Niezwykłe spotkanie podczas Marszu Cieni - postscriptum 2.
data:19 kwietnia 2013     Redaktor: GKut

W kwietniu 2013 roku na portalu solidarni2010.pl ukazał się  materiał Moniki Beyer , który przypominamy naszym Czytelnikom co roku z okazji Marszu Cieni. W dniu  XI  Marszu, 8 kwietnia 2018 roku,  ze smutkiem dowiedzieliśmy się o odejściu Pani Ewy,  córki kpt. rezerwy WP Aleksandra Marka Kowalskiego, bohaterki poniższych zdarzeń -  do wieczności... Stało się to w grudniu 2017r. Rodzinie składamy głębokie wyrazy współczucia. Nosimy w sercach promienny uśmiech Pani Ewy...
Na Marszu 8.04.2018r. reprezentowała Zmarłą  i Rodzinę nasza reporterka - Monika  Beyer. Oto, co napisała w krótkim liście do redakcji - Pana Marka, "cień" Ewy Ojca, a mojego Wujka, spotkałam, jak podchodził ze zniczem do kamienia katyńskiego. Powiedziałam mu, że Ewa odeszła,, że jestem już tylko ja. Zasmucił się, przytulił mnie, ucałował. To było mi potrzebne....M.

                      Pan Marek, "cień" kpt. Aleksandra Marka Kowalskiego" - 8.04.2018r.

***
 
Niedzielne popołudnie, 14 kwietnia. VI Katyński Marsz Cieni przystaje pod Bazyliką św. Krzyża. Z trudem odnajduję w tłumie Ewę, moją cioteczną siostrę, córkę kpt. rezerwy WP Aleksandra Marka Kowalskiego, zamordowanego w początkach kwietnia 1940 r. w Katyniu. Wspiera ją mąż, Andrzej. Te dni rocznicowe są dla Ewy i Hanki, jej siostry, szczególnie trudne, zapewne jak dla wszystkich, nielicznych już członków rodzin katyńskich. Rany niezagojone, czekanie na pełną prawdę. Od 73 lat...
 
 
 
 
 
 
 
 
Ewa zgłosiła nazwisko Ojca organizatorom Marszu, prosili o to, bo podane przez bliskich nazwiska miały być odczytywane na Placu Zamkowym, przed Kamieniem Katyńskim. Czy nazwisko Wujka Olka zostanie odczytane? Tymczasem Marsz rusza w milczeniu Traktem Królewskim.
 
W bramie przy Bazylice stoi pani Małgosia, kwiaciarka, na stoliku cudne kolorowe tulipany. Pytam, czy mogę zrobić zdjęcie – „Dla Nich” – mówię, nieco bez sensu, ale przecież nie zabiorę tych kwiatów z sobą. „Oczywiście – mówi pani Małgosia. – Wie pani, brat mego teścia, zginął w Katyniu. Proszę chwilkę poczekać, to dla pani – dodaje i wręcza mi kilka ślicznych tulipanów. – A brat teścia miał na imię Antoni...”
 
 
 
 
 
 
Te kwiatki będą oczywiście dla Ewy, żeby je mogła położyć przy pomniku, dla swego Tatusia i dla pana Antoniego.
 
Na Placu Zamkowym zaczęli już odczytywać nazwiska poległych oficerów. Rozglądając się za Ewą i jej czerwonym kapeluszem, znajduję się akurat przy Hani, koleżance z portalu Solidarnych2010. Mówię jej, że szukam Ewy, bo wyczytują nazwiska, bo kwiatki, ale że jej nie widzę. Wtem słyszę za sobą glos – „Jestem tutaj”!” Jakim cudem wszystkie trzy znalazłyśmy się obok siebie, w tym właśnie momencie i w tym miejscu – tak blisko pomnika?
 
„Aleksander Marek Kowalski!”. Ledwie słychać, ale jednak. Wyczytali! Poprzez tłum przedziera się wysoki, młody człowiek w polskim mundurze i rogatywce z orzełkiem, z zapalonym białym zniczem w ręku i szybkim krokiem zmierza do katyńskiego kamienia. Biegniemy za nim, wołamy, że jest z nami córka kpt. Kowalskiego. Młody człowiek stawia znicz i salutuje, Ewa kładzie kwiatki – po czym oboje padają sobie w objęcia. Dotąd nieznajomi, w tej chwili tak bardzo sobie bliscy. To już nie rekonstrukcja, choćby najwierniejsza, to prawda, łzy w oczach i bijące mocno serca. Tu i teraz. „Modliłem się za Niego przez całą drogę” – mówi pan Marek, "cień" kpt. Aleksandra Marka Kowalskiego".

 
 
 
 
 
 
 
Brakuje słów, żeby opisać to niezwykłe spotkanie. Dzięki Hani Dobrowolskiej, która wykazała refleks, okazała się rasowym reporterem i nagrała filmik, także Wy możecie być jego świadkami.
 
 
 
 
 
 
Monika Beyer



***
Pani Teresa Boguszewska, zainspirowana tą niezwykłą  historią,  napisała wiersz, który zamieszczamy tu pod artykułem.

Paniom Ewie i Monice

 

                                    Wiersz  dla  Cieni

 

Na  Krakowskim Przedmieściu

ulicy '' świątobliwej ''

wznosi się Kościół Świętego Krzyża

misjonarzy

co tyle wielkich misji

dźwigają na swoich ramionach

                                   każdego roku – początek kwietnia

                                   w rocznicę tragedii katyńskiej

                                   odprawiana jest Msza

                                   w tej świętej intencji

                                   schodzą się Cienie

                                   w wojskowych szynelach  i  w rogatywkach z orzełkiem

                                   i wszyscy

                                   którzy pamiętają

zbrodnia

co miała być zagładą narodu

stała się świętą  kartą następnych pokoleń.

                              

                                   A na Placu Zamkowym

                                   uroczystość Cieni

                                   co pamięć niosą w zapalonych zniczach

                                   wokół pochylone głowy

                                   i cichy szept modlitwy

                                   każdy swój ból wykrzyczał już przed Bogiem.

Czasem się zdarzy coś pięknego

za sprawą aniołów strzegących kolejności zdarzeń

i kiedy ogłoszono: Kapitan Aleksander Marek  Kowalski

Jego Cień stawiał światełko przed pomnikiem

córka i siostrzenica Kapitana  stały właśnie obok

 

ludzie się nie znali  – byli całkiem obcy

a padli sobie w objęcia i byli już bliscy

jak bliska jest pamięć o straconych w katyńskim lesie

                                                         nie tylko o świcie...

                

                                                                                Terasa Boguszewska, marzec 2016                                                              

 

***


 
Kpt. Aleksander Marek Kowalski
1902-1940
 
Fotografia legitymacyjna.
 
Olimpiada w Lake Placid.
 
Rok 1939.
 
Prawdy nie da się zabić, ani strzałem w tył głowy ani brutalnym kłamstwem, wciąż ponawianym. Od katyńskiego, od którego wszystko się zaczęło, po smoleńskie. Warto, by uświadomili to sobie Rosjanie. Warto, by uświadomili to sobie obecnie rządzący Polską, którzy na te kłamstwa i zniewagi boją się udzielić natychmiastowej, mocnej, godnej odpowiedzi. (mb)
 
 
A prawda wyglądała tak:
 
 
Wspomnienie o ostatnich miesiącach życia
kpt. A.M. Kowalskiego
 
 
Pożegnanie
 
 
Relacja Ewy Osieckiej, córki kpt. rezerwy WP Aleksandra Marka Kowalskiego olimpijczyka, hokeisty, dyrektora V Oddz. Komunalnej Kasy Oszczędności w Warszawie, zmobilizowanego 3 września 1939 r. z kartą mobilizacyjną do Chełma Lubelskiego:
 
 
Mama zapisała, że zapakowała do walizki potrzebne mu rzeczy – mam nawet karteczkę, co dokładnie wziął 3 września 1939 r: wychodząc z domu: koszule białe 2, koszule kolorowe 3, chustki do nosa 14, kalesony 4, ręczniki duże 2, ręczniki małe 2, ranne pantofle, jasiek, pulower granatowy, poszewki 2, piżamy 2. Zapisała Mama: „Opatruję „na drogę” wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej, fotografiami moją i dziewczynek i srebrną papierośnicą – ma go uchronić przed strzałami w serce! .” Miał ze sobą obrączkę, zegarek, okulary, wieczne pióro Parkera (od Polonii amerykańskiej).
 
 
Oczekiwanie
 
 
Fragment wspomnień Janiny, żony śp. Aleksandra Marka Kowalskiego,.
 
 
„Ostatnie wspólne chwile, tak ciężko nam, ale staramy się nie utrudniać tego rozstania. Ostatnie polecenia, troska o mnie i o dzieci słowa: „Wierzę, Januś, że wychowasz je na dzielnych i uczciwych ludzi.”
Nie dojechał do Chełma, tylko do Równego. W swoim jedynym liście z frontu pisał 7 września 1939 r. z Równego: "Jest czwartek, a dopiero dzisiaj dobrnąłem do mojej formacji. Podróż była pełna grozy. (....) o mnie myśl, jak powinno się myśleć o żołnierzu. Jak bardzo Was kocham. Ale mimo wszystko zobaczymy się jeszcze..." i adres: 13 Dywizja Piechoty, III Batalion Równe. List ten przeszedł przez cenzurę niemiecką i dotarł do nas dopiero na początku wiosny 1940 r.
Na początku listopada 1939 r. zgłosił się do mojej siostry Jadwigi (która również pracowała w KKO) nieznany Ksiądz i przyniósł moją fotografię (daną przeze mnie Olkowi przy Jego wyjeździe) oraz większą sumę pieniędzy. Na fotografii nieznaną ręką było napisane moje imię i nazwisko oraz adres KKO. Wg relacji owego Księdza (który parokrotnie potajemnie przekraczał granicę polsko-sowiecką) fotografię i pieniądze otrzymał od nieznajomej kobiety, która przedtem otrzymała je od Olka w Dubnie 25 września 1939 r., gdy sowieci zabierali do niewoli żołnierzy i oficerów polskich. Była to gaża oficerska Olka. Pieniądze te w ostatniej chwili przed wymianą udało się siostrze mojej wymienić i dostarczyć mnie. Było to dla mnie dużą pociechą, wiedziałam przynajmniej, że do tego czasu Olek żył i był zdrów.
Na początku grudnia 1939 r. przyszedł do mnie z wiadomościami woźny z KKO, który znał dobrze Olka - brał udział w kampanii wrześniowej jako szeregowiec i też dostał się do niewoli. Opowiedział, że gdy wojska polskie zostały rozbite po 17 września 1939 r., jeszcze małe oddziały broniły się, między innymi zgrupowanie Dubno pod dowództwem gen. Strzemińskiego, potem płk. Kuleszy. Składało się ono z małych oddziałów artylerii i 3 batalionów improwizowanych piechoty, także z 12 Dywizji Piechoty z Równego. W marszu podjętym 12 września z Wołynia na zachód odzyskało 21 września z rąk niemieckich Kamionkę Strumiłowską, potem zaatakowało Rawę Ruską. Wzięte jednak z obu stron w kleszcze niemiecko - sowieckie 25 września skapitulowało przed Niemcami. Zwarte oddziały dostały się do niewoli niemieckiej, a rozproszone zostały wyłapane przez Rosjan i w niektórych przypadkach żołnierze i oficerowie wymordowani na miejscu. Jak wynikało z relacji woźnego, Olka wzięto do niewoli w Dubnie. Stamtąd przez miejscowość graniczną Niegorełoje jeńców wywieziono w głąb Związku Sowieckiego do obozów przejściowych, o bardzo ciężkich warunkach, tym bardziej, że zima była wczesna i mroźna. W jednym z takich obozów woźny ów spotkał Olka - miał na sobie płaszcz wojskowy i sweter z domu, z osobistych rzeczy nie miał już zegarka, obrączki, srebrnej papierośnicy, relikwiarzyka, fotografii dzieci... Bardzo trudne warunki, głód i zimno. Żołnierzy polskich odesłano później do Niemiec i w czasie transportu przez tereny polskie woźnemu udało się zbiec. Oficerowie pozostali w niewoli sowieckiej. Jak teraz wiadomo z ogólnej liczby 230 tys. żołnierzy polskich wziętych do niewoli sowieckiej – około 4500 oficerów polskich umieszczono potem w obozie jenieckim w Kozielsku, na terenie zabudowań dawnego klasztoru.(...)
 
 
Katyń – odkrycie dołów śmierci
 
 
Od wiosny 1940 r. do wiosny 1943 r. przez te lata wojny nie miałam żadnych wiadomości od Olka. Wojna trwała.
Wiosną 1943 r. wychodząca z Generalnej Guberni gadzinowa gazeta "Warschauer Zeitung" zaczęła podawać pogłoski o odkryciu straszliwej zbrodni, o znalezieniu masowych grobów oficerów polskich w lesie Katyńskim, 15 km na zachód od Smoleńska.
Stopniowo, każdego dnia, drukowano listy z nazwiskami i numerem ewidencyjnym pomordowanych oficerów polskich w Katyniu - kilkadziesiąt nazwisk codziennie. Któregoś kwietniowego dnia, gdy płonęło getto warszawskie, na jednej z list pojawiło się nazwisko Olka - pod numerem 2129: "Kowalski Aleksander Marek, w mundurze, metr. ślubu, karta szczep., list, por. rez., 1902".
W „Liście Katyńskiej” (Londyn, 1949) potwierdza się to na str. 97 z uzupełnieniem: „Kowalski Aleksander Marek, w mundurze, metr. Ślubu, karta szczep., list (A.M. 2129), por. rez., 1902, syn Józefa i Leokadii (LZK)” - groby w Lesie Katyńskim.
Ze skąpych informacji i historii wynikało, że męczeńska droga Olka wiodła przez Równe, Dubno, Niegorełoje, kilka innych obozów –więzień NKWD, Kozielsk, aż do Lasku Katyńskiego, w którym zginęli polscy oficerowie w czasie od 3 kwietnia do 12 maja 1940 r.
To był straszny cios.
Po wielu latach, około 1975 r. dotarły do nas (potajemnie) zagraniczne wydawnictwa „Lista Katyńska” i „Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów” (Gryf-Londyn 1962, wydanie III). W obozie w Kozielsku było ok. 4500 oficerów polskich, żyjących w niewypowiedzianie trudnych warunkach. Sowieci zaczęli likwidować obóz w kwietniu 1940 r. wywożąc stopniowo po kilkudziesięciu jeńców w 21 transportach, ostatni 12 maja. Nazwisko Olka widnieje na pierwszej liście śmierci z dn. 3 kwietnia 1940 r. podpisanej przez kapitana NKWD Soprunienkę, pod nr. 31 (wśród 78 oficerów) – prawdopodobnie zginął 5 kwietnia 1940 r.
…..
Długi jeszcze czas chwytałam się nadziei, że to fałszywe, propagandowe pogłoski.
W ciągu kilku następnych lat czyniłam poszukiwania przez PCK i Międzynarodowy Czerwony Krzyż. Potwierdzono okrutną prawdę, przy czym Moskiewski Czerwony Krzyż zwlekał z odpowiedzią 3 lata, w końcu brzmiała ona kłamliwie: „ nie został odnaleziony na terenie ZSRR”.
 
 
Konwencja ONZ z grudnia 1946 r. w art. 2 określa zbrodnię katyńską jako akt ludobójstwa.”
Zobacz równiez:





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.