmują mniej wartościowych żołnierzy rumuńskich, węgierskich i włoskich), w decydującej o losach wojny bitwie pod Kurskiem dwa razy mniej - 150 tysięcy.

 

05.10-eastern_front_1943-08_to_1944-12_550_01

Na powyższej mapce nie ma górnego biegu Wisły [ =Vistula], ale możemy go sobie "dorysować" bo pokrywa się "w miarę" z osiągami Armii Czerwonej do styczniowej ofensywy. Za tą rzeką po pogromie białoruskim nie było żadnych poważnych sił niemieckich zdolnych powstrzymać zwycięską Armię. Dywizje z frontów zachodnich francuskiego i włoskiego, ściągane alarmowo, dopiero nadchodziły. Jednak nie mając oparcia w żadnej znacznej przeszkodzie terenowej na Nizinie Wielkopolskiej ani jakichkolwiek fortyfikacji (legendarny Wał Pomorski powstał dopiero na jesieni) byłyby w stanie zatrzymać fronty Stalina dopiero na Odrze [Oder]. 60 km od Berlina, 150 km do Łaby, stamtąd tylko 400 km do Renu.

Oczywiście armie Frontu Białoruskiego były też wyczerpane prowadzoną od 22 czerwca operacją "Bagration" jednak wymagały one znacznie mniej zaopatrzenia niż każde inne regularne wojsko i miały przekonywujący, zastraszający "argument" w postaci drugiej linii frontu, czyli jednostek NKWD srogo nadzorujących postępy wojsk zgodnie z wytycznymi "Stawki". Gdyby ta zmęczona, ale uskrzydlona zwycięstwami nawała rozlała się za Wisłę, zatrzymać ją mogło tylko własne wyczerpanie albo rozkaz Stalina.

Gdyby następna zimowa ofensywa Armii Czerwonej rozpoczęła się o te 300 km na zachód, niechybnie dotarłaby po kilku tygodniach do pierwszej wielkiej przeszkody wodnej Łaby, przeskoczyła ją sprawnie (kto by jej bronił?) i rozjechałaby się bezproblemowo do kolejnej czyli rzeki Ren, czyli końca Niemiec.

Czy Stalin zająwszy całe Niemcy, przejmował się ustaleniami Teherańskimi z jesieni 1943?

On, który zwykł był nie dotrzymywać żadnych układów, o ile mu się one nie opłacały. Myślę, że to pytanie retoryczne, zważywszy, że konkurencyjne, zaprzyjaźnione z nim mocarstwo (USA) były względem niego w stosunku petenta (prośby o włączenie się do wojny lądowej przeciwko Japonii).

Komunistyczna NRD objęłaby zatem całe Niemcy, wraz z ich olbrzymim potencjałem przemysłowym, położeniem geopolitycznym i genialnymi wynalazkami militarnymi (Werner von Braun pracowałby za życie i pajkę chleba w "Dziewiątym kręgu" i doskonaliłby dla sprawy światowego komunizmu rakiety V-2, V-3, Messerschmitt takoż odrzutowe samoloty Me-262, Anton Flettner kontynuowałby konstruowanie pierwszych śmigłowców bojowych w ZSRR, a nie w USA, jak np. prawdziwy konstruktor pierwowzoru najpopularniejszej broni strzeleckiej na świecie AK-47 "Kalashnikov" [polska wymowa: Kałasznikow] Herr Hugo Schmeisser (StG44), który wraz z całą swoją fabryką w Suhl został przeprowadzony na Ural. Niemcy doszli też daleko w temacie wykorzystania atomu jako źródła energii i broni (budowali nawet prototyp elektrowni atomowej).

Potęga bloku komunistycznego z całymi Niemcami byłaby zdecydowanie większa niż ta, która trzęsła tym kawałkiem świata w latach 1944-91. Oddziaływanie ideologicznie na silne partie komunistyczne we Francji (graniczącej by w takim rozwoju sytuacji z blokiem pokoju) i Italii mogło by doprowadzić do objęcia władzy przez te agentury Kominternu. Wszak partie te w wolnych i niesfałszowanych wyborach otrzymywały wielokrotnie największą ilość głosów (w głupiej i zacofanej Polsce partia postępu występowała pod przykryciem bloku wyborczego i mimo straszliwego terroru do osiągnięcia sukcesu musiała porządnie oszukiwać przy liczeniu głosów, a w tych krajach o długich tradycjach demokratycznych komuniści niemal otrzymywali większość parlamentarną). Oznaczałoby to podporządkowanie całej kontynentalnej Europy towarzyszowi Stalina i "ideom Lenina wiecznie żywym". Czy Wielka Brytania ostałaby się Wyspą Ostatniej Nadziei - jak przy hitlerowskiej nawale 1940-42 - pozostaje w tych rozważaniach sprawą otwartą, jednak sam genialny George Orwell zwracał uwagę na znaczenie i wszechobecność agentury sowieckiej w newralgicznych miejscach administracji Brytyjskiego Imperium. Dopomagałaby zwycięstwu rewolucji i w tym robotniczym Królestwie, które w latach powojennych przeżywało ciężki kryzys i związaną z nim radykalizację mas. A metody wschodniej prowokacji i sterowania masami w Londynie opisał już przed I wojną Joseph Conrad Korzeniowski w "Tajnym agencie".

Czy z Anglią, czy bez niej, Orwellowska Eurazja stanowiłaby jedyną znaczącą siłę w Starym Świecie, a wyspą ostatniej Nadziei byłaby Ameryka. Komunizm nie upadłby wtedy już po 45 latach, a mógłby panować krwawo jeszcze długo. Jeśli przegrałby walkę o azjatyckie złoża surowcowe, bo jak nie, to jedna z przepowiedni Stanisława Cata Mackiewicza z "Myśl w obcęgach" mogła by się zrealizować. W 1931 roku napisał również on: "Z taką rewolucyjnością jak dziś współżycie naszych światów możliwe jest lat 10, może 15. W końcu skończy się na agresji z ich strony". Jakże mało (o 2 lata) się pomylił...!

Na szczęście dla całego cywilizowanego świata jego losy po raz drugi w ciągu 24 lat zdecydowały się nad Wisłą. Stalin zdetonowawszy Godzinę W* w niezbyt dogodnym dla Polaków momencie przejściowych problemów Armii Czerwonej pod Wołominem (świetne, bo prawdziwe tłumaczenie dlaczego nie zajmuje mordowanej przez Niemców Warszawy), chciał ją "wyzwolić" po upadku warszawskiej awantury, której istnienie na początku zaprzeczał. Według wszystkich znaków na ziemi i militarnych teorii wystąpienie kilku tysięcy uzbrojonych (rzeczywisty stan uzbrojenia Okręgu Warszawskiego AK) z zapasami na 3-4 dni walki podziemnych ochotników bez doświadczenia wobec 20 tysięcznego garnizonu niemieckiego i możliwości odsieczy o podobnej sile nie mogło trwać więcej niż kilka dni, z zapasem na zaskoczenie i błędy Niemców - góra 1 tydzień, maksymalnie 10 dni ("należy się spodziewać, że dalsze działania wojsk odsieczy Reinefahrta i v.d. Bacha doprowadzą w ciągu kilku dni do zduszenia powstania" - Hans Frank, niemiecki satrapa ziem polskich zwanych GG).

Przewlekające się walki w Warszawie były dla Stalina przykrym zaskoczeniem. Naczelny wódz Sowietów zmniejszył specjalnie nacisk na froncie wokół Warszawy, aby dać Niemcom więcej wolnych sił na zdławienie Powstania. Ci wykorzystali podarowany czas przede wszystkim na wzmocnienie miękkiego podbrzusza linii Wisły.

Tymczasem po 14 dniach walk nic nie zapowiadało ich końca, niemiecka przewaga była wyrównywana polską zaciekłością i "kombinatorstwem".

Stalin musiał przyznać, że "nieodpowiedzialnie wywołane walki trwają narażając biedną cywilną ludność, ale Armia Czerwona walcząca ze wszystkich swoich sił nie jest w stanie jej jakkolwiek pomóc", "jednakże pomocy żadnej sobie w okolicach operowania jej wojsk (tj. Warszawy) nie życzy i surowo zabrania". To ostatnie odnosiło się nie tylko do partyzanckich oddziałów polskich, które zdążały ku Warszawie wezwane rozkazem-apelem (zresztą 2 tygodnie spóźnionym) Komendanta Głównego AK gen. Bora, ale i do alianckich samolotów, które jako wyrzut sumienia wysyłali sporadycznie Anglicy na ustawiczne prośby i żądania "Najstarszego sojusznika".

Dopiero po zajęciu przez 1. Armię LWP Pragi, aby uniknąć jej połączenia z AK, Niemcy bezwzględnie odrzucili AK od rzeki, nacisnęli stanowczo na poszczególne dzielnice i rozjechali je dosłownie czołgami.

Po upadku Powstania na początku października byli już na tyle silni (m.in. przez ściągnięcie wspomnianych dywizji z zachodu), że kolejne postępy wojsk radzieckich musiały poczekać na znaczne wzmocnienia, aby osiągnąć wymaganą przez sowiecką doktrynę wojskową wielokrotną przewagę w ludziach i sile ogniowej.

Gdy amerykański ambasador Harriman pochlebiał Soho, że niczym zwycięski Aleksander I na Kongresie Wiedeńskim 1814-15 dyktuje światu nowy ład, on ze smutkiem w głosie odparł, że jego poprzednik zajął Paryż, a on tylko Berlin i Wiedeń.

Czy pojął, że po raz kolejny Warszawa stanęła mu na drodze do podpalenia świata ogniem rewolucji? W 1920 zajęty dobywaniem Lwowa nie udzielił wbrew rozkazowi Trockiego pomocy Tuchaczewskiemu następującemu ku Warszawie, co było jednym z powodów klęski armii bolszewickiej (nie rosyjskiej, jak ją nazwał premier Putin w liście do Polaków 31.08).

Teraz licząc na pozbycie się rękoma Niemców "źródła 4/5 problemów jakich wytwarzała okupantom Warszawa" (list H. Franka) zastopował swoje armie, uzupełnienia kierując w stronę Przełęczy Dukielskiej na której poległo bezsensownie do 100 tys. czerwonoarmistów szturmując kilka miesięcy wejście do Słowacji (niezwykle ważnej strategicznie - dla wyrobu oscypków). Stracił okazję, która na szczęście już się nie powtórzyła. Na szczęście dla świata, Polski, Niemiec i Rosjan, bo ci byli w sowieckim imperium narodem najskuteczniej zabijanym. Nie tylko fizycznie, ale i duchowo, czego efekty możemy widzieć do dziś i jeszcze wiele lat.** 1400/1210

Może to było podświadomym przesłaniem natchnienia wieszcza : "a imię jego będzie Czterdzieści i Cztery"?

Muzyczną oprawą najlepiej pasującą wydaje mi się protestsong wg pomysłu rosyjskiego barda Władimira Wysockiego "Tank" pśd  (Materiał filmowy Nr 1) i Epitafium dla wyżej wspomnianego "diamentu"(Materiał filmowy Nr 2).



Materiał filmowy 1 :

Materiał filmowy 2 :

Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.