Za co lubię Leszka Millera- Toyah nazajutrz po konklawe
data:16 marca 2013     Redaktor: GKut

Zakończone wczoraj konklawe, oraz wskazanie przez kardynałów argentyńskiego jezuity, jako głowy naszego Kościoła, niejako automatycznie zmusiło mnie do ponownego uczestnictwa w przekazywanym codziennie na żywo festiwalu zidiocenia, którego obsługą w ostatnich latach zajmuje się telewizja i w ogóle media. Jak więc wszyscy z nas, czekaliśmy już od paru już dni, aż poznamy imię nowego papieża, a kiedy wczoraj w pewnym momencie na owym watykańskim kominie usiadła biała mewa i przez chyba z godzinę nie chciała odlecieć, wszyscy odczytaliśmy to jako dobry znak, że to się stanie właśnie dziś, za chwilę, i już naprawdę nie było sposobu, by ten telewizor wyłączyć, i przestać choć na chwilę słuchać tych głosów.

Toyah pod namiotem Solidarnych2010, sierpień 2012
Nie wiem, czy to dlatego, że dawno telewizji w takim natężeniu nie oglądałem, czy może przez to, że owo bałwaństwo w zderzeniu z uroczystością i powagą chwili stało się jeszcze bardziej dojmujące niż zwykle, czy wreszcie skutkiem tego, że ostatnio w ogóle gorzej znoszę wszelki, fizyczny i intelektualny, chaos, ale muszę powiedzieć, że w pewnym już momencie, z tego zdenerwowania, nie byłem w stanie się skupić na tym, czego ten dzień tak naprawdę dotyczył, rozglądałem się za czymś, czym można by było rzucić w któryś z tych łbów.
 
Są jednak w tym całym nieszczęściu rzeczy, które pozwalają zachować dobry nastrój. Pierwsza z nich, to oczywiście sama osoba nowego papieża i popłoch, jaki w sposób ewidentny ten akurat wybór wywołał w szeregach tych, którzy to zło definiują. Ja naprawdę nie pamiętam, kiedy to miałem więcej tej zimnej, grzesznej satysfakcji, niż wczoraj właśnie, kiedy oni się powoli zsuwali z tej swojej nic nie znaczącej paplaniny o tym, jaki to równy facet z tego nowego papieża, jaki to liberał, jak to on jeździ metrem do roboty, i jak to on teraz oczyści Kościół z tego bagna, to fantastycznie wręcz symbolizującego ową panikę wystąpienie polskiego ambasadora w Argentynie, który poproszony o komentarz i może jakąś relacje z tego, co się dzieje na ulicach Buenos Aires, zaczął coś nieporadnie bąkać o tym, że on akurat nie może wiele powiedzieć, bo jeszcze akurat nie miał okazji wyjrzeć przez okno, samego papieża zna o tyle o ile, i może tylko powiedzieć, że to czarny konserwatysta, no i by do niego może zadzwonić jutro, to on do tego czasu się zorientuje.
 
Jednak dziś właśnie dotarła do mnie pewna informacja, która może na pierwszy rzut oka wcale nie może być bardzo pocieszająca, a kto wie, czy wręcz przeciwnie, nie powinna być przez nas odbierana jako coś wręcz bolesnego, a mimo to, mój niemal wrodzony minimalizm, jak idzie o oczekiwania, jakie ja mam w stosunku do świata, każe mi czuć pewną nadzieję. Otóż proszę sobie wyobrazić, że nie u nas w TVN24, nie u nas w TVP Info, ani nawet nie u nas w Polsacie, ale w dalekiej Wielkiej Brytanii, to słynne ich BBC akurat transmitowało pierwsze wystąpienie papieża Franciszka, kiedy nagle papież zaczął się modlić, najpierw słowami „Ojcze Nasz”, a następnie „Zdrowaś Maryjo”, a zatrudniony przez nich tłumacz kompletnie zgłupiał, i zaczął jedną i drugą modlitwę przekładać literalnie, na tyle dokładnie, na ile pozwalała mu znajomość języka włoskiego. W rezultacie, otrzymaliśmy coś w rodzaju: „Ojcze nas, który jesteś w niebie… eee… niech będzie święte Twoje imię… eee… niech Twoje królestwo przyjdzie… niech będzie tak jak sobie życzysz” i tak do końca, w tym samym stylu charakterystycznym dla kogoś, kto tę modlitwę słyszy pierwszy raz w życiu.

Ktoś powie, że skoro nasz świat doszedł do tego punktu, w tym nie ma nic pocieszającego, lecz wręcz przeciwnie, powinniśmy bić na alarm. I, owszem, ja się zgadzam, że sytuacja, w której się nagle okazuje, że w samym środku cywilizowanego świata, słowa „Ojcze Nasz” są tak samo mniej więcej rozpoznawane, jak tekst pierwszego lepszego popowego hitu, a więc na takiej zasadzie, że kto lubi, ten zna, nie jest zbyt interesująca. Natomiast uważam, że już znacznie ciekawsza jest reakcja, jaką ten wczorajszy przypadek wywołał w Wielkiej Brytanii. Z tego, co czytam w Internecie, wynika, że z tego co narobili, BBC musi się dziś tłumaczyć znacznie gęściej, niż z kolejnej próby zrzucenia odpowiedzialności za Holocaust na Polaków. I to nie przed jakimś Watykanem, czy obcą ambasada, ale znacznie gorzej – przed własną publicznością. W dodatku jeszcze w reakcji na tę cholerę, jaka ogarnęła wielu Brytyjczyków, taki Daily Mail na przykład poczuł się w obowiązku przytoczyć w całości i w wersji podstawowej słowa „Ojcze Nasz”. A to jest, uważam, znak dobry.
Ale jest jeszcze coś, co mnie wprawia w lepszy nastrój. Cokolwiek by nie powiedzieć o tych kretynach z TVN-u czy TVP Info, jednego możemy być pewni – póki co, u nas coś takiego by się nie zdarzyło. U nas, nawet gdyby w roli tego tłumacza wystąpił sam prezydent Komorowski, ze swoimi powszechnie znanymi możliwościami, on by słowa tej modlitwy wyrecytował od początku do końca tak by nawet jego osobisty kumpel kardynał Nycz nie miał się do czego przyczepić. Co ja mówię, Komorowski? Nawet Leszek Miller by sobie poradził.
Minimalizm? Zgoda. Niech będzie minimalizm. Sam przecież już się do tego przyznałem. Muszę jednak powiedzieć, że z mojego punktu widzenia, jest już tak do dupy, że można się cieszyć nawet tym, że w czerwcu w Krakowie zagra Portishead, a co tu dopiero mówić o takich przyjemnościach jak świadomość, że nawet Millera, nawet Komorowskiego stać na wiele, ale jednemu rady nie dadzą – potędze Sakramentu.
 
Toyah.pl
 
Polecamy książki Toyaha(Krzysztofa Osiejuka):
Zdjęcia do artykułu :
Zdjęcia do artykułu :
O siedmiokilogramowym liściu i inne historie
O siedmiokilogramowym liściu i inne historie
Twój pierwszy elementarz
Twój pierwszy elementarz
Marki, dolary, banany i biustonosz marki Triumph
Marki, dolary, banany i biustonosz marki Triumph





Informujemy, iż w celu optymalizacji treści na stronie, dostosowania ich do potrzeb użytkownika, jak również dla celów reklamowych i statystycznych korzystamy z informacji zapisanych w plikach cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies można kontrolować w ustawieniach przeglądarki internetowej. Korzystając z naszej strony, bez zmiany ustawień w przeglądarce internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.